Sankt Moritz – 10 ciekawostek o najdroższym szwajcarskim kurorcie

11 maja 2017

sankt moritz

Sankt Moritz to znany szwajcarski kurort i słynny ośrodek sportów zimowych. Jest malowniczo położony nad jeziorem o tej samej nazwie i do tego znajduje się aż 1800 m n.p.m. To małe miasteczko leżące w Gryzonii zachwyca tysiącem rzeczy. Oprócz bajkowych widoków, górskiego powietrza od którego kręci się w nosie i bogatej oferty sportów zimowych, ma do zaoferowania znacznie więcej. I nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie głównej ulicy, przy której ulokowane zostały butiki światowej sławy projektantów. 

 

Sankt Moritz wielu kojarzy się z milionerami przyjeżdżającymi tu na narty lub mającymi tu swoje zimowe posiadłości. Ale to tylko część prawdy. Słysząc „największy zimowy kurort Szwajcarii” pewnie pomyśleliście o mieście wielkości co najmniej Zakopanego. Z licznymi ogromnymi hotelami, drogami i tysiącami samochodów, które nie mają gdzie zaparkować. I nic bardziej mylnego! Podejrzewam, że żaden milioner by tu nie przyjechał, gdyby tak właśnie było. Sankt Moritz przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje się trochę większe od drugiego słynnego, choć kameralnego, ośrodka narciarskiego – Zermatt. Ale głównie z tego powodu, że faktycznie zabudowania są tu nieco wyższe, jest większy dworzec i generalnie wszędzie można dojechać samochodem, a po Zermatt kursują tylko specjalne pojazdy elektryczne. Dodatkowo Zermatt jest wciśnięte w wąską dolinę, a w St. Moritz jest przestrzeń. W zasadzie mnóstwo przestrzeni, bo dodatkową powierzchnię użytkową zimową porą daje zamarznięte jezioro. To dwa zupełnie różne miasteczka, ale łączy je jedno: zapierające dech widoki i naprawdę przyjemna atmosfera, będąca daleko od wielkomiejskości.

Do Sankt Moritz przyjechałam w drugiej połowie stycznia na jeden dzień. Głównym celem wizyty była przejażdżka sezonowym pociągiem „By the light of the full moon”, czyli w skrócie w świetle pełni księżyca. Jak może pamiętacie, pociąg wyrusza ok. 18:00 i wraca do stacji w Santk Moritz ok. 23:00, w między czasie goście sunąc powoli wygodnym, czerwonym pociągiem podziwiają cudne widoki, piją Prosecco, zajadają przekąski oraz konsumują kolację z fondue w roli głównej na stylowym dworcu zamienionym na restaurację. To atrakcja na tyle duża, że nasz pociąg wyruszył pełen, a na kolejne przejazdy bilety sprzedawały się w zawrotnym tempie. Więcej na ten temat pisałam we wpisie „Szwajcaria zimą – co robić poza jazdą na nartach?

Na szczęście miałam też chwilę wolnego, by pospacerować po miasteczku i zrobić kilka zdjęć. Jako, że mieszkaliśmy w hotelu Laudinella, położonym jakieś 15-20 minut spacerkiem od centrum Sankt Moritz, to miałam okazję przejść miasto od początku do końca. Mam też dla Was kilka ciekawostek.

Zamarznięte jezioro, po którym się spaceruje, biega i jeździ konno

Już za dnia widziałam ludzi spacerujących i uprawiających jogging na jeziorze. Z początku nieco mnie to zdziwiło. Po nocnej przejażdżce pociągiem sama zaliczyłam spacer po jego przekątnej. I nie powiem, żebym się z początku nie bała! Ale ławeczki i ścieżki dla spacerowiczów oraz biegaczy wytyczone na tafli jeziora przekonały mnie, że to jednak bezpieczny pomysł. Pamiętać należy, że miasto położone jest wysoko w górach i tu temperatury są na tyle stabilne, że jak jezioro zamarza, to na dobre. A lód ma wiele centymetrów grubości. Na tyle dużo, że na tafli jeziora organizowane są słynne zawody w polo na koniach, konne wyścigi „White Turf” i inne aktywności.

Zwierzęta z jeźdźcami biegają wówczas po wytyczonym torze. Z okien swojego hotelu widziałam zresztą zawodników i konie przygotowujące się do zawodów na specjalnym małym torze z przeszkodami, gdyż pierwsza seria zawodów odbywała się już na początku lutego i tak przez trzy weekendy z rzędu.

Widok na tor treningowy – w zielonych i niebieskich kubraczkach chodzą konie

Widok na tor treningowy z okna mojego pokoju. W środku kadru widać przyczepy do transportu koni poustawiane ciasno jedna przy drugiej.

St. Moritz na początku było…kurortem letnim

Co jednak ciekawe, miasto wcale nie od zawsze słynęło ze sportów zimowych. W XIX w. było znane ze sportów letnich! Narciarstwo zagościło tu dopiero w latach 60’tych XIX w., ale jak się rozwinęło, to już na dobre. Zaraz za nim popularne stały się także inne sporty zimowe.

St. Moritz przyczyniło się do rozwoju sportów zimowych

Podam tu tylko kilka faktów:

  • w 1880 r. zostały w mieście rozegrane pierwsze w historii zawody Pucharu Świata w curlingu
  • w 1882 r. zorganizowano pierwsze w historii Mistrzostwa Europy w łyżwiarstwie figurowym
  • w 1890 r. rozegrano pierwsze zawody bobslejowe na pierwszym na świecie torze lodowym

Prawda, że nieźle jak na małą mieścinę, jaką w tym czasie było St. Moritz? W tamtych czasach miasteczko nie wyglądało wcale jak na współczesnym, poniższym zdjęciu:

Tu nastała jasność!

St. Moritz było też pierwszym miastem szwajcarskim, w którym zaświeciły się lampy. Było to w hotelu Kulm w 1878 r., kiedy to w restauracji Grand zainstalowano oświetlenie. Ponoć wielu gości przyjeżdżało do tego znakomitego i cieszącego się ogromną renomą hotelu właśnie po to, by zjeść kolację przy zapalonych lampach. Dziś to może wydawać się śmieszne, ale wcześniej przecież do oświetlenia pomieszczeń używano tylko lamp naftowych i świec.

300 dni słońca

St. Moritz słynie z dobrej pogody i idealnych warunków do uprawiania sportów przez cały rok. Liczba 300 słonecznych dni w roku mówi sama za siebie.

Poranek w St. Moritz, widok z balkonu w moim pokoju: słońce oświetla szczyty gór otaczających miasteczko, a dopiero potem zagląda do doliny. Światło zmienia się z minuty na minutę, a krajobrazy są niesamowite.

Tor lodowy – kobietom wstęp wzbroniony!

Oprócz popularności narciarstwa i snowboardingu wśród turystów, w mieście znajduje się renomowany, najstarszy na świecie naturalny tor lodowy Cresta Run. Został wybudowany w 1884 r. i jest on udostępniany członkom klubu przed Bożym Narodzeniem aż do końca lutego każdego roku. Członkowie klubu Cresta w 1929 r. zadecydowali, że kobiety nie mogą korzystać z toru. Dziś nikt nie wie dlatego taka decyzja została podjęta, ale zasad jak dotąd nie zmieniono. Po torze jeżdżą jedynie pojedynczy bobsleiści na małych saneczkach (tzw. „skeleton racing toboggan”), tor nie jest przeznaczony dla większych sanek.

Po drugim torze w St. Moritz Olympia Bob Run ścigają się za to także duże bobsleje z dwoma lub czterema zawodnikami.

Liczba turystów jest ograniczona

Miasto liczące niewiele ponad 5 tys. mieszkańców w szczycie sezonu zimowego jest w stanie przyjąć około 20 tysięcy gości. Więcej się nie zmieści, bo po prostu nie ma tu więcej miejsc noclegowych. Wybierając się do St. Moritz warto rozważyć kwatery i hotele, które nie są położone w samym centrum. Weźcie pod uwagę Bad czy np. Samedan, które St. Moritz dzieli zaledwie 1 stacja kolei.

sankt moritz

Ze swojej strony mogę Wam polecić hotel Laudinella, w którym sama spałam. Z mojego narożnego pokoju i balkonu roztaczał się wspaniały widok na jezioro i całe St. Moritz. Standard pokoju i łazienki oceniam na solidne 3,5 gwiazdki, a części wspólnych na 4. Co ciekawe: sam hotel może pochwalić się „zaledwie” trzema gwiazdkami, lecz jedno jest pewne: Szwajcarzy nigdy sztucznie nie zawyżają ocen hoteli, co często zdarza się choćby w wielu krajach basenu Morza Śródziemnego.

Windsurfing i żeglarstwo

Latem, gdy warunki nie pozwalają na jazdę po stokach, St. Moritz zmienia się nie do poznania. Dzięki jezioru miasto szczyci się też zawodami w windsurfingu i żeglarstwie. St. Moritz doceniają także miłośnicy jazdy na górskich rowerach.

Organizator wielu imprez sportowych

Oprócz Igrzysk Olimpijskich (w 1928 r. i 1948 r.), które odbywały się w St. Moritz co rusz organizowane są tu także inne imprezy światowego formatu. Wtedy też ceny pokoi w hotelach są najwyższe. Puchar Świata w narciarstwie alpejskim kobiet, skokach narciarskich, kombinacji norweskiej czy mistrzostwa świata juniorów w narciarstwie klasycznym – to tylko niektóre z wydarzeń. Podczas mojej wizyty całe miasto przygotowywało się do 44. Mistrzostw Świata w narciarstwie alpejskim, wszędzie wisiały chorągiewki i plakaty informujące o tym sportowym święcie.

Łatwy dojazd koleją

W Sankt Moritz jest stacja kolejowa, którą obsługują dwa najsłynniejsze w Szwajcarii pociągi ekspresowe: Glacier-Express (St.Moritz – Davos – Chur – Zermatt) i Bernina Express (Chur – Davos – St.Moritz –Tirano). Tory kończą się w St. Moritz. Już dalej się stąd nie pojedzie.

Panoramiczny wagon Ekspresu Lodowcowego (Glacier Express) na stacji w St. Moritz

 

Sankt Moritz – praktyczne wskazówki:

Gdybyście wybierali się do Szwajcarii, a zwłaszcza w okolice Gryzonii, zaplanujcie sobie choćby popołudnie w St. Moritz. Nie ma co ukrywać, hotele w St. Moritz w szczycie sezonu są drogie, ale można zanocować w okolicznych wioskach jak Bad lub przyjechać rano pociągiem, pochodzić po mieście i popołudniu odjechać. W niskim sezonie nie kosztują więcej niż w przeciętnym europejskim mieście. Taki wyjazd z pewnością nikogo nie zrujnuje, a dostarczy niezapomnianych wrażeń. Zwłaszcza jeśli będziecie poruszać się pociągami i zakupicie Swiss Pass, który da Wam dostęp do nielimitowanych przejazdów w określonym czasie. O systemie szwajcarskich kolei napiszę oddzielny wpis, bo wiele osób się mnie o to pytało.

Tanie zakupy można zrobić w dwupiętrowym, ogromnym Coop. Sklep jest oddalony od ścisłego centrum jakieś 5 minut spacerkiem (jest położony w stronę St. Moritz Bad). Można do niego wstąpić podczas spaceru brzegiem jeziora, bo jest praktycznie przy samej drodze biegnącej wzdłuż akwenu. Ceny są w nim takie same jak w innych Coop’ach w Szwajcarii, a wybór produktów jest ogromny. Kupiłam tam tyle smakołyków, że ledwie zamknęłam walizkę.

Pamiątki w Sankt Moritz są średnio dwa razy droższe niż w innych miejscach (podobnie ubrania w zwykłych sklepach). Magnes kosztuje ok. 10-15 CHF, a mały zegar z kukułką od 35 do 60 CHF. Tanio nie jest, ale powiedzmy sobie szczerze St. Moritz to nie jest najlepsze miejsce na zakupy. Tu przyjeżdża się dla widoków, sportów zimowych czy innych atrakcji, a nie na „shopping”.

Zostawiam Was z garścią zdjęć, jakie zrobiłam.

Do przeczytania!

E.

Widok z okna na całe St. Moritz. W centralnej części zdjęcia widać charakterystyczną basztę hotelu Badrutt’s Palace Hotel, o którym piszę poniżej.

Po prawej filia słynnej Galerie Gmurzynska, która została założona przez Polkę – Krystynę Gmurzyńską. Galeria ma siedzibę w Zurychu i specjalizuje się w malarstwie rosyjskich awangardystów i im współczesnych malarzy innych narodowości.

Architektoniczny żart i dramat w jednym, czyli luksusowy Badrutt’s Palace Hotel. Wygląda jak zamek Gargamela i stoi niemal vis-à-vis Galerie Gmurzynska. Jego ogromna wieża dominuje nad widokiem St. Moritz od strony jeziora i stała się też jednym z symboli miasta. Od ulicy wygląda zaś na karykaturę zamku. Doprawdy nie wiem co autor miał na myśli. Niemniej, ceny za apartamentów dochodzą do 8, a nawet 25 tys. CHF za noc i jest to bez wątpienia jeden z najbardziej pożądanych adresów w miasteczku.

Widok na zamarznięte jezioro

Spacer z dziećmi na sankach po tafli zamarzniętego jeziora

Tor curlingowy

sankt moritz

#edithinswitzerland #inlovewithswitzerland

Zdjęcia bez znaku wodnego pochodzą z serwisu swiss-image.ch.

Podobne wpisy

Komentarze

8 odpowiedzi na “Sankt Moritz – 10 ciekawostek o najdroższym szwajcarskim kurorcie”

  1. WL napisał(a):

    Rzeczywiście w kurorcie turystyczno-wypoczynkowym czystość powietrza i poziom zatłoczenia, to bardzo ważne czynniki – spore zatłoczenie nie jest zaletą :), a duże wysokości n.p.m. czy w lecie wyska temperatura powietrza nie dla wszystkich mogą być zdrowotnie najkorzystniejsze. Na pewno jakieś znaczenie mają również znajdujące się tam restauracje i kafejki. Pewnym zaskoczeniem jest dla mnie, iż specjalnością restauracji uważanej aktualnie za najlepszą na świecie (http://poland100bestrestaurants.pl/artykul/The+World's+50+Best+Restaurants+2017+-+Restauracja+Eleven+Madison+Park+najlepsza.-574) jest kaczka – z tego wynika, iż odpowiednie przygotowanie dania z kaczką jest jakimś wyzwaniem 🙂 – być może jest nim także ciasto np. owocowe (już takie sezonowe owoce, jak borówki czy w 100% wybarwione na czerwono truskawki) na bazie oleju np. rzepakowego, a nie tłuszczów o konsystencji stałej.

  2. Panna Kwiatkowska napisał(a):

    My wprawdzie dotarliśmy tam kilka lat temu latem i może mniej było do zobaczenia, ale St.Moritz było jednym z nielicznych miejsc w Szwajcarii, które jakoś szczególnie nas nie zachwyciło… No, jedynie tata sobie pooglądał drogie samochody sportowe zaparkowane na ulicach 😉

    • Madame Edith napisał(a):

      Haha! A wiesz, że ja takich luksusowych samochodów w ogóle nie widziałam. Tylko przechodząc główną ulicą zauważyłam kilka porsche, audi i jedno lamborghini. W zasadzie w centrum Warszawy można trafić podobnie 😉 A na parkingu podziemnym między dworcem a ruchomymi schodami to już w ogóle normalne samochody stały. Podejrzewam, że najciekawsze okazy były pochowane na hotelowych parkingach.

  3. Bajkowa miejscowość! Urzekły mnie zdjęcia, a fakt, że słynne koleje szwajcarskie są pod nosem jeszcze bardziej mnie ekscytuje. Szkoda, że zima się skończyła, bo chętnie bym się tam wybrała.

  4. Karolina napisał(a):

    Jak wychodzi cenowo za dzeń za os. w hotelu w centrum?

    • Madame Edith napisał(a):

      Karolino, zależy od sezonu. Mój hotel kosztował w dość wysokim sezonie (ale jednak jeszcze nie najwyższym) aż 1200 zł za noc ze śniadaniem. Polecam prześledzić ceny na Booking.com, bo ten sam pokój można mieć za 400 zł w innym terminie. Ceny w wielu miejscach w Szwajcarii bardzo się różnią w zależności od sezonu i jak widzisz są to naprawdę duże różnice.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Sankt Moritz – 10 ciekawostek o najdroższym szwajcarskim kurorcie


Sankt Moritz to znany szwajcarski kurort i słynny ośrodek sportów zimowych. Jest malowniczo położony nad jeziorem o tej samej nazwie i do tego [...]
@MadameEdith on Instagram