Koniec świata!

12 grudnia 2012

12/12/12 to data, którą zapamiętam na długo. To dzień, w którym jak coś miało pójść nie tak, to poszło. Zupełnie jak w samosprawdzającej się przepowiedni. Ale całe zło czyhało na mnie już od poprzedniego wieczora…


Wtedy niespodziewanie rozchorował się Monsieur i do północy walczyliśmy, by zbić jego gorączkę, która niebezpiecznie podskoczyła do 39,5 stopnia. Kiedy jego temperatura została sprowadzona do rozsądnych wartości, w końcu zasnęliśmy. Lecz ten stan nie trwał długo, gdyż zaledwie po kilku godzinach mocno przerywanego snu, tuż po szóstej rano obudził mnie alarm, który dał o sobie znać dokładnie w momencie, gdy na całym Ursynowie wysiadło zasilanie. Tak się stało, bo zaczął on wówczas korzystać z zasilania zapasowego, o czym musiał nas informować przez kolejne 3h piskliwym i głośnym jak diabli sygnałem dźwiękowym wydawanym co 30 sekund.

Oczywiście nie dało się go wyłączyć 🙂 M. był chory, więc miał wymówkę i pojechał z samego rana do lekarza, a ja zostałam z alarmem sam na sam.
Dobrze, że o 10 byłam umówiona, bo gdybym została chwilę dłużej w domu, to gwarantuję, że alarmowi by się oberwało tłuczkiem do mięsa!

Jak już pisałam na moim fanpage’u z powodu braku energii elektrycznej nie mogłam napić się z rana kawy, ani herbaty (kuchenkę też mam na prąd). W zimowy dzień, zwłaszcza po ciężkiej nocy to istny koszmar (cały czas miejcie w pamięci ten przeszywający skronie sygnał „piiiiiiiii – piiiiiiii”)! Z powodu braku zasilania nie zrealizowałam również planu ugotowania zupy na obiad. Nie włączyłam nawet komputera, bo niestety mój leciwy laptop nie działa na samej baterii. Przed wyjściem nie mogłam również uprasować koszuli, ani t-shirtu, więc wyszłam w pogniecionych ciuchach, które zakamuflowałam swetrem 🙂

Ale, moi Drodzy, ten dzień dopiero nabierał rumieńców! Kiedy wyszłam z domu spiesząc się na autobus oczywiście zapomniałam, że gdy nie ma prądu, to i winda nie działa, więc jak wariatka zbiegałam migiem z szóstego piętra, by zdążyć na swój środek transportu do centrum. Jakże mogłoby być inaczej: spóźniłam się! Na szczęście okazało się, że nie tylko ja mam problemy tego poranka i ostatecznie wyrobiłam się na umówione spotkanie, które udało się nieco przesunąć.

Potem w drodze do dentysty zahaczyłam o bankomat koło gabinetu i, jakżeby inaczej: był zepsuty! Jako, że Dolnego Mokotowa nie znam najlepiej, nie miałam pojęcia gdzie jest jakiś inny. Na szczęście internet w telefonie wskazał mi drogę do drugiego, oddalonego o kilkaset metrów, więc z pieniędzmi w kieszeni, o mały włos spóźniona, poszłam do mojej ulubionej pani stomatolog 🙂

Kolejnym punktem na mojej drodze tego dnia była poczta, na której musiałam odebrać przesyłkę. Nie wiem co się stało, ale akurat dziś niemal w południe na moim oddziale niemal nie dało się wejść – tyle było ludzi! Weszłam, wzięłam numerek i…okazało się, że w kolejce jest „tylko” 35 osób przede mną! Jak się możecie domyślać w oddziale, w którym jest 9 okienek, pracowały naprzemiennie tylko 3 w porwach do 4. A co ciekawsze: 1/3 całego oddziału została przerobiona na kiermasz ozdób świątecznych, przez co 3 okienka zostały wyłączone zupełnie z funkcjonowania. Na poczcie spędziłam 45 minut, przy czym przy okienku niespełna 3.

Po powrocie do domu okazało się, że przez poranną awarię prądu nie mamy do odwołania internetu, bo coś się zepsuło! Co za dzień!

Niestety nie wiem kiedy internet zacznie działać i kiedy będę mogła publikować normalne posty, bo tego wrzucam przez telefon…dobrze, że on przynajmniej działa.

Mam nadzieję, że Wasz dwunasty grudnia był lepszy od mojego 🙂
E.

Źródło grafiki: http://img.geocaching.com/user/95cad529-9cf0-4192-a24f-55dcba6cb33b.jpg

Podobne wpisy

Komentarze

21 odpowiedzi na “Koniec świata!”

  1. Kasia pisze:

    Tylko uważaj, telefon też czasem potrzebuje prądu 😉
    Ja na szczęście kuchenkę mam gazową, ale używam tzw. elektrycznej iskry, więc przy awariach prądu następuje gorączkowe poszukiwanie zapałek lub zapalniczki. A raz to musiałam gotować obiad po ciemku 😉
    Zawsze może być gorzej!

    • Madame Edith pisze:

      Kasiu,
      prąd już jest od południa – na szczęście można podładować telefon 🙂
      Czasami zdarzają się takie dni jak dzisiejszy, że wszystko idzie nie tak. Ale jutro będzie lepiej, w końcu 13-ty!

      Z pozdrowieniami,
      E.

  2. Wcale nie był lepszy Edith, wcale 🙁 Brak prądu nad ranem, zaśnieżony samochód, którym nie mogłam ruszyć, w mieście korek i ogromny objazd. Uszkodzony but skórzany, bowiem wpadłam w "kratkę". A jeszcze zachciało mi sie jechać do Lidla, którego mam strasznie daleko od domu, a tam tłumy, jakby juz ten koniec świata miał nastąpić…I do tego chora siostra z gorączką!

  3. Marzena pisze:

    No na pewno nie był gorszy, biedna Edith;-) Ale ja cały dzień siedziałam w domu…Pociesz się, że za 4 h będzie po nim:-) Pozdrawiam cieplutko:-)

  4. Paula Rogóż pisze:

    Współczuję i życze wytrwałości! ;*

  5. dybka pisze:

    Jak czytałam Twój post Edith, to jakbym oglądała czeską komedię… Jak się czuje M.? Lepiej?
    Mój 12.12.12 (ktory się jeszcze nie skończył) do tej pory był udany – świątecznie w pracy i wesoło, spacer z psem koleżanki (hihi wzięłam tylko dwie papierowe torebki, więc po trzecim 'zdarzeniu' musiałyśmy uciekać, dobrze, że nie było nikogo w pobliżu), wizyta na poczcie super szybka i konkretna (ale nigdy nie ma kolejki, więc nic dziwnego), odkrycie m&msów z 65% kakao (pycha!), smaczny obiad, mimo, że jak zwykle późny i wieczorny relaks z mojito 🙂

    Pozdrawiam Was serdecznie i życzę M. powrotu o zdrowia!

    • Madame Edith pisze:

      Dybko,

      świetnie to ujęłaś: "czeski film". Dokładnie tak się dziś czułam 😉
      Ale Ty za to miałaś dziś bardzo ciekawy dzień. Szczególnie mi się podoba wieczór z mojito :)))

      Dziękuję, Monsieur wraca powolutku do zdrowia i również bardzo Ci dziękuje za życzenia!

      Pozdrawiamy Cię bardzo gorąco,
      E.

    • Anonimowy pisze:

      Dybko,

      bardzo dziękuję za miłe słowa 🙂 , na razie choroba nie ustępuje ale staram się z nią walczyć. Uciekam do łóżka.

      Pozdrowienia,
      Monsieur

  6. Alice Simply pisze:

    mój dzień był całkiem znośny:)
    bawi mnie zawsze jakie się zamieszanie robi jak nie ma prądu. Sama wtedy zaczynam się dziwić jak to możliwe, że ludzie kiedyś bez tego żyli:) i bez telefonów, internetu:) My jeszcze chociaż te czasy bez internetu czy komórek pamiętamy, ale dla młodszego pokolenia to już totalna abstrakcja:)
    Dałaś sobie ładnie rade Edith, gratluacje! ;))))

    Pozdrowienia dla Monsieur!:)

    • Anonimowy pisze:

      Alice,

      Dokładnie takie same przemyślenia miałem dziś rano kiedy wyjrzałem przez okno i zdałem sobie sprawę że jedyne światła jakie tego poranka rozświetlają ulice to światła samochodów. Tak, świat sprzed 20 lat zdecydowanie różni się od tego dzisiejszego.

      Dzięki za pozdrowienia,
      Monsieur

  7. Kamila pisze:

    Jutro będzie lepiej 🙂 Powodzenia!

  8. haha no to przeboje:)) U mnie też "ciekawie" ale nie aż tak jak u Ciebie :)))
    Uczeń groził mi pobiciem … Nie żebym się bała, ale w dzisiejszych warunkach gdzie nauczyciel (lub znacznie niższe rangą zastępstwo – ja) nie może zrobić nic, natomiast uczeń może (w swoim mniemaniu) wszystko, takie zachowanie może wydać się straszne lub śmieszne. Zależy z której strony się patrzy:)))

    mimo wszystko żyjemy!! a jutro nowy (lepszy) dzień;)

    miłego // k

    • Madame Edith pisze:

      Karolino,

      to widzę (a w zasadzie czytam), że u Ciebie też "ciekawie", a raczej niebezpiecznie. Oj, ta dzisiejsza młodzież faktycznie myśli, że wszystko może :/ Ciężka sprawa i powiedziałabym, że to już problem pokoleniowy. Niestety.

      Trzynasty prawie za nami i faktycznie był lepszy od dwunastego 🙂

      Serdeczności,
      E.

  9. monika jall pisze:

    A to dopiere, tyle nieprzyjemnosci w jednym tylko dniu? Nic tylko wspolczuc, o sobie nic nie pisze, bo dzien sie jescze nie skonczyl:)

  10. aleglodomorek pisze:

    Faktycznie felerny dzień :)! Mój 12.12.12 minął bez większych niespodzianek! Ale jeśli chodzi o brak prądu to znam to doskonale! W zeszłym miesiącu, przez trzy dni brakowało mi go przez kilka godzin w ciągu dnia… A jak już wszystko było okej, to tak jak u Ciebie okazało się, że wystąpiły problemy z internetem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Koniec świata!


12/12/12 to data, którą zapamiętam na długo. To dzień, w którym jak coś miało pójść nie tak, to poszło. Zupełnie jak w samosprawdzającej się [...]
@MadameEdith on Instagram