Bali – dlaczego nie warto tam jechać?

22 listopada 2016

bali dlaczego nie warto jechać

Bali – wyspa bogów, raj na ziemi, miejsce, w którym mieszkają dobre duchy i dobrzy ludzie. Piękne krajobrazy, malownicze świątynie, aura tajemniczości i mistycyzmu, złoty piasek, palmy kołysane przez wiatr znad oceanu, w tle kształtny wulkan i kwiaty na ulicach. Ach, wszędzie kwiaty! I kadzidła! Oj tak, dużo kadzideł! Już na lotnisku dostajesz kwiatowy naszyjnik zupełnie jak na Hawajach. Kwiaty frangipani pachną tak dobrze, że kręci ci się w głowie i nie wiesz czy to jawa czy sen. Lecz jednak wjeżdżasz do miasta, a tam brzydota kuje w oczy. Bali to dla mnie wyspa sprzeczności. O tym, że tam nie wrócimy przesądziło kilka rzeczy. Przeczytajcie.

bali dlaczego nie warto jechać

Kwiaty frangipani na drzewie

Bali – dlaczego nie warto tam jechać?

Bali nie jest miejscem jak z filmu

Jeśli zakochaliście się w Bali po obejrzeniu „Jedz, módl się, kochaj” z Julią Roberts i Javier’em Bardem’em to nie macie po co tam jechać, bo Bali tak nie wygląda. Oj nie! Duchowa stolica wyspy – Ubud jest tak zatłoczona, że trudno się przecisnąć idąc wąziutkim chodnikiem, a ulicą się nie da, bo pędzą po niej skutery i samochody. Dodatkowo podczas ponad dwóch tygodni nie widziałam tam zbyt wielu rowerów, na którym wśród malowniczych pól ryżowych jeździła bohaterka filmu. Pytałam się nawet o nie tubylców, w tym naszego kierowcy i powiedział, że na Bali niewiele osób z nich korzysta ze względu na duże wzniesienia. Z tego względu ludzie wybierają skutery. Ponadto na skuter wsiądzie cała rodzina, więc jest to lepszy środek transportu w tamtejszych realiach, gdzie niewiele osób stać na samochód. 

Na Bali wszędzie grasują naciągacze

Wszędzie, ale to wszędzie! Oskubią Was z ostatniej rupii, będą chcieli naciągnąć a to w trakcie wypożyczania skutera, a to przy wejściu do świątyni twierdząc, że jeden sarong (duża chusta, którą trzeba się przewiązać przed wejściem i zakryć „brudną” część ciała, czyli od pasa w dół), który masz na sobie to zdecydowanie za mało, a to przy wypożyczeniu leżaka na plaży… Oszukają na stacji benzynowej, nawet w sklepie spożywczym, o kantorze nie wspominając. Po jednym dniu spędzonym na Bali można uznać, że ludzie pracujący tam w turystyce to złodzieje i oszuści. I niestety będzie to bliskie z prawdą. Ludzie ci myślą, że jak przyjeżdża białas, to wręcz trzeba go oskubać. Po prostu. Dla zasady, bo przecież to bogacz. W końcu przyjechał z Australii lub, co lepiej, z drugiego końca świata, czyli Europy. A skoro przyjechał i wydał półroczną pensję Balijczyka na sam bilet, to znaczy, że milioner i że nic mu się nie stanie jeśli zostawi dodatkowe ileś set dolarów na wyspie. Smutne, ale bardzo prawdziwe.

Brud, smród i ubóstwo

Wyspa tonie w śmieciach. Nie widać ich w miejscach znanych z widokówek, ale jeśli tylko odejdziecie kilka metrów w bok traficie na dzikie wysypiska śmieci z masą plastikowych butelek, worków i przeróżnych odpadków. Nawet na plantacjach ryżu widzieliśmy takie wysypiska! Balijczycy w ogóle nie szanują tego, co im dała natura. Depczą wszystko, a śmieci rzucają pod siebie. Wieczorami na ulicach walają się setki ofiarników. Zgarniane są one na kupki, w których grasują szczury. Brrr!

bali dlaczego nie warto jechać

Ofiarnik – koszyczek upleciony z liści bananowca wypełniony darami dla bogów

Małpy, szczury i karaluchy, czyli balijska „święta trójca”

Codziennością na Bali są złośliwe małpy. Jeśli odwiedzisz czy to świątynię Uluwatu, małpi gaj w Ubud, okolice wulkanu Bratan czy pierwszy lepszy wodospad, masz 100% pewności, że okropne makaki tam będą. Szczerze nie cierpię tych małp i się ich boję. Są agresywne, często wyrywają ludziom okulary czy inne przedmioty. Są odważne i bardzo zadziorne. Nie polecam bliższych kontaktów z nimi. Szczury wielkie jak koty to także codzienność. Łażą nawet po dobrych restauracjach i po ulicach w Kucie. Bawią się i podkradają jedzenie z ofiarników. To prawdziwa plaga. Podobnie jak wielkie karaluchy, które jakby nigdy nic przemierzają ulice i zaglądają przez odpływ w wannie czy zlewie. True story.

ile kosztuje wyjazd na bali

Wykorzystywanie zwierząt

Inną kwestią jest wykorzystywanie małych małpek, słoni, cywet (to te zwierzaczki produkujące ziarna kawy kopi luwak) czy … nietoperzy. Na Bali żyje rudawka wielka – największy nietoperz na świecie. W ciągu dnia nietoperze te są osowiałe. Zwisają z drzewa nogami do dołu, trochę śpią, ale przez większość czasu pozują do zdjęć. Polega to na tym, że właściciel nietoperza rozciąga jego olbrzymie skrzydła i człowiek bierze je w ręce. Nie powiem, ich wielkość robi wrażenie, ale po co mieć takie zdjęcie? I dawać ludziom zarobić na zdjęciu z małpką na łańcuchu, słoniem czy nietoperzem? Nie pojmuję tego. Gdybyście się zastanawiali czemu nietoperz nie odleci – w dzień tego nie zrobi, bo jest nieaktywny. Mógłby to uczynić wieczorem, ale wtedy jest zamykany w ciasnej klatce.

rudawka-wielka

Klimat

Klimat na Bali jest dość męczący. Przez pierwsze dwa dni zupełnie nie mogliśmy się przyzwyczaić do ogromnej wilgotności i dosłownie lał się z nas pot. To nie jest klimat dla przeciętnego Europejczyka, oj nie! Dopiero trzeciego dnia zaczęliśmy przyzwyczajać się do tamtejszej pogody. Na początku września temperatury oscylowały wokół 30 stopni C, ale odczuwalna temp. wynosiła ponad 40 stopni C przez wilgotność.

Na Bali jest po prostu brzydko

Poza miejscami kultu na wyspie jest po prostu brzydko. Dominuje zabudowa prowizoryczna, niedokończone budynki, niespójna architektura. W miasteczkach powieszone są setki billboardów, a wszystkie kable biegną nad ulicą. Taka sama plątanina jak w Japonii z tym, że tu jest znacznie większa prowizorka. Dodatkowo liczba neonów i reklam przyprawia o ból głowy. Miało być europejsko, a wyszło tandetnie. Po prostu.

Jest też niebezpiecznie

Abstrahując od faktu, że zostaliśmy napadnięci w mieście, to na Bali jest po prostu niebezpiecznie. Ogromna liczba turystów ściągnęła też wielu przestępców. Po powrocie dowiedziałam się, że na plaży w Kucie dwa tygodnie przed naszym pobytem został zamordowany policjant. Wieczorem, w momencie, gdy tuż obok bawiły się tysiące ludzi! Przypomniała mi się historia, którą kiedyś opowiadał mi kolega, który wyjechał do Brazylii na stypendium. Kilka miesięcy spędził w São Paulo, a ostatnie dni w Rio. Rano przed wylotem poszedł zażyć ostatniej kąpieli. Zostawił rzeczy na Copacabanie. Gdy po pół godzinie wrócił niedaleko jego ubrań i ręcznika zastał policjantów stojących nad zastrzelonym człowiekiem…

Żeby było ciekawiej za zabójstwo policjanta z Bali zostali oskarżeni obcokrajowcy. Poczytajcie sobie tę historię na anglojęzycznych portalach. Włos się jeży na głowie. Rzućcie okiem też na opowieść o „Bali Nine” czy o wielu Brytyjczykach oraz Australijczykach sądzonych o posiadanie narkotyków czy inne przestępstwa, które rzekomo popełnili. Ta strona Bali ma zupełnie inne oblicze. Podobnie jak to, że mało kto powie Wam o niebezpieczeństwach czających się na każdym kroku w miejscowościach wypoczynkowych. Na głównych ulicach stoją faceci oferujących przeróżne narkotyki. Jeśli się skusicie, możne okazać się, że są oni podstawieni przez policję i przyjdzie Wam zapłacić kilkaset dolarów łapówki lub być sądzonym za posiadanie (za przemyt narkotyków w Indonezji grozi kara śmierci; posiadanie jest też bardzo surowo karane – młodszy brak Gordona Ramsay’a został skazany na 10 miesięcy więzienia za posiadanie 0,1 grama heroiny).

Podobnie jest z jazdą na skuterze – w tym aspekcie odsyłam Was do wpisu „Jazda na skuterze na Bali – tam opisałam na co trzeba szczególnie uważać.

Są gigantyczne korki

Jeśli myślicie, że w Polsce są duże korki to jesteście w błędzie. Bali nie jest dużą wyspą, ale jeśli przyjmiecie, że na małej powierzchni mieszka ponad 4 mln osób, to zaczyna robić się ciasno. Korki są porażające. Zaczynają się wraz ze wschodem słońca – ok. 6 rano, a kończą po 22. Przejechanie kilku kilometrów zajmuje nierzadko całą godzinę. To bardzo męczące. Z tego też powodu większość ludzi jeździ na skuterach, bo tak jest relatywnie najszybciej.

 

Bali – dlaczego nie warto tam jechać? – podsumowanie:

Żeby jednak oddać sprawiedliwość napiszę, że kilka rzeczy mi się podobało na Bali. Byłam zachwycona pustymi plażami, jakie mieliśmy okazję odwiedzić. Były jednak puste, bo pogoda nie była idealna do plażowania – były bardzo duże fale i była to raczej pogoda dla surferów, aniżeli do kąpania.

Smakowało mi też jedzenie – kuchnia indonezyjska, a w zasadzie jej balijska odsłona bardzo przypadła mi do gustu. Piękne były też świątynie, a podglądanie balijskich rytuałów sprawiło nam wiele radości (trafiliśmy akurat na największe, po balijskim Nowym Roku, święto Galungan). Miło patrzyło się też na żywo zielone ryżowe pola – pokazywałam je Wam we wpisie „Jak rośnie ryż?„.

bali dlaczego nie warto jechać

To jednak zbyt mało, by jechać tam ponownie. Zdecydowanie zbyt mało. Cieszymy się, że zobaczyliśmy mały kawałek Azji Południowo-Wschodniej, ale niestety nie zrobił na nas dobrego wrażenia. Raczej nas rozczarował. Były to pierwsze wakacje odkąd pamiętam, z których chcieliśmy jak najszybciej wrócić do domu, a czas w ostatnich dniach wyjazdu dłużył się niemiłosiernie. Bali jest po prostu bardzo zadeptane. Może gdybyśmy trafili tam kilka lat temu mielibyśmy inne odczucia? Ponoć „modę na Bali” zapoczątkował film „Jedz, módl się, kochaj” i od czasu jego premiery w 2010 r. wyspa pęka w szwach od turystów.

Niestety z Bali się nie polubiliśmy. W końcu nie z każdym miejscem na ziemi musi tak być.

Oczywiście nie jest powiedziane, że wyjazd na Bali nie może być udany. Może. Myślę nawet, że w 100% będzie, jeśli spędzicie cały pobyt w 4-5* resorcie i będziecie tylko kursować między prywatną plażą, basenem i hotelowymi restauracjami. Ale wtedy nie zobaczycie prawdziwego oblicza tej wyspy, które niestety z rajskim obrazkiem ma niewiele wspólnego.

Do przeczytania!

E.

bali-jedzenie-1

bali-jedzenie-2

bali-jedzenie-3

Czerwone banany - pycha!

Czerwone banany – pycha!

 

Podobne wpisy

Komentarze

31 odpowiedzi na “Bali – dlaczego nie warto tam jechać?”

  1. Iwona pisze:

    Zgadzam sie co do naciągactwa, tez zdarzylo nam sie np wynajac auto z kierowcą zeby dojechac gdzies 30 km, w miedzyczasie, po 5 ciu minutach jazdy bez uprzedzenia pan zatrzymal sie na posilek gdzies na jakiejs wsi twierdzac ze jest glodny, co zajelo mu pol godziny, a jak dojechalismy doslownie w 20 minut do naszego miejsca to tak nas skolowal ze zaplacilismy 3x wiecej niz powiedzial na poczatku. Tez zawsze doliczano nam jakies dziwne oplaty no bo powinno przeciez nas na to stac jak juz tam dotarlismy ( niewazne ile sie zbieralo na ten wyjazd..) Tak, w czasie kiedy my bylismy – 3 lata temu poludnie Bali bylo bardzo rozkopane, zgadzam sie, ale pólnoc, blisko wodospadow, pola ryzowe wlasnie byly zachwycajace, park motyli. Mnie zachwycila roznorodnosc owoców i roslinnosc. Ale zgadzam sie co do brudu i braku bezpieczenstwa jazdy ( z tych powodów nie polecam Sri Lanki-tam to dopiero wyrzucaja wszystko na ulicę !) . My polecielismy rowniez na wyspe Flores, stamtad 3 dniowy rejs wokol innych wysp bo chcielismy doplynac do Komodo i zobaczyc dragony, potem tez po powrocie na Bali poplynelismy na Gili. Mysle ze nie warto spedzac calego urlopu na Bali, wlasnie z tych powodow jakie opisujesz. Warto spedzic pare poczatkowych lub koncowych dni a mysle ze ciekawsze i piekniejsze sa Java czy Sumatra, bardziej dziewicze. Pozdrawiam !

    • Madame Edith pisze:

      Iwono,
      mieliśmy ambicje, by zjechać dokładnie Bali i zobaczyć wszystko co najważniejsze. Plan zrealizowaliśmy, jednak zabrakło już czasu na mniejsze wyspy dookoła. Jechaliśmy tam z myślą, że to zrobimy kolejnym razem, ale teraz zupełnie nie zapowiada się jakikolwiek powrót do Indonezji. Słyszałam, że naciągactwo jest jeszcze w Tajlandii, zwłaszcza na wyspach, gdzie ceny są ponoć 2-3 razy wyższe niż na kontynencie. Nie wiem ile w tym prawdy, ale aż mi się odechciewa na samą myśl o wyjeździe w tamtą stronę. A Tajlandię od kilku lat bardzo chcemy zobaczyć…
      Serdecznie pozdrawiam
      E.

      • ola pisze:

        to,że w Tajlandii na wyspach jest dużo drożej,niż na kontynencie to nie naciągactwo,tylko po prostu realia. będąc w Polsce nad morzem,czy w górach, też za wiele rzeczy płacimy dużo więcej,niż w rodzinnych miastach,ot uroki turystycznych miejsc. Tajlandia jest cudownym krajem,nie bez powodu nazywana jest „krainą uśmiechu”,byliśmy kilka lat temu i wybieramy się ponownie w przyszłym roku,by zwiedzić inną jej część. w tym roku zjechaliśmy też całą Malezję,generalnie chcemy zobaczyć jeszcze wieeele w tych rejonach. dodam,że nigdy nie zostaliśmy w Azji oszukani,ba,wręcz spotykaliśmy się z bezinteresowną pomocą i ogromną życzliwością (a podróżujemy na własną rękę,najróżniejszymi środkami transportu i wcale nie bywamy w pięciogwiazdkowych hotelach,z których nie wyściubiamy nosa). widać,że ta przykra sytuacja z napaścią na Bali mocno Cię dotknęła i niewątpliwie miała wpływ na Twój odbiór całej podróży,ale nie zamykaj się na Azję,bo to piękny kawałek świata. wierzę,ze jeszcze będziesz miała się o tym okazję przekonać 🙂 może wystarczy chwila odpoczynku od balijskich klimatów i kolejnym razem trafisz w miejsce,które rozkocha Cię w sobie na amen – tego życzę!

      • Madame Edith pisze:

        Olu,
        jeśli pojadę do Azji, to chyba tylko ponownie do Japonii lub Chin, by zobaczyć inne, jeszcze nieodkryte rejony 🙂 Azji Południowo-Wschodniej póki co mówię zdecydowane nie. I to nawet nie chodzi o kradzież, bo ona mogła się przytrafić przecież nawet w Polsce. Tu chodzi o podejście do turystów i białych twarzy. Trochę dało nam się to we znaki już w Chinach, ale na Bali to zachowanie było sto razy gorsze i jeszcze bardziej irytujące. Niestety.

      • Marta pisze:

        Ja sie zgadzam z Ola! Pare godzin temu wróciłam z Tajlandii i to cudowny kraj. Minusy właściwie takie same, o których piszesz. Brud, smród (Bangkok), niedbanie o naturę (olej palmowy używany na tony!), próby naciągania, robale, korki, skutery… ale ludzie cudowni! Pomocni i uśmiechnięci. Wyluzowani.
        Z cenami na wyspie tak, jak w Polsce nad morzem, tez drożej (wcale nie trzy razy!) Tylko, ze wciąż to jest bardzo tanio. Wciąż znajdziesz streetfood, a to ze za pad thaia zamiast 5 zł wydasz 7…

      • Madame Edith pisze:

        Marta,
        pocieszyłaś z tymi cenami, bo się naczytałam, że na wyspach ceny są w zasadzie jak w Polsce i panuje „zmowa taksówkarzy”, którzy słono sobie liczą za wszystkie przejazdy. Smutne jest jednak, że tam też ludzie nie dbają o naturę. Co jak co, ale o to powinni dbać najbardziej, bo od natury zależy przyszłość ich dzieci i wnuków. Jak zadepczą i zaśmiecą swój kraj, to za 20 lat nikt nie będzie chciał tam jechać. Tak samo jak w przypadku Bali, którą Indonezyjczycy maksymalnie eksploatują, bo przynosi im aż 97% przychodów z turystyki.

      • Iwona pisze:

        W Tajlandii i Kambodzy bylam 6 lat temu . Zaczelismy od kilku dni w Bangkoku gdzie tamtejsza agencja turystyczna organizowala nam wize do Kambodzy a my mielismy parę dni na zwiedzanie miasta. Bangkok jest po prostu specyficzny. Wszedzie mnostwo ludzi, duzo tuk-tuków a ich kierowcy oferują darmowy (lub o obnizonej cenie) przewoz do naszego miejsca jesli po drodze beda mogli nas zawiezc do krawców lub muzeum kamieni szlachetnych- Kamieni nie kupilam ale uszylam sobie calkiem ladna sukienke na miare z dobrego materialu:) Kierowcy dostaja pieniadze na benzynę od wlascicieli tych miejsc i tak interes sie kręci. My nie musimy nic kupowac, ale wejdziemy na chwile, zobaczymy i jedziemy dalej. A to nawet jest ciekawe:). W Bangkoku podobalo mi sie uliczne jedzenie, szczegolnie wszelkiego rodzaju fried noodles ktore nie mialo sobie rownych nigdzie indziej, plywajacy market Taling Chan. Jesli mialabym polecac azjatyckie panstwo to polecilabym Tajlandię. Tajlandia jest bardzo dobrze turystycznie zorganizowana i mysle ze tam po prostu o wszytsko trzeba sie targowac i zbijac cenę i to jest normalne i dla nich jak najbardziej naturalne. Poza tym konkurencja turystyczna jest wielka i ceny nie sa wysokie. Uwazam ze Tajlandia to najtansze turystyczne panstwo azjatyckie w ktorym bylam. Owszem, w Bangkoku czesto wystepuje smog i jest zatloczone ale do Tajlandii warto pojechac aby sie dobrze najesc- jedzenie rewelacja , no i tajskie masaze !! 6 lat temu w Bangkoku mozna bylo miec godzinny masaz za 6-7 dolarów i jaka roznorodnosc !! Poznej po Bangkoku pojechalismy na 3-dniową wycieczkę do Kambodzy zwiedzac Angkor Wat i tam to dopiero byl chaos. Niby wszystko zorganizowane, transport a na przewodnika na granicy trzeba bylo czekac 1,5 godziny, ktos sie umawia z organizatorow i nie przychodzi i te kambodzanskie dzieci proszące o pieniadze na kazdym kroku, dam pieciu pierwszym ale pozniej to staje sie bardzo uciazliwe.. Dla mnie Tajlandia i Kambodza w tamtym czasie to zetkniecie sie dwoch swiatów, Tajlandia to ten lepszy :). Po powrocie z Kambodzy do Bangkoku polecielismy na pólwysep Phuket i tam juz cieplej, bardzo turystycznie i ceny 3 razy wyzsze 🙂 Bardzo duzo Skandynawów i Rosjan. Agencje turystyczne oferuja rejsy, wycieczki, kajaki , czego dusza zapragnie. Warto pojechac i zobaczyc.

  2. Lech pisze:

    Indonezja bardzo się promuje ale Twój wpis o Bali przekonuje mnie, zwłaszcza że to nie pierwsza taka opinia jaką słyszałem.

    Myślę Edytko, że taniej i bardzo ciekawie może być ( ja przyjąłem sobie 3 destynacje marzeń, w których jeszcze nie byłem ale mam nadzieję że marzenia kiedyś się spełnią: – RUMUNIA ( nie wiem czy zdążę jeszcze zobaczyć ostatnią ludową kulturę Europy ale może spróbuję genialnej ponoć kuchni i zobaczę niesamowite krajobrazy ) – GRUZJA ( kuchnia, najstarsze kościoły i zapierające dech w piersiach góry no i ta gościnność !
    – IRAN ( Ech, Persja, najgościnniejszy kraj na Świecie, staram się uczyć nawet języka Farsi.)
    Jak uda się Rumunia, Gruzja i Iran to nawet założę bloga :-)))

    • Madame Edith pisze:

      Leszku,
      bardzo bym chciała pojechać właśnie do Gruzji. Myślę, że przed wakacjami lub wczesną jesienią musi być bajkowo. Jedzenie w tym przypadku byłoby wielkim atutem takiego wyjazdu 😉
      Mój kolega był niedawno w Iranie. Cóż, dość specyficzne miejsce, ale bez wątpienia piękne i warte odwiedzenia, choć raczej może niekoniecznie dla kobiety jadącej w pojedynkę 🙂

    • Kasia pisze:

      Leszku i Edith,

      Tak jak Edyta odczarowuje urok Bali, tak i ja muszę odczarować trochę urok Gruzji. Owszem, kraj przyrodniczo jest przepiękny i bardzo różnorodny. Zabytki też dość ciekawe, choć cerkwi i tego typu kościołów już się naoglądałam wcześniej na Bałkanach 😉

      Natomiast jest biedny i to widać. Poza Tbilisi oraz Signagi, i to w centrum, miasta są dość brzydkie – niedokończone budynki, dworce marszrutkowe to na ogół place bez asfaltu, więc albo masa kurzu albo błoto, kiedy pada. Po drogach chodzą krowy, owce oraz świnie. Typowe bałkańskie i azjatyckie okablowanie to też standard.
      Ludzie jeżdżą jak szaleni na drogach, więc wynajem samochodu może być niebezpieczny. Z drugiej strony – marszrutki wytrzęsą i będziemy jechać w ścisku, a „taksówkarze” będą chcieli również naciągnąć jak najbardziej.
      Ludzie są uśmiechnięci i sympatyczni, ale również bardzo natarczywi. W centrum każdego miasteczka obskakują turystów od razu i każdy ma do zaoferowania taxi, haraszo guest house, wino etc. Również wszędzie śmiecą i nie zawsze można na nich polegać. A raz trafiliśmy na taki nocleg (z oceną 8.8 na bookingu), że miałam problem wejść pod prysznic.
      Jeśli chodzi o jedzenie to fakt, jest smaczne, ale bardzo ciężkie, bardzo mało warzyw mają w menu. Kilka razy w naszej ekipie przytrafiły się problemy jelitowe, bo było za tłusto. Po tygodniu sałata była dla nas rarytasem 😉

      Mają pyszne wino, zwłaszcza domowe i świetnie się z nimi imprezuje. Wyjazd do Gruzji był ciekawy, ale też dość męczący. I mój mąż po nim stwierdził, że on ze mną do Azji płd.-wsch nie jedzie. Chętnie się wybierze, ale do Japonii albo Korei, natomiast o Wietnamie czy Tajlandii mogę zapomnieć :p
      Gdybyście chcieli poczytać dokładniej to zapraszam tutaj http://wedlug-lokatej.blogspot.com/search/label/Gruzja (mam nadzieję, Edith, że wybaczysz mi tę reklamę).

      • Madame Edith pisze:

        Kasiu,
        bardzo dziękuję za Twoją opinię. To bardzo ciekawe. Powiem szczerze, że jestem trochę zaskoczona, bo sądziłam, że tam jest nieco spokojniej i inaczej. Pamiętam jak w 2005 r. odwiedziłam Czarnogórę. Miałam trochę podobne wrażenia. Widoki zachwycające, jedzenie smaczne i też tłuste, a kierowcy ultra nieodpowiedzialni 🙂 Być może to są podobne klimaty. Choć też prawdopodobne, że Czarnogóra się od tamtego czasu trochę rozwinęła i ucywilizowała, bo w końcu 11 lat minęło, a w 2005 r. mało kto w ogóle słyszał o takim kraju i turystów było jak na lekarstwo 🙂
        Chętnie przejrzę Twoje wpisy, bo rozważałam ten kierunek na kolejne wakacje – może jeszcze zmienimy zdanie 😉
        Dziękuję i przesyłam pozdrowienia,
        E.

      • Kasia pisze:

        Edith,

        Czarnogóra, Albania czy Macedonia to bardzo spokojne miejsca w porównaniu do Gruzji 🙂 Bałkany miałam okazję odwiedzić w 2010 i było przyjemnie, a jedzenie pyszne i znacznie lżejsze niż gruzińskie. Być może różnica postrzegania bierze się również z tego, że wtedy byłam na wycieczce z biura podróży, a obecnie sami wszystko organizujemy, ale i tak wydaje mi się, że Gruzja jest bardziej dzika i nieokrzesana.

        Gruzja jest jak najbardziej warta odwiedzenia, ale trzeba się liczyć z niedogodnościami. Kwestia co kto lubi i może jesteście w stanie wydać więcej np. na lepszy nocleg albo transport.

  3. smerfetka79 pisze:

    Fajnie ze opisałas Wasz wyjazd nie tylko przez pryzmat różowych okularów. Szkoda tylko, że ni było tam tak kolorowo; (.

  4. Magda pisze:

    Cóż, wychodzi na to, że w Azji mamy cały przekrój społeczeństwa, od mega bezpiecznej Japonii, po właśnie choćby Bali, które opisałaś. Koleżanka pojechała z mężem w podróż poślubną do Wietnamu, co prawda im się podobało, ale też nie byli jakoś szczególnie zachwyceni i przyznali, że na filmach ten kraj wygląda o wiele lepiej (przede wszystkim mniej tłoczno).
    Mnie Azja osobiście też bardzo kusiła, ale na razie pozostanę przy dalszym odkrywaniu pięknych zakątków Europy, bo sporo mi jeszcze zostało. W szczególności w pierwszej kolejności stawiam na polecany przez Ciebie Budapeszt i ogólnie Węgry, a potem na Szwajcarię – w obu krajach jestem wprost zakochana, na co wpływ miały także Twoje zdjęcia i posty 🙂

    • Marta pisze:

      Azja i Europa to jest tak zupełnie inny świat z punktu widzenia podróżowania, tego co sie doświadcza… Europa jest naprawdę cudowna i piękna.

      • Madame Edith pisze:

        Marta, zdecydowanie Europa jest wspaniała. Nie potrafiłabym mieszkać gdzie indziej 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Magdo,
      Budapeszt i Węgry polecam każdego dnia i już tyle osób namówiłam do odwiedzenia, że nie jestem w stanie zliczyć. Byli nawet tacy, którzy specjalnie jechali do Egeru, by tylko odwiedzić moją ulubioną cukiernię. Aż się śmiałam, że powinnam mieć od ich sprzedaży jakiś procent, bo im już wiele ciastek pomogłam sprzedać 😉
      Do Szwajcarii mogłabym wracać co chwilę, bo też jestem zakochana w tych krajobrazach i pysznym jedzeniu. Gdyby jeszcze było ciut taniej, byłoby idealnie!
      Moc pozdrowień!
      E.

  5. Aneta pisze:

    Dziękuję za prawdziwy opis. Dla mnie Egipt to już namiastka tego ” świata” naciągaczy i brudu, więc Bali zupełnie odpada. Natomiast Japonia to bajka, zawsze chętnie wrócę. Pozdrawiam

    • Madame Edith pisze:

      Aneto,
      w Egipcie nigdy nie byłam, ale prawdopodobnie coś jest w tym porównaniu. Aczkolwiek wiadomo, że to zupełnie inna obszar pod względem religijnym i kulturowym. Pewne cechy wydają się być jednak wspólne.
      Japonia wg mnie jest nie do porównania z żadnym innym krajem. Monsieur mówił mi, że Korea Południowa jest też mocno zaawansowana, ale nie aż tak 😉

  6. Iwona pisze:

    Ja bardzo polecam Stany. To jest dopiero przekroj przez wszytkie krainy geograficzne ! Mnostwo kraobrazow zapierajacych dech w piersiach i miejsc widzianym na filmach.Porownujac koszty, Stany sa tansze od wyjazdu do Azji a cywizylizacyjnie- na rowni z Europą. Bardzo polecam wynajecie auta zeby dojechac w fajne miejsca i poczuc wolnosc na tych autostradach !! Wynajecie jest tansze niz w Europie i ceny paliwa tez nizsze. Zjezdzilam Teksas- od pónocy po winnice teksanskie i pierwsze osady polskie w Teksasie 🙂 zatoke meksykanską, Arizonę-Kaniony i ‚dzikie’ poludnie, Kalifornię i Alaskę- ta ostatnia drozsza bo wiele rzeczy tam muszą przyleciec samolotem ale jest tam cudownie. Odwiedzilam tez Las Vegas i Nowy York – te dwa miejsca warto zobaczyc ale dla kogos kto kocha naturę, 3-4 dni w kazdym z nich w zupelnosci wystarcza. Jesli bys miala jakies pytania odnosnie tych miejsc, to bardzo chetnie odpowiem.

  7. Kamila pisze:

    No cóz Edith, po prostu Madame nie odnajdzie sie w kazdym miejscu swiata. Wydaje mi sie, ze masz nature damy, ktora chce miec wszystko ladnie, elegancko i jak z pudełeczka, wiec wszystkie biedne kraje z ich niedociagnieciami i bieda beda Cie zawodzic. Bo brudno, bo chaos, bo smieci, ale tak wlasnie wyglada tam zycie. Ja mam podobna nature, dlatego na przyklad chociaz uwielbiam hinduskie jedzenie, cenie ich kulture nigdy nie wybiore sie do Indii, nie sprawia mi bowiem przyjemnosci zetkniecie „z prawdziwym zyciem”nie chce ogladac zebrakow na ulicach, nie chce przepychac sie w tlumie i wdychac smrodu Gangesu. Ty tez wlasnie odkrylas ze lubisz tylko first world countries.
    Pozdrawiam i lacze sie w bolu:)

    • Madame Edith pisze:

      Kamila,
      niekoniecznie 🙂 Mogę spać w starym domku nad jeziorem lub pod namiotem – gorsze warunki nie są mi straszne, ani obce. Jak byłam w podstawówce tak jeździliśmy z rodzicami. Często spaliśmy na kempingach, pod namiotem czy w naprawdę średnich warunkach na kwaterach na Węgrzech (oczywiście teraz na Węgrzech jest dużo lepiej pod tym względem). Potem tak samo jeździłam z przyjaciółmi ze studiów – często nie było ani łazienki, ani WC na miejscu, ale było fajnie.
      Jednak faktycznie do Indii się nie wybieram, choć kiedyś bardzo chciałam. Zniechęcił mnie poziom bezpieczeństwa w ostatnich latach, olbrzymi smog, zanieczyszczenie i ogólna bieda. Nie po to jadę na wakacje, które mam de facto raz w roku, by się dołować i w dodatku za to płacić. Wolę bezpieczniejsze miejsca, bo jeśli jest bezpiecznie, to czuję się dobrze i mogę wypoczywać i nawet spać byle gdzie – ważne tylko, by myszy, ani karaluchy nie biegały po pokoju 😉
      Uściski!
      E.

  8. Olek pisze:

    W zasadzie to bardzo mi przykro, że przeczytałem ten wpis. Utwierdził mnie bowiem w przekonaniu, że pomimo „głodu odkrywania” nie chcę zwiedzać krajów takich jak Indonezja, Kambodża czy inna Sri Lanka właśnie z tych powodów, które Ty opisałaś. Po prostu nie każdy ma charakter, żeby czerpać przyjemność z odwiedzania choćby najpiękniejszych miejsc na Ziemi, jednocześnie nie czując się bezpiecznym. A wnioskuję, że właśnie zachwianie poczucia bezpieczeństwa spowodowało, że masz takie a nie inne wspomnienia z Bali. 🙁 I tutaj wcale Ci się nie dziwię, bo chyba jestem taki sam. Ale na szczęście jest na świecie jeszcze tyle wspaniałych, a jednocześnie „cywilizowanych” miejsc, że szkoda czasu i pieniędzy na takie „dalekowschodnie eksperymenty”, bo przecież samej Europy nie będziemy w stanie poznać w trakcie swojego życia tak do końca! Dlatego zachęcony Twoimi innymi wpisami w styczniu lecę na Maderę, a w lecie planuję odwiedzić okolice Lizbony (a może nawet Azory, jak coś się znajdzie). Też bardzo chciałem do Gruzji, ale po opowieściach znajomego o podejściu Gruzinów do higieny i stanie tamtejszych sanitariatów nawet w dobrych lokalach stwierdziłem, że może jeszcze trochę poczekam z takimi marzeniami. W każdym razie dziękuję Ci, że szczerze opisałaś swój ostatni wyjazd!

    • Madame Edith pisze:

      Olku,
      Maderą Cię zachwyci – jestem tego pewna! Dla mnie to niemal raj na Ziemi 🙂 Lada dzień pokażę na blogu zdjęcia z Madery z okresu noworoczno-świątecznego. Dam tez przepis na ich ciasto na Trzech Króli (ale to dopiero na samym początku stycznia).
      Okolice Lizbony też są cudne. My póki co jeszcze nie mieliśmy okazji zwiedzić całej Portugalii. Z części kontynentalnej znamy kawałek od Faro w kierunku Hiszpanii i właśnie Lizbonę z przyległościami. To cudowne rejony. A w Portugalii zawsze czułam się super bezpiecznie. Jedynym wyjątkiem były tramwaje w Lizbonie – na nie trzeba bardzo uważać. Po kilku dniach już znaliśmy z twarzy bandy dzieciaków – złodziei, które od rana do nocy jeździły utartymi szlakami…

      Udanych podróży, daj proszę znać jak było na Maderze 🙂

      Serdeczności!
      E.

  9. Wiesia pisze:

    Witaj Madame Edith:)
    Dawno nie pisalam, wiec sie znowu odzywam.Z ciekawoscia przeczytalam Twoj opis Bali.Nie bylam tam I nie mam zamiaru przede wszystkim ze wzgledu na podrzucanie narkotykow.Co chwile w tutejszej tv pokazuja mlodych Australijczykow, ktorzy „wpadli” I albo do wieziena, albo na szafot!
    W Azji odpowiada mi tylko Japonia.
    We wrzesniu zas bylam w Izraelu, o ktorym marzylam cale zycie.Bylam zaproszona na wesle do Jerozolimy.
    Wszystkim, ktorzy nie byli goraco polecam ten cudny kraj.

    Pozdrowienia z letniego Sydney

    • Madame Edith pisze:

      Wiesiu,
      Jak dobrze, że się odzywasz! O właśnie, to kolejny temat, o którym w Polsce zupełnie się milczy. Ludzie jadą na Bali sądząc, że złapali Pana Boga za nogi i zupełnie nie zdają sobie sprawy z zagrożeń. Indonezja ogromnie różni się od Europy i powiem Ci szczerze, że jestem zła, że w polskich mediach czy na rozlicznych stronach jest przedstawiana jako „raj na ziemi”. U Was przynajmniej każdy jasno wie dokąd jedzie i co się może stać. Niestety wielu Austalijczyków tam „wpadło” w różny sposób i nie zawsze przecież że swojej winy jak piszesz. Sama czytałam o takich przypadkach i to są bardzo głośne sprawy, ale niestety nie mówi się o nich w Europie. Wiadomo, że balijskie plaże, a w zasadzie dobre fale, przyciągają wielu surferów i są niezwykle kuszące, więc wielu młodych ludzi korzysta…

      A co do Izraela, to bardzo chciałabym tam kiedyś pojechać. Jedzenie jest ponoć niezrównane!

      Moc pozdrowień (za niestety zimnej i smutnej o tej porze roku Warszawy)!
      E.

      • Wiesia pisze:

        Witaj Madame E.:)
        Zgadzam sie z Toba,ze w Polsce , takie miejsca , jak Bali sa edenem.Kazdy zreszta sam musi doswiadczyc, czasami bolesnie.
        Izrael- jezeli nie ma sie uprzedzen – jest krajem, kolorowym, wesolym.Wiadomo,ze jest konflikt, ale ja tam nie czulam niebezpieczenstwa, a widok zolnierzy, bardziej mnie uspokajal niz przerazal( moze tez dlatego,ze wiekszosc z nich jest przystojna czesc armii:)).
        Serdecznie polecam.

  10. Martinka pisze:

    Witaj Edith,
    z ciekawością przeczytałam Twój wpis, gdyż jeszcze wczoraj właśnie Bali chciałam obrać za kolejny cel podróży 🙂
    Tydzień temu wróciłam z Tajlandii i jest to miejsce, które mogę spokojnie polecać. Spędziliśmy kilka dni w Bangkoku, kilka dni na północy (Chiang Mai) oraz niemal tydzień na wyspie Koh Chang – najmniej turystycznej chyba wyspie w Tajlandii. Bangkok jest bardzo specyficzny – smog, zapachy, korki, tłumy, ale ma naprawdę wiele do zaoferowania, moim zdaniem jest to niejako kwintesencja Azji. Świątynie robią wrażenie nie do opisania, uliczne jedzenie za kilka złotych – nieziemskie! Prowincja Chiang Mai – zupełnie inna kuchnia niż reszta kraju, inne krajobrazy, fantastyczne szkoły gotowania oraz pokazy tajskiego boksu 🙂 Polecam odcinek Anthony Bourdain Parts Unknown właśnie z Chiang Mai – nic dodać, nic ująć. I w końcu Koh Chang- piękna, zielona wyspa, w listopadzie była w dalszym ciągu jakby w letargu pomimo, że rzekomo sezon już trwał. Super miejsce na odpoczynek. Ceny – owszem wyższe niż na kontynencie, ale łatwo przywyknąć do jedzenia za kilka, kilkanaście złotych 🙂 Wciąż są to jednak ceny niższe niż w Polsce, a jeśli dodatkowo patrząc na okoliczności (kurort ze wspaniałymi plażami) – jest po prostu tanio.
    Podczas całego pobytu czułam się bardzo bezpiecznie, ludzie zawsze byli uśmiechnięci, sympatyczni i skłonni do pomocy (sami podchodzili pytając czy gdzieś nas pokierować, czy może czegoś potrzebujemy), kwestia cen i targowania się – chyba element kulturowy i trudno coś na to poradzić. Mimo że bardzo tego nie lubie, byłam w stanie jakoś przywyknąć, a potem czerpałam nawet pewną przyjemność z każdej zaoszczędzonej złotówki 😉 Raczej nie miałam wrażenia, że ktoś chce mnie oszukać, no może oprócz taksówkarzy 😉 Wszystko jest niesamowicie dobrze zorganizowanie (pomimo pozorów chaosu ;), nie było żadnego problemu żeby gdziekolwiek dojechać, wszystko było na czas i tak jak było umówione.
    Także szczerze polecam!
    Pozdrawiam 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Martyno,
      bardzo dziękuję za tak szczegółowy opis. Tajlandia jest na liście moich marzeń od wielu lat, ale póki co jadąc do Azji wybiorę raczej inny kraj. Muszę się pozbyć urazu do Azji Płd-Wschodniej 😉
      Z ciepłymi pozdrowieniami
      E.

  11. Kori30 pisze:

    Jesr duza szansa, ze zachwyci Cie Singapur. Miniaturowy, ale unikalny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Bali – dlaczego nie warto tam jechać?


Bali – wyspa bogów, raj na ziemi, miejsce, w którym mieszkają dobre duchy i dobrzy ludzie. Piękne krajobrazy, malownicze świątynie, aura [...]
@MadameEdith on Instagram