Najlepsze steki w Europie

30 sierpnia 2013

Dzisiejszy wpis zacznę od tego, że Azory po raz drugi z rzędu zostały uznane za najbardziej zielony i czysty cel turystycznych podróży w rankingu Quality Coast Gold Award 2013. Międzynarodowe jury oceniało sposób, w jaki dba się o tożsamość lokalną oraz o naturalne i kulturowe dziedzictwo, a także jakość środowiska i urodę nadmorskich regionów. Azory pokonały ponad tysiąc innych miejsc w Europie!

Eksperci docenili zrównoważoną turystykę na Azorach, tradycyjną produkcję wina, serów i owoców. Ten portugalski archipelag, jak pewnie wiecie z jednego z poprzednich wpisów, to jedyne miejsce w Europie, gdzie uprawia się herbatę (więcej o tym przeczytacie we wpisie „Herbata z Azorów„).

Mówi się również, iż mieszkają tam najszczęśliwsze krowy na świecie, gdyż okrągły rok spędzają na wiecznie zielonych pastwiskach. Są szczęśliwe – to widać gołym okiem. Spotyka się je w każdej części wyspy Sao Miguel. Nawet w jej najwyższych partiach przy szczytach wulkanów, bo tam też jest roślinność i mają co jeść.

Pasą się na łąkach z zapierającymi dech widokami i jakby nigdy nic przeżuwają trawę 🙂
Czasami robią sobie spacer po drodze, dlatego w wielu miejscach można zauważyć powyższy znak drogowy.

Na największej azorskiej wyspie można spotkać krowy nie tylko na łąkach, czy drogach. Można także udać się do czegoś na kształt PGR’u, gdzie odbywają się pokazy najlepszych krów, a nawet ich konkursy! W tym celu wybudowano specjalny tor (zdjęcie poniżej), po którym krowy spacerują podczas corocznych uroczystości wystawowych.

Znajduje się tam również najlepsza restauracja na wyspie, w której podaje się steki. Jest najlepsza nie tylko na Wyspach, ale i podobno całej Portugalii. Wiele osób twierdzi, że tutejsze mięso nadaje się na steki jak żadne inne w Europie.

Wraz z Monsieur – wielbicielem steków, postanowiliśmy wybrać się na przejażdżkę samochodem  z Ponta Delgada na północny brzeg wyspy, by odnaleźć słynne miejsce.

Zdjęcie ze strony http://www.aasm-cua.com.pt/

Samo dotarcie na farmę stanowiło nie lada przygodę. Okazało się bowiem, że droga prowadząca do miejscowości Santana akurat była w remoncie i musieliśmy skorzystać z dwóch objazdów, które jakimś cudem poprowadziły nas do właściwego ronda, przy którym stał długo wyczekiwany przez nsas zielony znak z napisem „Associação Agrícola S. Miguel”.

Po dwustu metrach byliśmy na miejscu.
Gospodarstwo robi duże wrażenie. Dookoła jest mnóstwo wielkich budynków, a kolejne są w trakcie budowy. Jest nawet oddział banku dla tutejszych pracowników, co jak się domyślam, oznacza, że pracuje tu niemało osób. Po przejechaniu kilkudziesięciu metrów od głównej bramy widzimy parking i sporo zaparkowanych wokół parterowego budynku samochodów. Po chwili dostrzegliśmy znak „Restaurante”. Wiedzieliśmy już, że dojechaliśmy we właściwe miejsce.

Z zewnątrz budynek restauracji wygląda dosyć niepozornie. W środku za to robi bardzo miłe wrażenie. Urządzony jest w bardzo tradycyjny sposób.

W dużej sali poustawiano wiele stołów i przy niemal wszystkich siedzieli goście kiedy do niego weszliśmy (mogliśmy się tego spodziewać widząc liczbę aut na zewnątrz). Jednak w ciągu pół godziny większość osób skończyła jeść i opuściła lokal, dzięki czemu koło godziny 14 zrobiło się dużo spokojniej.

Na przystawkę dostaliśmy pieczywo, masło i sery (oczywiście azorskie), a do tego pikantny sos z chili i bób w zalewie z oliwy i ziół. Oczywiście wszystkie elementy tego „czekadełka” również portugalskim zwyczajem zostały doliczone do rachunku (łącznie około 7 Euro) 😉

Karta była bardzo obszerna, ale bez większych problemów zdecydowaliśmy się na specjalność zakładu, czyli steki. Warto dodać, że wybór steku sprowadza się tak naprawdę do wybrania nie tylko sposobu jego wysmażenia, ale sosu, jak i rodzaju mięsa, z którego będzie wykrojony (ceny steków wahają się średnio od 10 do 20 Euro). Bez pytania za to dostaje się do niego frytki.

My zdecydowaliśmy się na te z polędwicy „sirloin”. Monsieur wybrał stek z sosem na bazie whiskey i pieprzu, a ja z sosem marakui.

Na obiad przyszło nam poczekać nie więcej jak 10 minut. Obsługa była bardzo sprawna i sympatyczna i bez problemu mówiła po angielsku. Jedynym minusem był fakt, że nie sprzedawali domowego (ponoć znakomitego) wina na małe karafki, ani na kieliszki, a bardzo miałam na nie ochotę. Musiałam obejść się smakiem, bo przecież sama całej litrowej bym nie wypiła.

Nasze steki podane zostały w towarzystwie doskonałych sosów. W życiu nie spodziewałabym się, że stek z sosem marakui będzie czymś, co będę wspominać przez długie miesiące. Był to zdecydowanie najlepszy kawałek wołowiny, jaki kiedykolwiek znalazł się na moim talerzu. Po prostu doskonały i idealnie wysmażony. Jego smaku nie da się opisać słowami, bo po prostu trzeba go doświadczyć własnym podniebieniem.

Desery też były bez zarzutu – smak tarty z ananasa do dziś czuję w ustach! Gdybym tylko miała azorskiego ananasa pod ręką już dawno bym taką zrobiła.

Z kolei mój deser ze słonym karmelem i orzechami włoskimi był także wyborny. Mam słabość do karmelu, szczególnie solonego, więc to był strzał w 10.

Choć powiem szczerze, że część tarty zabraliśmy na wynos, bo po stekach i przystawkach ledwo wstaliśmy od stołu 🙂

Rachunek nie należał do najniższych (ok. 50 Euro – za dwa steki z frytkami, przystawki, dwa desery i dużą butelkę wody mineralnej) zważywszy fakt, że lokal był usytuowany z dala od jakiegokolwiek większego miasta, ale jedzenie było warte każdego eurocenta.

Jeśli będziecie na wyspie Sao Miguel musicie odwiedzić to miejsce. Dokładny adres brzmi: Recinto da Feira – Campo de Santana, Vila de Rabo de Peixe – Ribeira Grande.

Gorąco polecam!
E.

P.S. Jeśli macie ochotę przeczytać i zobaczyć inne wpisy z podróży na wyspę São Miguel zajrzyjcie tu:

Podobne wpisy

Komentarze

20 odpowiedzi na “Najlepsze steki w Europie”

  1. decorateacake pisze:

    Jeżeli jest się tam czasami pierwszy i ostatni raz w życiu to myślę, że można wydać trochę więcej pieniędzy, szczególnie jeżeli o=jedzenie, jak sama opisujesz było tego warte.
    Pozdrawiam

    • Madame Edith pisze:

      Absolutnie się zgadzam. Tym bardziej, że porcje są bardzo solidne.
      Zawsze w opisach odwiedzanych lokali podaję ceny, by osoby, które chcą odwiedzić dane miejsce wiedziały czego oczekiwać.

      Serdecznie pozdrawiam,
      E.

  2. Ukłony za tego posta Edith! Uwielbiam Twoje relacje z restauracji, po prostu U-WIEL -BIAM!! A adres warto zapamiętać na zaś:)

  3. Ajka pisze:

    Bardzo tęsknię za portugalskimi przystawkami, pomimo, że wiele osób jest zbulwersowanych ich ceną. Koszyczek prawie zawsze świeżego, ciężkiego chleba, masło z solą, cudowne sery i te boby, marchewki z czosnkiem czy oliwki w ziołach. Podobają mi się też te desery, inne i ciekawe. Co do ceny, jeśli 50EUR za 2os, To nie jest jakaś wygórowana cena wg mnie… W Warszawie w wielu miejscach nie jest trudno zapłacić tyle samo lub więcej.. Jeśli za 1 to sporo, ale nie sądzę.

    • Madame Edith pisze:

      Agnieszko,
      To cena za cały obiad dla dwóch osób, dopisałam stosowne wyjaśnienie we wpisie, by nikt nie miał wątpliwości. Jak na Sao Miguel, to cena jest raczej wysoka. W Ponta Delgada można zjeść pyszny obiad z wołowiną na drugie danie, zupą, piciem i kawą na deser za niecałe 8 Euro (polecam restaurację Mercado do Peixe przy nadbrzeżnym bulwarze). Dania rybne z karty to wydatek średnio 10-12 Euro.
      Dlatego też napisałam, że kwota 50 Euro za oniad nie jest niska.

      Serdeczności,
      E.

  4. Agnieszka pisze:

    Super mapka. Zgłodniałam oglądając zdjęcia 😉 Poza stekami Twój deser wygląda smakowicie.

  5. Maggie pisze:

    Stek z sosem z marakui? Teraz to mnie zaintrygowalas!

  6. Anonimowy pisze:

    Wspaniały wpis 🙂
    Jeżeli chodzi o steki to polecam również restaurację na wyspie Pico, miejscowość Madalena. Mała lokalna restauracyjka, a mięso jakie tam podają jest najwspanialsze na świecie:)
    Super zdjęcia – w ogóle Azory to raj dla fotografów 🙂
    Pozdrawiam
    Fz

    • Madame Edith pisze:

      Fz,
      bardzo dziękuję za polecenie! Mam nadzieję, że na Pico uda mi się dotrzeć za rok, bo w planach mam właśnie Azory Zachodnie – Terceirę i Pico właśnie. Jeśli ta wyprawa dojdzie do skutku, to z całą pewnością poszukam tego lokalu 🙂

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

  7. wow! wspaniała relacja. Mi po wizycie na Maderze się bardzo, bardzo marzą Azory, ale to niestety nie w tym roku już. Zazdroszczę i z fascynacja podczytuje kolejne wpisy z wyprawy

  8. Anonimowy pisze:

    ach nie mogę się powstrzymać ! strasznie dziwny smak mają steki podane z sosem kawowym… ( na Sao Jorge, Velas)mnie osobiście nie przekonały. Strasznie urzekł mnie ten wpis 🙂 przypomniała mi się zeszłoroczna azorska podróż…jeszcze raz dzięki za ten wpis.
    W ogóle to jeden z lepszych blogów na jaki natrafiłam, dzięki jeszcze raz 🙂
    FZ

    • Madame Edith pisze:

      FZ,
      cała przyjemność po mojej stronie, wielki dzięki za Twój komentarz 🙂
      A propos steków w kawie, to nie miałam okazji ich jeść, więc nie wiem jak smakują, za to robiłam kawałki tuńczyka w sosie kawowym i były znakomite. Przepis możesz zobaczyć tu: tuńczyk w kawie.

      Serdeczności,
      E.

  9. Anonimowy pisze:

    http://restauranteaasm.com/en/index.php/the-restaurant

    z zewnątrz teraz lepiej. wewnątrz już niekoniecznie

  10. Lech pisze:

    Edith, chociaż Twój wpis jest starszy postanowiłem jednak zamieścić komentarz z naszej polskiej rzeczywistości. Trochę żółci muszę z siebie upuścić 😉 Może ktoś jeszcze to przeczyta.
    No niestety, będąc również wielbicielem steków postanowiłem ekonomicznie 😉 zakupić i przyrządzić stek z Biedronki produkcji Sokołów S.A.
    No niestety, muszę przestrzec: Nigdy, przenigdy nie róbcie takiego błędu !
    Steki polskich producentów a w szczególności Sokołów NIE NADAJĄ SIĘ DO JEDZENIA !
    Choćby nie wiem jak się starać to wychodzi podeszwa i technika ( a tą akurat znam jeśli chodzi o steki) nie ma tu nic do rzeczy.
    Mogę tylko Wam pozazdrościć doświadczeń a ubolewam bo w Polsce jeszcze dobrej wołowiny nie jadłem.
    Przepraszam ale nic mnie tak nie wyprowadza z równowagi jak zepsuty obiad 😉

  11. Jacek i Marta pisze:

    Dzięki temu blogowi dotarliśmy tam. Byliśmy dziś. Steki rewelacja , ceny obecnie od 10-22 (zależnie od rodzaju mięsa)
    Zjadłem ten najdroższy z polędwicy – rewelacja. Tańsze też były dobre z rostbefu – portugalskie „vazia”. Doskonałe sosy.
    W międzyczasie restauracja przeniosła się do nowego budynku.
    Dziękujemy też za wrocławskie wpisy. Pozdrawiamy z nieco deszczowych Azorów

  12. Monika pisze:

    A ja przynoszę złe wieści. We wspomnianej restauracji byłam przed dwoma tygodniami i wspominam to jako moje najgorsze doświadczenie podczas całego pobytu na Azorach :< Przede wszystkim restauracja została przeniesiona do nowego budynku – jest teraz znacznie większa, wnętrza przypominają bezosobowy hotel, a w kolejce do wejścia stało ok. 30 osób. Przezornie dokonałam rezerwacji stolika, ale mimo to, ja i mój partner zostaliśmy zupełnie zignorowani przez obsługę ( kursującą pół metra on nas). Po 10 minutach po prostu wparadowałam na salę i sama podeszłam do kelnera. Obsługa ogólnie wyglądała, jakby była tam za karę. Zero uśmiechu, podirytowanie jakąkolwiek próbą interakcji. Niezrażeni złożyliśmy zamówienie. Ser był w porządku, aczkolwiek chlebem okazała się stara bagietka. Za to danie główne było kompletną klapą. Przyniesiono je nam w zastraszającym tempie – mój chłopak ledwo zdążył się oddalić w kierunku toalety, a ja sięgnąć po torebkę, a talerze już leżały przed nami. Frytki – mrożonka, gorsze niż McDonaldzie. Mój stek (tenderloin, z marakują)… absolutnie surowy, po przekrojeniu wyglądał, jakby dopiero umierał. Miał być medium. Stek chłopaka, jak się później okazało, leżał w sosie grzybowym (miał być 3 peppers, chłopak szczerze nie znosi grzybów), ale przynajmniej wysmażono go jak trzeba. Wciąż, okropna podeszwa. Na wizytę jakiegokolwiek kelnera czekaliśmy pół godziny, chociaż dość ostentacyjnie nie dotykaliśmy swoich (pełnych) talerzy. Zupełnie straciliśmy ochotę na jakikolwiek deser, więc poprosiliśmy o rachunek. Widząc stan naszego stolika, kelner zapytał, czy wszystko smakowało. Zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy, że przepraszamy za kłopot, ale niestety nie. Zaoferowano nam darmowe napoje, co było miłe, ale biorąc pod uwagę, że piliśmy Kimę, a całkowity koszt kolacji sięgał 50 euro, to nie byliśmy szczególnie szczęśliwi. Biorąc pod uwagę wszystkie inne fantastyczne restauracje, które odwiedziliśmy w ciągu 10 dni na Sao Miguel, było nam naprawdę przykro, że ta, z którą wiązaliśmy największe nadzieje, okazała się jedyną rysą na naszym wyjeździe. Żeby jednak nie kończyć tak negatywną nutą – Burgundy, w samym sercu Ponta Delgady – mistrzostwo świata!

    • Madame Edith pisze:

      Moniko,
      Ooo, to faktycznie kiepsko! Właśnie z Monsieur ze dwa dni temu rozmawialiśmy na temat Azorów, bo planujemy tam wrócić. I mówiliśmy o tych stekach bardzo dobrze je wspominając. Szkoda, że Wam przytrafiła się taka niemiła sytuacja. Ale niestety w restauracji pracują tylko ludzie i w każdej zdarzają się wpadki, nawet w tych najlepszych. W każdym razie bardzo dziękuję za Twój komentarz.
      Moc pozdrowień!
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Najlepsze steki w Europie


Dzisiejszy wpis zacznę od tego, że Azory po raz drugi z rzędu zostały uznane za najbardziej zielony i czysty cel turystycznych podróży w rankingu [...]
@MadameEdith on Instagram