fbpx

Kuchnia moich marzeń: uchwyty, dekoracje okienne, bateria, AGD, oświetlenie

15 maja 2022
moja wymarzona kuchnia

Pierwszą część wpisu o naszej nowej kuchnia znajdziecie w poprzednim artykule pod linkiem: “Kuchnia moich marzeń – informacje ogólne”. Dziś czas przejść do szczegółów. Opiszę uchwyty, dekoracje okienne, baterię kuchenna, zlew, blat, nasze AGD, sztukaterię oraz rozwiązania elektryczne.

Uchwyty

Mosiężne uchwyty zamawialiśmy w naszym studiu kuchennym. Są włoskiej firmy Marella. To był świetny wybór, są bardzo wygodne i mają fajne, opływowe kształty w stylu art deco. Dzięki temu są też bezpieczne dla dzieci.

Już raz mieliśmy uchwyty z ostrymi zakończeniami i przed przyjściem na świat Małego Monsieur wszystkie wymienialiśmy na bardziej bezpieczne. Teraz zwracamy uwagę na takie detale. Uchwyt musi być szeroki, wygodny i bezpieczny dla dzieci. Mosiężne uchwyty dobrze, by były lakierowane, bo inaczej będą śniedziały. Pamiętajcie o tym. Dlatego u nas w grę wchodziły tylko lakierowane, by potem nie mieć problemów z ich polerowaniem, bo zależało mi na jasnych odcieniach złota, a nie na postarzanych.

kuchnia moich marzeń

Bateria kuchenna

Baterię kuchenną wyszperała dla nas Magda – nasza architektka, bo sama nie mogłam nigdzie takiej znaleźć. Gdy już została do nas przysłana pomyślałam, że nie wygląda zbyt porządnie i już ją chciałam odsyłać. Postanowiłam jednak dać jej szansę i poczekałam na montaż. I wyszło super!

Teraz bym jej nie zmieniła na inną. Jest bardzo wygodna, łatwa w utrzymaniu czystości. Ma dobrą sprężynę, która nie sprawia, że cały kran nagle “odskakuje”. Nie zalewa nam kuchni nawet przy dużym ciśnieniu wody. To taka bateria nawiązująca do profesjonalnych baterii z kuchni restauracyjnych. Posiada dwa tryby: klasyczny strumień wody i prysznic. Póki co jestem z niej bardzo zadowolona, choć to zupełny “no name” produkcji chińskiej ze sklepu Armadesi. Ale prawda jest taka, że teraz nawet Grohe robi komponenty w Chinach, więc nie ma co się obrażać i kręcić nosem na takie produkty.

Sztukaterie i dekoracje okienne

Do szafek mamy doklejoną sztukaterię przysufitową. Pod sztukaterią ukryliśmy też roletę rzymską, która przysłania okno. Roletę zamawiałam na wymiar w Dekorii. Lniane zazdrostki kupiłam natomiast w sklepie Eurofirany. Wykończenie okna było stosunkowo tanie, a efekt bardzo mnie zadowala. Miałam tylko problem z zamówieniem rolety. Najpierw wybrałam i zamówiłam jedną, po czym okazało się, że wzięłam zły mechanizm. Musiałam więc zamówić kolejną, bo przy zamówieniach indywidualnych nie ma zwrotów. Uważajcie na to!

A wracając do sztukaterii, to nie mam do niej zrobionej podbudowy z karton-gipsu. Wybraliśmy specjalny model sztukaterii, który ma sprytne mocowania do sufitu i nie wymaga kosztownej podbudowy. Zrobię osobny wpis o sztukaterii, to pokażę Wam to dokładnie na zdjęciach i opiszę wszystkie użyte u nas modele.

Blat z konglomeratu

O naszym blacie już pisałam, więc odsyłam Was do dedykowanego wpisu: “Blat kuchenny z konglomeratu kwarcowego”.

Zlew ceramiczny

Pytań o zlew jest chyba najwięcej, dlatego też poświęciłam mu osobny artykuł. Znajdziecie go pod linkiem: “Zlew ceramiczny – wady i zalety”.

Lodówka w zabudowie

Na wstępie zaznaczę, że zrobię osobny wpis o AGD, podam Wam konkretne modele. Jeszcze jest za wcześnie, bym mogła jednoznacznie stwierdzić które z rzeczy nam się sprawdziły, które kupiłabym raz jeszcze, a których nie.

Jeszcze nie wiem czy lodówka do zabudowy to był dobry wybór. Bo przypomnę Wam: w poprzedniej kuchni przez 7 lat mieliśmy lodówkę do zabudowy, którą musieliśmy wymienić, gdyż naprawa ciągle psujących się zawiasów kosztowała nas więcej, niż jej wartość. Potem, przy okazji remontu kuchni, zdecydowaliśmy się na lodówkę wolnostojącą. Byliśmy z niej bardzo zadowoleni, ale była dość mocno widoczna w kuchni. Na rynku przeważają lodówki w kolorze antracytowym lub inox, bardzo mało jest sprzętów białych. Zwłaszcza tych o większej pojemności.

Do nowej kuchni zdecydowaliśmy się, dla ładniejszego efektu wizualnego, na lodówkę do zabudowy o szerokości aż 70 cm. Dzięki temu, że jest szersza, ma pojemność większą od naszej poprzedniej lodówki wolnostojącej! Ma dokładnie 400 litrów, a poprzednia miała 396 litrów. Ma też podwójny system zawiasów, które podobno nie powinny się w ogóle psuć.

Co prawda początkowo miała w tym miejscu stanąć lodówka typu side by side, zrobiliśmy do niej nawet przyłącza, ale z biegiem czasu stwierdziliśmy, że będzie dla nas za duża i wolimy mieć z boku dodatkowe cargo. Póki co nasza lodówka sprawdza się dobrze. Nie ma co prawda systemu “no frost”, a zamiast niego “stop frost” i “less frost”, więc trudno mi jeszcze powiedzieć czy ta różnica będzie odczuwalna na dłuższą metę.

Inne AGD

Do tej pory chyba najbardziej jesteśmy zadowoleni ze zmywarki Electrolux. Dzięki temu, że nasze blaty są zamontowane nieco wyżej – na wysokości 93 cm, to zmywarkę można było podnieść. Jest to wygodne, bo nie musimy się schylać do dolnego kosza. A nie zdecydowaliśmy się na model z podnoszonym koszem, bo jakoś nas nie przekonał w sklepie i obawialiśmy się, że się będzie psuł i sprawiał problemy.

Płyta indukcyjna

Ponownie postawiliśmy na płytę, okap i piekarnik w kolorze białym (szufladę grzewczą też mamy białą – pisałam o niej we wpisie: “Szuflada grzewcza”). Jak wiecie mieliśmy nie lada przeboje z piekarnikiem. Nadal nie mamy odpowiedzi w sprawie naszej reklamacji i po raz kolejny przestrzegam Was przed firmę Hellmann. To są moim zdaniem oszuści! Mam pisemną opinię UOKiK, że firma ta nie przestrzega prawa w kontekście postępowań reklamacyjnych. Teoretycznie, zgodnie z prawem, nasza reklamacja została rozpatrzona pozytywnie, bo w ciągu 30 dni nie otrzymaliśmy ŻADNEJ odpowiedzi. Dopiero kilka dni po terminie zaczęli prosić o dosłanie jakichś zupełnie abstrakcyjnych dokumentów i wyjaśnień, które nie miały nic wspólnego z naszą sprawą. Odpowiedzieliśmy im, że sprawę uważamy za rozwiązaną na naszą korzyść i czekamy od 2 miesięcy na ich reakcję. Do sądu z nimi nie pójdę, bo by mnie to kosztowało pewnie więcej niż te 3,5 tys. – tyle kosztował piekarnik. Mogę Was za to ostrzec i pisać o moim przypadku gdzie się da, by jak najwięcej osób miało świadomość co może się stać, gdy skorzystają z ich usług. Bardzo, bardzo nie polecam.

Płytę i okap mamy w rozmiarze 80 cm, bo zależało na szerszej płycie niż standardowa 60 cm. Na takiej indukcji gotuje się dużo wygodniej, mieszczą się wszystkie duże garnki, patelnie itd. Komfort jest nieporównywalnie lepszy.

Niestety nasza płyta nie ma zbyt wielu nowoczesnych funkcji, jakie mają czarne odpowiedniki (jak automatyczne wyłączenie w momencie kipienia potrawy czy połączenie bezprzewodowe z okapem). Bardzo to smutne, że producenci wciąż, po wielu latach, traktują białe AGD po macoszemu. Czarne płyty mają więcej przydatnych funkcji i są nawet tańsze. To bardzo niesprawiedliwe.

Jeszcze do końca nie wyczułam mojej płyty i często coś przypalam, bo nastawiam za dużą moc. Wszystko przez to, że poprzednia płyta miała regulację 1-9, a ta ma aż 1-14. Dodatkowo wydaje dziwne dźwięki podczas gotowania – takie jakby ciche buczenie. Poprzednia była zupełnie cicha. Trudno mi ją na tę chwilę jednoznacznie ocenić. Denerwuje mi też piszczenie, gdy cokolwiek położę na panelu sterującym np. ściereczkę czy kostkę masła. Mam do niej sporo uwag i nie wiem czy się ostatecznie polubimy.

Dlaczego nie wybrałam kuchenki tzw. “range cooker”?

Jak może pamiętacie, zastanawialiśmy się nad kuchnią typu “range cooker”. Już miałam wybraną Lacanche, Falcon i Rangemaster. Zastanawiałam się tylko którą zamówić. A potem zmieniłam zdanie i stwierdziłam, że jednak wolę mieć dodatkowe cargo i głęboką szufladę pod piekarnikiem, bo aż tyle nie piekę, bym musiała mieć 2 oddzielne piekarniki. Dodatkowo kuchnie te miały tylko czarne płyty indukcyjne, a ja już miałam kiedyś taką płytę i powiedziałam, że nigdy więcej! Na czarnej płycie widać każdą kroplę wody i … gorzej wyglądają na zdjęciach 😉 A gazu nie mamy. Nawet gdybyśmy mieli w bloku, to i tak wybrałabym indukcję.

Monsieur się bardzo ucieszył, bo on nigdy nie był fanem kuchenek wolnostojących. Obawiał się brudu, jaki się będzie zbierał między kuchenką i szafkami. Pewnie miał rację, bo widziałam taką kuchenkę wyciąganą z mebli i nie chcecie wiedzieć, co tam się działo… Ale co kto lubi. Lubię mieć świadomość, że mam wszędzie czysto. Naszą płytę można podnieść i przetrzeć pod rantem, gdzie też zbierają się okruchy. Jest to bardzo wygodne.

Okap

Szeroki okap sprawdza się dobrze, ale też mam do niego jedno zastrzeżenie: nie można wymieć żarówek na takie o innej barwie świetlnej, bo same żarówki są niewymienialne – kupuje się całą żarówkę z mocowaniem. To jedyne źródła światła w całym mieszkaniu, w których mamy żółty odcień światła – podejrzewam, że ok. 2700 k. W pozostałych mamy światło o barwie 4000 K, czyli o barwie przypominającej światło dzienne. Trochę mnie to denerwuje, że tego nie sprawdziłam przed zakupem. Ten odcień kłóci się z górnym i podszafkowym świetleniem.

kuchnia moich marzeń

Gniazda eklektyczne

Planując kuchnię przemyśleliśmy dokładnie scenariusze korzystania z niej. Dzięki temu mogliśmy trafnie dobrać ilość i rodzaj oświetlenia oraz liczbę gniazd. Nasza architekta naniosła je na projekt zmian deweloperskich, dzięki czemu wprowadzenie ich w życie mniej nas kosztowało. Oczywiście większość i tak musieliśmy nieco poprzesuwać, bo projekt mebli bardzo ewoluował od czasu pierwszych wizualizacji, ale nie był to już duży koszt.

Gniazda za meblami

Część gniazd mamy schowanych za meblami – jak gniazdo do szuflady grzewczej, zmywarki, okapu, piekarnika czy czujki zalania. Na wszelki wypadek zrobiliśmy też gniazdo do automatycznego systemu wysuwającego kosz ze śmieciami. Jeszcze jednak nie zdecydowaliśmy się na to rozwiązanie, bo dobrze sprawdza się nam sama szuflada.

Przemyślcie też o gnieździe do lodówki (my swoje musieliśmy przesuwać w bok, bo było za wysoko i centralnie za lodówką, przez co lodówka by się nie schowała w zaplanowanej wnęce), młynka w zlewie czy systemu filtrującego. Tych dwóch ostatnich rozwiązań nie mamy, bo uważamy, że po to mamy segregację, by nie spuszczać śmieci do kanalizacji. Zamiast systemu filtrującego pobierającego prąd, jak i dość kosztownego w utrzymaniu, mamy po prostu zwykły dzbanek z filtrem. W każdym razie zawsze lepiej zaplanować o 1-2 gniazda za dużo, niż o 1 za mało.

Gniazda nadblatowe

Do tego dochodzą gniazda nadblatowe. Jest to jedyna rzecz, jaką bym zmieniła w kuchni. Mam ich w sumie aż 11, ale przy półwyspie zrobiłabym jedno dodatkowe (mam dwa, a przydałoby się jeszcze jedno), a gniazda na ścianach nieco bym poprzesuwała. Nie jest to jednak coś, co mi bardzo przeszkadza. Po prostu nie przemyślałam do końca ustawienia wszystkich sprzętów (desek, stojaka na noże, chlebaka, tostera) i nie dopasowałam umiejscowienia gniazd do nich.

Wszystkie gniazda kuchenne mamy z klapką. Jedynym wyjątkiem są te przy półwyspie, ale są one daleko od wody, więc nie wpływa to na bezpieczeństwo. Gniazda i włączniki są marki Vectis, zamówicie je przez architektów lub projektantów wnętrz, nie są dostępne w sprzedaży detalicznej. Wymiana gniazd i włączników, jak może pamiętacie z wpisu o kosztach remontu, nie kosztowała nas mało, ale zwracają uwagę. Naprawdę każdy, kto nas odwiedza się o nie pyta! Są bardzo oryginalne dzięki dźwigienkom, a przy tym porządnie wykonane, świetnie wyglądają i pasują nam do elementów w stylu art deco, których trochę przemyciłam w mieszkaniu.

kuchnia moich marzeń

Oświetlenie

W kuchni mamy cztery punkty świetlne na suficie (Orlicki Design), dwa nad półwyspem (Satellite), dwie listwy LED pod szafkami i dwie lampki LED wbudowane w okap, o których już wspominałam.

Lampy nad blatem to nasza duma i sprytny zabieg, jaki zastosowaliśmy. Bardzo podobał nam się ten model w stylu art deco, ale zamawialiśmy go w ciemno w sklepie online. Gdy do nas przyszły, przeżyłam chwile grozy, bo odcień złota nijak się miał do tego ze zdjęć. Myślałam, że ktoś się pomylił pakując paczkę w sklepie. Kształt lampy na tyle nam się jednak podobał, że postanowiliśmy o nią zawalczyć.

Pojechaliśmy do zakładu galwanizacyjnego, lakierni proszkowej i następnie lakierni samochodowej. Dopiero to ostatnie miejsce powiedziało, że da się to zrobić. Za 300 zł pomalowali nam obie lampy na biało i efekt bardzo nam się podoba. Nie moglibyśmy się patrzeć na pomarańczowo-mosiężny odcień tych lamp. On był tak brzydki, że nie macie pojęcia. To jest dobry przykład tego, że kupowanie dodatków online jest trudne i nie dość, że na lampy czekaliśmy kilka tygodni, to jeszcze produkt okazał się inny niż na zdjęciach katalogowych.

Kuchnia moich marzeń – podsumowanie:

Teraz już chyba wyczerpałam temat naszej kuchni. Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca tej epopei 🙂 Jeśli macie jakieś pytania, to piszcie w komentarzach.

Do przeczytania

E.

Podobne wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Kuchnia moich marzeń: uchwyty, dekoracje okienne, bateria, AGD, oświetlenie


Pierwszą część wpisu o naszej nowej kuchnia znajdziecie w poprzednim artykule pod linkiem: “Kuchnia moich marzeń – informacje [...]
@MadameEdith on Instagram