Madame Edith i perfumy

20 czerwca 2013

W wyniku Waszego zainteresowania wpisem „O Madame Edith” postanowiłam podzielić się kolejnym tematem związanym z moimi zainteresowaniami. Zanim jednak do tego przejdę należy się Wam kilka słów wstępu.

Życie lubi płatać figle. Przynajmniej w moim przypadku tak właśnie było…

Dobrych kilka lat temu swoją pierwszą pracę magisterską poświęciłam tematowi perfum (ponad 100 stron dedykowanych analizie strategicznej marki Chanel No. 5). Miałam wówczas plany, by zostać „wielkim specem” od marketingu marek luksusowych. Niespodziewanie jednak pojawiły się nowe zaskakujące możliwości i obok oferty stażu w firmie kosmetycznej dostałam interesującą ofertę pracy w branży o której nie miałam wielkiego pojęcia, ale która mnie bardzo ciekawiła. A że zawsze lubiłam wyzwania, to skorzystałam z tej drugiej propozycji.

Obrana ścieżka zawodowa nie wyczerpała moich chęci poznawania innych tematów. Jako, że sama praca w na rynku kapitałowym mi nie wystarczała, postanowiłam pójść o krok dalej i zacząć realizować się na innym polu. W roku 2009 kiedy powstał pierwszy wpis zdecydowanie brakowało mi czasu na regularne notatki, dlatego projekt „blog” musiałam zawiesić aż na kilka lat.

Dziś wiem, że moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej gdybym nie kierowała się żądzą przygody i wybrała pewny staż w koncernie kosmetycznym. Tęsknotę za pracą związaną z rynkiem perfumeryjnym rekompensuję sobie czytając modowe magazyny oraz zaglądając do drogerii w poszukiwaniu nowych zapachów. Czasami wchodzę i nie mogę się nawąchać 😉

W domu zgromadziłam też małą kolekcję zapachów, w której znaleźć można takie, które towarzyszą mi już kilkanaście lat.

Ulubione perfumy lub wody mam nawet w dwóch wersjach – klasycznej, jak i lekkiej, bez alkoholu w sam raz na lato. Za przykład niech posłużą „Miracle – Eau Légere” Lancome i „Classique” w hawajskiej sukience od Jean Paul Gaultier .

Nie jestem specjalnie łasa na nowości i bardzo rzadko zdarza się, że jakaś nowinka przypadnie mi do gustu. Ostatnio miało to miejsce dwa lata temu, podczas pobytu w Lizbonie, swoją premierę miała wtedy „Daisy – Eau sa fresh” Marc’a Jacobsa w nowym, lżejszym wydaniu. Momentalnie pokochałam ten zapach i od tamtej pory latem zawsze mi on towarzyszy. Jest energetyczny, żywiołowy, czuć w nim owoce i lato.

Drugą nowością, która pół roku temu podbiła moje serce są perfumy Elie Saab. „Le parfum” to bardzo kobiecy zapach z nutą jaśminu i pomarańczy. W wersji „eau de toilette” używam go na co dzień do biura. W wydaniu „eau de parfum” lepiej nadaje się na wieczór.

Pozosałe to klasyki, które na mojej półce są obecne od lat. „Coco Mademoiselle” Chanel, „J’adore” Diora, „Hugo” Hugo Boss’a, „Light blue” D&G, czy wspomniany już „Classique” Jean Paul Gaultier. Ten ostatni zapach jest ze mną najdłużej, bo używam go od ponad 12 lat! Przez cały ten czas doskonale na mnie leży i nie pozwala mi się sobą znudzić.

Nie będę Wam pisała jak bardzo wytrzymałe są posczególne zapachy, bo to kwestia zupełnie indywidualna i zależna od skóry konkretnej osoby. Na mnie „Classique” pozostaje bardzo długo, ale pewnie zjalazłaby się osoba, które po 30 minutach stwierdziłaby, że perfumy wywietrzały. Zresztą dobór zapachu to kwestia niezwykle osobista, trzeba do niego podchodzić z rozsądkiem i bez pośpiechu. Uważam, że lepiej pójść do perfumerii dziesięć razy i przetestować zapach, niż pójść o ten jeden raz za mało i potem „męczyć” się z perfumami, na które przecież wydaje się okeśloną kwotę. Ale to może temat na zupełnie osobne rozważania…

Zastanawiam się również nad tym, czy może opublikować co ciekawsze fragmenty swojej pracy magisterskiej tu – na blogu. Historia marki Chanel No. 5, jej zmieniających się opakowań, ewolucji reklam prasowych i telewizyjnych jest naprawdę fascynująca.
Co o tym sądzicie? Chcielibyście od czasu do czasu o tym przeczytać?

Catherine Deneuve w jednej z kilkudziesięciu reklam prasowych Chanel, w jakich wystąpiła.

I jeszcze nawiązując do początku wpisu mam do Was kilka pytań: czy stanęliście kiedyś przed trudnym wyborem dalszej życiowej ścieżki? Co wybraliście i czy swoją decyzję uważacie za słuszną?

Jakich perfum używacie? Jakie lubicie najbardziej? Macie jeden flakonik, czy kilka i w zależności od nastroju / pory roku lub dnia sięgacie po inny?

Gorąco Was pozdrawiam,
E.

Podobne wpisy

Komentarze

35 odpowiedzi na “Madame Edith i perfumy”

  1. AnnaA-G pisze:

    Moje pierwsze perfumy nie żadne podróbki stanęły na mojej półce w 2009 r. i były to Bvlgari- Jasmin Noir. Używałam ich tylko na wieczorowe spotkania, imprezy. Jak wyjechałam do Londynu zakupiłam wtedy D&G light blue, jak dla mnie najlepszy na lato. Za jakiś czas w drogerii Boots Pani dała mi powąchać Estee Lauder- Sensuous Noir. Zakochałam się w nich. Bardzo podobają mi się perfumy marki Creed zwłaszcza Love in black i love in white. Jednak na nie chwilowo mnie nie stać. Są piękne:) Oczywiście Edith publikuj swoją pracę, bardzo lubię czytać o modzie, perfumach itp.
    Jeszcze nie stałam na życiowym zakręcie, ale już wiele przeżyłam dobrych jak i złych przygód związanych z pracą zawodową. Myślę, że nadejdzie jeszcze taki dzień, że będę stała przed wyborem być albo nie być:)

    • Madame Edith pisze:

      Anno,
      Dokładnie tak jak napisałaś: "Light Blue" jest po prostu stwirzony na lato 🙂

      Perfumy Creed można w Warszawue powąchać i zakupić w perfumerii Quality. Ceny zwalają z nóg, ale mają w swojej ofercie także próbki po kilka złotych, co uważam za dobre rozwiązanie nierujnujące portfela i domowego budżetu. Jestem ich bardzo ciekawa, spróbuję któregoś zapachu kiedy tam zajrzę następny raz 🙂

      Moc pozdrowień,
      E.

    • AnnaA-G pisze:

      Edith, dzięki za podpowiedź. Dla mnie Creed jest świetny. Mój mąż kupił mi na allegro małe próbki, coś pięknego, ale tak jak napisałaś na każdym zapach utrzymuje się inaczej i inaczej dostosowuje się do PH skóry:)
      Pozdrawiam 🙂

  2. Lech pisze:

    Edith, zaintrygował mnie ten wątek. Tym bardziej, że prezentujesz zapachy również używane przez moją żonę.
    Nuta jaśminu i pomarańczy…..hmmmm, to musi być piękne bo uwielbiam nutę jaśminu.
    Swego czasu jako nowość bardzo zachwycił mnie Eau Madmoiselle od Givenchiego.

    Natomiast Chanel Nr 5 – NIENAWIDZĘ !!!

    Tak bardzo ich nienawidzę, że swego czasu umieściłem opinię w perfumerii internetowej na granicy wulgarności. Pfe, paskudztwo…. ale … de gustibus…

    • Madame Edith pisze:

      Leszku (pozwolisz, że tak się do Ciebie zwrócę),
      Powiem Ci, że sama Chanel No. 5 lubię na kimś. Używa ich np. moja Babcia i są to jej ulubione perfumy. Sama się nie zarzekam, że kiedyś ich nie wypróbuję, bo może przyjdzie taki dzień, kto wie…?
      Póki co wolę Chance lub właśnie Coco Mademoiselle od Chanel.

      Zdaję sobie sprawę, że klasyczna "Piątka" jednych zachwyca, a innych przyprawia o ból głowy. Muszę jednak przyznać, że zagłębienie się w historię tego zapachu było fascynujące 🙂

      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie,
      E.

      P.S. A zapachu Givenchy jestem bardzo ciekawa. Powącham w perfumerii 🙂

    • Lech pisze:

      Edytko 😉 bardzo lubię taką formę mojego imienia :-))

      Chanel nr 19 to już zupełnie inny świat i taki mi się podoba.

  3. Kasia pisze:

    Jak najbardziej chcemy czytać o perfumach 🙂
    Mnie już nazbierało się tyle zapachów, że nie mam na nie miejsca ;)) Kocham perfumy, każde z nich to inna historia, inne odczucia, nastroje.
    Ostatnio zakochałam się w Sicily D&G, cudownie ciepły i słoneczny zapach. Ponadto kocham Parisienne YSL. Za to jeśli chodzi o perfumy Chanel to dotąd żadne mi się nie spodobały, nie wiem, co w nich jest, ale każdy jeden zapach tej marki mnie odrzuca, szczególnie No.5 :/

    • Madame Edith pisze:

      Kasiu,
      Bardzo się cieszę, że chcecie czytać o perfumach. Powstanie zatem o tym nowa seria wpisów 🙂
      A "Parisienne" YSL też uwielbiam. Niestety jakiś czas temu skończyłam kolejną buteleczkę i muszę poczekać na okazję i odpowiednie środki, by odbudować jej zapas 😉

      Dziękuję za Twój komentarz!
      Pozdrawiam gorąco,
      E.

  4. Publikuj! Masz lekkie pióro i z pewnością miło będzie się nam czytało fragmenty Twojej pracy – zwłaszcza, że temat jest dość, powiedziałabym, nieszablonowy 🙂
    Moim zapachem jest Miracle i Green Tea (Elisabeth Arden). Od niedawna rozważam wzbogacenie repertuaru o Chloe i podobnie jak Ty, przed wybraniem zapachu wielokrotnie go testuję.
    Chanel no. 5 – masakra! Ciężki, duszny, kojarzy mi się z zapachem szafy starej kobiety. Zupełnie nie rozumiem zachwytu nad nim.

    A życiowa ścieżka? Moja przypomina odcinek Altopiano del Montasio; dodałabym jeszcze tylko kilka pętli i więcej ostrych zjazdów. Nie jestem wierna tej, którą obrałam na początku świadomych wyborów, ale uważam, że na tamtą chwilę, podjęta decyzja była jedyną właściwą. Zresztą zawsze wybieramy to, co jest dla nas najwygodniejsze i najmniej problematyczne. Nietkórzy się z tym nie zgodzą, ale niestety tak jest 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Mammifero Erbivoro,
      Widzę, że Chanel nie cieszy się sympatią 🙂 Jakoś mnie to specjalnie nie dziwi, bo to raczej zapach dla starszych odbiorców i do tego dość specyficzny i albo się go kocha, albo nienawidzi. Co nie zmienia faktu, że ma fascynującą historię! 🙂

      Absolutnie zgadzam się z Tobą, że ludzie wybierają to, co jest dla nich wygodne. Ze mną też tak było 😉

      Z serdecznymi pozdrowieniami,
      E.

  5. Ajka pisze:

    Ja akurat nie lubię Chanel nr. 5, ale za to interesuje mnie marketing, więc chętnie. faktycznie, wpis jest lekkim zaskoczeniem, nie spodziewałam się, że będzie o tym 😉 Ja tylko raz kupiłam perfumy po 1 "przewąchaniu", Hugo Boss za 260zł, który mnie zemdlił od razu jak się nim psiknęłam w domu. Do tej pory mdli mnie wspomnienie tego zapachu na mnie, oddałam je mamie i zupełnie mi nie przeszkadza jak ona ich używa, nawet to lubię. Ale i tak uważam, że powinnaś mieć kawiarnio-cukiernię i basta 🙂

  6. Wiewióra pisze:

    Ja przez wiele lat używałam najprostszych perfum, tudzież wód toaletowych, np marki Coty. Dopiero jako dorosła osoba zainwestowałam w siebie i za nabyłam perfumy Burberry. Tej firmie jestem wierna. Praktycznie nie ma zapachu, który by mi nie odpowiadał jeśli o nich chodzi. Mi flakon 100 ml starcza na rok, mam jeden i używam codziennie. Swego czasu marzyła mi się Roma Laury Biagotti ale była niestety poza moim zasięgiem 🙁
    A co do wyborów życiowych… sama niebawem stanę przed jednym poważnym, wracać do pracy czy nie? do tej czy szukać innej? przeraża mnie to!
    miłego dnia!

    • Madame Edith pisze:

      Wiewióro,
      Też mam często tak, że non stop dzień w dzień używam tego samego zapachu. Perfum Burberry nigdy nie używałam, choć znam kilka zapachów i bardzo podobają mi się ich proste opakowania.

      W moim przypadku zarówno zmiana firmy, jak i obszaru, jakim się zajmuję, wyszła na dobre, choć towarzyszył temu stres i niepewność. Ogólnie zmany w życiu uważam zdecydowanie za coś pozytywnego 🙂

      Pozdrawiam ciepło i życzę Ci udanego dnia oraz dobrych wyborów w przyszłości,
      E.

  7. Marzena pisze:

    Ja swoja przygodę z perfumami zaczęłam od Dune Diora. Jednak preferencje moje ewoluują. Kiedyś wolałam cięższe, teraz skłaniam się ku lżejszym. Oczywiście używany zapach zależ od pory roku i dnia. Największą moją miłością był, bo już go nie produkują, Iceberga Fluid. Znalazłam podobny i jemu jestem od paru lat wierna – Armani Emporio She i na lato Armani Acqua di Gioia. Powtarzam też YSL Elle i Mademoiselle Coco.
    Bardzo chętnie przeczytam fragmenty Twojej pracy Edith. Mam wielką słabość, jak pewnie większość kobiet, do perfum. Poza tym kiedyś chciałam być Nosem;-))
    A jeśli chodzi o decyzje życiowe, to podjęłam jedną wielką… Cała przerażona, z obawą na dalsze życie…I było warto, a minęło już 9 lat:-))

  8. pees pisze:

    też mam tego Hugo Bossa;)
    Śliczny jest.
    Dawaj pracę, dawaj magisterke i pochwal się oceną!:)

  9. ana pisze:

    Ja z kolei napiszę, których perfum nie znoszę, a kocha je moja mama. Jest to Opium Yves Saint Laurent. Dla mnie to koszmar, a kosztują wcale nie tak mało.
    Angel – ulubione

    • Madame Edith pisze:

      Ana,
      Znam je i też za nimi nie przepadam. Dla mnie największym koszmarem od YSL na zawsze pozostanie zapach "Champagne". Na szczęście jest niedostępny w Polsce 😉

      Z pozdrowieniami,
      E.

  10. Larte pisze:

    Bardzo chętnie przeczytam fragmenty Twojej pracy. Jest to związane z moją obecną drogą zawodową, tym bardziej mnie ciekawią 😉 Moje pierwsze perfumy: Aqua di GIO Armani, już nieosiągalne niestety…

    • Madame Edith pisze:

      Larte,
      Zaskoczyłaś mnie pisząc, że Aqua di Gio jest nieosiągalny. Byłam pewna, że to bardzo popularny zapach, który nadal cieszy się wzięciem. To przykre, że firmy rezygnują z perfum, do których ludzie się przyzwyczili, szczególnie, że ten akurat kilkanaście lat temu był chyba najczęściej reklamowanym zapachem w kobiecych pismach.

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

  11. Zielaczek pisze:

    Ostatnio nie mogę obyć się bez Gucci Guilty :). A większość z "Twoich" zapachów mam tez u siebie 🙂

  12. Fuchsia pisze:

    |Ja też nigdy nie mogę się nawąchać w perfumeriach i nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez uprzedniego popsikania się odrobiną ulubionego zapachu 🙂 Od lat do moich ulubionych zapachów należą "Alien" Thierry'ego Muglera, "Pure Poison" Diora i "Flower Bomb" Viktora & Rolfa. Jak widać lubię mocne i intensywne, wręcz wieczorowe zapachy 🙂 Z tych które wymieniłaś sentymentem dażę "Classique".

  13. Maggie pisze:

    Przepadam za Daisy, podoba mi sie tez ta nowa odslona, choc jeszcze bardziej lubie Lole, tez Marca Jacobsa. W ogole lubie zapachy lekko pieprzne. Moim ulubionym jest Oriens Van Cleef & Arpels. Odkrylam go 2 lata temu i to bylo jak grom z jasnego nieba, wiedzialam od razu, ze znalazlam swoj zapach.

  14. ewa pisze:

    Mamy bardzo podobny gust jeśli chodzi o perfumy :). Miracle klasyczne to mój absolutny numer 1 od kiedy skończyłam hm 14 lat… czyli już 10 lat 🙂 Wtedy po raz pierwszy dostałam te perfumy i mimo że teraz uważam, że są zbyt "dorosłe" dla 14 latki, to już wtedy się w nich zakochałam. I tak to trwa :). Z Mamą dzielę J'adore Diora – zawsze jest na półce. Patrzę dalej na Twoje zdjęcia – jest u mnie też HBoss Woman i D&G Light Blue :). Daisy Jacobsa i E.Saab La Parfum nie znam, ale przy takiej zgodności jestem ziantrygowana i będę wąchać przy następnej wizycie w perfumerii :). Jest jeszcze jeden zapach, który uwielbiam prawie tak samo jak Miracle, ale ostatnio mnie na niego nie stać ;). Chic Caroliny Herrery – o rety… wymiękłam przy pierwszym wąchaniu i używaniu :).
    A w kryzysowych czasach/jak potrzebuję czegoś lżejszego to mam zawsze "w zapasie": Green Tea E. Arden, Puma Urban Motion i wodę toaletową Benettonu w takim opakowaniu w pomarańczowo-zielono-białe paski 🙂

  15. Kiedyś i ja pochyliłam się nad tematem

    kulturastyka.blogspot.com/2012_09_01_archive.html

  16. smaklick pisze:

    Jestem wierna perfumom Lancome "Miracle" już od kilku lat 🙂

  17. Bardzo interesujący wpis i jaka ciekawa pasja! 🙂 Również jestem za tym, byś podzieliła się z nami wiedzą o Chanel No.5 🙂 Z Twoich perfum kojarzę zapach Classique i Elie Saab i oba mi się podobają.
    Ja jestem fanką Lolity Lempickiej – teraz używam "Si Lolita", ale chyba nic nie pobije klasycznego "jabłuszka". Jak kiedyś byłam w kinie na "Amelii",pani obok pachniała tymi perfumami. Zafascynowały mnie i o ile nie mam jakiejś bardzo rozwiniętej pamięci zapachowej, o tyle ten film pozostał dla mnie nierozerwalnie związany z Lolitą. Ostatnio moim ukochanym zapachem jest "Dior Addict"- jakiś czas temu mąż chciał mi zrobić prezent w postaci perfum i po przetestowaniu mnóstwa zapachów ten był jak "objawienie"- od razu wiedzieliśmy,że ten idealnie do mnie pasuje. I to właśnie tych perfum użyłam w dniu ślubu 🙂 Bardzo lubię też "Ange ou Démon" od Givenchy, nie pogardzę "Parisienne" od YSL, który podbierałam Mamie (a ona mi Givenchy;) ). Podoba mi się też "Loverdose" Diesel,który jest co prawda bardzo słodki, ale ja lubię ciężkie, charakterystyczne zapachy-słodkie lub orientalne. A co do klasyków- dzięki koleżance Francuzce odkryłam "Shalimar" od Guerlain, który podoba mi się dużo bardziej niż No.5 Chanel.

    Chciałam Cię spytać, czy u Ciebie perfumy wywołują wspomnienia, czy są zapachy, które silnie Ci się z czymś kojarzą?:)

    • Madame Edith pisze:

      Kasiu,
      Z perfumami mam kilka wspomnień jak np. wyżej wspomniana pierwsza podróż do Portugalii i Lizbony. A Hugo Boss kojarzy mi się z Londynem, bo tam ten zapach kupiłam po raz pierwszy 🙂
      Z pozostałymi moimi zapachami nie wiążą się raczej żadne szczególne wspomniena.

      Przesyłam pozdowienia,
      E.

  18. mimi pisze:

    fragmenty pracy przeczytam z przyjemnością, zwłaszcza po lekturze wszystkich biografii Chanel ( w ogóle nie czytam biografii ale dla Coco zrobiłam wyjątek;)
    Chanel 5 to zdecydowanie "mój" zapach chociaż nie mam go w swojej kolekcji (mama ma więc pożyczam), uważam że powinien być on formą nagrody więc czekam na okazję.
    lubię zapachy ciężkie lub choćby kwiatowe. owocowych nie-nawet latem ( uważam że owoce to w wc można stosować:)
    na razie Avignon CdG zdecydowanie przeważa ("hmm- byłaś rano w kościele?"-usłyszałam niedawno;)

    poza tym lubię i używam zapachy męskie, ostatnio Religion, czasem Fahrenheit lub Grey Flannel

  19. :)))))) Moja mama bezskutecznie namawiała mnie na fryzurę ala Mirelle! A tu patrz jaka niespodzianka, jednak komuś się podobała hehe. Co do ulubionych zapachów. Od kilku lat prawie że cały czas DKNY po kolei zielone, różowe, edycje specjalne "jabłuszek" zdarzyła się też woda z serii pure. Na lato chętnie Escada. Dla mnie o tyle ciekawe bo główna linia bardzo podobna, a sezonowo zmieniają się nuty. Niby tak samo a jednak inaczej.

    Świetnie że odświeżyłaś tego starego posta – pewnie nigdy bym się do niego nie dokopała, a tak dałaś się poznać:)))

    miłego weekendu! // k

  20. Edyta De pisze:

    Dość późno znalazłam tego posta, ale i tak dodam swoje trzy grosze. 🙂 Od lat jestem fanką dwóch zapachów Hugo Bossa – Woman and Femme. Na wieczór z reguły wybieram Irresistible Givenchy. Za to jeśli mam ochotę na lekki zapach, wtedy sięgam po Parisienne YSL albo Chanel Chance (Chance było prezentem, i okazało się bardzo udanym). Przyznam, że fanką No. 5 nie jestem.

    Podzielę się też dwoma zapachowymi wycieczkami 🙂 Parę miesięcy temu miałam okazję odwiedzić butik Serge Lutens w Paryżu (Galerie de Valois) i była to perfumeria bardzo wyróżniająca się na tle sklepów dla turystów, bądź innych drogich butików. Wszystkie zapachy były tej samej marki, prezentowane przez elegancko ubrany personel w ciemnym wnętrzu z nastrojowym oświetleniem. W sieciówkach zawsze unosi się ostry i często mdlący zapach przypadkowych perfum – w tym butiku tego nie było, dzięki czemu można było dokładnie poczuć każdy indywidualny zapach na papierku. Ceny zaczynały się od około 70 euro (i szły ostro do góry). Miłośnicy perfum mogą ten sklep śmiało dodać do planu zwiedzania Paryża.

    Natomiast jeśli chodzi o produkcję perfum, to słynie z tego miasteczko Grasse na południu Francji. Jest tam parę producentów, którzy oferują wycieczki dla turystów, gdzie można się dowiedzieć wiele na temat produkcji zapachów, ich składników i procesów. O ile się nie mylę No 5 pochodzi z jednej tych pracowni w Grasse?

    Pozdrawiam, E.D.

  21. Anonimowy pisze:

    Ciekawy blog, bliskie memu serce pasje. A propos przygody z perfumami, to zaczęła się ona od perfum Masumi firmy Coty, potem było Evasion f.Bourjois, krótka przygoda ze Soir de Paris (bardziej chyba dla opakowania niż zapachu), po drodze wiele prób i niewypałów. Zniknął, podobnie jak wielu Paniom, ukochany zapach, w moim przypadku: Nuit d'orchidee Yves Rocher, pozostał na dzień Light blue D&G oraz Code Armaniego na wieczór. 5 od Chanel nie lubię, bo byłam nią namiętnie epatowana przez nielubianą nauczycielkę, stąd awersja:) Dziękuję za przepis na fondant czekoladowy i życzę powodzenia na drodze kariery blogerskiej:))))
    awa2001

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Madame Edith i perfumy


W wyniku Waszego zainteresowania wpisem „O Madame Edith” postanowiłam podzielić się kolejnym tematem związanym z moimi [...]
@MadameEdith on Instagram