Parówki: Jakie wybrać? Które jeść, a które omijać?

31 stycznia 2017

parówki

Kiedy niedawno zamieściłam na swoim Fanpage’u i Instaramie zdjęcie z naszego weekendowego śniadania i znalazły się na nim parówki, podniosła się wrzawa. Kilka osób zarzucało, że „jak to, blogerka kulinarna i je parówki?!” lub pytało „dlaczego promujesz MOM?!” Na te komentarze odpowiedziałam krótko: nie każde parówki mają MOM, są takie zrobione z szynki i w dodatku bez konserwantów. Wiem, czasami trudno je znaleźć, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by czytać etykiety. To nie jest takie trudne, prawda? Dziś, podobnie jak kilka miesięcy temu w przypadku mleka kokosowego, zabieram Was na spacer do kilku supermarketów. Przyjrzymy się bliżej parówkom i ustalimy które można od czasu do czasu zjeść, a których lepiej nie ruszać, by nie zacząć świecić w nocy.

Parówki: Jakie wybrać? Które najlepsze? – TEST

Wstępne uwagi:

  • Zdjęcia do wpisu zbierałam w okresie grudzień 2016 – styczeń 2017 w Piotrze i Pawle, Lidlu oraz Biedronce. Poprzedni test oparłam na produktach w Leclercu, więc chciałam co nieco odmienić. Kolejne testy będę robiła w jeszcze innych sklepach, by nie było, że promuję jeden supermarket.
  • Nie sugerujcie się datami przydatności widocznymi na fotkach – niektóre zdjęcia zostały zrobione na początku grudnia, co nie znaczy, że produkty leżące na półkach były przeterminowane w którymkolwiek ze sklepów.
  • Kolejność w zestawieniu jest przypadkowa.
  • Celowo pomijam ceny. Parówki trudno jest porównać ze względu na różną wagę opakowania. Mogłabym wszystkie ceny przeliczyć na kwotę za kilogram, ale przecież idąc do sklepu i tak patrzy się na cenę jednostkową, więc to nie miałoby sensu.
  • Pokazuję tylko parówki dostępne w opakowaniach zamkniętych. Pominęłam parówki i frankfurterki sprzedawane na wagę na stoisku mięsnym, choć często zdarzają się tam naprawdę dobre produkty, więc polecam pytać o skład. Obecnie każdy produkt musi mieć etykietę z dokładnym składem.

A teraz jeszcze szybki rzut oka na zdjęcia sprzed kilku miesięcy za które niektórzy chcieli mnie odsądzić od czci i wiary:

parówki które wybrać

Słowem wstępu napiszę, że zdarzają się parówki mające 30-60% mięsa w składzie i nie są to bynajmniej parówki wegetariańskie. Wybaczcie ten żart, ale nie mogłam się powstrzymać przed tym skojarzeniem 😉 Są też takie, które mięsa, i to całkiem dobrego, bo np. z szynki, mają 80-97%. Te liczby robią różnicę, prawda?

Ale oczywiście parówka nie byłaby parówką, a zwykłą szynką, gdyby nie miała dodatków, które sprawiają, że mają tę przyjemną, bardzo specyficzną konsystencję. Otóż, producenci niekiedy pakują do parówek całą plejadę akceptowalnych i tych mniej pożądanych składników. Słysząc niektóre nazwy aż włos się jeży na głowie.

Dużo dają do myślenia opakowania niektórych parówek. „Bez fosforanów!” – krzyczy napis z pudełeczka. Fosforany są bowiem bardzo rozpowszechnione w przemyśle mięsnym i ich brak jest czymś stosunkowo rzadkim. Są używane, ponieważ:

  • poprawiają zdolność wiązania wody przez mięso, co sprawia, że mięso jest bardziej soczyste i … wydajne,
  • pomagają w utrzymaniu ładnej, czerwonej barwy wędlin poprzez stabilizację pH,
  • ułatwiają proces produkcyjny.

Czyli jeśli produkt zawiera fosforany nie jest ani trochę fajny. Znajdziecie je pod oznaczeniami: E450, E451 i E452. Dodawanie fosforanów jest zabronione w produkcji żywności ekologicznej. Zasadniczym ich problemem jest to, że nadmierne spożycie fosforu prowadzi do zaburzenia równowagi wapniowo-fosforowej w organizmie. Zbyt duże spożywanie fosforanów może mieć wpływ na m.in. większą łamliwość kości i osteoporozę. Sam fosfor jest jak najbardziej wskazany, ale w diecie Polaków opartej na mięsie jest go wystarczająco dużo i nie powinniśmy go spożywać w dodatkowej formie pod postacią fosforanów.

Parówki, które wpadły mi w ręce miały często zadziwiające składy. Lista ingrediencji była niekiedy długa i szeroka. Momentami przecierałam oczy ze zdumienia. Dwóm osobom odradziłam zakup parówek przy lodówce, bo sięgały po te niewłaściwe i powiedziałam im na co powinny zwrócić uwagę.

Składniki, które znalazłam łącznie w 16 opakowaniach parówek w ww. sklepach były następujące:

woda, sól, glukoza, przyprawy, białko wieprzowe, białko sojowe, aromaty, ekstrakty przypraw, błonnik pszenny, błonnik bambusowy, izolat białka sojowego, skrobia modyfikowana, skrobia ziemniaczana, stabilizatory (w tym fosforany), węglan wapnia, kwas karminowy (barwnik), ekstrakt drożdży, hydrolizowane białko słonecznika i wzmacniacz smaku E621 (czyli w obu przypadkach nic innego jak glutaminian monosodowy!), konserwanty, przeciwutleniacze i stabilizatory (np. azotyn sodu – E250, cytrynian sodu – E331, kwas izoaskorbinowy – E315, kwas askorbinowy – E300, askorbinian sodu – E301, octan sodu – E262), aromat dymu wędzarniczego, regulator kwasowości (mleczan wapnia).

Oczywiście nie wszystkie te składniki są złe i szkodliwe dla organizmu. Wiele używanych przez producentów konserwantów, stabilizatorów i przeciwutleniaczy ma pochodzenie organiczne. Nie należy się bać np. kwasu askorbinowego (tylko jeden producent podaje nazwę zamienną, czyli pisze wprost, że to witamina C), askorbinianu sodu czy octanu sodu, ale azotynu sodu już bym nie polecała, bo to związek nieorganiczny, któremu udowodniono działanie kancerogenne w trakcie badań na myszach (nie wiadomo jednak jaki ma wpływ na ludzi, ale w Kanadzie nie można dodawać go do żywności). Wiadomo też, że skrobia ziemniaczana jest lepsza od skrobi modyfikowanej, a błonnik nam nie zaszkodzi.

Etykiety trzeba czytać z uwagą i wybierać te produkty, w których jest jak najwięcej dobrego jakościowo mięsa, a jak najmniej dodatków. Należy zachować przy tym zdrowy rozsądek i pamiętać, że parówka, zjedzona raz na jakiś czas, nam nie zaszkodzi, jeśli tylko nasza dieta jest urozmaicona i dobrze skomponowana.

Wybrałam dla Was kilka parówek, które można kupować i kilkanaście, których bym nie polecała. Pamiętajcie jednak, by zawsze czytać etykietę i nie kupować produktów zupełnie bezrefleksyjnie, bo zawsze warto zerknąć na skład. W obecnych czasach producenci lubią eksperymentować i bawić się w zamianę składników. Nic nie jest dane raz na zawsze. Nawet przyzwoite parówki.

Parówki: Jakie wybrać? Które najlepsze?

Parówki wieprzowe z Lidla – nie polecam

Duże opakowanie, to i obszerna lista składników. Czego tu nie ma! Jest i azotyn sodu, glutaminian są też trifosforany. Szkoda, że zabrakło miejsca na mięso, które obroniło się w 65%.

Pikok – parówki wieprzowe – nie polecam

A tu niespodzianka: fosforany! I to mocno reprezentowane.

Pikok – parówki z szynki wieprzowej – nie ma tragedii, ale mogłoby być lepiej

W składzie jest dużo cyferek i producent liczy, że się nikt nie połapie o co chodzi. Na szczęście na górze wpisu jest ściągawka, którą raz jeszcze powtórzę: E331 – cytrynian sodu, E262 – octan sodu, E300 – kwas askorbinowy, E301 – askorbinian sodu, E621 – glutaminian sodu, E250 – azotyn sodu. Parówki Pikok bronią się tylko dużą zawartością mięsa z szynki – 93%.

Pikok – Piratki z 93% szynki – można polecić

To bodaj jedyne na rynku parówki bez konserwantów. Polecała mi je także dietetyk z Instytutu Żywności i Żywienia. Są dedykowane dzieciom, ale sama także je kupuję obok frankfurterek w naturalnym jelicie, które kupuję na wagę.

parówki które wybrać

Berlinki classic – nie polecam

Czego tu nie ma… tu jest wszystko! Szkoda, że na mięso już zbrakło miejsca i jest tylko 71%.

Berlinki z kurcząt – nie polecam

W parówkach z kurczaka zrobionych z „wyselekcjonowanego mięsa” znalazłam tkankę łączną z kurczaka, czyli główny składnik MOM. Lepiej nie kupujcie tych parówek dzieciom.

Krakus – parówki z szynki – nie polecam

Znana polska marka, a wykorzystuje skrobię modyfikowaną oraz azotyn sodu. Wstyd, Krakusie! Czy naprawdę nie dało się inaczej?

Sokołów – Sokoliki – nie polecam

Producent jest sprytny. Zamiast glutaminian monosodowy pisze hydrolizowane białko słonecznika, a zamiast kwas askorbinowy używa zdrowo brzmiącej witaminy C. Wszystko zgodnie z prawdą, jednak zwęszyłam tu małą manipulację. Zwłaszcza, że chodzi o produkt dedykowany dzieciom. Producent uważa, że tym sposobem łatwiej ogłupi i przyciągnie rodziców. Nie dajcie się zwieść pozorom!

Parówki „Lubię” – zdecydowanie nie polecam

Te parówki to samo zło. Czułam się gorzej od samego trzymania ich w ręce. Zobaczcie tylko ten skład. Mistrzostwo świata, choć z pozoru aż 83% mięsa.

Tarczyński – parówki z fileta  – nie polecam

Jak dla mnie dodatek tłuszczu z kurczaka, glutaminianu, azotynu i aromatu dymu wędzarniczego dyskwalifikuje ten produkt.

Tarczyński – parówki z szynki – nie ma tragedii, ale mogłoby być lepiej

Aż 97% mięsa z szynki – chciałoby się powiedzieć WOW! Ale jest jedno ale: dodatek glutaminianu i azotynu sodu. Na szczęście nie mogli go dodać nie wiadomo ile, bo mięsa jest naprawdę bardzo dużo jak na parówki. To największa wartość w tym zestawieniu.

Tarczyński – kiełbaski z szynki – nie polecam

Nie dość, że trifosforany, to jeszcze azotyn sodu! A szkoda. Tym sposobem producent zmarnował całkiem smacznie wyglądające kiełbaski i 90% mięsa z szynki.

Morliny – Frankfurterki  – nie ma tragedii, ale mogłoby być lepiej

Poza azotynen sodu skład jest bardzo dobry i akceptowalny.

Piotr i Paweł – parówki z szynki – nie ma tragedii, ale mogłoby być lepiej

93% mięsa z szynki – tylko po co te dodatki, po co ten glutaminian i azotyn sodu?

Sokołów – parówki z szynki – nie ma tragedii, ale mogłoby być lepiej

Skład byłby całkiem ok, gdyby nie ten nieszczęsny azotyn sodu, którego wolałabym unikać.

Wiesław Kania – Parówki na dzień dobry dla Biedronki – nie polecam

W tym składzie występuje tyle trudnych słów, że w żadnej mierze nie mogę polecić tego produktu.

Do następnego razu!

E.

Podobne wpisy

Komentarze

28 odpowiedzi na “Parówki: Jakie wybrać? Które jeść, a które omijać?”

  1. Paulina napisał(a):

    Szkodliwość azotynu sodu jest powszechnie znana. Niestety jest to jedyny środek, który skutecznie zabezpiecza produkt przed namnażaniem bakterii Clostridium botulinum w produkcji przemysłowej.
    Jest dozwolony do stosowania na zasadzie mniejszego zła. Lepsza kiełbaska z azotynem niż z trującą toksyną botulinową 🙂

    • Madame Edith napisał(a):

      Paulino,
      dzięki za informację! W sumie co prawda, to prawda. Na szczęście niektórzy producenci radzą sobie bez tego dodatku 😉

  2. Jud napisał(a):

    Ja dodałabym jeszcze te z serii Pure z Lidla 🙂

  3. Kasia napisał(a):

    Nie rozumiem tego oburzenia, jeśli chodzi o parówki. Czy naprawdę zjadamy ich tony, żeby coś nam się miało stać? Podejrzewam, że ci, co najbardziej się oburzają wcinają ze smakiem inne rzeczy przebogate w różne świństwa.
    W naszych czasach niczego nie możemy być pewni, wszędzie do żywności dodaje się różne cuda i nawet we własnym ogródku można wyhodować trujące warzywa (kto je bada przed zjedzeniem?).
    We wszystkim potrzebny jest umiar i nie można dać się zwariować 🙂

    • Madame Edith napisał(a):

      Kasiu,
      Też nie rozumiem tego oburzenia. Zwłaszcza, że w większości przypadków pochodziło od innych blogerek kulinarnych. Wystarczy czytać etykiety i nie dać się zwariować. Osobiście okazjonalnie dopuszczam produkty nawet z glutaminianem, bo nie mam po nich „choroby zupek chińskich” i przetestowałam na sobie, że w niewielkich ilościach mi nie szkodzi. W Japonii używają go zamiast soli i na stolikach w miejscu soli i pieprzu stoi słoiczek z glutaminianem w proszku 😉

      Najbardziej w parówkach obawiam się azotynu, bo jego działanie nie zostało do końca zbadane.

      Wydaje mi się, że we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek. Nawet ten, owiant jakże złą sławą, tłuszcz palmowy spożywany okazjonalnie w niewielkich ilościach nie podniesienie nam od razu cholesterolu. Umiar przede wszystkim!

      Serdeczne pozdrowienia!
      E.

      • Marysia napisał(a):

        Chère Mme Edith,
        chcialabym zareagowac, na Pani wypowiedz, co do tłuszczu palmowego. Jest on owiany złą sławą, gdyż nie tylko znajduje się co drugim produkcie przetworzonym, z lekką przesadą oczywiście ale jest naprawdę obecny wszędzie i trudno nie jeść jego z nadmiarze, jednak rownież dlatego, ze jego produkcja przyczynia się do ocieplenia klimatu i zamiany naturalnej puszczy w Azji i Oceanii w plantacje drzew palmowych. Absolutnie masowej produkcji. Prowadzi to do wyniszczenia naturalnego środowiska dla fauny tych regionów. Aby lepiej zrozumieć ten przemysł, polecam obejrzeć film Before the Flood, wyprodukowany przez Scorsese i Di Caprio.
        Artykuł o kiełbaskach bardzo użyteczny. Dziękuje i chętnie skorzystam.

      • Madame Edith napisał(a):

        Marysiu,
        oczywiście. Napisałam w dużym uproszczeniu, bo to temat na osobny artykuł. Więcej o nim wspomnę przy okazji porównania ciast francuskich w kolejnym odcinku wpisów z porównaniem produktów.
        A ten film oglądałam – bardzo dobry.
        Serdecznie pozdrawiam
        E.
        P.S. Naprawdę uważam, że spożywaną ilość tłuszczu palmowego można zminimalizować i mieć pod kontrolą. Po prostu trzeba czytać etykiety i zrezygnować ze sklepowych ciast, ciastek, słodyczy i byle jakich croissantów itp. W domu nie używam rafinowanego tłuszczu palmowego. Mam tylko słoik nierafinowanego, ale to inna historia, inne zastosowanie i właściwości.

  4. Kasia napisał(a):

    A może parówki ZM Nove – Natura? Ja kupuję je w Selgrosie. Zaciekawił mnie skład bez E i glutaminianów/fosforanów. W smaku ok, raz na jakiś czas można!
    Skład: mięso wieprzowe 83%, woda, sól, cukry (dekstroza, trzcinowy, meltodekstryna), białko wieprzowe, susze owocowe (acerola) i warzywne (seler, marchew), ekstrakty (drożdży, przypraw), aromaty i przyprawy naturalne, hydrolizowane białko sojowe, kultury bakterii.
    pozdrawiam,
    K.

    • Madame Edith napisał(a):

      Kasiu,
      dzięki! Co prawda w Selgros nigdy nie byłam, ale innym taka informacja może się przydać. Trzeba pamiętać jednak, że hydrolizowane białko sojowe to wzmacniacz smaku, w dużym skrócie glutaminian. Ale jeśli komuś nie szkodzi, to skład poza tym jest faktycznie całkiem dobry.
      Serdeczności!
      E.

  5. Gabi napisał(a):

    Madame, a jadłaś może kiełbaski Besos? 🙂 są w Piotrze i Pawle i osobiście bardzo je lubię. Mają sporo mięsa, ale nie pamiętam jak z resztą składników. Aż skoczę po nie w weeeknd :))
    D
    Świetny wpis, pokaże mojemu Lubemu, który całkiem często wcina parówki. Może zacznie patrzeć na skład:)

    • Madame Edith napisał(a):

      Gabi,
      szukałam ich! Ale zostały po nich tylko ulotki w moim PiP. Widocznie są tak dobre, że znikają na pniu 😉
      Ale znalazłam skład w internecie: mięso z szynki wieprzowej 83%, woda, sól, skrobia, stabilizator – mleczan sodu, regulator kwasowości – cytrynian sodu, dekstroza, cukier, glukoza, hydrolizat białka słonecznikowego, ekstrakty przypraw, przyprawy (seler), aromaty, ekstrakt drożdży, substancja konserwująca: azotyn sodu.
      Czytając skład trzeba przyznać, że niestety daleko im do tych najlepszych i są lepsze alternatywy.
      Besos! 😉
      E.

      • Gabi napisał(a):

        O, dziękuję za odpowiedź. Dziwne, że tak malo mięsa, coś musiałam źle zapamiętać, bo ubzduralo mi się, że mają 93% mięsa. Ehh, szkoda 🙁 ale raz jakiś czas może nie zaszkodzi. 🙂 pozdrawiam!

  6. Magda napisał(a):

    Dzięki za wpis 🙂
    Znalazły się tam moje ulubione Piratki, do tego są bg, co dla mnie jest zbawienne, jako cieliaka 🙂
    Ostatnio z tych z dobrym składem odkryłam parówki Wasąg z serii eko: drobiowe lub wieprzowe (w Carrefour trafiam tylko wieprzowe, bo drobiowe zawsze schodzą szybciej, niż ja się dowlokę do sklepu ;-p ).
    Mam też inną ulubioną firmę – Rolmięs z ich eko wędlinami. Kupuję je na Norblinie w soboty na stoisku firmowym, wędlinki mają naprawdę fajny skład, a parówki Złotniczki są utrwalane właśnie witaminą c i te dietetycy polecają nawet maleńkim dzieciaczkom (bo brak jest azotynu). Kiedyś myślałam, że azotyn sodu nie jest dozwolony w wędlinach eko, ale jest inaczej, pocieszam się, że jest to jedyna substancja „nieidealna” w tych wędlinach i je kupuję co jakiś czas 🙂
    Pozdrawiam 🙂
    Magda

    • Madame Edith napisał(a):

      Magdo,
      Ogromnie dziękuję za Twoje namiary. Z chęcią sprawdzę te parówki, zwłaszcza te z Carrefour, bo bywam w nim w miarę regularnie 🙂
      Serdecznie pozdrawiam
      E.

      • Magda napisał(a):

        Cieszę się, że informacje się przydadzą 🙂 Dodam, że do jutra włącznie jest w Carrefour promocja na te parówki Wasąg (w ramach tygodnia promującego żywność bio). Termin parówek do 8 lutego, więc zrobiliśmy zapas, który…powędrował do zamrażarki, a spora część tego czego nie zamrażaliśmy jest już smaczną przeszłością 😉 Te parówki sprawdziły się nam nawet do fasolki po bretońsku (z Twojego przepisu) 🙂 Są wędzone naturalnym dymem, więc „robiły” w tym daniu za kiełbasę 😉
        Pozdrowienia 🙂
        Magda

  7. wedelka napisał(a):

    Nigdy nie zapomnę, gdy przyjechałam do teściowej z moją córeczką, która wtedy miała ok. 2 lat, a ona na śniadanie podała jej parówki. Niby nic złego, bo sami też jadamy, najczęściej Piratki z Lidla lub te z szynki z Sokołowa, ale w parówkach zakupionych przez teściową mięsa było……35%. Do tego najwięcej MOM. Nie pamiętam już ich marki, ale powiedziałam teściowej, że ma nigdy więcej nie dawać ich mojemu dziecku. Zrozumiała i zaczęła trochę dokładniej czytać etykiety 😉

  8. Podstawy wloskiego napisał(a):

    Na takie wpisy czekam częściej 🙂 Trochę mi się przypomniał filmik z Kocham Gotować o parówkach i firmach, które poleca :))

  9. A napisał(a):

    Dokładnie, Pikok Pure. I dodatkowo są bezglutenowe 🙂

  10. ja napisał(a):

    A co złego jest w momie oprócz tego, że obrzydzenie mamy do scięgien itp, przecież tam jest kolagen np

  11. WL napisał(a):

    Szczególnie często nie korzystam z parówek, ale ten wpis spowodował, iż zmieniłem swoje parówkowe preferencje.

  12. WL napisał(a):

    Oczywiście w Lidlu kupiłem polecone przez Ciebie parówki Pikok Piratki. Moim zdaniem ich zaleta jest także taka, że ich opakowanie składa się jakby z dwóch podopakowań, co powoduje, iż jeśli chcemy ich zużyć mniej, to druga ich część nie musi być odpakowywana – myślę, iż mrożone ryby (np. polędwice z halibuta, polędwice z dorsza) w kilku połączonych oddzielnie porcjach, to również trafiony pomysł.

  13. Sylwia napisał(a):

    A ja znalazłam świetne parówki w Biedronce.
    Kraina wędlin Nature.
    94% mięsa wieprzowego z szynki, woda, sól, białko sojowe, ekstrakty przypraw oraz naturalne aromaty. I to wszystko. 🙂
    250 g. (6 parówek) kosztuje ok. 5 zł.

    • Madame Edith napisał(a):

      Sylwio, bardzo dziękuję za informację. Bywam w Biedronce sporadycznie i przyznam, że nawet nigdy nie przyszło mi do głowy, by rozejrzeć się za ich parówkami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Parówki: Jakie wybrać? Które jeść, a które omijać?

Czas przygotwania:

@MadameEdith on Instagram