Targ rybny Tsukiji

18 marca 2015
Tsukiji Fish Market

Dzisiejszy wpis jest jednym z najważniejszych z wyprawy do Japonii. Trzymałam go niemal na sam koniec moich japońskich opowieści, by zaostrzyć Wam apetyt na podróż w tamten rejon globu. Targ rybny Tsukiji to miejsce szczególne nie tylko dlatego, że jest największym rybnym targiem hurtowym na świecie, ale także dlatego, że niedługo zniknie z dzielnicy Tsukiji i zostanie przeniesiony dalej od centrum miasta. To nienajlepsza wiadomość dla turystów, dla których targ jest atrakcją nr 1 w Tokio. Sami zresztą za moment przekonacie się dlaczego…

Wszystko wskazuje na to, że po latach snucia planów i odkładania przeprowadzki, Tsukiji Fish Market ostatecznie w listopadzie 2016 r. będzie miał swój nowy dom w dzielnicy Toyosu – ok. 3 km na południe od obecnej lokalizacji. Władze Tokio chcą zmienić cenny teren zajmowany przez targ w bardziej reprezentatywną okolicę i … ponoć mniej uciążliwą dla mieszkańców. Zresztą trzeba przyznać, że i tak targ wymagałby wkrótce odświeżenia. Będąc tu czuć, że w przeciwieństwie do sprzedawanych tu towarów, Tsukiji nie jest pierwszej świeżości. Trudno by było inaczej, skoro w bieżącym – 2015 roku obchodzi swoje 80-te urodziny.

Na targu zaopatrują się hurtownicy (na tzw. targu wewnętrznym, do którego dostęp jest ograniczony), a także kucharze czy mieszkańcy Tokio (na tzw. targu zewnętrznym). Prawdopodobnym jest, że targ zewnętrzny zostanie w tym samym miejscu, gdyż zajmuje on tylko ok. 1/4 powierzchni całego Tsukiji Fish Market. Targ wewnętrzny musi za to zmienić lokalizację do listopada 2016 ze względu na budowę w jego miejscu 2 linii kolejki („Loop Line 2”), która ma dowozić widzów na areny igrzysk olimpijskich (Tokio 2020).

Tsukiji Fish Market
Mapa targu. Część „wewnętrzna” to zaokrąglony, niebieski fragment; część zewnętrzna to biały prostokąt na dole, po lewej stronie.

Targ rybny Tsukiji miejscem, w którym można spędzić całe godziny. Czy to na zakupach na targu zewnętrznym, odwiedzając niezliczoną liczbę sklepików zarówno z owocami, warzywami, rybami, czy przeglądając niezliczone kramy z ceramiką oraz nożami lub stojąc w kolejce do sushi baru. Można tu bowiem zjeść ponoć najlepsze sushi w mieście (osobiście nie próbowałam, bo nie miałam ochoty czekać w ogonku aż 1,5 h).

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Mikroskopijna i dość obskurna restauracja, do której ustawiła się najdłuższa kolejka
Tsukiji Fish Market
Kuchnia na zapleczu jednej z restauracji

Na targu wewnętrznym każdego ranka odbywają się aukcje tuńczyków. Niestety nie można na nie przyjść ot tak, z ulicy. Najpierw trzeba zdobyć bilet (każdego dnia jest ich 120), po który trzeba stanąć o 3:00-3:30 w nocy w kolejce przy bocznej bramie (Kachidoki Gate) przy Osakana Fukyu Center (Fish Information Center).

Tsukiji Fish Market
Hala, w której odbywają się aukcje tuńczyków

Tylko dzięki temu można się załapać na jedną z oficjalnych dwóch tur zwiedzania. Pierwsza startuje o 5:25 i trwa do 5:50, a druga od 5:50 do 6:15. W moim przypadku pobudka przed trzecią w nocy nie wchodziła w grę. Byłam już zbyt zmęczona podróżą i zwiedzaniem, a i Monsieur w ogóle odmówił współpracy i nie chciał słyszeć o wstawaniu przed ósmą. Dlatego też postanowiłam wyruszyć na podbój Tsukiji samodzielnie jeszcze przed świtem (około 5:30). Szłam w ciemno (dosłownie!) bez gwarantowanego biletu. Na szczęście nasz hotel znajdował się niecałe 2 km od wejścia, pod które zresztą można się też dostać metrem.

Tsukiji Fish Market
Główna droga przejazdowa przez targ wewnętrzny – po lewej znajduje się wejście na aukcję tuńczyków

Co do zasady wejście na teren targu wewnętrznego (inner market) jest surowo wzbronione przed godziną 9:00, ale oczywiście nie byłabym sobą gdybym (udając zabłąkaną turystkę z dalekiej Europy) nie weszła na ten teren tuż po 6:30. Do dobry patent!

Dotarłam do miejsca, w którym odbywa się aukcja, ale tego dnia było już po niej dosłownie pozamiatane, a tuńczyki rozjeżdżały się na wózkach do swoich nowych właścicieli. W tym też momencie spotkałam miłego pana z „policji porządkowej Tsukiji”, który dał mi ulotkę z godzinami odwiedzin i poprosił, bym opuściła ten teren 🙂 Kolejnego dnia wróciliśmy tu już legalnie po 9:00, by Monsieur mógł zobaczyć targ na własne oczy.

Zasadniczo zakaz wejścia przed 9:00 jest uzasadniony, gdyż wózki elektryczne, które przewożą ryby jeżdżą z ogromną prędkością, a kierowcy nie uznają hamulca. Co najwyżej trąbią i coś krzyczą. W dodatku są wszędzie. Pojawiają się jak jakieś potwory w filmach science-fiction – wychodzą z każdego kąta, są dookoła i momentami trudno zrobić najmniejszy krok, bo jeżdżą w kółko i ma się wrażenie, że ich celem jest rozjechanie jak największej liczby turystów 😉

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tymczasem mam nadzieję, że spędzicie miłe chwile na podziwianiu targu rybnego Tsukiji w jego obecnej formie. Ale ostrzegam: niektóre zdjęcia są tylko dla osób o mocnych nerwach!

Do kolejnego przeczytania,
E.

P.S. Jeśli lubicie targi, koniecznie zajrzyjcie na wpis z targu Nishiki w Kioto, a także na pozostałe wpisy a Japonii.

Follow Madame Edith on Instagram

Targ zewnętrzny:

Tsukiji Fish Market
Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Różne rodzaje tamago (japoński omlet), które można kupić na targu

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Książki kulinarne

Tsukiji Fish Market
Mango za ok. 75 zł za sztukę

Parasolki

Tsukiji Fish Market
Wasabi – od 12 do 30 zł za sztukę.

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Ceramika

Tsukiji Fish Market

Sushi na wynos

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Suszone rybki

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Targ wewnętrzny:

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Biedaki – jeszcze żywe, a już panierowane…

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Rozmiar ma znaczenie 🙂

Tsukiji Fish Market
Im niestety nie udało się uciec ze styropianowego pudła, choć wytrwale machali nogami.

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Kasa

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Tuńczyka owija się w starą gazetę i waży na starodawnej wadze

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Jeżowce

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market

Tsukiji Fish Market
Puste opakowania po skończonej sprzedaży

Tsukiji Fish Market
Płatki tuńczyka Bonito – do wywaru dashi, który służy do przygotowania zupy miso

Tsukiji Fish Market
Tuńczykom odcina się ogon – fachowcy dzięki temu mogą ocenić jakiej jakości jest mięso i czy ryba ma pasożyty
Podobne wpisy

Komentarze

2 odpowiedzi na “Targ rybny Tsukiji”

  1. T pisze:

    I ruszyłaś na "poranne łowy". Nie dziwie się, że nie było łatwo, bo i pora naprawdę wczesna. Sporo słyszałem o targach rybnych w Japonii. Z pewnością to ciekawe miejsca. Można tam pewnie zobaczyć tyle gatunków ryb i innych organizmów, które żyją w morzu/oceanie, że nam nawet się nie śni ile tego jest.Widać to z resztą po zdjęciach, niesamowite ilości. Ja mam jednak jeden podstawowy problem. Nie za bardzo przepadam za rybami, nie jem ich. Choć w sumie to nie byłoby przeszkodą do odwiedzenia targu. Ale nie lubię też zapachu ryb. Tak więc wydaje mi się, że mogłoby to mi przeszkadzać.

    • Madame Edith pisze:

      T.,
      w takim razie to faktycznie nie byłoby najlepsze miejsce dla Ciebie… Po godzinnej przechadzce ubrania i włosy nasze pachniały rybą 😉 Niestety trudno zaglądając na targ uniknąć tego specyficznej zapachu. Osobiście uwielbiam ryby i owoce morza, więc dla mnie to nie był problem, ale dla Monsieur już tak (i to mimo, że ryby je chętnie).

      Serdecznie Cię pozdrawiam,
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Targ rybny Tsukiji


Dzisiejszy wpis jest jednym z najważniejszych z wyprawy do Japonii. Trzymałam go niemal na sam koniec moich japońskich opowieści, by [...]
@MadameEdith on Instagram