Nie strasz macierzyństwem, bo przecież może być super!

26 marca 2018

Nie strasz macierzyństwem

Bycie rodzicem jest wspaniałym uczuciem i nic nie może się z nim równać. Kontakt z dzieckiem, codzienne zabawy, spędzanie z sobą czasu jest czymś wyjątkowym. Ten niezwykły czas mogą uprzykrzyć kolki, nieprzespane noce i wiele innych rzeczy. Ale przecież nie muszą. Należę do grona tych kobiet, które mogą powiedzieć, że im się poszczęściło i że ich dziecko jest małym aniołkiem: takim, które dobrze śpi w nocy, nie myli pór dnia i praktycznie nie płacze. Ale żeby nie wszystko było takie ociekające lukrem, to powiem Wam jak było na początku, a nawet jeszcze przed ciążą i porodem.

Nie strasz macierzyństwem, czyli czego nasłuchałam się będąc w ciąży

Przed ciążą słyszałam wiele na temat tego jaka to jest straszna, jaka okropna, jak to puchną nogi, jaka pojawia się zgaga, hemoroidy, że o wymiotach i bólu kręgosłupa nie wspomnę. To samo było z porodem. Same mrożące krew w żyłach historie nie dające żadnej nadziei. Potem doszły jeszcze opowieści jak z horroru z okresu połogu. I na koniec oczywiście te z pierwszego roku życia dziecka: że kolki, bóle brzucha, a do tego dochodzi przecież ból po porodzie, zastoje pokarmu, niekończące się zapalenia piersi, rozstępy, cellulit, ponownie ból kręgosłupa i, crème de la crème, wypadające garściami włosy i cera nastolatki. Generalnie: tragedia!

Wszystko dookoła mówiło, że od tego momentu należy wyzbyć się wszelkich oczekiwań od życia. Z miejsca trzeba pożegnać się z dotychczasowymi przyzwyczajeniami: spotkaniami ze znajomymi, wyjściami do restauracji czy podróżami. „Teraz to pojedziecie co najwyżej nad morze pieluch, haha!” – taki suchar opowiadał mój daleki kolega. Jak słuchałam tych wszystkich opowieści, to zastanawiałam się jak to możliwe, że skoro to wszystko jest takie okropne, to rodzaj ludzki jeszcze nie wyginął?! Jak to możliwe? Jeśli to wszystko ponad ludzkie, a raczej kobiece, siły?!

Opowieści vs. rzeczywistość

No i najpierw nasłuchałam, a potem przyszło co do czego. O mojej ciąży Wam już pisałam. Wspominam ją generalnie bardzo dobrze i naprawdę nie miałam wielu uporczywych dolegliwości. Rozstępu żadnego się nie dorobiłam, a specjalnym kremem posmarowałam się dwa razy. Pobyt w szpitalu też wspominam bardzo dobrze. Nie ma się nad czym rozwodzić. Podobnie połogu jako takiego nie mogę zaliczyć do rzeczy bardzo nieprzyjemnych. To była „krótka piłka” i nawet się nie obejrzałam, a wszystko wróciło do normy i na swoje miejsce. Tylko pociążowy brzuszek jeszcze został, ale niebawem zaczynam chodzić z maluchem na ćwiczenia dla mam z dziećmi, więc liczę na to, że się go pozbędę.

Pierwszy miesiąc z dzieckiem, a w zasadzie 25-26 dni, był trudny. Uczyliśmy się tego małego człowieka i nie za bardzo rozumieliśmy jego język. Dziwiło nas, że wymagał od nas tak dużej aktywności w środku nocy i że potrafił 2-3 godziny płakać bez przerwy. Bez względu na karmienie, przewijanie czy tulenie on tylko płakał i płakał. Myśleliśmy, że to się nie skończy. Nieustające zmęczenie, nauka karmienia czy nawet pielęgnacja noworodka nie były czymś prostym i oczywistym. Ale po tych trzech i pół tygodniach wyszło słońce i wszystko wskoczyło na swój tor.

Mieliśmy małe kryzysy w drugim miesiącu podczas skoku rozwojowego czy później po szczepieniach, ale w ciągu kilku dni sytuacja wracała do normy.

Mały Monsieur – mały aniołek

Mały Monsieur jest bardzo pogodnym dzieckiem, praktycznie nie płacze, za to dużo „mówi”. Po śniadaniu buzia mu się nie zamyka. Spędzamy mnóstwo czasu na wspólnych zabawach: na macie do ćwiczeń i macie edukacyjnej. Bawimy się zabawkami, czytamy książki dla dzieci czy pokazujemy karty kontrastowe. Odkąd jest ładna pogoda, każdego dnia wychodzimy na długi spacer. Średnio raz w tygodniu odwiedzają nas przyjaciele i znajomi. Zawsze prowadziliśmy dom otwarty i to się nie zmieniło. Już prawie wszyscy mieli okazję poznać Małego Monsieur i nie było osoby, która nie wypowiedziałaby zdania: „Ojej, jakie to grzeczne dziecko!”.

Podczas ciąży bardzo dbałam o to, by mieć wokół siebie spokój i by się nie stresować. Lekarz powtarzał mi jak to jest ważne i że przełoży się na dziecko. I faktycznie tak się stało. Zresztą potwierdziły to ostatnie badania naukowe, że ilość stresu w okresie ciąży ma duży wpływ na charakter dziecka. Hormon stresu – kortyzol, jaki wydziela organizm ciężarnej ma niebagatelny wpływ na bobasa w brzuchu i na jego zachowanie już po porodzie.

Nasz synek ma już swoje pory drzemek – wtedy mam czas, by zrobić coś w domu, ugotować czy pomalować paznokcie, które wzbudziły nie wiedząc czemu tak wiele komentarzy! Dostałam wiele pytań no to jak znajduję na to czas. Zupełnie jakby kobieta, która zostaje mamą nagle miała rzucić wszystko i być 24/7 przy dziecku zapominając o ubieraniu się w inne ciuchy niż dres, makijażu i fryzjerze co najmniej do ukończenia przez pociechę 18 roku życia.

Czas tylko dla siebie

W dbaniu o siebie i własny komfort psychiczny bardzo pomaga mi Monsieur. To on opiekuje się bobasem w sobotnie przedopołudnia. Zwykle mam wtedy możliwość wyskoczyć na babskie spotkanie, do fryzjera czy pojechać na miasto, jeśli mam potrzebę coś kupić. Te kilka godzin tylko dla siebie raz w tygodniu bardzo dużo mi daje. To taka odskocznia i odpoczynek. Nawet po 2-3 godzinach wracam potwornie stęskniona i potem przytulaniu nie ma końca. Ale choć czasami mi się nie chce nigdzie ruszać, to dobrze, że Monsieur mnie wręcz wygania. Łatwo bowiem popaść w nadopiekuńczość i swego rodzaju uzależnienie od opieki nad dzieckiem, co w rezultacie nikomu nie służy.

Średnio też raz w tygodniu oddajemy bobasa pod opiekę babci. Zdarza się to zwykle w piątki lub w niedziele. Mamy wtedy moment, by pójść gdzieś tylko we dwoje. Chodzimy na basen lub odwiedzamy nowe miejsca. Robimy rozeznanie gdzie będziemy mogli zaglądać we trójkę, jak tylko MM zacznie siedzieć i będzie mógł zajmować równoprawne miejsce przy stole. Babcia mieszkająca niedaleko to prawdziwy skarb!

O ile uwielbiam spędzać czas z moim synkiem i nie mogę się wręcz na niego napatrzeć, to mam wrażenie, że te krótkie wyjścia z domu dwa razy w tygodniu, dają ogromnie dużo energii i zapewniają mentalną równowagę. Myślę, że też dzięki temu macierzyństwo odbieram za tak fajne wyzwanie i przygodę.

Zmęczenie i wielka radość

Odkąd zostałam mamą moje życie nabrało nowego rytmu. Uczę się go codziennie i raz mój dzień jest zorganizowany bardziej, a raz mniej. Dziecko nie zmieniło mojego życia o 180 stopni. Ono je wzbogaciło i zrobiło w nim jakby nowe porządki. Zrezygnowałam z czynności, które niewiele wnoszą. Wyznaczam sobie plan dnia i staram się go realizować. Czasami się uda, czasami nie, w zależności od tego, na ile pozwoli mi Mały Monsieur. Nie spinam się, że raz uda mi się wyjść na spacer o 11, a innym razem dopiero o 14. Udało mi się za to dojść do tego, że śniadania jem koło 8, a z obiadem wyrabiam się do 13:30. Nasz zwykły dzień jest w miarę dobrze zorganizowany i nie nudzimy się ani przez chwilę. I choć po całodziennych zabawach często padam ze zmęczenia, to jest to super! Nagroda zawsze przychodzi o poranku: jego szeroki uśmiech czy wyciągnięte w boją stronę rączki to coś niesamowitego!

Macierzyństwo bez lukru czy to polukrowane?

Żałuję, że teraz modna jest nagonka na pokazywanie blasków macierzyństwa i tak dużo mówi się o jego cieniach. Kilka lat temu było odwrotnie: mówiło się tylko o blaskach, pomijając ciemną stronę macierzyństwa. Brakuje mi w tym wszystkim równowagi. Moim zdaniem nie można popadać ze skrajności w skrajność i wyróżniać tylko dwóch rodzajów macierzyństwa: macierzyństwa bez lukru i tego polukrowanego. Wiadomo, że czasami nawet na to lukrowane macierzyństwo pada jakiś cień i to jest normalne. Tak samo jak w gorszych okresach czasami zza chmur wychodzi jednak słońce. Wato mówić o obu stronach.

Nie strasz macierzyństwem – to nie ma sensu!

Dla mnie w tym wszystkim najgorsze jest jednak przede wszystkim to, że wiele kobiet mówi tylko o negatywnych stronach bycia w ciąży, straszy porodem i początkami macierzyństwa. Uważam, że to bardzo złe i zupełnie tego nie rozumiem. Czasami odnoszę wrażenie, że kobieta kobiecie wilkiem i że niektóre kobiety działają na zasadzie „ząb za ząb”: „Skoro moje dziecko miało kolki, to niech i inne mają! Niech inne matki też poczują jakie to straszne!”, „Skoro mój poród był gehenną, to niech i inne taki przeżyją!” itd. itp.

Z kolei kobiety, które miały dobre doświadczenia moją się o nich mówić, bo „nie wypada się chwalić”, skoro wszyscy dookoła mieli tak źle. Poczucie, że ma się fajne doświadczenia przez tą całą negatywną nagonkę wpędza mamy w poczucie wstydu, a przecież nie powinno tak być!

A przecież właśnie te wszystkie niepozytywne historie i opowieści wyrządzają najwięcej szkody, bo powodują stres. Stres, którego kobieta w ciąży powinna unikać. A trudno unikać czegoś, co jest w zasadzie dookoła nas. Bo przyznajcie, ile z Was będąc w ciąży, nie słyszało lub nie napotykało w internecie tego typu historii. Jestem przekonana, że nie znajdzie się ani jedna taka kobieta. Więc zamiast się wzajemnie straszyć, może byśmy się wspierały choć jednym dobrym słowem?

Dlatego też napisałam ten wpis, by te z Was, które macierzyństwo mają przed sobą się go nie bały. Nie czytajcie tych negatywnych historii, nie słuchajcie czarnych opowieści, bo one tylko szkodą Waszej psychice i nic dobrego nie wnoszą. Wykorzystajcie kobiecą intuicję i pozytywne nastawienie, bo to w dużej mierze klucz do sukcesu w każdej dziedzinie życia, także w macierzyństwie.

Jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń.

E.

Podobne wpisy

Komentarze

32 odpowiedzi na “Nie strasz macierzyństwem, bo przecież może być super!”

  1. Ewa pisze:

    Ja urodziłam dzieci w czasach, gdy o macierzyństwie mówiło się wyłącznie w samych superlatywach i bardzo żałuję, że zabrakło w tym obiektywizmu, bo czekało mnie wiele bolesnych rozczarowań i wcale nie było tak różowo, jak wynikało z różnych opowieści.
    Inna sprawa, że to, jak czujemy się jako matki to bardzo indywidualna sprawa i może być tak, że świeżo upieczona mama jest w euforii i szczęściu, ale może także czuć się przytłoczona ciężarem nowych obowiązków i wręcz mieć depresję. Czasem zmęczenie i niewyspanie jest tak wszechogarniające, że słynny poranny uśmiech niestety niewiele zmieni.

    • Madame Edith pisze:

      Ewo,
      to prawda, obiektywizm jest w tym aspekcie bardzo pożądany. I tak jak piszesz: dużo zależy od naszego nastawienia. Sama uważam, że jako optymistce żyje mi się lepiej i łatwiej. Dla mnie „szklanka zawsze jest do połowy pełna”, ale znam osoby, które skupiają się tylko na negatywnych stronach życia i co by się nie działo, to są niezadowolone i narzekają. Powiedzmy sobie jasno: początki rodzicielstwa były trudne dla nas obojga – dla mnie, jak i dla Monsieur, ale we dwójkę łatwiej było nam stawić czoła temu wyzwaniu. Myślę, że kobieta nie powinna zostawać sama z tym zadaniem, bo partner może przecież bardzo pomóc i w wielu kwestiach ją odciążyć.
      Serdeczności
      E.

  2. Mags pisze:

    Oczywiście potwierdzam,że bycie mamą jest najwspanialsze na świecie. Zdecydowanie uważam,że jest to najważniejsza rola w życiu. Niestety,gdy tak jak w moim przypadku nie można liczyć na pomoc dziadków,którzy wpadają tylko „na gościnkę”,można dostać szału będąc przy dziecku cały czas. No cóż… No,ale podsumowując: „Mamy górą!!!” 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Mags,
      moi rodzice mieszkają daleko, ale mama Monsieur mieszka blisko, więc pod tym względem faktycznie mamy dużo szczęścia. Zaufana osoba, która potrafi i chce zając się bobasem to ogromna pomoc. Wiem od znajomych, że jednak nie wszyscy dziadkowie garną się do tego, więc jak najbardziej Cię rozumiem. Znam wiele osób, których rodzice mieszkają kilkaset kilometrów od Warszawy i są zdani tylko na siebie, ewentualnie pomoc niani lub przyjaciół. To z pewnością duże utrudnienie i nie podlega to dyskusji.
      Moc pozdrowień!
      E.

  3. j. pisze:

    Kończę powoli drugi trymestr ciąży i powiem Ci, że (głupia ja) przeczytałam całe ‚internety’ ciążowo-porodowo-połogowe. Artykuły artykułami, ale najgorsze są wszelkiego rodzaju fora. Historie tam opisywane skutecznie potrafią zniechęcić do macierzyństwa i napędzają niezłego stracha. Mi napędziły. Ale potem zaczęłam to rozkminiać i obgadywać tą sprawę z mężem. Mój mąż twierdzi, że tam wypisuje ten promil dziewczyn, które właśnie (tak jak mówisz) chcą za wszelką cenę nastraszyć innych i życzą drugiemu, co im samym niemiłe. OK, może miały super trudne ciąże, może miał dramatyczne porody-zdarza się. Ale zapewne większość kobiet, które ciąże przeszła w miarę ok, poród przeżyły (bo wiedziały, że muszą i kropka), a teraz oddają się opiece nad dzieckiem (ot zwykła codzienność, raz jest lepiej, raz gorzej) po prostu nie ma potrzeby ani ‚biadolić’ ani chełpić się w internecie lukrowanym macierzyństwem. I tak sama się pocieszam, że istnieje zapewne wielki procent dziewczyn, które (gdyby zapytane) powiedziałyby ‚dużo się zmienia, ale nie na gorsze, wszystko jest do przeżycia, dasz radę i ty’. Fajne są wpisy takie jak Twój; venila kostis też swego czasu opublikowała podobny post.

    • Madame Edith pisze:

      J.,
      ja na fora nawet nie zaglądałam, bo mogę się tylko domyślać jakie tam można znaleźć „rewelacje” 😉 Według mnie do wszystkiego trzeba podejść na spokojnie i otwartością na to, co nowe, ale przecież niekoniecznie gorsze. Dla mnie macierzyństwo z tygodnia na tydzień staje się fajniejsze, bo dziecko rośnie, staje się bardziej komunikatywne, zabawne, bardziej rozmowne. Wszystko przed Tobą, ale z pozytywnym nastawieniem jestem pewna, że przeżyjesz początki z uśmiechem na twarzy, a potem na wspomnienie tych najtrudniejszych chwil będzie Ci się łza kręciła w oku, że to tak szybko minęło. Ja już to zauważam u siebie. Czas leci tak szybko, a rosnący w oczach bobas jest tego najlepszym przykładem.

      Dużo zdrowia dla Ciebie i Twojej Kruszynki!
      E.

  4. Ania pisze:

    zgadzam się z Tobą totalnie! też mam złote dziecko, że aż samej trudno mi uwierzyć. najśmieszniejsze jest to, że w jak byłam w ciąży to mnie wyłączne straszono – „koniec wolności”, „nie wyśpisz się do 18-tki”, „tylko zimna kawa”, że ja czekałam w napięciu, aż moja M. przestanie być aniołkiem. trochę ten strach, że ona się zmieni przyćmił mi radość z pierwszych tygodni macierzyństwa. teraz, jako mama z prawie półrocznym stażem, jestem o wiele bardziej pewna siebie i swojego dziecka i moja rada dla przyszłych mam jest prosta – słuchaj wyłącznie swojej intuicji!

  5. Kasia pisze:

    Jak milo przeczytac w ciazy taki post. Dzieki

    • Madame Edith pisze:

      Kasiu, nie ma co się martwić na zapas. Będzie dobrze! Grunt to pozytywne podejście. Powiedzenia na nowym, ekscytującym etapie życia!

  6. Kasia pisze:

    Cześć 😉 rzeczywiście dużo się teraz straszy ciąża ale generalnie w Polsce dużo się narzeka. Cóż jestem w trzecim miesiącu a o dziecku nie przeczytałam jeszcze nic. Na fora nie chce zaglądać bo jak czytam spory na temat porodu naturalnego a cesarki to już mi słabo 😉

    Moje pytanie. Czy generalnie polecasz jakieś lektury ? I druga sprawa – chodziłaś do szkoły rodzenia ?

    • Madame Edith pisze:

      Kasiu,
      przeczytałam tylko jedną książkę „Pierwszy rok życia dziecka” – to poradnik dla rodziców wydany jeszcze w latach ’90 (a może nawet i wcześniej, przynajmniej moje wydanie jest z tego okresu). To bardzo przystępnie napisana książka, która opisuje miesiąc po miesiącu rozwój niemowlaka. Momentami dość zabawnie się ją czyta, bo np. dokładnie przedstawia jak zawinąć dziecko w pieluchę tetrową 😉
      A co do szkoły rodzenia, to wybraliśmy weekendową – 2 dni po ok. 6 godzin, głównie zajęcia praktyczne: pielęgnacja dziecka, wyprawka, co zabrać do szpitala, przebieg porodu, ćwiczenia w ciąży, podczas porodu i po porodzie itp. Bardzo polecam, bo dużo się dowiedziałam. Oboje stwierdziliśmy, że bez tych zajęć byłoby nam znacznie ciężej przygotować się do nowej roli. Ale słyszałam, że są bardzo różne szkoły rodzenia i każdy szpital inaczej do nich podchodzi. Zdarzają się takie z typowymi wykładami i wiedzą przedstawianą w dość nudny sposób – najlepiej podpytać ludzi lub poszukać opinii w internecie. Rozpiętość cenowa też jest bardzo duża – od bezpłatnych po takie za 1200 zł, przynajmniej w Warszawie.

      Z pozdorwieniami
      E.

  7. Anna pisze:

    Droga Edith,
    z zainteresowaniem przeczytałam Twój wpis. Niestety, muszę to napisać – kobiety na ogół nie są solidarne, lubią opowiadać niestworzone historie i zarażać złą energią innych, tylko dlatego, że same miały przykre doświadczenia. To zjawisko obserwuję dość często, lubimy innych dołować, bo skoro my mamy źle, niech i innym tak będzie. Ludzie będą mieć dzieci, w przeciwnym przypadku ludzkość by wyginęła. Sama jeszcze nie mam dzieci, ale kiedy zdarzy mi się ten cud, nie będę słuchać opowieści z piekła rodem o koszmarach rodzenia, złym personelu itp. Każda z nas jest inna, inaczej myśli i inaczej postrzega świat. Nie dajmy się zwariować. A ludzi ze złą energią omijajmy z daleko, jeśli tylko możemy. Zdrowia dla wszystkich i zwykłej ludzkiej życzliwości życzę. A.

    • Madame Edith pisze:

      Aniu,
      dokładnie tak, podpisuję się pod każdym Twoim słowem. Energetycznym wampirom mówimy zdecydowane nie! Nie ma sensu otaczać się negatywną energią.
      Serdeczne pozdrowienia
      E.

  8. L. pisze:

    Artykuł czytam jako osoba, która od dwóch tygodni ma całodzienne mdłości (rzadko zdarzają się dni, że przechodzi mi na godzinę-dwie dziennie) i co drugi dzień zawroty głowy. I co z tego, że przed ciążą byłam pełna optymizmu, aktywna i jestem okazem zdrowia. Naprawdę słabo się to czyta. A są osoby, które mają jeszcze gorzej ode mnie. Na przykład codziennie wymiotują i ciężko im utrzymać w żołądku parę łyków wody. Albo mają cały brzuch w rozstępach mimo drogich kosmetyków stosowanych kilka razy dziennie. Ten artykuł to miała być walka z „mitami”, czy wręcz przeciwnie, chwalenie się zależną od przyczyn losowych „perfekcyjnością”?

    • Madame Edith pisze:

      L.
      mam wrażenie, że niestety nie przeczytałaś mojego wpisu ze zrozumieniem. O ciążowych dolegliwościach traktował inny wpis. I nie sądzę, że w kwestii charakteru dziecka przyczyny losowe mają jakiekolwiek znaczenie – o tym też było wyżej.
      I jeszcze gwoli wyjaśnienia: rozstępy to kwestia genetyki – żadne, nawet najdroższe kremy nic tu nie pomogą. Są na ten temat badania. Albo masz wystarczająco dużo kolagenu w skórze i rozstępów nie masz, albo niestety one się pojawią bez względu na używane kosmetyki. Zresztą czy na poważnie uważasz, że rozstępy w obliczu posiadania dziecka to taki problem i powód do zmartwień?

  9. Barbara pisze:

    Potwierdzam! Jestem w ciąży z czwartym dzieckiem i do tej pory nie miałam rozstępów a niczym się nie smaruję, nawet Niveą 😉
    Uważam też że trzeba więcej myśleć o dziecku a nie o sobie, ono też nie ma łatwo, pierwsze miesiące to dla niego szok i okres dostosowywania się do świata.

  10. L. pisze:

    Przeczytałam oba wpisy ze zrozumieniem. Rzeczywiście komentarz dotyczył bardziej tego drugiego wpisu, o ciąży. Hurra optymizm z punktu widzenia osoby, która bezproblemowo przeszła ciążę i wczesne macierzyństwo nie jest do końca w porządku wobec czytelniczek. Dlaczego tak uważam? Dlatego, że byłam w 100% przekonana, że przy moim końskim zdrowiu i aktywnym trybie życia ciąży nawet nie zauważę. Tak nie jest. Ledwo żyję i nie jestem odosobnionym przypadkiem. Proszę bez argumentów w postaci „w obliczu posiadania dziecka”. To Ty sama we wpisie poruszyłaś temat rozstępów, które się u Ciebie nie pojawiły. Jak widzę także po Twoim komentarzu – zbagatelizowałaś problem, który może dla wielu kobiet być przyczyną dożywotnich kompleksów – tylko dlatego, że Ciebie ten problem nie dotknął. Podobnie z samopoczuciem. Są kobiety, które przez I trymestr codziennie wymiotują. Zbagatelizowałaś ten fakt, pocieszasz czytelniczki, dając do zrozumienia, że mrożące krew w żyłach opowieści z forów internetowych to coś nieistotnego. Że już nie wspomnę o tym, ile kobiet ma gorsze problemy, zagrożoną ciążę itd. Rozumiem, że ideą wpisów było podkreślenie, że zdarzają się osoby, które nie mają żadnych problemów i że Ty do takich osób należysz, więc jesteś żywym przykładem, że nie trzeba się martwić na zapas. Ale mimo nie wątpię dobrych chęci ujęłaś to w sposób bagatelizujący problemy wielu kobiet i to nie jest w porządku. Bagatelizując to wszystko nie jesteś uczciwa wobec swoich czytelniczek.

    • Madame Edith pisze:

      L., nie zbagaletlizowałam tego aspektu – o tych trudniejszych momentach jest cały akapit. A swoją drogą, to polecam Ci napar z imbiru / herbatę imbirową, bo pomaga na mdłości – uratowała m.in. moją koleżankę. U większości kobiet mdłości i wymioty trwają na szczęście kilka tygodni. Oby i w Twoim przypadku tak było i byś mogła wrócić do tego wpisu za kilka miesięcy i stwierdzić, że jednak ciąża czy pierwsze miesiące macierzyństwa nie były wcale takie straszne, jak Ci się wydawało.

  11. Marta pisze:

    Mam 14 miesięcznego syna i mogę podpisać się pod Twoimi słowami 🙂
    Zanim syn się urodził mówiłam o nim czasem wrzaskun, bo tak mi wynikało z opowieści życzliwych 😉 Tymczasem moje dziecko podobnie jak Twoje to aniołek. Nie było kolek, płaczu czy wrzasków. Oczywiście było ciężko na początku – nauka karmienia, pielęgnacji, zdarzały się zapalenia piersi, ale pomimo tego to najpiękniejszy czas w moim życiu, najlepszy rok. Pełen miłości, spełnienia i radości.
    Jedyne czego mi zabrakło to więcej takich chwil dla siebie na przykladowe malowanie paznokci 😉 były wyjścia do fryzjera czy na ploteczki ale dużo mniej niż u Ciebie. Tak mnie macierzyństwo pochłonęło że zapomniałam o tym 🙂
    Życzę każdej kobiecie czuć spełnienie w roli matki 🙂

  12. TurkuSowa (M.) pisze:

    L., a ja uważam, że Madame zrobiła dobrą robotę. Szczerze napisała jak jest u niej, a w internecie przeważają mrożące krew w żyłach historie, które mogą zniechęcić do macierzyństwa. Jestem medykiem i widzę jak nieraz na różne zabiegi przychodzą zestresowane pacjentki/ pacjenci, bo „się w internecie naczytali” / „znajome naopowiadały”, a później słyszę „Boże, po co ja to czytałam / ich słuchałem, tak bardzo się nadenerwowałem”! Dobrze, że Madame to opisała, trzeba się wspierać – cieszyć szczęściem innych, współczuć i pomagać tym którzy mają mniej szczęścia… A nie – ja mam źle to niech inni też cierpią! Z przykrością widzę to zwłaszcza u kobiet… Dziewczyny, powodzenia!

    • Madame Edith pisze:

      TurkuSowa,
      dziękuję, że podzieliłaś się swoim medycznym punktem widzenia. Odkąd „dr google” stał się lekarzem pierwszego kontakt, lekarze nie mają łatwo. I właśnie o to też mi chodziło: by nie sugerować się strasznymi historiami z internetu, bo to może przynieść więcej szkody, niż pożytku. A wiadomo, że takich opowieści jest więcej, niż tych pozytywnych. To dokładnie tak, jak z reklamacją: gdy się klient wkurzy, bo w jego mniemaniu został źle obsłużony u operatora telekomunikacyjnego / w banku / na poczcie / w restauracji, to opowie o tym wszystkim znajomym. A jak wyjdzie zadowolony, to nie powie o tym nikomu lub może dwóm osobom.
      Przesyłam pozdrowienia!
      E.

  13. TurkuSowa (M.) pisze:

    Dokładnie! Ja już od jakiegoś czasu biorę ogromną poprawkę na wszystkie recenzje czy komentarze w internecie, bo wiem, że jak wszystko jest ok to nikomu nie chce się komentować, a przy nawet drobnych uchybieniach ludzie potrafią równo obsmarować w necie. Świetnym przykładem są opinie o lekarzach na stronach internetowych – moi znajomi nieraz oberwali, np.dlatego, że rodzice dziecka mieli ukształtowaną opinię na jakiś temat, dr się z nimi nie zgadza i to staje się przyczyną obelg w internecie. Na szczęście z przyjemnością i radością stwierdzam, że coraz więcej pacjentów do mnie mówi „nie szukałam nic w internecie, bo tam tylko straszą i wprowadzają w błąd”. Internet to pokusa czucia się ekspertem po przeczytaniu kilku bądź kilkunastu artykułów na dowolny temat – medycyny, polityki, ekologii, odżywiania, itd. Miejmy nadzieję, że ten trend minie i będziemy zdecydowanie bardziej brać pod uwagę zdanie autorytetów z danych dziedzin. Radosnych Świąt Wielkiej Nocy! 🙂

  14. Lily pisze:

    Ja należę do tych mam, które ciążę miały trudną- musiałam leżeć. I nie piszę tego po to żeby straszyć, ale po to żeby powiedzieć że warto było?. Jakoś nie panikowałam, dużo spałam a wolny czas zapełniał mi netflix?. Wyprawkę dało się zrobić przez internet plus parę razy wyslalam męża do lidla.

    Teraz dzidzia ma 7 miesięcy, jest spokojnym i pogodnym dzieckiem. Owszem gdybym chciała ponarzekać to mogłabym powiedzieć że mogłaby przesypiać noce bez podjadania albo dłużej się sama bawić ale bez przesady. Ja nie chodzę niewyspana jak zombie a że czasem nie zrobię tego co zaplanowałam-trudno.

    Też jestem zaskoczona tym, że macierzyństwo jest takie fajne. (i nie mówię że bezproblemowe ). Może dlatego, że od poczatku nie zakładałam, że z maluchem nasze życie będzie wyglądać tak samo jak wcześniej. Jest super ale jest inaczej. Bardziej musimy z mężem postarać się zeby znaleźć czas dla siebie ale się da.Ale właśnie nagrodą jest uśmiech malucha na nasz widok.

    Edith,
    zapomniałam zapytać na insta skąd te super ciuszki z Myszką Mickey?

    • Madame Edith pisze:

      Lily,
      dzięki za Twoją historię! Ja też pod koniec musiałam dużo odpoczywać, ale przez większość mogłam być byłam aktywna, więc tej trudniejszej końcówki ciąży jakoś bardzo nie odczułam.
      Super, że też uważasz, że macierzyństwo jest fajna. Wiadomo, że jeden dzień jest lepszy, a drugi gorszy. U nas idą ząbki i to jest przygoda 🙂 Ale miło obserwować rozwój malucha. Aż strach, że on tak szybko rośnie!
      Serdeczne pozdrowienia
      E.

      P.S. Ubranka są z H&M, ale skarpetki upolowałam w Lidlu – jakiś czas temu mieli całą kolekcję skarpetek z Myszką, jak i Kubusiem. Oczywiście zorientowałam się z dużym opóźnieniem, ale i tak udało mi się kupić, bo jakoś w moim sklepie nie schodziły.

  15. Kasia pisze:

    Jeśli chodzi o negatywne myślenie ludzi, to najpierw należałoby wspomnieć ile to razy z mężem słyszeliśmy jak to się zmienia po ślubie. U nas jakoś się nie zmienia a jak już to na lepsze:) Jestem mamą trójki dzięci. Najmłodsze ma trzy miesiące a ja chodzę robić hybrydę, zapisałam się na kurs fotografii a niedługo zamierząc chodzić na fitness. Zawsze jestem umalowana i ładnie ubrana. Naprawdę wszystko można a reszta to już wymówki; )

  16. Sia pisze:

    Moze być super, ale może być tez bardzo słabo. To znowu zależy. Nie każdy ma ogromne szczęście w postaci pomocy babci. Większość moich koleżanek nie ma już babć, nie ma pomocy rodziny (nie mówię o mężu, tylko o pomocy innego członka rodziny). Wtedy to nie wygląda tak, jak opisujesz, niestety. 🙁
    Moje koleżanki dziękowały mi po fakcie z płaczem, że im powiedziałam, jak to wygląda naprawdę. Nastawiły się od razu, ze będzie baardzo, bardzo trudno i z tym nastawieniem walczyły o swoje szczęście po narodzinach dziecka. Po roku już było dobrze. Dziękowały mi, bo – nikt nie mówi jak może być trudno i same by się załamały bez tej wiedzy, że ktoś inny to tak źle też przechodził. Ja im to powiedziałam, uznały to , zaakceptowały, ze to stan początkowy, trzeba to przejść, zapomnieć. Nie znam – realnie – młodych matek, które twierdzą, że jest super. Nie znam ani jednej takiej osoby. Sa chwile szczęścia, ale dominuje zmęczenie i brak możliwości decydowania o sobie. Nie mówię o wyjściach wspołnych na obiady, na kawę. Mówię o normalnym życiu – chcę odpocząć – odpczywam. Z dzieckiem, samemu, się nie da.

    • Madame Edith pisze:

      Pewnie, że możliwe są dwa scenariusze, ale nie ma co się nastawiać, że będzie super źle, tak samo, jak nie można się nastawiać, że będzie super dobrze. Czas pokaże na co pozwoli bobas. Sama pośród swoich bliskich znajomych mam same zadowolone dziewczyny. Najwięcej negatywnych opinii przeczytałam przed ciążą i porodem w internecie lub słyszałam … od facetów 😉 Od kobiet usłyszałam mniej negatywnych opowieści, za to w internecie się od nich roi.

  17. Iwona pisze:

    Ja jestem obecnie na finiszu ciazy, dwa tygodnie do wyznaczonej daty porodu. Przez całą ciążę spotykałam się z masą komentarzy, szczególnie w miejscu pracy, odnośnie mojego brzucha, wieku (mam 35 lat i że to moje pierwsze dziecko), kiedy powinnam pójść na macierzyńskie (oczywiscie że wcześniej) itp.. Odnoszę wrażenie że bardzo dużo kobiet i też facetów- ekspertów ponieważ ‚żona rodzila’, czuje straszną ważność wyrażania swojej opinii i rad o które się nawet ich nie prosi. Ja już po jakims czasie zaczęłam przemykać się szybko w pracy na korytarzu czy w szatni żeby unikać dłuższych rozmów bo non stop to słyszałam to samo pytanie: ‚ jak się czujesz? ‚. I jak mówiłam że dobrze- to np komentarz w stylu: ‚no ale to niedługo będzie tak, bo zaraz będzie ciężej’ ( tak jakbym była zobligowania do narzekania że musi mi być źle) . Od około 30 tygodnia na przykład nie mogę spać w nocy, przesypiam w sumie jakieś góra 3 godziny, potem budzę się i przysypiam jakieś 2 na ranem bo mam na pozniejsza godzinę do pracy. To jak na pytanie- ‚jak się czujesz?’ odpowiadalam że słabo juz śpię, to słyszałam non stop: ‚ zobaczysz dopiero jak nie bedziesz spać jak się dziecko urodzi’, masowo to słyszałam. Jak się zbuntowałam raz ze ‚ uwielbiam takie historie, że zapewne niejedno zobaczę i żeby przestala( ta koleżanka) tak mówić’ to odpowiedziała mi że ‚ jest odporna na moje hormony ciążowe’ (tylko dlatego, że powiedziałam żeby przestala’ :-). Dzisiaj dzwoni do mnie inna znajoma i pyta jak się miewam, to odpowiadam że jak to na finiszu pewnie- słabo śpię, opuchnieta jestem itp, no ale że to są chyba typowe dolegliwości..To zaczęła że: ‚no, a po porodzie to bedziesz się martwić jeszcze o karmienie, o to czy dużo je’. Przerwałam jej, powiedziałam że stop, nie chce tego słuchać bo po co się nakręcać na początek. Obraziła się, bo nie chciałam tego słuchać a ona chciała wyrazić swoje zdanie. To jest właśnie problem. Każdy czuje straszną potrzebę wyrazenia swojego zdania, bez względu na to czy ciężarnej to potrzeba czy nie.

    • Madame Edith pisze:

      Iwono,
      trzymam mocno za Ciebie kciuki! I jest dokładnie tak, jak piszesz: niemalże każdy, kto ma dziecko (nieważne czy kobieta czy facet) czuje się z miejsca ekspertem w tym temacie i myśli, że inni chcą słuchać „złotych rad”. Moi najbliżsi przyjaciele są bezdzietni, więc na szczęście nie miałam dużo okazji, by spotykać się z osobami, które chciały mi na siłę pomagać swoimi opowieściami. I raczej spotykałam się z pozytywnymi historiami, budującymi na duchu.
      Za to czego to ja się nie naczytałam w komentarzach i artykułach w internecie! Uważam, że wiele portali kobiecych i rodzicielskich bardzo nakręca kobiety na to, że będzie źle. A przecież wcale źle być nie musi. Nie od dziś wiadomo, że złe informacje lepiej się sprzedają, niż dobre.

      Powodzenia, uściski!
      E.

  18. esca pisze:

    Zanim kobieta zdecyduje się na ciążę, powinno się ją przestrzec przed hemoroidami, traumatycznym porodem, nacinaniem krocza, depresji poporodowej itd., aby był świadoma zagrożeń i niedogodności, jakie niesie za sobą jej decyzja. Ale jeśli już kobieta jest w ciąży, to zakładam, że o tym wszystkim wie i nie ma sensu jej straszyć, bo pożytku z tego nie będzie, a szkoda może być (stres w ciąży nie jest wskazany).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Nie strasz macierzyństwem, bo przecież może być super!


Bycie rodzicem jest wspaniałym uczuciem i nic nie może się z nim równać. Kontakt z dzieckiem, codzienne zabawy, spędzanie z sobą czasu jest czymś [...]
@MadameEdith on Instagram