Białowieża

7 lipca 2014

Nie przypuszczałam, że wrócę tak szybko na Podlasie. Pamiętacie moją lutową wizytę w Supraślu i Kruszynianach w Tatarskiej Jurcie? Teraz wraz z grupą dziennikarzy odwiedziłam Białowieżę, w której byłam dawno temu, jeszcze za czasów liceum. Pamiętam jak wówczas spędziliśmy 4, a może 5 dni na „zielonej szkole” chodząc po puszczy, obserwując przyrodę i podglądając żubry. Było świetnie i do dnia dzisiejszego bardzo dobrze wspominam tamten wyjazd.

Tym razem plan był podobny, choć zdecydowanie bardziej napięty, bo czasu było znacznie mniej, a na uczestników wyprawy czekało jeszcze sporo niespodzianek, o których napiszę niebawem.

Hotel „Żubrówka”

Korzystając z chwili czasu wolnego zaraz po śniadaniu pobiegłam do parku Pałacowego, który oddalony był zaledwie o 100 metrów od naszego hotelu.

Przed ósmą rano to miejsce jest niemal bezludne. Podczas godzinnego spaceru spotkałam tylko dwóch pracowników parku, którzy wywozili śmieci i… bociana 🙂

Dzięki takim okolicznościom poranek w Białowieskim Parku Narodowym był czystą przyjemnością. Słychać było śpiew ptaków, a także ruch wody w stawie i rechoczące żaby.

Przeszedłszy mostek nad wodą trafiłam na obelisk upamiętniający polowanie Augusta III Sasa w 1752 r.

Kawałek dalej zza drzew wyłonił się budynek błękitno-białego dworku myśliwskiego Gubernatora Grodzieńskiego.

Dworek wzniesiony został w 1845 r. w stylu rosyjsko-szwajcarskim. W 1860 r. podczas polowania w Puszczy Białowieskiej w budynku przebywał car Aleksander II.

Budynek dworku wielokrotnie zmieniał swoje przeznaczenie. Podczas I wojny światowej w budynku mieścił się szpital polowy, a już po wojnie otworzono w nim restaurację i kasyno. W latach 80’tych w dworku funkcjonowało przedszkole, a w 1996 roku obiekt wyremontowano z przeznaczeniem na Ośrodek Edukacji Przyrodniczej Białowieskiego Parku Narodowego.

Dalej na lekkim wzniesieniu, w miejscu dawnego pałacu, stoi budynek Białowieskiego Parku Narodowego. Jest nowoczesny i bardzo okazały. W jednym ze skrzydeł budynku znajduje się hotel oraz restauracja.

Jest tu także interaktywne muzeum, do którego ze względu na wczesną porę niestety nie udało mi się zajrzeć.

Obok budynku obejrzeć można pozostałości pałacu – ceglaną bramę pałacową.

Jeśli tak okazale wygląda brama, to można sobie łatwo wyobrazić jak wspaniały był cały pałac.

Pochodziłam trochę po parkowych uliczkach napotykając jeszcze na szereg innych zabudowań. Cały park robi bardzo przyjemne wrażenie. Utrzymany jest w stylu angielskim, jednak widać tu rękę ogrodnika.

Wracając do hotelu na łące koło stawu spotkałam bociana. Wyglądało na to, że przyleciał tu na śniadanie w poszukiwaniu jakiegoś przysmaku.

Przy bramie wejściowej do parku znajduje się duża tablica z mapą i zaznaczonymi miejscami wartymi odwiedzenia na Podlasiu.

Tuż obok znajduje się budynek PTTK i informacja turystyczna.

Dookoła już od wczesnych godzin porannych znaleźć można stragany z podlaskimi pamiątkami – zarówno z drewna, czy wikliny, jak i tymi bardziej spożywczymi jak miody, czy ziołowe napary.

Po powrocie do hotelu wsiadłam do busa i w ledwie siedmioosobowej grupie wyruszyliśmy do Rezerwatu Żubrów – w tym czasie reszta naszej ponad dwudziestoosobowej wycieczki nadal odsypiała poprzednią, imprezową noc 😉

Po Rezerwacie oprowadzał nas Pan Łukasz Ławrysz z Białowieskiego Parku Narodowego, dzięki czemu dowiedzieliśmy się wielu ciekawych informacji o zwierzętach, jakie tu mieszkają.

Są to m.in. koniki polskie i rysie, żubry, sarny i jelenie.

Koniki polskie

Ryś Paulinka czeka na nowy, dużo większy i nowoczesny dom – od urodzenia żyje w niewoli, nie ma wyuczonego zwierzęcego instynktu, więc wypuszczona na wolność nie przeżyłaby zbyt długo

Największe wrażenie na wszystkich zrobiły żubry i małe żuberki. Nie wiem, czy wiecie, ale żubr w momencie narodzin waży około 25 kg, a potem rośnie (jedząc tylko trawę) jak na drożdżach i jako dorosły osobnik osiąga około 700 kg wagi. Co ciekawe żubry mogą być bardzo skocznymi zwierzętami. Dowiedzieliśmy się, że są w stanie przeskoczyć płot o wysokości nawet 2 metrów!

Spotkaliśmy także dwa żubronie, czyli dość niewydarzoną krzyżówkę żubra z krową. Dwa osobniki, jakie są obecnie w rezerwacie będą najprawdopodobniej ostatnimi, jakie będzie można tu zobaczyć. Zakład Badań Ssaków PAN w Białowieży nie ma w planach dokonywania kolejnych krzyżówek tych dwóch gatunków (prace nad stworzeniem nowego gatunku – żubronia prowadzone były już od XIX w. przez Polaków, a także Rosjan).

Prążkowany żubroń z opuszczonymi rogami, które dyndają, bo nie wykształciła się w nich kość. Wygląda przez to na bardzo smutnego, ale na szczęście luźno wiszące rogi go nie bolą, bo był pod tym kątem badany.

Innym ciekawymi mieszkańcami parku są sarny.

Oraz jelenie – ten zgubił swoje poroże zaledwie w kwietniu, a teraz po niespełna 3 miesiącach wyrosło mu nowe i do tego jakże okazałe!

Z Rezerwatu udaliśmy na nieczynną stację kolejową Białowieża Towarowa, na którą jednak dla nas podstawiono specjalny pociąg…

Czekała tu na nas luksusowa salonka Ferdynanda Porsche skonstruowana w 1938 r., która zabrała nas do tzw. Miejsca Mocy.

Półgodzinna podróż upłynęła nam na słuchaniu opowieści przewodnika, podziwianiu widoków i delektowaniu się zimnymi napojami.

Trzeba przyznać, że wagon (odkupiony przez właściciela Restauracji Carskiej od PKP w opłakanym stanie) został całkowicie odnowiony z niebywałą dbałością o każdy detal. Tylko spójrzcie na te lampki, fotele, okładziny na ścianach, czy bar.

Widok z przedniego okna salonki.

Po krótkiej podróży nasz wagon się zatrzymał w środku lasu. Stąd było już tylko jakieś 200 metrów do przejścia na niezwykłą polanę. Tym sposobem znaleźliśmy się w miejscu spotkań prasłowiańskich plemion.

Miejsce mocy jak sama nazwa wskazuje jest to miejsce magiczne. Znajduje się tu drewniana tablica informacyjna oraz rozrzucone spore kamienie. które prawdopodobnie były częścią miejsca kultu prasłowian. Ponoć wybrali oni na te cele właśnie owo miejsce ze względu na pewne niezwykłe właściwości.

Polana na Miejscu Mocy

Zauważyć tu można rozgałęzione drzewa np. poczwórne dęby, czy sosny. Obszar ten jest też wyjątkowo obficie porośnięty przez rośliny. Z tego powodu jedni przypisują temu miejscu moce magiczne, a inni magnetyczne. Potwierdziły to badania wykazujące podziemne cieki wodne oraz rzeki, które mogą wspomagać tutejszą roślinność.

Z Miejsca Mocy udaliśmy się z powrotem w podróż do Białowieży Towarowej. Oczywiście ponownie wsiedliśmy do niezwykłego i leciwego wagonu Porsche. Można było poczuć jak czas się cofnął i kilka dobrych dekad. Widoki nadal były cudne, a pogoda dopisywała.

Wysiadłszy na stacji weszliśmy do budynku niegdysiejszego dworca, który kilka lat temu zamieniony został na elegancką restaurację. Ale o tej wizycie opowiem Wam niebawem.

Póki co musicie się ze mną zgodzić: Białowieża jest piękna i zupełnie magiczna!

Do kolejnego przeczytania,
E.
Follow Madame Edith on Instagram

Wieża ciśnień zamieniona na apartamenty tuż koło dworca
Podobne wpisy

Komentarze

7 odpowiedzi na “Białowieża”

  1. sweet cranberry napisał(a):

    Jak tam pięknie 🙂

  2. Agnieszka F. napisał(a):

    Przefantastyczny dworek i ten pociąg – chciałabym sie kiedyś takim przejechać! :)))
    Szkoooda mi jednak trochę tych żubroni, a zwłaszcza tego ze spuszczonymi rogami, naprawdę smutno wygląda…
    A o Miejscu Mocy coś słyszałam kiedyś 😉
    Pozdrawiam! 🙂

    • Madame Edith napisał(a):

      Agnieszko,
      Mi, nawet bardziej niż żubroni, szkoda było rysicy Paulinki, bo taka samotna i osowiała siedziała wybiegu. Mam nadzieję, że niedługo poprawi się jej humor wraz z nowym domem 🙂

      Serdeczne pozdrowienia!
      E.

  3. MigafkaFoto napisał(a):

    Miałam okazję być, ale jak to życie, coś nagle wypadło, zamiennie pojechałam do Radomia, dlatego jeszcze nie dotarłam do Białowieży. Po relacji u Ciebie obfitej w genialne zdjęcia, dopiero mam smaki! Bajecznie…

  4. Stylowo i Zdrowo napisał(a):

    Ojej piękne zdjęcia, zapiera dech w piersiach. Żubry tak blisko! Chciałoby się tam być

  5. katarzynka napisał(a):

    Moje ukochane miejsce na ziemi! Poranki w parku są faktycznie niezwykłe, bo żywego ducha nie ma. Bocian "Henryk", jak go nazywamy, jest tam co roku i baardzo chcę wierzyć, że to naprawdę ten sam bocian 🙂 No i Carska ze swoją owsianą babką. Można dla niej przejechać nawet 250 km 🙂
    Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za piękny spacer 🙂

    • Madame Edith napisał(a):

      Katarzynko,
      Restauracja Carska to fantastyczne miejsce – napiszę o niej więcej w odrębnym wpisie już niebawem. Co prawda nie jadłam tam babki owsianej, a tort bezowy, jednak ten był znakomity 🙂

      Serdecznie pozdrawiam,
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Białowieża


Nie przypuszczałam, że wrócę tak szybko na Podlasie. Pamiętacie moją lutową wizytę w Supraślu i Kruszynianach w Tatarskiej Jurcie? Teraz [...]
@MadameEdith on Instagram