Od biegania do pływania – jak odnalazłam swoją sportową drogę

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić historią, która dojrzewała we mnie przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Jak wiecie, na blogu zazwyczaj królują przepisy i relacje z podróży, ale przecież życie to nie tylko pyszne jedzenie, to także dbanie o siebie i szukanie balansu. W ostatnich latach poszukiwałam aktywności fizycznej, która byłaby dla mnie na tyle atrakcyjna, że nie porzuciłabym jej szybko w kąt. We wrześniu 2024 roku zaczęłam (po raz kolejny) biegać. Tym razem zrobiłam to na poważnie: zapisałam się do klubu biegowego poleconego przez kolegę. Miałam grupę, z którą trenowałam trzy razy w tygodniu, miałam trenerów, a nawet plany wyjazdów treningowych i naprawdę dużo chęci…
Maraton ambicji i nagłe zatrzymanie
Moja przygoda na poważnie zaczęła się we wrześniu 2024 roku, kiedy to (po raz kolejny) postanowiłam zacząć biegać. Tym razem jednak podszyłam to profesjonalizmem: zapisałam się do klubu biegowego, trenowałam trzy razy w tygodniu pod okiem trenerów, a w kalendarzu miałam już nawet wpisane wspólne wyjazdy treningowe…
Wszystko szło wręcz podręcznikowo. Przestałam łapać zadyszkę, a dystanse, które kiedyś mnie przerażały, stawały się codziennością. Ukoronowaniem był start w przełajowym biegu na 5 km. Ten pierwszy medal, ta euforia na mecie i całkiem niezły wynik – to dawało mi niesamowitego kopa. Nie straszył mnie mróz ani śnieg. Wyznawałam zasadę, że „nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie”. Niestety, ta dobra passa skończyła się gwałtownie w kwietniu 2025 roku.
Poważna kontuzja (naderwanie ścięgna Achillesa i tendinopatia) zweryfikowała moje plany. Mimo trzech serii rehabilitacji werdykt trzech niezależnych ortopedów był miażdżący: „Pani już nigdy nie powinna biegać, to zbyt niebezpieczne”. Dziś mamy marzec 2026 i choć minął niemal rok, moje ścięgno wciąż przypomina mi o tamtym zdarzeniu i nie doszło do siebie.

Nowy żywioł: woda zamiast tartanu
Lekarze, zamykając przede mną trasę biegową, otworzyli inne drzwi: basen. Gdy tylko stan zdrowia na to pozwolił, we wrześniu 2025 roku, zameldowałam się na pływalni. I to była najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć.
Od sześciu miesięcy trenuję pod okiem doświadczonej trenerki. Moje cotygodniowe, półtoragodzinne treningi uzupełniane pływaniem własnym stały się dla mnie świętością. Co się zmieniło?
- Technika: poprawiłam wszystkie style, a co więcej – po raz pierwszy w życiu przepłynęłam cały basen stylem motylkowym (delfinem)! Kiedyś wydawało mi się to czystą abstrakcją.
- Wydolność: moja kondycja skoczyła na poziom, którego nie spodziewałam się po sobie prawie dwie dekady po studiach. Moje czasy są lepsze niż te wymagane na AWF-ie do awansu do wyższej grupy!
- Psychika: co najważniejsze, pozbyłam się niewytłumaczalnego lęku przed wodą, który towarzyszył mi od czasu kursu nurkowego.
Teraz basen to u nas sprawa rodzinna. Chodzę tam dwa razy w tygodniu. Raz na trening, w który włączył się też M., a drugi raz z naszym młodszym synem. Kiedy on dzielnie ćwiczy w szkółce pływackiej, ja obok szlifuję formę na dużym basenie. To nasz wspólny, aktywny czas.

Szukajcie, aż znajdziecie!
Przez lata próbowałam dopasować się do różnych mód. Joga? Myślałam, że wyzionę ducha z nudów na macie – to zupełnie nie moja energia. Pilates był ciekawszy, ale pechowo trafiałam na zamykające się studia lub trenerów, którzy zmieniali studia jak rękawiczki. Zumba, taniec towarzyski, a nawet flamenco czy modne ostatnio reformery – nic nie było „tym jedynym”.
Pamiętajcie, że jeśli wciąż szukacie swojego sportu, to zawsze jest nadzieja. Często szukamy rozwiązań, które są trendy, zapominając o tym, co naprawdę nam służy. Idealny sport to taki, który:
- Dodaje energii, zamiast ją tylko zabierać.
- Produkuje endorfiny, które czujecie jeszcze długo po wyjściu z szatni.
- Sprawia, że nie możecie doczekać się kolejnego treningu.
Nawet jeśli pojawią się zakwasy, a czasem zabraknie tchu – warto się ruszać w każdym wieku. Moja historia pokazuje, że czasem to, co wydaje się porażką (jak koniec przygody z bieganiem), może być początkiem czegoś znacznie lepszego.
A Wy? Znaleźliście już swoją ulubioną dyscyplinę, czy wciąż jesteście na etapie testowania różnych opcji?
Do przeczytania!
E.
Podobne wpisy
Komentarze
8 odpowiedzi do “Od biegania do pływania – jak odnalazłam swoją sportową drogę”
Dodaj komentarz
Autor: Madame Edith
Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić historią, która dojrzewała we mnie przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Jak wiecie, na blogu zazwyczaj [...]





Bardzo ciekawy artykuł. Dziękuję!
Intryguje mnie bieganie, czy problemy z żylakami nie obciążyły Twoich mogę?
Mam problem z żylakami i zastanawiam się czy mogę zacząć trening jogingowy.
Pozdrawiam Ania
Aniu,
Nie mialam takiegk problemu, bo po operacjach już mnie nic nie boli. Nie mam też zastojów, „ciepłych łydek”, podkolanówki obciskowe noszę w samolocie czy podczas dłuższych podróży. Bieganie pobudza krążenie, więc było to dla mnie ok. Generalnie ćwiczenia wzmacniające mięśnie łydek są zalecane, bo pobudzają krążenie i przeciwdziałają zastojom w żyłach. Jak ze wszystkim: najlepiej dopytać swojego lekarza, by powiedział, czy w danym przypadku raki rodzaj ruchu jest wskazany.
Serdecznie pozdrawiam
E
Zawsze byłam aktywna, ale nigdy nie była to frajda, a zdrowy rozsądek i inwestycja w sprawniejszą starość. Od dawna kusił mnie squash – ciągnęło mnie by spróbować, ale nie mogłam znaleźć towarzystwa. To się zmieniło na przełomie roku, no i wsiąkłam bez reszty… gram kilka razy w tygodniu i gdy wychodzę z treningu, zapisuję się na kolejny. Jak patrzę na kalendarz, to do końca marca mam rozpisane po 3 treningi w tygodniu. Znam się na tyle, że wiem, że to jest to, że znalazłam sport dla siebie.
Igo,
Świetnie! M. też kiedyś trenował regularnie squasha, ale potem przestał i przerzucił się na rower. To bardzo dynamiczny sport, duzo się dzieje. Sama też próbowałam 😄
Niestety treningi bywały trudne w koordynacji, bo raz trzeba zarezerwować kort (czesto wolne byly późbe godziny np. 21 lub 22, ale też to swoje kosztuje), no i trzeba mieć z kim grać. Dużo czynników musi się zgadzać i często w tym tkwił problem. Dlatego przestał grywać regularnie. Ale fajnie, że u Ciebie się sprawdza i znalazłaś coś dla siebie.
Serdeczności
E.
Chęci do sportu zawsze miałam i sprawiały mi frajdę różne aktywności. Depresja mi przez kilka lat odebrała chęć do jakiejkolwiek aktywności. Mąż jakoś mnie namówił na treningi EMS i od tego się zaczęło. Później z moją trenerką EMSa zaczęłam siłownię i mimo że nie lubie treningów siłowych to efekty były dla mnie bardzo mobilizujące. Do tego aquaaerobik i już były 3 treningi w tygodniu. Niestety złamanie nadgarstak na łyżwach wykluczyło mnie z treningu siłowego. Z. Aquaaerobiku chwilowo zrezygnowałam ale czytając Twoje relacje z basenu zaczęłam mieć ochotę na treningi pływackie 🙂 Na razie jednak złapałam zajawkę na ściankę wspinaczkową. Obserwowałam od września na ściance swojego syna, myślałam, że to kompletnie nie dla mnie ze względu na gabaryty,.nie do końca sprawny nadgarstek itp. ale naszła mnie chęć spróbować i okazało się, że to była super decyzja. Teraz syn wybiera się na krav mage i zobaczymy, może i mi się spodoba 🙂 Fajnie jest próbować różnych rzeczy.
Olu,
Zdecydowanie. Warto popróbować, by mieć rozeznanie. Myślę, że w końcu można znaleźć coś odpowiedniego dla siebie. Jest mnóstwo sportów i aktywności. Moi synowie też próbują, a to karate, judo, basen… dużo zależy od trenera. Póki co basen sprawdza się najlepiej, więc może za jakiś czas spróbują piłki wodnej 😉 Łyżwiarzy też lubią, ale w tym sezonie nie jedżxzilismy przez moją kontuzję i operację M. Za rok wrócimy. Kiedyś miałam 3-4 treningi w tygodniu na Torwarze. Ale to było dawno, jeszcze przed dziećmi.
Serdecznie pozdrawiam
E.
Ja, kiedy w wieku 43 lat zostałam bez pracy, za to z 25 nadprogramowymi kilogramami spontanicznie napisałam do trenera personalnego w pobliskiej siłowni. Nigdy nie uprawiałam żadnego sportu na stałe na siłowni ostatni raz byłam w liceum… minęły 4 lata a ja nadal trenuję na siłowni z tym samym trenerem. Nie kocham tego, ale m.in. dzięki treningom zrzuciłam 22 kg, czuję się świetnie a i wyglądam lepiej niż kiedy miałam 25 lat!
Iwko,
Piękna historia! Zawsze można zacząć coś dla siebie robić. A wydaje mi się, że mając trenera motywacja bardzo rośnie. Czy to na siłowni, bieżni czy na basenie. Po pierwszym semestrze ćwiczeń dostałam nagrodę od trenerki za 100% frekwencję, co też było dodatkową motywacją. Takie małe rzeczy jak pochwała trenera dużo robią dla naszej głowy. Przynajmniej ja tak mam 😄
Serdeczne pozdrowienia!
E.