Szwajcaria zimą – co robić poza jazdą na nartach?

20 stycznia 2017

Każdy wyjazd do Szwajcarii jest wyjątkowy. To kraj, w którym można się zakochać od pierwszej wizyty. Ba, nawet od pierwszych godzin pobytu. Wszystko jest świetnie zorganizowane, na ulicach jest czysto, nie ma billboardów, a każdy budynek jest stylowy i pasuje do otoczenia. W Szwajcarii byłam dotąd cztery razy, ale tym razem po raz pierwszy zimą. Przed wyjazdem studiując plan podróży wiedziałam, że atrakcji będzie w bród! I tak też było. Dodam, że żadne nie miały nic wspólnego z jazdą na nartach, które pewnie przychodzą na myśl jako pierwszy zimowy sport tu uprawiany. Szwajcaria zimą ma mnóstwo bardzo różnorodnych aktywności do zaoferowania. Sami zobaczcie!

Opcji aktywnego i nieco bardziej spokojnego spędzania czasu jest co najmniej kilka. Opowiem Wam przede wszystkim o tych, których doświadczyłam ostatnio.

Szwajcaria zimą

1. Piesze wędrówki w Arosie i okolicach

Arosa to jeden z najbardziej znanych zimowych kurortów w Gryzonii. Niewielkie miasteczko usytuowane jest między górami. Prowadzi do niego ślepy tor, którymi jeżdżą czerwone wagony Kolei Retyckich.

Po drodze mija się wiele wiaduktów, w tym Langwieser, który my przejeżdżaliśmy dwukrotnie: pierwszego dnia, gdy było ciemno i był wspaniale oświetlony oraz kolejnego popołudniu, lecz w trakcie małej zamieci śnieżnej.

Jak widać na mapie wokół Arosy jest cała plątanina przeróżnych wyciągów narciarskich. Sama podczas spaceru naliczyłam ich kilkanaście, więc amatorzy narciarstwa mają tu pełne pole do popisu. Najdroższy hotel w okolicy ma nawet własną kolejkę, którą transportuje swoich gości na stok!

Widok na miasteczko i zamarznięte jezioro (po lewej)

Jednak dla spacerowiczów też znajdzie się tu sporo atrakcji. Jest Szlak Wiewiórek – przyjemna ścieżka położona śród lasu, która pnie się stopniowo do góry. Nawet przy -8 stopniach C i mocno padającym śniegu wiewiórek było tu całkiem sporo. Spotkaliśmy aż 4 i kilka pięknych ptaków, w tym jedną sikorkę. Dla wiewiórek warto zabrać orzechy laskowe. Szlak jest znakomicie oznaczony i nie sposób się na nim zgubić. Dla najmłodszych przewidziano dodatkowe atrakcje w postaci gier. Przygotowano też polanę na wiosenny czy letni piknik.

Jak widzicie szwajcarskie wiewiórki są inne niż te polskie. Są znacznie większe i mają szaro-brązowe, bardzo ciemne futerko. Mają też większe kitki przy dużych uszach. Mogliście oglądać je na żywo w mojej relacji na Instagram Stories.

szwajcaria zimą

Szlak Wiewiórek kończy się przy takim pięknym domu:

A po sąsiedzku jest sklep z serami, w którym można zrobić sobie krótką przerwę na degustację.

W trakcie spaceru po świeżym i głębokim śniegu Szlakiem Wiewiórek, a następnie do środkowej stacji kolejki i w dół do miasta można spalić aż 1300 kcal! To wystarczająco dużo, by pozwolić sobie na solidny obiad w restauracji dla narciarzy Tschuggen Hütte.

Zupa warzywna z szafranową chmurką (mała porcja, która jest w rzeczywistości ogromna kosztuje tu 5,50 CHF, a drugie danie w postaci steka z kluseczkami pizokel zapiekanymi z warzywami 22,50 CHF). Jedzenie było wyśmienite i zapewniło energię na marsz w dół. Trasa spaceru wyniosła w sumie ok. 12-13 km, ale oczywiście można zaplanować krótszą i wjechać na górę kolejką, by potem z niej zejść lub odwrotnie.

Droga powrotna do Arosy wyglądała bajkowo, a zdjęcia wyszły znacznie lepsze, gdy już przestał padać śnieg.

2. Jazda na sankach

Innym pomysłem na spędzenie dnia jest jazda na sankach słynnym torem saneczkowy, który prowadzi z Predy do Bergün. Trasa ma ponad sześć kilometrów długości i jest niesamowita! Ten odcinek pokonuje się w ok. 20 minut lub nieco więcej, jeśli robicie przystanki na zdjęcia.

Do Predy, gdzie zaczyna się tor, z Bergün można dojechać jeżdżącym co godzinę pociągiem. Przejazd trwa 16 minut.

Stacja w Bergun

Stacja Preda – przy okazji można podejrzeć budową nowego tunelu

Stamtąd jest już tylko kawałek do początku trasy. Pierwsze pół kilometra trzeba przejść pieszo z sankami w dłoni, bo teren ma mały spadek i trudno byłoby jechać. Potem jest zdecydowanie lepiej i trasa nabiera przyspieszenia.

Tor to nic innego jak zamknięta na czas zimy droga, która wije się między górami i pod wieloma wiaduktami. Doświadczenie absolutnie niezapomniane! Ta atrakcja przeznaczona jest dla każdego, bo prędkości nie są zawrotne i trudno jechać szybciej niż 24-27 km/h (w jednym miejscu, na „długiej-prostej” zainstalowany jest pomiar prędkości).

Najlepsze jest to, że co chwilę trasę kolejową nad torem przecinają czerwone pociągi Kolei Retyckich. Można zrobić ładne zdjęcia z czerwonymi pociągami na białym tle.

szwajcaria zimą

Koniec toru znajduje się na przedmieściach Bergün, w którym można złapać kolejny pociąg do Predy i ponownie przejechać trasę. Spacer z sankami przez miasteczko także dostarcza wrażeń. Na saneczkowiczów czekają lodowe bary z grzańca winem, lodowe stoły i kanapy.

szwajcaria zimą

szwajcaria zimą

Jako ciekawostkę dodam, że na dworcu kolejowym w Bergün można odwiedzić bardzo ciekawe muzeum kolei. Trafiliśmy na świetną wystawę czasową ze starymi kolejkami i wyciągami. Dacie wiarę, że kiedyś tak wyglądały wyciągi narciarskie?!

Na dworcu jest też przyjemna restauracja, w której można zjeść tradycyjny krupnik z Gryzonii czy kanapkę w kolorze czerwonych pociągów 🙂

3. Wycieczka pociągiem „By the light of the full moon”

Ogromną atrakcją jest także przejażdżka specjalnym pociągiem w świetle księżyca. Wyjeżdża się z St. Moritz ok. 18:00. Niemal na wejściu do wagonu, jak i przez cały czas trwania podróży, obsługa serwuje Prosecco. Po niecałych 2 godzinach, po minięciu m.in. lodowca Morteratsch, jeziora Lago Bianco i wspięciu się na przełęcz Bernina, pociąg zatrzymuje się na stacji kolejowej Alp Grüm.

Tu przychodzi czas na grzane wino i drobne przekąski. Następnie zaczyna się trzydaniowa kolacja złożona z, tradycyjnie jedzonej przed daniem głównym, sałatki, serowego fondue oraz sorbetu cytrynowego. Dania jedzone na wysokości ok. 2091 metrów smakują fantastycznie. Pociąg cały czas stoi przed dworcem. Zza chmur wychyla się księżyc… Można wyjść na taras i podziwiać widoki na zamarznięte jezioro usytuowane poniżej restauracji.

Po nieco ponad dwóch godzinach wszyscy podróżni zajmują swoje miejsca w pociągu. Światła gasną. Powrotną trasę pokonujemy w zupełnych ciemnościach. Wielki księżyc oświetla ośnieżone góry i zamarznięte jeziora, które mijamy. Widoki są spektakularne! Płóg zainstalowany przed lokomotywą na zakrętach zgarnia tyle śniegu, że siedzący w pierwszych wagonach mają wrażenie obfitych opadów.

Ogromnie polecam Wam taką przejażdzkę. Koszt trwającej ponad 5 godzin wycieczki z St. Moritz i z powrotem to niecałe 90 CHF (wliczając Prosecco w pociągu, grzane wino, przekąski i kolację). Płatne są tylko dodatkowe napoje do kolacji. Pociągi specjalne jeżdżą na tej trasie tylko 12 razy w roku – od grudnia do marca, tylko w dzień pełni księżyca, dzień przed i dzień po.

To była fantastyczna przygoda! Zwłaszcza, że po 23, gdy dotarliśmy do St. Moritz zdecydowaliśmy się wracać do hotelu na piechotę. Było ok. -13 stopni, a my szybkim marszem przecięlismy całe jezioro idąc na skróty. To właśnie w St. Moritz po raz pierwszy szłam po zamarzniętym jeziorze. Ale spokojnie! Tam można po nim chodzić. Na jego tafli pokrytej lodem organizowane są nawet wyścigi konne, a dla spacerowiczów poustawiono ławeczki 🙂 Pokażę je Wam w kolejnym wpisie.

Oprócz tych atrakcji w Szwajcarii zimą można robić całe mnóstwo innych rzeczy. Można jeść pyszne potrawy i pić zacne wina, których na próżno szukać w polskich sklepach. Można zwiedzać miasta i odwiedzać muzea. Można wypożyczyć łyżwy i jeździć po doskonale przygotowanych lodowiskach na świeżym powietrzu. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Niebawem opiszę Wam St. Moritz oraz stolicę Gryzonii – Chur. Napiszę też co nieco o kuchni.

Do przeczytania!

E.

#edithinswitzerland #inlovewithswitzerland

Zdjęcie główne: przejazd pociągu po słynnej trasie Ekspresu Bernina (fragment tej trasy pokonuje się jadąc do Alp Grüm, w tym przejeżdża się nad jeziorem Lago Bianco widocznym na zdjęciu) – Swiss Travel System via www.swiss-image.ch

Zdjęcie dworca kolejowego na przełęczy Bernina oraz dwa ostatnie – Koleje Retyckie via www.rhb.ch

Podobne wpisy

Komentarze

5 odpowiedzi na “Szwajcaria zimą – co robić poza jazdą na nartach?”

  1. Aga Cynamonowa napisał(a):

    Ja byłam tylko raz bardzo wczesną wiosną w okolicy Berna i zakochałam się w tym cudnym kraju, po przeczytaniu Twojej relacji nabieram ochotę by wrócić tam w sezonie zimowym, mimo, że na nartach nie jeżdżę 🙂

  2. Dorota napisał(a):

    A sanki trzeba mieć własne, czy działa jakaś wypożyczalnia?
    PS świetne zdjęcia!

    • Madame Edith napisał(a):

      Doroto, bardzo dziękuję!
      Są wypożyczalnie zarówno w Preda, jak i Bergün. Cena w zależności od modelu to 10-25 CHF za dzień. My mieliśmy takie za 15 CHF. Dodatkowo ponosi się opłatę za tor i ewentualnie za wyciąg jeśli chce się skorzystać z bardziej stromej trasy.

  3. Halszka napisał(a):

    Ależ cudne widoki,pozdrawiam , zazdroszczę☺leżę w łożku ze złamaną ręką😯 i podziwiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Szwajcaria zimą – co robić poza jazdą na nartach?


Każdy wyjazd do Szwajcarii jest wyjątkowy. To kraj, w którym można się zakochać od pierwszej wizyty. Ba, nawet od pierwszych godzin pobytu. [...]
@MadameEdith on Instagram