Ed Red – nice to meat you, Ed!

23 października 2016

ed-red-21

Trzeba być bezczelnym i niespełna rozumu, by u szczytu fali na wszystko co wege otwierać knajpę serwującą wyłącznie mięso. To jak strzał w stopę! Zwłaszcza, że mięso od wejścia poukładane jest w lodówkach i wystawione na ciekawskie spojrzenia gości. Adam Chrząstowski zdecydował się jednak, po krakowskim sukcesie Ed Red’a, otworzyć jego warszawski oddział. Czy przekona do swojego pomysłu warszawiaków? Czas pokaże. Tymczasem w piątkowy wieczór kiedy pół Warszawy szturmowało nowo otwartą Halę Koszyki, my cichutko odwiedziliśmy pięterko w Hali Mirowskiej, gdzie usadowił się Ed Red.

ed-red-1

Ed Red zajął szklaną dobudówkę w Hali i ma niebagatelną powierzchnię ok. 700 m². To ogromna przestrzeń jak na restaurację. O samej dobudówce mówiło się wiele, zwłaszcza kilka lat temu, gdy przed generalnym remontem budynku chciano ją rozebrać. Byłoby to skomplikowane z kilku względów m.in. takiego, że dobudówka powstała w latach 70., a od 1986 r. wraz z całą Halą stanowi zabytek. Dodatkowo na czas takiej zmiany trzeba byłoby zamknąć znaczną część sali. Ostatecznie nic więc z planów nie wyszło i pawilon pozostał.

ed-red-2

Do restauracji prowadzi osobna klatka schodowa usytuowana przy głównym wejściu do budynku. Przypomina ona lata 70. Zapach odświeżona olejnej lamperii nie daje się nie zauważyć i nie odstępuje nas na krok aż do przekroczenia drzwi restauracji, za którymi znajduje się wielka szafa-lodówka, w której sezonuje się mięso.

ed-red-22

Wnętrze restauracji jest ogromne. Na szczęście potężna przestrzeń została bardzo sprytnie podzielona na osobne strefy. Można zająć miejsce na wygodnych kanapach, jak i przy stolikach z krzesłami, a nawet długim barze.

ed-red-15

Architekci zrobili kawał dobrej roboty. Wnętrze, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się zimne, w rzeczywistości jest bardzo przytulne za sprawą cegieł i drewna na ścianach oraz podłodze.

ed-red-20

Lokal kojarzy mi się trochę z filmowymi sceneriami nowojorskich barów i restauracji, a dodatkowo metrem za sprawą charakterystycznych białych płytek. Wystrój jest bardzo udanym mariażem różnych stylów: są tu elementy art deco, drewniane panele ścienne rodem z czasów PRL’u, trochę stali, cegły, zawieszony nad wejściem neon „Nice to meat you!” i pokryte skórą kanapy. Niby nic do siebie nie pasuje, a jednak efekt jest znakomity. Świetnym pomysłem było też obsadzenie baru paprociami.

ed-red-16

ed-red-11

ed-red-18

ed-red-13

ed-red-12

ed-red-17

Cechą charakterystyczną Ed Red jest to, że sztućce zawsze leżą po lewej stronie. bo „jesteśmy trochę inni” – jak tłumaczy kelnerka. Menu jest w miarę krótkie, za to karta z winami bardzo rozbudowana. W restauracji znajduje się nawet osobny pokój z winami.

ed-red-19

Na wstępie bierzemy wino (sprzedawane jest na kieliszki oraz butelki) i napoje. Nasze zamówienie (jesteśmy tu w 4 osoby) zrealizowane jest całkiem sprawnie i szybko, choć może to wynikać z małego obłożenia sali. Przyszliśmy tu bowiem ok. 17, ale już po 19 sala była w 3/4 pełna.

Wraz z M. (tym razem M. nie oznacza Monsieur 😉 ) wybraliśmy korzenne policzki wołowe z sałatką z ziół i kaparów podane na białej kaszy gryczanej (41 zł). To danie bardzo się spodobało moim kubkom smakowym. Policzek był mięciutki, niezwykle delikatny i znakomicie dosmaczony. Kasza stanowiła jego przyjemne uzupełnienie. Dobrze zagrały tu struktury i konsystencje. Spore liście pietruszki tylko dopełniły smak. Danie bez wątpienia na 5.

ed-red-9

J. z kolei skusił się na kanapkę Eda z peklowaną sezonowaną wołowiną (31 zł). Kanapka podana była w świeżej, lekko słodkiej brioszce. Usadowiona była na genialnym, bardzo esencjonalnym sosie demi-glace. Mięso samo rozrywało się na kawałki, było zrobione w punkt. Towarzyszyły mu dodatki: sadzone jajko i korniszony. Bardzo pożywna kanapka, zdecydowanie zasługuje na miano „specjalności zakładu”.

ed-red-7

Monsieur natomiast jako jedyny z naszej czwórki dał się uwieść stekom. Wybrał klasyczny stek New York (jego 270-gramowy stek kosztował 51,74 PLN), a do tego dodatki, płatne osobno: puree ziemniaczane z czosnkiem i serem (8 zł) oraz mizerię (7 zł).

Na marginesie:

Do każdego steka dostaje się sos w cenie – do wyboru jest: berneński, demi-glace, grzybowy, pieprzowo ziołowy i firmowe masło. Ed Red serwuje dwa rodzaje steków New York i Rib Eye: sezonowane 28 i 45 dni. Mięso sezonowane dłużej jest oczywiście droższe (New York: 19,90 vs. 29,90 zł, Rib Eye: 22,90 vs. 32,90 zł), ale przez stekowych znawców jest cenione bardziej.

Stek miał być medium rare i taki był. Soczysty, gruby, doskonały! Świetny był też sos pieprzowo-ziołowy, który podkręcał smak mięsa. Puree okazało się za to zupełnie normalne. Nie wyczułam w nim ani sera, ani czosnku. Porcja mizerii była wyjątkowo skąpa i de facto nie była to mizeria, a lekko przyprawione ogórki z łyżką gęstej śmietany.

ed-red-6

ed-red-10

Po obfitym posiłku cała nasz czwórka znalazła miejsce na deser. Tak się złożyło, że oprócz serów zagrodowych restauracja proponuje cztery różne desery. Zamówiliśmy więc wszystkie, by spróbować całej słodkiej części karty.

ed-red-5

Bezapelecyjnie najlepszy deser przypadł w udziale Monsieur. Rozmarynowy crème brûlée z lodami ciasteczkowymi (16 zł) to świetna propozycja. Jak w każdym crème brûlée tak i tu największą frajdę sprawiało rozłupywanie twardej skorupki ze skarmelizowanego cukru. Jak w Amelii 🙂 Z tą różnicą, że dzieła dopełniały smaczne lody ciasteczkowe – jeden z moich ulubionych mlecznych smaków. Gałki takich lodów nigdy nie odmówię.

ed-red-25

J. otrzymał mus z białej czekolady na śliwkach z werbeną cytrynową (19 zł). To najlżejsza propozycja. Śliwki przyjemnie komponowały się z delikatnym i niezbyt słodkim musem, którego smak dodatkowo przełamywał zielony sos z verbeny.

ed-red-23

Najsłodszym deserem trafił w udziale M. Sorbet z rokitnika z imbirowym ptasim mleczkiem (21 zł) był dość ciężkim deserem ze względu na ptasie mleczko…które wcale ptasiego mleczka nie przypominało, było zbyt twarde i słodkie. Sytuację ratował przepyszny sorbet. W zasadzie jego dwie-trzy kulki z pistacjową posypką mogłyby robić za deser sam w sobie.

ed red

Mój sernik na parze z czarną porzeczką i cynamonową kruszonką (18 zł) był bardzo poprawny i smaczny. Nie wyczułam tu zbyt dużej ilości cynamonu, ale za to porzeczkowy mus stanowił super kontrast do serowej masy. Największy problem stanowił jednak fakt, że na dnie naczynia zgromadziła się woda, którą puścił ser. Skutecznie namoczyła więc płatki owsiane ułożone na dnie i nie dało się przez to dokończyć deseru.

ed-red-24

Ed Red – podsumowanie:

Ed Red to miejsce dla mięsożerców. Weganie nie mają tu czego szukać, nawet dla wegetarian przewidziana jest tylko jedno danie: sałatka z koziego sera z burakiem i orzechami. Fajnie, że powstają miejsca idące niejako pod prąd obecnym trendom, a jednocześnie serwujące fantastyczne mięsa. Mały minus należy się tylko za desery i nietanie dodatki do steków. Żeby jednak oddać całą prawdę należy na koniec pochwalić obsługę, która dobrze zna kartę i świetnie się spisała, była profesjonalna, ale jednocześnie na luzie.

Na tę chwilę lokal ma u mnie solidną czwórkę z plusem.

Następnym razem chętnie skuszę się na siekanego tatara, zupę ogórkową z ozorkiem lub zupę z dorsza czy też pieczone kości szpikowe z sałatką z pietruszki, kaparami, cytryną i orzechami. Karta jest bardzo interesująca i brzmi naprawdę smacznie. Tym razem poprzestaliśmy na daniach głównych, które są na tyle duże, że trudno byłoby je zjeść zarówno z przystawką, jak i dodatkowo poprawić czymś słodkim. W kwestii jedzenia w Ed Red nie powiedzieliśmy zatem ostatniego słowa. Nie składamy sztućców!

Ed Red – jak trafić?

Do przeczytania,

E.

ed red

Podobne wpisy

Komentarze

8 odpowiedzi na “Ed Red – nice to meat you, Ed!”

  1. Kasia napisał(a):

    Fala na wege przeminie, a chęć na solidny mięsny posiłek pozostanie. Kanapka Eda wygląda obłędnie! 🙂

  2. nina napisał(a):

    Witam serdecznie, ja z kolei uważam, że vege będzie rosło w siłę – bardzo stopniowo – ale jednak. To miejsce stanowczo nie dla mnie, znajdę inne. Pozdrawiam

    • Madame Edith napisał(a):

      Nina,
      to się oczywiście okaże. I pewnie każde miejsce, zarówno vege, jak i tylko dla mięsożerców, znajdzie swoich odbiorców. Ed Red odniósł niezaprzeczalny sukces w Krakowie. Pewnie w Warszawie go powtórzy, choć oczywiście rynek restauracyjny jest u nas zupełnie inny. Na początkujących restauratorów jednak nie trafiło, więc sobie poradzą.
      Serdecznie pozdrawiam
      E.

      • Edain napisał(a):

        Dwie restauracje=restaurator? Zaraza, jak ja nie cierpię blogerów kulinarnych.

      • Madame Edith napisał(a):

        Kamilu,
        Owszem! Restauratorem jest osoba, która ma choćby jeden lokal. Bo tak z ciekawości: jak byś nazwał osobę, która zjadła zęby w tej branży? A Adamowi Chrząstowskiego, czy się go lubi czy nie, trzeba oddać co jego. Zanim założył Ed Red’a współtworzył Ancorę, pracował w najlepszych stołecznych restauracjach (w Hotelach Rialto, Bristol, Sheraton), a także za granicą. Jest jednym z najlepszych szefów kuchni w Polsce i za to należy się mu szacunek. A jego wspólnik w projekcie Ed Red Grzegorz Kłos posiada sieć Fabryka Pizzy. Masz wątpliwości, czy obu panów można nazwać restauratorami? Ja nie mam.

        P.S. Miło mi, że pomimo tego, iż nie cierpisz blogerów kulinarnych spędziłeś tyle czasu na moim blogu i postanowiłeś dodać komentarz 🙂

  3. tensport.pl napisał(a):

    Przepiękne wnętrze warszawskiego Ed Red, ale osobiście bardziej do mnie przemawia kameralna i duuuużo mniejsza powierzchnia tej restauracji w Krakowie. ale co kto lubi 😉

    • Madame Edith napisał(a):

      W krakowskim Edku nie byłam. Podczas ostatniego pobytu wiedziałam, że otworzą się niebawem w Warszawie i dlatego wybrałam inne miejsca. Z ciekawością zajrzę następnym razem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Ed Red
Moja ocena [1]: 4
Rodzaj kuchni: mięsna
Przedział‚ cenowy: od 30 do 60 zł
Plac Mirowski 1, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram