6 niezastąpionych gadżetów dla malucha w okresie zimowym

6 lutego 2019

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha

Z dzisiejszym wpisem nosiłam się od listopada i w końcu znalazłam chwilę, by wszystko dla Was spisać. Dostaję mnóstwo pytań o wszelkiej maści gadżety, jakich używamy przy małym dziecku. Powiem Wam szczerze, że mamy ich generalnie mało. Tak samo, jak i zabawek. Kupujemy tylko niezbędne rzeczy i to raczej takie, by starczyły na dłużej. Z akcesoriami, jakie przedstawię Wam dziś znamy się i lubimy od kilku miesięcy. Tak, jak i przy innych produktach, polecam Wam tylko rzeczy, z których korzystamy na co dzień z których jesteśmy naprawdę zadowoleni. Nie znaczy to jednak, że są bez wad. O nich też piszę, by ewentualnie pomóc Wam podjąć w pełni przemyślaną decyzję. Na szczęście słabe strony w żadnym przypadku nie przysłaniają tych mocnych. Każdy jeden produkt z poniższego zestawienia warto jest uwagi i osobiście nie wyobrażamy sobie bez niego życia w okresie, gdy przeziębienia biorą górę nad wrodzoną, a potem wypracowaną odpowiednią dietą odpornością.

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha w okresie zimowym:

Aspirator

Odkąd Mały Monsieur poszedł do żłobka, co miało miejsce pod koniec października, z większą lub mniejszą regularnością pojawia się katar. Na początku lekarz polecił nam słynny „katarek” podłączany do odkurzacza. Bobas się go panicznie bał. Ja zresztą także, bo klasyczny odkurzacz mamy dość głośny. Dodatkowo nie było to dobre rozwiązanie, bo potykaliśmy się o sprzęt wiecznie leżący na podłodze. Potem przerzuciliśmy się na Fridę, którą także polecił nam pediatra. Zdecydowanie bardziej polubiłam się nią, niż z katarkiem. Za to Monsieur obstawiał nadal przy nim, bo twierdził, że „używając Fridy ma wrażenie, że sam wciąga wydzielinę z nosa MM i że nie jest to fajne uczucie”. Trudno było mi się z nim nie zgodzić. Szukaliśmy dalej, bo katar niestety powracał.

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha

Aż w grudniu znaleźliśmy aspirator „Tomydoo” Beaba. I to był strzał w 10. Łatwo się go myje, zajmuje mało miejsca, można zabrać w podróż i jest super higieniczny. Same zalety. Dodatkowo w komplecie ma kilka końcówek o różnej wielkości i przezroczystą kosmetyczką – opakowanie. Może nie ma aż takiej siły, jak odkurzacz, za to jest znacznie bardziej cichy i maluch się go nie boi. Sam wręcz nadstawia głowę, by mu wyczyścić nos. To było jak wybawienie! Myślę, że jeszcze sporo nam posłuży, bo dzieci zaczynają smarkać nos ponoć dopiero między drugim i trzecim rokiem życia. Według mnie jest warto każdych pieniędzy.

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha

Nebulizator

Z nebulizatorem to był akurat przypadek. Po prostu mieliśmy infekcję i lekarz natychmiast zalecił inhalacje, by uniknąć brania antybiotyku. „Natychmiast” dla mnie oznaczało tyle, że prosto z gabinetu lekarskiego poszłam do najbliższej apteki i zapytałam o nebulizatory. Akurat mieli taki jaskrawozielony włoskiej marki Familino (w aptece kosztował ok. 170 zł, w internecie można go kupić taniej). Ponoć to nowy model, który ma specjalny mechanizm oszczędzający podawany lek. U nas sprawdził się super, a bobas szybko się do niego przyzwyczaił, choć czasami stroi fochy, ale to raczej nic nadzwyczajnego przy inhalacji 😉 Potem widziałam jeszcze wersję białą, która oznaczona jest jako PRO. Nie wiem do końca czym się różni pod względem technicznym, ale widziałam, że w zestawie miał odsysacz do nosa.

O ile do inhalacji byłam bardzo sceptyczna i bałam się, że MM w ogóle nie będzie chciał o nim słyszeć, o tyle sprzęt sprawdził się u nas w 300%, bo w ciągu pierwszego miesiąca od zakupu korzystała z niego cała nasza trójka ze względu na przeróżne choróbska, jakie nas dopadły. Fajne jest to, że ma różne końcówki – dla dzieci, dorosłych, jak i ustnik. Jeśli macie małe dziecko w domu, to prędzej czy później, i tak będziecie musieli się zaopatrzyć się w taki sprzęt. Tak nam mówili lekarze, gdy Mały był jeszcze malutki i zupełnie zdrowy, ale po czasie przyznaję: to niezastąpiony element wyposażenia przy bobasie.

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha

Nawilżacz powietrza

O naszym nawilżaczu pisałam Wam już rok temu. Gdy jednak jeden sprzęt przestał się wyrabiać, zdecydowaliśmy, że musimy dokupić kolejny. Z Duux Ovi jesteśmy nadal bardzo zadowoleni, ale nie chcieliśmy kolejnego identycznego sprzętu w domu. Do pokoju MM zdecydowaliśmy się na nawilżacz parowy Beaba, który eliminuje 99% bakterii.

To zupełnie inny nawilżacz, niż ten ewaporacyjny Duux. Przede wszystkim leci z niego dość ciepła para wodna (w temp. 55%), która nawilża, ale i nieco podnosi temperaturę powietrza. Przez to jednak, że leci z niego para, mam wrażenie, że szybciej faktycznie nawilża powietrze. Nie wiem czy tak jest w rzeczywistości, ale takie jest moje odczucie. W każdym razie woda w nim bulgoce, co przekłada się na charakterystyczny dźwięk. Dziecku on wcale nie przeszkadza, a wręcz pomaga w zaśnięciu, bo przypomina słynny biały szum. Ten nawilżacz jest super prosty w użytkowaniu – ma jeden przycisk i sam wyłącza się automatycznie, gdy zabraknie wody. Ma duży pojemnik (2 litry), dzięki czemu może pracować 8 h. Jego napełnianie jest jednak znacznie bardziej skomplikowane, niż w przypadku Duux. Trzeba zdjąć niebieski klosz, przekręcić do góry nogami, odkręcić korek, nalać wodę, zakręcić korek i umiejscowić „ul” na podeście. Fajnie wygląda w pokoju chłopca, niestety nie występuje w żadnym innym i bardziej dziewczęcym kolorze. Dodatkowym minusem jest wysokie, w porównaniu do nawilżaczy ultradźwiękowych czy ewaporacyjnych, zużycie prądu. Plusem jest jednak bardzo mały rozmiar, jak na tę pojemność.

Dzięki obu nawilżaczom wilgotność w domu w zimie pozostaje na poziomie 55-60%, a nie oscyluje wokół 40%. To naprawdę robi wielką różnicę.

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha

Śpiworek do spania

Mały Monsieur przez pierwszych 6 miesięcy życia spał w śpiworkach Lupilu. Potem z nich wyrósł i przyszły wakacje. Spał wtedy pod cienkim kocykiem lub bambusowym otulaczem. Gdy jednak nadeszła jesień, a bobas zaczął się niesamowicie rozkopywać pod kołderką, postanowiliśmy wrócić do śpiworka. Oczywiście na swoje poprzednie był już za mały, więc po zrobieniu szybkiego rozeznania, nasz wybór padł na śpiworek Gro Company z sympatyczną sówką (TU i TU znajdziecie też zupełnie inne wzory).

Te śpiworki nie dość, że są śliczne, pięknie wykonane i z mięciutkich materiałów, to jeszcze występują w kilku rozmiarach oraz grubościach. Zdecydowaliśmy się na całoroczny o grubości 2,5 tog, choć podejrzewam, że i tak latem wrócimy pod kocyk, a jesienią znów będzie w użyciu. Póki co mamy jeden, ale zaraz dokupimy kolejny, bo w przypadku zalania czy prania warto mieć dodatkowy na wymianę.

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha

Śpiwór do wózka

Niezastąpiony na spacery. Nasz śpiwór kupiliśmy ze sporym wyprzedzeniem, bo prawie rok temu. Pod koniec zimy są bowiem fajne promocje na takie artykuły. Nie jest to najgrubszy model spośród oferty na rynku, bo La Millou ma jeszcze serię Aspen, która jest znacznie cieplejsza. Osobiście jednak bardzo się cieszę, że nie wybraliśmy innego. Wszystko oczywiście zależy od temperatur zimą i tego, jaką dziecko ma kurtkę czy kombinezon. W każdym razie dla dzieci, które zimą jeszcze nie chodzą, to artykuł pierwszej potrzeby. Bez solidnego otulenia bobas, który się nie rusza po prostu szybko zmarznie.

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha

Termometr elektryczny

Gwarantuje super szybki pomiar temperatury, choć nie jest zbyt dokładny. Najlepiej „strzelić” w kilku miejscach i wyciągnąć średnią. Przy takim ruchliwym i małym dziecku nie wyobrażam sobie jednak mierzenia temperatury za pomocą zwykłego termometru. A już, jak często zalecają lekarze, dokładne mierzenie temperatury w pupie jest dla mnie jakąś abstrakcją i nie chciałabym sprawiać mojemu dziecku tylu niedogodności. Z tym termometrem było podobnie, jak i nebulizatorem, weszliśmy do pierwszej apteki i wybraliśmy ten, który nam się najbardziej spodobał. Póki co jesteśmy bardzo zadowoleni i sami z niego korzystamy nie tylko do mierzenia ciała, ale i początkowo mierzyliśmy temperaturę wody w wannie (nasz termometr ma dodatkowo opcję mierzenia temperatury powierzchni, a nie tylko samego ciała).

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha w okresie zimowym – podsumowanie:

Jeśli macie jakieś inne akcesoria i gadżety warte polecenia, to piszcie w komentarzach. Podawajcie do woli marki, modele, bo z oświadczenia wiem, że dzięki pomocy innych rodziców znacznie łatwiej jest dokonać dobrego wyboru.

Prosiliście mnie o więcej wpisów dotyczących rozszerzania diety. Obiecuję, że niedługo się takie pojawią i opiszę ten temat z naszej perspektywy dokładniej.

Do przeczytania!

E.


Podobne wpisy

Komentarze

13 odpowiedzi na “6 niezastąpionych gadżetów dla malucha w okresie zimowym”

  1. Dorota pisze:

    „Na szczęście mocne strony w żadnym przypadku nie przysłaniają tych słabszych…” – a nie odwrotnie?😉

  2. ania_cieri pisze:

    Bardzo przydatny artykul. Zamowilam wlasnie aspirator. Dziekuje!

  3. Olala pisze:

    U nas podobnie 😊 Mamy dzieci w różnym wieku, począwszy od 2,5 latka na 11 latce kończąc 😊 Zawsze zaczynamy od inhalacji i w większości przypadków to nas ratuje. Nasze dzieci musiały przyzwyczaić się do nebulizatora już w wieku paru miesięcy. Różnie bywa ale dajemy radę 😊 Życzymy dużo zdrowia 😊

    • Madame Edith pisze:

      Olu, bardzo dziękujemy! Mówiąc szczerze sama nie wierzyłam w moc inhalacji, a mając katar na własnej skórze poczułam różnicę. I to przy klasycznych nebulizacjach tylko z solą fizjologiczną.

  4. AnnA pisze:

    Do termometru elektrycznego ostatnio bardzo się zraziłam. Na początku wiadomo – super wynalazek, bo jak inaczej zmierzyć temperaturę wciąż wiercącemu się lub marudzącemu Maluchowi? Kres „zaufania” do tego urządzenia przyszedł przy okazji listopadowej „trzydniówki”. Telefon alarmowy, że przedszkolaka „ścięło z nóg”, ma podwyższoną temperaturę; dziecko prawie nieprzytomne, ewidentnie z wysoką gorączką zabieram do domu i zaczynam mierzyć temperaturę (wszak podczas wizyty lekarz o nią zapyta). Mierzę ze cztery razy, wychodzi średnio 37,5, z monitora uśmiecha się do mnie szydercza elektroniczna buźka, że niby matko panikujesz bez sensu, tylko dziecko, które bez ruchu potrafi wytrzymać max. 30 sekund, jakieś takie na granicy przytomności… Ręką sprawdzam, ręka matki standardowo zimna, ale głowa dziecka niemal wrząca – 37,5 to to nie jest. Z odmętów szafki wyciągam gumowy termometr, który miałam wyrzucić chyba ze trzy lata temu, ale się uchował. Podaję syrop na zbicie gorączki i udaje mi się przekonać Malucha żeby dał sobie termometr włożyć pod język… i wychodzi 39,5. Zeruję, mierzę jeszcze raz… 39,5. Mierzę sobie – 36,3.
    Potem jeszcze w tym elektronicznym cudzie wymieniłam baterie – może słabe i dlatego słabo mierzy. Testowałam przez 3 dni napadów gorączki i przez trzy dni dziad oszukiwał i uśmiechał się do mnie szyderczo… nie wiem, czy ja trafiłam na taki „specyficzny” egzemplarz, czy wszystkie oszukują. Ten konkretny mnie oszukał perfidnie i nasze drogi musiały się rozejść.

    • Madame Edith pisze:

      Anno, osobiście zawsze zanim zmierzę temperaturę maluchowi, zawsze badań temperaturę u siebie na skroni. U nas nie mieliśmy nigdy żadnych przygód podobnych do tej, jaką opisujesz. Nie wiem czy to kwestia marki czy egzemplarza, ale one niestety bywają zawodne.

  5. Anna Margo pisze:

    Gdy podczas przeziębienia podczas ciąży zalecono mi inhalacje stwierdziłam, że kupię taki, który będzie służył również babyczkowi. Bardzo ważne dla mnie było, aby był maksymalnie cichy w użyciu. Szwagierka ma standardowy inhalator i dla mnie jego głośność jest nieakceptowalna. Wg opinii w google Familino niestety też do tych głośnych należy. Dlatego mój wybór padł na Intec Twister Mesh i rzeczywiście jest tak cichy, że w ogóle (nic a nic) go nie słychać. Ponadto również ma możliwość korzystania bezprzewodowo. Można także leki sterydowe nim aplikować. Jedyny minus to czyszczenie.

    Ja mam chyba za słabe płuca na Fridę. Gdy babyczek ma katar to nawet 1/2 Fridą nie wyciągnę tego co katarkiem. Frida u nas tylko się sprawdza (od urodzenia) jako codzienna, wieczorna, po kąpieli higiena nosa. Katarek próbowałam sobie do nosa włożyć, aby zobaczyć jakie to uczucie i dla dorosłego, który potrafi sam wypróżnić nos jest on mało skuteczny (zwykłe „smarkanie” jest skuteczniejsze). Babyczek się trochę denerwuje podczas odciągania, ale nie trwa to długo i praktycznie zaraz po skończeniu się uspokaja. My mamy łóżeczko 140×70, więc jak odkurzacz stoi obok to jest na tyle dużo miejsca, że swobodnie można dojść do łóżeczka.

    • Madame Edith pisze:

      Anno,
      faktycznie, Familino jest dość głośny, choć nie mam porównania z innymi, więc nie powiem czy jest głośniejszy od przeciętnego nebulizatora. Za to jest całkiem poręczny i bardzo prosto się go myje. Generalnie, gdybym miała kupować powoli i w skupieniu, to być może wybrałabym inny model, ale nie narzekam, bo sprawdza się u nas bardzo dobrze. A bobas potrafi zasnąć przy jego jednostajnym buczeniu, a wtedy inhalacja to pestka 😉

  6. ja mam problem bo moje dziecko nie chce spać w śpiworkach i nie chce być niczym przykryte :/ A jeśli chodzi o katar u dziecka to dziękuję że podalaś alternatywę – to też zawsze był problem…

    • Madame Edith pisze:

      Może wtedy jakaś grubszą piżamka się sprawdzi? MM też nie lubił być przykryty i się bez przerwy rozkopywał. Na szczęście nowy sliworek szybko zaakceptował i polubił.

  7. Sylwia pisze:

    Nauczeni doświadczeniem zawsze przy pierwszych objawach zaczynamy od inhalacji. Nie zawsze udaje się uniknąć antybiotyku, ale warto próbować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

6 niezastąpionych gadżetów dla malucha w okresie zimowym


Z dzisiejszym wpisem nosiłam się od listopada i w końcu znalazłam chwilę, by wszystko dla Was spisać. Dostaję mnóstwo pytań o wszelkiej maści [...]
@MadameEdith on Instagram