Makijaż permanentny – moje wrażenia po 8 latach

23 sierpnia 2017

makijaż permanentny

Niedawno we wpisie o naszej łazience wspomniałam Wam, że mam mało kosmetyków i na co dzień nie maluję oczu ze względu na to, mam makijaż permanentny i po prostu nie muszę. Poza tym czasami noszę soczewki zamiast okularów i nie cierpię jak tusz czy cień obsypuje mi się do oka. Wyraziłyście zainteresowanie tematem, więc spieszę z opisem moich wrażeń po 8 latach, jakie właśnie mijają od mojego pierwszej wizyty na fotelu lingerystki. 

Makijaż permanentny często utożsamiany jest z tatuażem. Jest to niewłaściwe rozumienie tego pojęcia. Makijaż robi się innym sprzętem, a pigment jest wprowadzany tylko w wierzchnią warstwę skóry, a nie wgłąb naskórka i dodatkowo skóry właściwej. W zależności od okolicy i rodzaju skóry zabieg należy powtarzać co 1-3 lata, bo wraz ze złuszczaniem naskórka złuszcza się też pigment i po pewnym czasie makijaż może zupełnie zniknąć.

Makijaż permanentny – dla kogo?

  • Jeśli nie malujecie oczu, bo np. tak jak ja nosicie soczewki i nie lubicie gdy drobinki tuszu czy cienia do powiek wsypują się Wam do oka i zostają na soczewce
  • lub wręcz przeciwnie: jeśli nosicie okulary, ale bez nich nie jesteście w stanie się równo pomalować, bo po prostu niewiele widzicie, a mimo wszystko chciałybyście dobrze wyglądać i to od razu po przebudzeniu,
  • jeśli malujecie oczy i robicie codziennie kreskę górną lub też i dolną, ale eye-liner potrafi Wam się niespodziewanie rozmazać czy też samo jego użycie jest dla Was skomplikowane.
  • Z makijażu permanentnego korzystają też często panie, które w wyniku leczenia straciły rzęsy, brwi czy włosy. Makijaż taki nadaje wtedy twarzy rysy i bardzo poprawia samopoczucie w czasie trudnej walki z chorobą.
  • Makijażu permanentny wykorzystują też mężczyźni, którzy stracili włosy i chcą mieć je domalowane – tak, by to wyglądało jakby golili głowę (lingerystka robi na całej głowie w naturalnie przebiegającej linii włosów wówczas kropki imitujące meszki włosowe).
  • Bywa, że są panie, które za bardzo wyskubały sobie kiedyś brwi, bo np. taka była moda, a teraz już w tych miejscach nie chcą im rosnąć włoski i nie są w stanie odbudować swoich własnych brwi.

Powodów do podjęcia decyzji o makijażu może być wiele. U mnie zadecydowała wygoda i oszczędność czasu, bo mimo, że potrafię się ładnie pomalować, to gdybym miała robić to codziennie, traciłabym w łazience 30 minut rano (tyle zajmuje mi naprawdę staranny i wystrzałowy makijaż) i potem kilka dodatkowych minut wieczorem, by zmyć z twarzy tę „maskę piękności”, jak ją określa Monsieur 😉

Makijaż permanentny – ile to kosztuje?

Ceny są różne w różnych miastach i zasadniczo dolna granica wynosi obecnie ok. 400-500 zł za kreskę dolną/górną do ok. 2000 zł za brwi lub usta z wypełnieniem. Najlepiej sprawdzać na stronach interesujących nas salonów kosmetycznych czy u indywidualnych lingerystek. W dalszej części napiszę Wam ile sama płaciłam za swój pierwszy makijaż 8 lat temu, a ile za kolejne uzupełnienia.

Makijaż permanentny – jak się przygotować do zabiegu?

Obecnie popularne są odżywki do rzęs i brwi. Te z Was, które się z nimi nie rozstają muszę rozczarować: minimum na 4-6 tygodni przed zabiegiem należy je odstawić, bo podrażniają skórę. Trzeba też zdjąć sztuczne rzęsy, jeśli macie zamiar robić kreski górne lub dolne. To konieczność, bo lingerystka rysuje kreskę także w linii rzęs i te sztuczne by jej bardzo przeszkadzały. W przypadku brwi zalecana jest mikrodermabrazja lub mocniejszy peeling, by barwnik lepiej się przyjął. Jeśli zaś stosujecie hennę, wówczas po takim zabiegu odczekajcie ok. 1 tygodnia zanim oddacie się w ręce lingerystki.

Makijaż permanentny – co się dzieje po zabiegu?

Bezpośrednio po zabiegu barwa kresek/brwi/ust jest dość intensywna, nawet w przypadku makijażu delikatnego. Możecie mieć wrażenie, że macie wielkie, ciemne „placki” w malowanych miejscach. Ale spokojnie! Nie należy się tym martwić, gdyż w ciągu 3-8 dni zabarwienie zblednie do 50% barwy wyjściowej i stopniowo makijaż będzie odchodził w postaci takich jakby strupków (ale bezkrwawych – będzie złuszczał się tylko barwnik). Te „strupki” wyglądają tak – nic strasznego, mogę Was zapewnić:

makijaż permanentny

Zobaczcie jak ten proces przebiegał u mnie. Poniższe zdjęcie zrobiłam zaraz po przebudzeniu, bez make-upu, przed myciem twarzy czy oczu po ostatniej korekcie w ubiegłym roku. Widać na nim te „strupki” (zaznaczyłam je na czerwono), jakie znalazłam na oczach po całej nocy. Schodziły stopniowo, od ok. 5 dnia po zabiegu do ok. 8-9 dnia (u niektórych schodzą w całości już w ciągu 4-5 dni, to zależy od skóry). Na zdjęciu nie miałam jeszcze makijażu brwi, który robiłam niedługo później, więc w porównaniu do poprzednich możecie zobaczyć różnicę i delikatne cieniowanie brwi.

makijaż permanentny

Przez kilka dni po zabiegu miejsca napigmentowane należy traktować ze szczególną uwagą. Skóra poddana pigmentacji nie może być myta mydłem, ani traktowana innymi kosmetykami niż zalecane przez linergistkę (dostałam jedynie krem nawilżający do nawilżania i wklepywania w te miejsca, niektóre lingerystki polecają zwykłą wazelinę). Nie należy korzystać z sauny, solarium, zabiegów SPA oraz basenu, bo kreski / brwi / usta mogą szybciej zejść wraz z barwnikiem. Nie należy stosować cieni i maskary do rzęs, ani mocno pocierać barwionej powierzchni. Co 2-3 godziny trzeba delikatnie wklepać krem, bo w miejscach tych możecie czuć ściągniętą skórę.

Makijaż permanentny – korekta:

W momencie korekty, która jest najczęściej obowiązkowa, efekt zabiegu zostaje wzmocniony, a wszelkie niedoskonałości wyrównane. Po korekcie postępujemy tak samo jak po pierwszej wizycie. Pierwsza korekta jest zwykle wliczona w cenę zabiegu, a kolejne (np. po roku, dwóch lub trzech) są przeważnie znacznie tańsze od zrobienia makijażu za pierwszym razem. I co ważne: zrobienie korekty zajmuje znacznie mniej czasu i jest zdecydowanie mniej bolesne.

Makijaż permanentny – po zagojeniu:

Po zagojeniu makijaż nie sprawia żadnych większych trudności i nie trzeba o niego specjalnie dbać. Jedynie nie można się mocno opalać zwłaszcza w pierwszym okresie po zabiegu, bo świeży pigment może zmienić kolor. Nie należy też używać mocnych peelingów np. do ust, by zbyt szybko nie wytrzeć koloru. Generalnie zasada jest taka, że usta trzymają się najkrócej i ma to związek z tym, że najczęściej i najszybciej ich skóra ulega złuszczeniu. Z tego też powodu raczej odradza się robienie ust zimą, gdy skóra na nich jest wyjątkowo wyschnięta. Ponoć relatywnie najdłużej trzymają się kreski górne i dolne, a średnio długo brwi.

Wszystko zależy jednak od rodzaju skóry – na skórze tłustej makijaż trzyma się krócej niż na suchej czy mieszanej. Ponoć osoby cierpiące na niedoczynność tarczycy też noszą makijaż permanentny krócej, niż te nie mające problemów z tym organem. Według mnie to kwestia bardzo indywidualna: wszystko zależy też od głębokości takiego makijażu i liczby rysunków (czyli warstw), jakie kładzie lingerystka. U mnie w przypadku brwi były to tylko 2 rysunki, a w przypadku kresek aż 4 i dlatego są one dużo bardziej widoczne, a w przypadku brwi został tylko delikatny cień między moimi naturalnymi włoskami. Inna była też technika wykonania obu makijaży oraz oczywiście kolor – kreski mam czarne, a brwi w kolorze „mocca” – pod kolor do moich naturalnych włosów.

Makijaż permanentny – czy to boli?

Odpowiedź nie jest wcale prosta, bo i tak i nie. Pierwszy rysunek brwi nie bolał mnie ani trochę, czułam jakby lekkie drapanie naskórka. Dopiero przed drugim dostałam znieczulenie (w postaci cieniutkiej warstwy maści zawierającej lidokainę) i było to także w zasadzie bezbolesne.

W przypadku kresek było gorzej, bo ta okolica uznawana jest na najtrudniejszą. Przez zabiegiem miejsca malowania są smarowane np. cienką warstwą maści Emla, ale tu też nie ma reguły, bo w każdym salonie używają innych substancji, choć Emla jest chyba najbardziej powszechna. Pierwsze dwa rysunki są w miarę ok i zupełnie nie przeszkadza Wam bzyczenie igły (przypomina komara latającego nad uchem). Potem jednak pojawiają się schody i zaczyna się odczuwać ból, ale to też kwestia bardzo indywidualna. Tak czy siak, podczas malowania łzy leją się strumieniami, trzeba robić przerwy, a z gabinetu wychodzicie zapłakane i opuchnięte. Nic z tym nie zrobicie, to naturalna reakcja oczu. Taka jest rzeczywistość i lingerystka o tym wie i się nie złości, że np. drga Wam powieka i nie możecie w żaden sposób tego opanować. Po zabiegu najlepiej jest udać się do domu i już nigdzie nie wychodzić. Kolejnego dnia nadal utrzymuje się lekka opuchlizna, ale wygląda się już „jak człowiek” i spokojnie można iść do pracy / na uczelnię / na spotkanie. Trzeba tylko pamiętać o zabraniu ze sobą kremu, by w toalecie można było za pomocą higienicznego patyczka co 2-3 h lekko nawilżyć świeżo zrobione kreski.

Przy malowaniu ust można skorzystać ze znieczulenia stomatologicznego, ale nie każda lingerystka je poleca ze względu na to, że niekiedy powoduje opadnięcie kącików ust i wówczas trudno jest zrobić dobry rysunek makijażu. Ust nie robiłam, więc nie powiem Wam czy faktycznie są bolesne czy nie i czy da się „przeżyć” ten zabieg po nałożeniu samej maści.

Generalnie ból przy makijażu permanentnym jest kwestią indywidualną i po rozmowach z lingerystkami wiem, że klientki różnie reagują. W każdym razie samo malowanie nie trwa dłużej niż ok. 1h i zawsze możecie poprosić o dołożenie kolejnej warstwy znieczulenia.

Makijaż permanentny – higiena:

Każda szanująca się lingerystka dezynfekuje przy Was narzędzia i zakłada sterylną igłę. Wygląda ona na strasznie długą (jak do zastrzyku), ale w rzeczywistości niemal w całości chowa się w urządzeniu i wystaje tylko maciupeńki fragment, na który nabierany jest pigment.

Pigmenty dobierane są indywidualne i jeśli obawiacie się odczynu alergicznego, to możecie się umówić na próbę, by sprawdzić czy nie pojawi się odczyn alergiczny.

Makijaż permanentny – moje doświadczenia:

Zacznijmy od początku: w mojej pierwszej pracy, jeszcze na studiach, miałam dwie bardzo dobre koleżanki. I najpierw jedna z nich zrobiła sobie kreski u polecanej przez jej znajome lingerystki, a zaraz potem, po zobaczeniu efektu, na kreski zdecydowała się druga. Gdy zobaczyłam efekt na obu dziewczynach, od razu wiedziałam, że nie ma się nad czym zastanawiać. Już po pierwszym dniu, mimo lekkiej opuchlizny i zaczerwienionych powiek wyglądały genialnie, a efekt był fenomenalny! Po paru dniach strupki odpadły, skóra wygoiła się i ukazał się docelowy makijaż. Po miesiącu obie miały oczywiście poprawki.

I tak mimo, że wszystkie robiłyśmy kreski w tym samym miejscu i to w ciągu jednych wakacji, to w zależności od grubości i długości kresek każda z nas zapłaciła inną cenę, bo wtedy od ok. 350 do 450 zł za opcję „góra + dół”. Pamiętam, że moje poprawki po niecałych 3 i kolejnych 4 latach kosztowały bodajże 150 i 200 zł, więc naprawdę niedrogo. Stawki makijażu idą systematycznie w górę, bo usługa ta staje się coraz popularniejsza, a kolejki wydłużają się. Teraz płaci się znacznie więcej i jedna kreska potrafi kosztować nawet 800-1000 zł. Aktualne ceny najlepiej sprawdzać na stronach gabinetów.

Kreski dolne (niepełne – zobaczcie na poniższym zdjęciu) i górne robiłam po raz pierwszy 8 lat temu, dokładnie w sierpniu. Od tego czasu byłam na poprawce tylko 2 razy, a przez ten czas efekt był w zupełności zadowalający, a kreski tylko delikatnie zmieniały kolor z czerni na grafitowy – stawały się po prostu mniej intensywne i gdybym poczekała pewnie ze 2 lata sądzę, że niemal nie byłoby po nich śladu. Niestety nie mam zbyt wielu zdjęć sprzed pierwszego zabiegu, na których widać byłoby tę różnicę, ale mam zdjęcia z ubiegłego roku, gdy robiłam korektę.

makijaż permanentny

Makijaż permanentny – gdzie robić makijaż?

Generalnie nie chcę Wam nikogo polecać, ani odradzać. Brwi robiłam u lingerystki, która w rankingach jest uznawana „za nr 1 w Warszawie” i jest bardzo wychwalana na forach internetowych, u takiej, która słono każe sobie płacić i u której w poczekalni spotkacie panie z telewizji. Kreski górne i dolne robiłam zaś u skromnej lingerystki z małego miasta pod Warszawą, którą polecały mi koleżanki i do której poszłam te 8 lat temu. I powiem Wam jedno: z efektu kresek robionych w małym salonie byłam zawsze bardziej zadowolona niż z brwi robionych w luksusowych warunkach, które po prostu wyszły zbyt blado i są naprawdę mało widoczne w porównaniu do efektu „przed”.

Najlepiej według mnie, iść do osoby zaufanej, niekoniecznie z wypasionym gabinetem czy salonem makijażu w ekskluzywnym budynku. Warto porozmawiać z koleżankami, które mają taki zabieg za sobą, podpytać i porozmawiać. Zapytać o warunki higieniczne, odwiedzić salon czy gabinet, wypytać się o stawki itd. Terminy oczekiwania są zwykle dość długie, więc tym się nie przejmujcie. Ważne, by makijaż został zrobiony dobrze, bo nie zawsze da się go łatwo zatuszować, a poprawiać jest trudniej, niż robić od zera i więcej to kosztuje (nie tylko nerwów, ale i pieniędzy).

Makijaż permanentny – podsumowanie:

Generalnie jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na ten rodzaj makijażu. Dla mnie ma same zalety i pewnie w przyszłym roku lub za półtora odświeżę ponownie kreski, a dodatkowo poszukam nowego gabinetu specjalizującego się w brwiach. Ze swojej strony bardzo go Wam polecam, bo to ogromna wygoda i komfort.

Gdybyście miały jakieś pytania – piszcie śmiało w komentarzach.

Do przeczytania!

E.

Podobne wpisy

Komentarze

6 odpowiedzi na “Makijaż permanentny – moje wrażenia po 8 latach”

  1. ania napisał(a):

    byłam bardzo niezadowolona ze swoich brwi, które były bardzo rzadkie, jakieś takie nierówne, płaskie. bez podkreślania ich kredką lub cieniem nie wychodziłam z domu, bo najzwyczajniej w świecie moja twarz była bez wyrazu.

    makijaż permanentny brwi niesamowicie poprawił jakość mojego życia – budzę się i mam rysy twarzy! brwi nabrały wyrazu, dostały nowy, pasujący kształt – no bajka!

    tylko trzeba trafić na profesjonalistkę – w tym przypadku cena zazwyczaj gra rolę. nie zdecydowałabym się oddać w ręce osoby, która taki makijaż brwi oferuje w Warszawie za 200 czy 300 pln i nie prezentuje efektów swojej pracy. akurat na tym zabiegu oszczędzać nie warto.

    dla przykładu – już w lipcu tego roku umawiałam się na wiosnę 2018 (poprawki po ok 2 latach), bo moja lingerystka jest dosłownie rozchwytywana:)

    • Madame Edith napisał(a):

      O widzisz! Dokładnie mam takie same doświadczenia. Cena takiego makijażu w ostatnich latach bardzo poszła do góry. Ale to dotyczy chyba faktycznie tylko najlepszych lingerystek, które nie mogą się „opędzić” od klientów. Nigdy nie zdecydowałabym się na zakup np. grouponu na tego typu zabieg, a wiem, że często się pojawiają tego typu oferty za 50% ceny. Moim zdaniem, tak jak piszesz, nie warto ryzykować. I jeszcze dodam, że zdjęcia na stronach czy facebooku salonów wg mnie bardzo niewiele mówią. Moje brwi na zdjęciu przed i po wyglądały kompletnie inaczej, normalnie metamorfoza w 100% i efekt „wow!”. A po zejściu strupków już takich rewelacji nie było. A wiadomo, że lingerystka robi fotki na fotelu, zaraz przed i po zabiegu, dodatkowo podkreśli efekt swojej pracy ładnym makijażem itd., więc wszystko wygląda super hiper. Osobiście byłam nieco zawiedziona efektem finalnym, nawet po korekcie. Sądzę, że za kilka miesięcy efekt zniknie zupełnie i będę musiała robić brwi zupełnie od zera.

    • Magda napisał(a):

      @Ania- czy moge prosic na priv info gdzie wykonywalas makijaż brwi (fogelka@gazeta.pl). Przymierzam sie od kilku miesiecy, ale mam duze obawy jaki bedzie efekt tzn. czy będzie ładny. Salonów w Wawie jest na pęczki i wyrastają nowe jak grzyby po deszczu. Koleżanka robiła w renomowanym salonie i efekt bardzo marny 🙁

    • Joanna napisał(a):

      @ Ania Czy ja mogę też poprosić namiar na twoją lingeristkę
      na; asiajankowska@yahoo.com
      Dziękuję

  2. Marta napisał(a):

    Dziękuję za ten post, zawiera wiele przydatnych informacji :-)!

  3. gin napisał(a):

    Ja bym chyba takiego zabiegu nie przeżyła; nie znoszę, jak mi się majstruje przy oczach, każda wizyta u okulisty to trauma, a soczewki odstawiłam po dwóch tygodniach, bo ich zakładanie, wyjmowanie i fakt, że mam coś w oku doprowadzały mnie do szału…
    Ale zgadzam się; to musi być szalenie wygodne 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Makijaż permanentny – moje wrażenia po 8 latach


Niedawno we wpisie o naszej łazience wspomniałam Wam, że mam mało kosmetyków i na co dzień nie maluję oczu ze względu na to, mam makijaż [...]
@MadameEdith on Instagram