Metamorfoza kuchni

3 października 2017

metamorfoza kuchni

Metamorfoza kuchni była już planowana od co najmniej półtora roku, gdy zdecydowaliśmy się na dodatkowe szafki kuchenno-przedpokojowe (pisałam o tym w oddzielnym wpisie wiosną ubiegłego roku). Cały czas nie mogliśmy się jednak zebrać i odkładaliśmy tę inwestycję w czasie ze względu na niemałe koszty.

Przyczyną zmian w głównej mierze początkowo był kolor frontów. Nasze białe meble bowiem na przestrzeni kilku lat stały się głęboko kremowe. Stolarz, który je dla nas robił, mimo zapewnień, użył tańszego surowca. Fronty były oklejane folią, a nie lakierowane! Rezultat był taki, że pod wpływem światła mocno zmieniły kolor i wyglądały jak pożółkłe.

Uważajcie więc na „fachowców” i bierzcie gwarancję na takie rzeczy. Nie róbcie też nic „na gębę” i bez pisemnej umowy, bo to ma krótkie nogi. Problem jednak polegał na tym, że my się w ogóle w tamtym czasie nie znaliśmy na tych sprawach. Dla nas front błyszczący taki po prostu był i nie zastanawialiśmy się nad tym czy jest foliowany czy lakierowany. Serio, nie sądziliśmy, że robi to jakąkolwiek różnicę. Zostaliśmy wprowadzeni w błąd, bo stolarz zapewniał, że kolor utrzyma się długie lata. Mamy nauczkę i teraz już jesteśmy ostrożni.

Różnica w kolorze – zdjęcie zrobione po I etapie wymiany frontów:

metamorfoza kuchni

Drugą kwestią, jaka zaważyła o zmianie kuchni była zabudowa kąta z lodówką. Ciągle bowiem wahaliśmy się co zrobić z naszą dotychczasową chłodziarką. Psuła się bowiem regularnie i średnio co 6-8 miesięcy musieliśmy wymieniać zawiasy, które uszkadzały się wyrywkowo. Każdy taki zabieg kosztował nas nie dość, że wyprawę na drugi koniec Warszawy do specjalistycznej hurtowni, to jeszcze wiązał się z wydatkiem 100 zł. W sumie w ciągu 6 lat do lodówki za 1800 zł dołożyliśmy ok. 1/3 jej wartości. Nie mówiąc o tym, że każda wymiana wiązała się z jakimś nakładem pracy, a raz, gdy padł zawias w zamrażalce, to nie dało się jej w ogóle zamknąć. Po prostu zablokowała się i tyle. Wówczas niemalże cała zawartość wylądowała w koszu (bo naturalnie, jak na złość, miało to miejsce w lipcu – w czasie największych upałów). Z jednej strony lodówka była de facto sprawna, a z drugiej regularnie niszczyły się w niej zawiasy i nawet te wymienione po pewnym czasie psuły się kolejny raz. Po prostu bubel i jakiś wielki błąd konstrukcyjny lub … celowe działanie producenta, by zarobić na częściach?

Zresztą, w miarę szybko okazało się, że lodówka przeznaczona do zabudowy tylko ładnie wygląda. Przy naszym trybie życia i regularnym gotowaniu jest dla nas pod względem objętości dosłownie na styk i nie obrazilibyśmy się, gdyby była większa. W lipcu br. popsuł się kolejny zawias i powiedziałam Monsieur, że ją wyrzucamy, bo mam jej serdecznie dość. Szukanie nowej nie było łatwe, bo przez tych kilka lat sporo się pozmieniało na tynku dużych sprzętów AGD. Pojawiły się nowe systemy i rozwiązania.

Nasza poprzednia zabudowa:

metamorfoza kuchni

Pytaliśmy się Was o polecane marki i modele. Jak zwykle nas nie zawiedliście i dostarczyliście mnóstwo pomocnych informacji. Po kilku wizytach w sklepach i obejrzeniu wielu modeli, zdecydowaliśmy się na lodówkę mającą prawie 210 cm wysokości. W dodatku to model „do obudowy”, co znaczy mniej więcej tyle, że może być dość ciasno obudowana meblami i musi mieć tylko zostawioną niewielką szparę na górze.

Póki co jesteśmy z niej zadowoleni. Jak do tej pory (poza wysoką ceną, która dość znacząco przekroczyła nasz planowany budżet) zauważyliśmy tylko jeden poważny mankament: front lodówki dość łatwo się rysuje i łatwo „przyjmuje” odciski dłoni lub palców. W sklepie wydawało się, że jej powłoka jest super i że nic nie będzie widać, ale w praktyce wyszło coś zupełnie innego. I to jest spory minus, ale zdaję sobie sprawę, że nie można mieć wszystkiego i pewnie przy innych modelach też pojawiłyby się jakieś „ale”. Na plus mogę za to zaliczyć ogromną pojemność, która wynosi aż 350 litrów – to o ponad 80 litrów więcej niż w naszej dotychczasowej lodówce. I powiem Wam, że tę różnicę bardzo czuć i to zarówno w przypadku zamrażalnika, jak i komory chłodzącej.

Tak więc samoczynnie kwestia lodówki w pewnym momencie się rozwiązała. Kupiliśmy nową i w związku z tym musieliśmy pozbyć się całej zabudowy z wnęki, która dotychczas skrywała naszą lodówkę. Oczywiście nie bez znaczenia był też fakt, że dowiedzieliśmy się, iż niedługo powitamy na świecie Małego Monsieur. Wiedzieliśmy, że wprowadzamy zmiany teraz albo dopiero gdy Maluch podrośnie. Nie pozostało nam nic innego, jak szybko zaprosić naszego stolarza i poprosić o wymiarowanie i zaprojektowanie nowych szafek. Nie powiem, musieliśmy tym samym znacznie przeszacować nasz budżet.

Zrezygnowaliśmy z wakacji, na które w zasadzie i tak nie moglibyśmy pojechać ze względu na ciążę i zakaz długich lotów. Zostaliśmy w domu i pilnowaliśmy naszego projektu. Przy okazji z przebudowy kuchni zrobiła się też przebudowa mebli w przedpokoju i łazience, więc w rezultacie nasze działania okazały się być zakrojone na dość szeroką skalę. Ze względu na przekładanie pracy przez stolarza realizacja wydłużyła się w czasie o dobrych 5 tygodni. W między czasie wychodziły różne rzeczy, które wymagały dodatkowych prac, lakierowania itd. W końcu ostatecznie 2 tygodnie temu zakończyliśmy działania na froncie kuchennych robót.

Zmieniliśmy wszystkie szafki wiszące oraz zabudowę wnęki z lodówką. Szafki pod blatem pozostały bez zmian – wzbogaciły się tylko o nowe fronty i okucia.

Kuchnia w trakcie prac wyglądała tak:

metamorfoza kuchni

Ponownie w kuchni postawiliśmy na kolor biały. Tym razem w półmacie, choć wygląda na mat (nasz stolarz jednak uświadomił nas jaka jest różnica między matem i półmatem i okazało się, że wykończenie matowe jest jakby welurowe i znać na nim każdy ślad, więc jest niesamowicie rzadko wybierane z czysto praktycznych względów). Wybraliśmy też nowe, znacznie mniejsze uchwyty, które zainstalowane są do wysokości blatu. w pozostałych szafkach mamy otwieranie typu „tip-on”.

Uchwyty udało nam się dobrać w odcieniu lodówki. Są bardzo wygodne i będą bezpieczne dla Małego Monsieur, jak już zacznie buszować po całym mieszkaniu. Nasze poprzednie uchwyty były zdecydowanie bardziej masywne i całkiem ostro zakończone, więc nawet nam zdarzało się o nie zadrapać.

Na zdjęciu kuchnia po II dniu prac, gdy jeszcze nie wszystkie fronty były wymienione – widać różnicę w kolorze, jak i pomiędzy nowymi i starymi uchwytami:

metamorfoza kuchni

Wymieniliśmy też listwy dookoła blatu. Z tych w kolorze aluminium na białe. Podobną zmianę czekała listwa przypodłogowa, która także jest obecnie w kolorze białym (wcześniej była w kolorze aluminium – jak na powyższym zdjęciu). Dodatkowo, przezornie, zainstalowaliśmy w naszym barku pod półwyspem kluczyk, by Bąbelek pewnego dnia nie postanowił spróbować wszystkich domowych nalewek, które tam trzymamy 😉

Kuchnia od strony barku przed zmianą:

Do tej pory szafka była zamykana na „tip-on”, ale szybko przekonaliśmy się, że o ile jest to rozwiązanie estetyczne, to w miejscu, do którego dotykamy często kolanem (barek jest pod blatem od strony pokoju) regularnie się otwierał, co było dość irytujące. Teraz dzięki zamkowi nasze zasoby alkoholowe będą pod totalną kontrolą i nikt niepowołany się do nich nie dobierze. Nawet przypadkiem 😉

Barek po zmianie z zamkiem na kluczyk:

metamorfoza kuchni

W nowej kuchni mamy więcej przestrzeni do zagospodarowania, bo szafki wiszące sięgają pod sam sufit. Tak samo wzbogaciliśmy się o szafkę nad lodówką. Co ciekawe: dodatkowo „wycięta” listwa nad lodówką jest demontowana, dzięki czemu lodówkę można łatwo wysunąć (jest ona bowiem wyższa w głębi o ok. 3 cm ze względu na agregat przyczepiony na górze – nie widać tego od frontu, ale bez tej ruchomej listwy nie dałoby się jej wyciągnąć).

metamorfoza kuchni

Dużą zmianą jest też rezygnacja z funkcji pochłaniacza w okapie. Zastąpiliśmy ją ukrytą w szafkach porządną rurą, która prowadzi do wywiewu. Teraz zamiast pochłaniacza mamy najprawdziwszy wyciąg kuchenny, którego efektywność jest zdecydowanie większa.

Kuchnia w trakcie zmian – widać pochłaniacz i dziurę u góry w ścianie przygotowaną pod montaż rury z okapu:

Po zmianie:

metamorfoza kuchni

Wymontowaliśmy też płytę grzewczą, by wyczyścić pod nią blat. Nie widać tego na co dzień, ale między płytą, a blatem zebrało się sporo tłuszczu i kurzu, który trzeba było usunąć:

metamorfoza kuchni

Nasz drewniany bal pozostał bez zmian, ale czeka nas jeszcze jego renowacja, bo już się nieco podrapał i przydałaby mu się warstwa odpowiedniego lakieru. Tego zadania jednak nie chciał się podjąć nasz stolarz i musimy znaleźć fachowca specjalizującego się w drewnie. Jeśli znacie jakiegoś, to prosimy o polecenie 🙂

Z bajerów zdecydowaliśmy się jeszcze na dodatkowe oświetlenie ledowe pod szafkami. Jest idealnie ukryte w panelu maskującym i nie wystaje nawet na milimetr. Najfajniejszy efekt daje oczywiście wieczorem. Mała rzecz, a cieszy.

 

Metamorfoza kuchni – podsumowanie:

Kuchnia dzięki zmianie jest zdecydowanie jaśniejsza. Bardzo lubię takie sterylne pomieszczenia i jeśli zastanawiacie się czy mam świadomość, że biała kuchnia mocno się brudzi, to oczywiście mam! Powiem więcej: biała kuchnia brudzi się dokładnie tak samo jak czarna, zielona czy szara. Po prostu pewne rzeczy bardziej na niej widać. Tak samo jak na jasnej podłodze. To tylko bardziej mobilizuje do sprzątania, jeśli chce się mieć czysto. A my akurat lubimy porządek i dbamy o niego szczególnie w pomieszczeniu, w którym przygotowujemy jedzenie.

Biała kuchni nawet w pochmurne jesienne dni jest niebywale jasna, co przekłada się też oczywiście na zdjęcia. Zmiany, prócz oczywistej kwestii finansowej, wymagały od nas dużo pracy i wysiłku, bo wszystko trzeba było powyjmować z szafek i przez 3 tygodnie większość rzeczy mieliśmy poukładanych w pudełkach i eko torbach. Było to uciążliwe, zwłaszcza gdy chcieliśmy coś ugotować, ale daliśmy radę. Teraz za to jeszcze chętniej spędzamy czas w kuchni i zauważyłam, że oboje znacznie bardziej o nią dbamy. Wszystko jest w idealnym porządku 24/7, no może poza momentami, kiedy akurat gotujemy 😉

Do przeczytania!

E.

metamorfoza kuchni

Podobne wpisy

Komentarze

11 odpowiedzi na “Metamorfoza kuchni”

  1. Wiesia napisał(a):

    Madame,
    czy w kuchni macie 2 kratki wentylacyjne, czy jedną?

    • Madame Edith napisał(a):

      Wiesiu,
      mamy dwie – jedna jest ukryta w szafce za lodówką (stąd trzeba było porobić różne dziwne otwory w szafkach okalających lodówkę, by była odpowiednio wentylowana), a druga to ta, do której podłączony jest wyciąg. Kawałek dalej jest kolejna, ale to już bardziej w części pokojowej, bo mamy aneks kuchenny połączony z częścią dzienną.

  2. Agnieszka napisał(a):

    Witam, kuchnia naprawde piekna. Mam pytanie, czy obok szafki – barku macie grzejnik i czy nie uwazasz ze to moze nie sluzyc nalewkom i alkoholom?

    • Madame Edith napisał(a):

      Agnieszko,
      tak, faktycznie tam jest mały grzejnik, ale my go w ogóle nie używamy. Większy kaloryfer mamy pod oknem w pokoju. Nawet zastanawialiśmy się na początku nad usunięciem tego kuchennego, ale na wszelki wypadek został. W szafce mamy dziurę i jakby co można go włączyć, gdyby w mieszkaniu było zimno, ale do tej pory nam się nie zdarzyło. Oczywiście tak jak piszesz: wtedy dobrze byłoby przenieść alkohole w inne miejsce. Zresztą część win i tak stoi w szafce z winami w innym miejscu, bo ten nasz barek nie mieści wszystkich butelek 😉
      Serdecznie pozdrawiam
      E.

  3. Skaje napisał(a):

    Kuchnia wygląda świetnie, faktycznie różnica ogromna, stare fronty pożółkły okropnie. Niestety, nie dziwi mnie to – mój ojciec jest stolarzem i często zdarza się mu być zatrudnianym do poprawek po kimś innym ;/

  4. Iwona napisał(a):

    Piękna kuchnia😀 a czy można prosic o namiary na Waszego stolarza? Widząc efekt waszych zmian, też zachciało mi się zmian w kuchni 😀

    • Madame Edith napisał(a):

      Iwono,
      nie chciałabym podawać takich informacji publicznie, bo to dane osobowe. Jeśli jesteś zainteresowana, to napisz mi proszę maila na edith@madameedith.com
      Ale od razu dodam, że nie jesteśmy z tej kuchni w 100% zadowoleni. Pewne rzeczy mogłyby być zrobione lepiej i do tego mieliśmy obsuwę łącznie ok. 2 miesięcy, więc miej to na uwadze.
      Serdecznie pozdrawiam
      E.

  5. Anna napisał(a):

    Madame, czy mogłabyś podać namiary na lampę sufitową.

  6. Kate napisał(a):

    Witaj,
    trafiłam na Twój blog zupełnym przypadkiem (szukałam porównania Wysp Kanaryjskich :)) i jestem zachwycona!
    Przechodzę od wpisu do wpisu i bardzo zaciekawił mnie drewniany blat w kuchni.
    Pewnie sporo na nim pracujesz, a wygląda na stan bardzo dobry.
    Czy mogłabyś coś napisać dla osób, które wykańczają swoje pierwsze mieszkanie, bardzo podobają im się blaty drewniane, ale z powodów pragmatycznych zaczęły myśleć o kamieniu??
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Metamorfoza kuchni


Metamorfoza kuchni była już planowana od co najmniej półtora roku, gdy zdecydowaliśmy się na dodatkowe szafki kuchenno-przedpokojowe (pisałam o [...]
@MadameEdith on Instagram