Rybik cukrowy i inni nieproszeni goście – insekty w domu, jak z nimi walczyć?

2 czerwca 2017

insekty w domu

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia ktoś przychodzi do Waszego domu lub mieszkania i mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu: „dziś się tu wprowadzam i nic ci do tego!”. Pojawia się lekkie osłupienie, zdziwienie, że jak to tak można? Bez pytania? Bez umowy najmu? No jak? Po prostu wprowadza się i koniec, kropka. A na domiar złego ściąga jeszcze rodzinę! Dodam, że całkiem liczną. A także kuzynów…brrrr. Historia zaczyna się niepozornie, ale ci lokatorzy mieszkają z nami do dziś i nic nie jest w stanie odwieść ich od tego pomysłu. Mowa o bardzo popularnym rybiku cukrowym i jego familii. Rybik cukrowy, jak i inne insekty w domu to zło. Uwierzcie mi. Nasza walka z nim trwa już jakieś 3 lata.

Insekty w domu – jak z nimi walczyć i skąd się biorą?

Rybika cukrowego przyniosłam z kilogramem cukru z marketu. Nieopatrznie cukru nie przesypałam od razu, a zajrzałam do niego po dniu lub dwóch. „Młyn” – to mało powiedziane, w torbie rozgrywały się jakieś rybikowe zapasy, a cukier aż chodził. Rybiki widać miały niezłe używanie, w końcu ich nazwisko „Cukrowy” nie wzięło się znikąd. Podobnie raz sprowadziłam wołka ryżowego, ale tu sprawa była prosta, bo od razu otworzyłam torbę i po sekundzie byłam w już w drodze do śmietnika.

W każdym razie efekt przyniesienia rybika był taki, że dziadygi się rozbiegły i pochowały. Nie zwracaliśmy na to jakiejś specjalnej uwagi i nas to nie martwiło, bo spotykaliśmy się rzadko, a nasze drogi przecinały się głównie w kuchni na podłodze. Wszystkie rzeczy miałam szczelnie popakowane, więc uznałam, że one sobie po prostu pójdą za jakiś czas, bo przecież nie będą miały co jeść. Byłam w dużym błędzie…

Rybik cukrowy – „przyjaciel” na lata

Jakież było moje zdziwienie, gdy po jakimś czasie zaczęłam zgłębiać temat. Cennych informacji dostarczyła mi też Mama, która na szkodnikach spożywczych zna się jak mało kto, bo pracuje w branży. Okazało się, że rybik mając ok. 1 cm długości może żyć nawet 2 lata bez jedzenia!!! Wyobrażacie sobie??? 2 lata!!! To był szok numer 1.

insekty w domu

Szok numer 2, a wraz z nim otrzeźwienie, przyszło gdy dowiedziałam, że się, że rybik gustuje nie tylko w cukrze, ale i w celulozie, tkaninach czy w zasadzie czymkolwiek, co nie jest tworzywem sztucznym.

To wtedy pozbyłam się wszelkich zapasów mąki czy torebek z cukrem, bo nawet jeśli szczelne, to stanowiły potencjalny spichlerz dla naszych nieproszonych lokatorów. Zrobiliśmy gruntowne porządki, półki przetarliśmy octem i byliśmy pełni nadziei, że rybikowa rodzina przeniesie się chociażby do naszych sąsiadów, których z tego miejsca serdecznie pozdrawiam 😉

Niestety tak się nie stało.

Zimą ćwiczyliśmy wymrażanie mieszkania, które miało skłonić rybiki do wyprowadzki. Jak się możecie domyślić, te cholery pochowały się pod listewkami i bardzo niskie temperatury nie przepędziły ich przez cały weekend. Wyłaziły po jakimś czasie, głównie wiosną, gdy w domu zaczynało robić się ciepło i miały stałą temperaturę. Wiedzieć musicie, że rybiki lubią ciepło + wilgoć i to dlatego często można spotkać je w łazience. Nie zostaną w mieszkaniu, w którym temperatura jest stale niższa niż 20 stopni, chyba że zakumflują się pod listewkami i wezmą Was na przeczekanie. Lepiej im też jest latem, gdy wilgotność jest wyższa, niż zimą, gdy pracuje centralne ogrzewanie.

W tym momencie, po 3 latach walki jestem już na skraju wyczerpania. Wydawało mi się, że próbowałam wszystkich możliwych sposobów, by go wytępić. Został mi tylko najbardziej drastyczny – kwas borowy (w proszku za ok. 7 zł lub jego roztwór w płynie – „borasol” za 3-4 zł), który kupuje się w aptece, miesza z cukrem pudrem, rozsypuje na tekturkach i rozstawia w okolicach bytowania rybików. Chciałam uniknąć tak drastycznych działań, które kojarzą mi się z deratyzacją piwnic w starych budynkach, ale nie mam wyboru. O ile zimą problem przycichał, to im bliżej lata rybików pokazywało się więcej. Zaczęłam je regularnie znajdować nie tylko w kuchni, ale i szafkach ze ściereczkami i obrusami, a nawet w szafie z obuwiem. Na nic zdało się wypranie wszystkiego i wyczyszczenie wszystkich półek, one po prostu wracały. Podejrzewam, że były głodne, więc zaczęły żywić się tkaninami…

Rybik cukrowy w domu – aktualizacja:

Kwas borowy pomieszany z cukrem pudrem nie przyniósł spodziewanych efektów. Po rozłożeniu trutek w mieszkaniu, znalazłam w ciągu kilku dni jednego rybika w przedpokoju. Wyglądało to trochę tak, jakby rybiki nieco się przestraszyły… Wyjeżdżając na weekend postanowiliśmy jednak upewnić się, że problem już nie powróci i spryskaliśmy wszystkie listwy preparatem na rybiki zakupionym w Obi. W ciągu tygodnia od tego wydarzenia nie spotkaliśmy na swojej drodze żadnego rybika. Problem można uznać zatem za prawdopodobnie rozwiązany na dłuższy czas. Spray na rybiki kosztował ok. 15 zł.

 

Kołatek domowy – kolejny milusiński

Innym naszym lokatorem na gapę został kołatek domowy. Mały chrząszcz (ok. 2 mm) mieszkający w starym drewnie. Prawda, że miły?

Spytacie skąd mam stare drewno? Robiąc zdjęcia mam stare deski, które służą mi jako tło do zdjęć. Po kilku latach ich użytkowania okazało się, że w jednej desce kupionej na targu staroci na Kole, pojawił się kołatek. Nie pojawił się oczywiście znikąd, on tam po prostu mieszkał i jak już kończył swój żywot, to postanowił tę deskę opuścić i w taki sposób 5 kołatków znalazłam w różnych miejscach mieszkania. Chodziły po firance, podłodze, ścianach… Na szczęście deska była stosunkowo mała i szybko udało mi się zlokalizować szkodnika drewna, który jest bardzo niebezpieczny i którego trudno się pozbyć. Najskuteczniejszą metodą jest wsadzenie danego przedmiotu do piekarnika nagrzanego do temp. 50-60 stopni C. Ale wyobrażacie sobie wsadzić do pieca, przykładowo, stare, zabytkowe krzesło? Hmm, no właśnie. Jak widzicie kołatek to też trudny przeciwnik, ale o ile tylko nie macie całego domu w starociach i antykach, to prawdopodobnie szybko go zlokalizujecie i się pozbędziecie. Póki co swoją deskę wyniosłam na balkon, by słońce ją rozgrzało i ostatnie osobniki kołatka opuściły ją po wsze czasy.

Mrówki – najłatwiejszy do pokonania przeciwnik

Kiedyś mieszkałam w mieszkaniu na parterze. W pewne wakacje zauważyłam, że przez jakąś małą szparę w kuchennym oknie do mojego mieszkania zaczynają wędrować mrówki. Było ich całkiem sporo. Na szczęście wystarczyło położyć na ich drodze butelkę z odrobiną cukru i one zamiast iść zwiedzać mieszkanie wchodziły prosto do niej. Problem rozwiązał się praktycznie sam w ciągu tygodnia.

Insekty w domu – podsumowanie:

Jestem ciekawa czy i Wam przytrafiali się tacy lokatorzy na gapę i jak sobie z nimi radziliście? Podzielcie się proszę swoimi historiami w komentarzach – wspólnie możemy stworzyć poradnik dla innych, którym przytrafiły się podobne „przygody”.

U nas sama identyfikacja problemu zajmowała zawsze chwilę. Robiliśmy zdjęcia, konsultowaliśmy je z Mamą i dopiero potem przystępowaliśmy do działania. To nie jest prosty temat, bo tych żyjątek jest cała masa i np. sama identyfikacja kołatka zajęła nam całe dwa dni przekopywania się przez internet i czytania wielu artykułów, porównywania zdjęć itd.

Insekty w domu to temat, który od razu powoduje u mnie gęsią skórkę. Strasznie nie lubię takich małych żyjątek, które mam wrażenie, że mogą być totalnie wszędzie. Np. wślizgną mi się do łóżka, czy zrobią sobie rodzinny piknik wśród moich ubrań… Brr, aż strach pomyśleć! Mam nadzieję, że kwas borowy rozprawi się z rybikiem raz na zawsze. Za jakiś czas napiszę Wam o rezultatach tej akcji. A może Wy macie podobną już za sobą?

Do przeczytania

E.

Podobne wpisy

Komentarze

22 odpowiedzi na “Rybik cukrowy i inni nieproszeni goście – insekty w domu, jak z nimi walczyć?”

  1. Ania_S napisał(a):

    Nigdy nie widziałam u siebie w domu takich lokatorów i nie chciałabym ich spotkać, ale kto wie, czy gdzieś tam w zakamarkach nie stworzyły sobie mieszkanka…
    Z niechcianych przybyszy przez jakiś czas widywałam w kuchni mole spożywcze, ale lepki na nie, powieszone w kilku miejscach, rozwiązały ten problem (a pierwszych lokatorów tego typu przyniosłam najprawdopodobniej ze sklepu zoologicznego, w jedzeniu dla królika). Teraz zawsze profilaktycznie wiszą 2 – 3 takie „zwabiacze” i od czasu do czasu coś się w nie złapie, ale żywego mola już dawno nie widziałam…
    No i ostatnio zadomawiają się muszki owocówki – wyjątkowo lubią moje arbuzy i banany 🙂 Na nie w znacznym stopniu pomaga eliksir z wody, octu jabłkowego i płynu do mycia naczyń.

    • Madame Edith napisał(a):

      Aniu,
      Bardzo dziękuję za tak cenne informacje. My praktycznie wszystkie owoce trzymamy latem w lodówce, więc owocówki pojawiają się co najwyżej przy ziołach i to na szczęście nie za często. Nawet nie wiedziałam o tych lepach – dobra rzecz, będę pamiętać.

      Raz jeszcze wielkie dzięki za komentarz!
      Serdeczności,
      E.

      • Ania_S napisał(a):

        Ja nie zjem zimnego arbuza, więc jeśli nie zjem go od razu po zakupie i włożę do lodówki, to kilka godzin przed jedzeniem muszę go wyjąć i to dla muszek wystarczy ;/ Tak samo robię z innymi owocami, których teraz jest coraz więcej, no i dochodzą śmieci bio, w których muszki lubią przebywać (wynoszę worek codziennie, ale mam wrażenie, że je byle skrawek jabłka zwabi :D).
        Mam nadzieję, że z molami nie będziesz musiała nigdy walczyć, już i tak dużo stworów u Ciebie zamieszkało, chyba starczy 😉
        Pozdrawiam 😉

      • Madame Edith napisał(a):

        Haha, no fakt! Póki co zostało mi pozbycie się rybików. I co ciekawe farmaceutka sprzedająca mi kwas borowy była zdziwiona, że go kupuję. Powiedziałam, że na rybiki. Na co ona wykrzyknęła: „ja też je mam! Czy kwas pomoże? Jak go zastosować?” Powiedziałam jej mój sposób. Powiedziała, że sama też wypróbuje 😉 Jestem ciekawa jakie to da efekty.

  2. Beata napisał(a):

    Ja mam nawracajacy problem z molami spożywczymi. Lepkie łapki są super, ale sam fakt, że mole jedzą razem ze mną przyprawia mnie o mdłości. Niestety ilekroć się ich pozbędę m.in. wrzucając połowę przypraw, makaronów etc., to za rok przyniosę z kolejnymi zakupami.

    • Madame Edith napisał(a):

      Ojej! Jeszcze nigdy na nie nie trafiłam. Ale powiem Ci, że dwa razy rano spotkałam rybika na kuchennym blacie i poczułam się też jakby ze mną jadł.

  3. Renata napisał(a):

    Wiem o czym piszesz! Wprowadziłam się do nowego mieszkania, w budynku który miał 5 lat. Byłam przekonana, że jedynymi lokatorami tego mieszkania jest moja rodzina. Jakie było moje zdziwienie gdy weszłam wczesnym rankiem do kuchni, włączyłam światło i zobaczyłam rybiki zmykające pod listwy szafek. Póżniej zobaczyłam je w łazience i o zgrozo w salonie połączonym z kuchnią. Szczerze mówiąc wpadłam w panikę. Nie o takich atrakcjach marzyłam w nowym mieszkaniu. Robali nie było zbyt dużo, biegały tylko po podłodze albo wannie. Jednak postanowiłam wyprosić je z mojego domu. Przez pierwsze tygodnie rozkładałam po mieszkaniu różne ,,ekologiczne” pułapki, o których czytałam w necie. Bez efektu. Póżniej rozłożyłam tekturki z boraksem i cukrem. Zainteresowały się nimi jedynie moje koty. Rybiki nadal biegały po kuchni, a ja dostawałam obłędu. Chodząc po mieszkaniu nerwowo obserwowałam podłogi. W desperacji kupiłam Raid na owady biegające, spryskałam trasy wędrówek rybików. I… od 5 lat mam spokój. Dla pewności robiłam oprysk przez kolejne 2 tygodnie po każdym myciu podłogi.

  4. Ania_S napisał(a):

    To aż dziwne, że u mnie tych rybików nie ma, może ja źle patrzę 😀
    Powodzenia 🙂

  5. Kasia napisał(a):

    Wiem co to znaczy mieć rybiki. Też walczę z nimi popadając powoli chyba w obsesję. Pierwsza czynność tuż po wstaniu sprawdzanie gdzie i ile nowych wylazło. I usuwanie ich.
    Zainwestuję w kwas borowy. Mam nadzieję, że pomoże.:)

    • Madame Edith napisał(a):

      W komentarzach na Fb pojawiła się propozycja środka w sprayu na owady (w tym rybiki właśnie) – ponoć jest super skuteczny i dostępny w Obi. Kupię go lub Raid, o ile kwas okaże się niewystarczający.

      • Kasia napisał(a):

        W mojej praktyce kwas nie pomógł. Lepsze efekty, ale jeszcze nie uwieńczone ostatecznym sukcesem (za któtki czas stosowania) dały preparaty na „srebrzyki” nabyte w Selgrosie. Pozdrawiam ze słonecznego Wrocławia.

      • Madame Edith napisał(a):

        Dziękuję za polecenie!
        U mnie kwas z cukrem rozsypany jest już szósty dzień i żaden rybik się nie dał nabrać. Ale też od tych 6 dni żadnego z nich nie widziałam. Przed weekendem na wszelki wypadek spryskam całe mieszkanie jakimś środkiem. Mam nadzieję, że to je przekona do zmiany miejsca zamieszkania 😉

  6. Paula napisał(a):

    Też mam te paskudne rybiki i nie mam pojęcia jak je wykończyć. Kwas borowy odpada, bo mam psa. Pierwsze porady jak można się pozbyć rybików są z 2007 roku i zastanawiam się, dlaczego jeszcze żaden producent środków owadobójczych jeszcze nie opracował skutecznego rozwiązania. A to dziadostwo znajduję nawet w ubraniach!

    • Madame Edith napisał(a):

      Dokładnie! Ja w ubraniach ich jeszcze nie znalazłam, ale w obradach i kuchennych ściekach tak. Ostatnio nawet w schowku w papierowych reęcznikach kuchennych były 🙁

  7. Agnieszka napisał(a):

    U mnie regularnie żrą(bo inaczej tego nie określę) bawełniane ubrania :-(. Takie maleńkie dziurki to ich sprawka…. jedyny skuteczny sposób to chyba generalny remont i zasklepienie wszystkich mikroszczelin, w których bytują…..

    • Madame Edith napisał(a):

      Agnieszko,
      tak podejrzewałam, że ubrania mi też zjadają. Mam kilka ulubionych bluzek bawełnianio-lnianych i mają właśnie takie małe dziurki. Myślałam, że to może wina pralki…
      A ze szparami w mieszkaniu problem polega na tym, że one też mogą być pod podłogą – parkietem, deskami, panelami itd. Wg mnie nie da się zaklajstrować każdej dziurki, bo one wychodzą „znikąd”. U mnie kwasu borowego jeść nie chcą. Trutki stoją już któryś dzień. Przed wyjazdem na weekend spryskam całe mieszkanie spray’em. Zobaczymy. Może to pomoże.
      Powodzenia!
      E.

    • Małgosia napisał(a):

      A ja kiedyś myślałam, że te mikro dziurki w ubraniach robi mi pralka, ale ostatnio zaczęłam podejrzewać o to rybiki a teraz jestem już pewna, że to te dranie. Ciężko z nimi wygrać od wielu lat walczę na te wszystkie sposoby, o których tu piszecie. Wszystko jest na jakiś czas, jedno co mnie pociesza, to to, że gdzieś wyczytałam, że nie roznoszą chorób, ale obrzydliwe są.

      • Madame Edith napisał(a):

        Małgosiu,
        u nas ostatecznie pomógł środek na rybiki z Obi’ego. Wypsikaliśmy całe mieszkanie (przy listewkach itd.) i jak ręką odjął! Czasami tylko gdzieś znajduję martwe, wysuszone już rybiki. Już pond 4 tygodnie mamy czyste mieszkanie. Jadąc ponownie na weekend profilaktycznie zrobimy „oprysk” jeszcze raz. Gorąco polecam Ci ten sposób, u nas dopiero to zadziałało.
        Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesów w walce z rybikami!
        E.

  8. gin napisał(a):

    Brr… Ja na szczęście – odpukać! – nie mam takich problemów, robale przyprawiają mnie o gęsią skórkę…

  9. mala napisał(a):

    a jak się nazywa ten spray z obi?

    • Madame Edith napisał(a):

      Niestety nie pamiętam, już go zużyłam. Generalnie jest kilka rodzajów – akurat kupiliśmy taki za ok. 15-16 zł na owady biegające, w tym rybiki, ale ponoć są też takie dedykowane tylko rybikom (akurat ich nie było jak kupowaliśmy ten nasz). Zapytaj na dziale „Ogród” – oni znają się na rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Rybik cukrowy i inni nieproszeni goście – insekty w domu, jak z nimi walczyć?


Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia ktoś przychodzi do Waszego domu lub mieszkania i mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu: „dziś się tu [...]
@MadameEdith on Instagram