fbpx

“Moda na brzydotę” a może “moda na bycie sobą”?

7 czerwca 2021

W kontekście obecnej dyskusji o „modzie na brzydotę” chcę się do czegoś przyznać. W Polsce nigdy w życiu nie założyłabym tej spódnicy ze zdjęcia, ani tych sukienek. Te ubrania zabieram ze sobą tylko na zagraniczne wyjazdy, bo na nogach mam kilkadziesiąt blizn różnej wielkości i ich po prostu nie odkrywam, by nie narażać się na pytania i zaczepki. Tylko poza granicami naszego kraju mam odwagę je zakładać.

Tylko po pierwszej operacji miałam 24 blizny, potem przestałam już liczyć

Niektóre blizny noszę już od 17 lat, czyli od czasu pierwszej operacji. Kolejne doszły później podczas trzech kolejnych, jeszcze bardziej rozległych. Mam okropną bliznę przy kostce, bo wdarła się do niej bakteria, rozwinął bliznowiec i chodziłam z otwartą raną przez kilka miesięcy. Już nawet nie wspomnę o pajęczej sieci popękanych naczynek na stopach czy łydkach…

Na Korfu w drugim miesiącu ciąży z Biszkopcikiem (czerwiec 2019).

Od zawsze miałam „żyły na wierzchu”. W wieku 12 lat lekarz zdiagnozował pierwsze problemy i wtedy można było podejrzewać, że problem szybko się nie skończy. W podstawówce i liceum koleżanki śmiały się, że mam żylaki, więc cały rok ćwiczyłam w długich getrach. Nawet w największe upały. I przebierałam się w kącie, by nikt nic nie zauważył. Tak samo na basenie, bo uwielbiam pływać. Sprintem do basenu, byle szybciej znaleźć się w wodzie.

Lata mijały, a problem nie znikał.

Na Korfu w drugim miesiącu ciąży z Biszkopcikiem (czerwiec 2019)

Po drugim porodzie dostałam zakrzepicy. Od 14 dnia po urodzeniu Biszkopcika, przez kolejnych 30 dostawałam zastrzyki w brzuch, bym mogła w ogóle chodzić. Ból był tak silny, że nie mogłam stanąć na prawej nodze. Brałam te zastrzyki przez cały połóg i jeszcze trochę. Pod koniec nie było gdzie wbijać igły, bo cały brzuch miałam jakby obity pięściami. Po każdym zastrzyku robił się wielki siniak, więc potem mąż mi robił te zastrzyki w ramię, bo tu też można, ale mniej ukuć się zmieści.

Wtedy też zaczęła się pandemia. Umówiłam się z lekarzem, że gdy sytuacja się uspokoi przyjdę na zabieg, by wyjąć zakrzep i znowu pogrzebać trochę w nogach i usunąć żyły, które się zepsuły. Mimo, że ja już nie mam żył powierzchownych, bo wszystkie już dawno zostały wyrwane, to wciąż coś wychodzi, psują się jakieś zastawki… Przez pandemię zabieg przesunął się na marzec, ale wtedy przyszła kolejna fala i teraz znowu czekam na dogodny termin piątej już operacji.

W moim przypadku to kwestia genów ze strony dziadka.

Nie miałam na to wpływu w wieku 12 lat, jak i nie mam teraz. Pomimo licznych operacji, reagowania na sytuację, brania zastrzyków w brzuch przed każdym lotem, stosowania odpowiednich leków, terapii uciskowej itd. Problem występuje i nie odpuści.

Leczyłam się u najlepszych specjalistów, ale każdy powtarzał, że „taka pani uroda” i „to, że dziś zoperujemy, nie da gwarancji, że problem nie powróci”. I tak było.

Nieprzystające do kanonu nogi, odkąd pamiętam, ukrywałam za spodniami lub długimi spódnicami. Tylko zagranicą pozwalałam sobie na odstępstwa od reguły, bo tam jakoś nie spotkałam się z niemiłymi komentarzami. W Polsce wiele razy słyszałam przykre rzeczy: „taka młoda, a ma takie brzydkie nogi”, nawet starsze panie się mnie pytały „a co się pani stało, że ma pani takie żyły na nogach, ja mam 80 lat i takich nie mam. A pani? – taka młoda dziewczyna!”, albo mówiły: „Niech pani coś z tym zrobi, bo męża pani nie znajdzie”. A to tylko mały wycinek.

Po każdej takiej sytuacji mówiłam sobie, że spódnicę założyłam po raz ostatni! A jak ją zakładałam, to tylko zimą, gdy można było do niej dobrać rajstopy o grubości co najmniej 120 DEN, by przypadkiem nikt nic nie zauważył.

Na przyjęciu w Ambasadzie Frencji.

Chciałabym mieć bardziej “standardową” urodę. Ale nie mam i nic z tym nie zrobię. Trudno. Od zawsze sobie powtarzałam, że są gorsze choroby niż wystające żyły, żylaki czy pajączki na nogach. Ale jednak ludzie wokół, nawet nieznani na ulicy, ośmielali się komentować jakąś część mojego ciała w dość niewybredny sposób. Kto im w ogóle dał takie prawo? Co im do tego?

Na Krecie w szóstym miesiącu ciąży z Biszkopcikiem (październik 2019)

Jak widzę jakąś dziewczynę na ulicy z podobnym problemem, która jednak nosi krótkie szorty lub spódnicę, to sobie myślę, że jej zazdroszczę. Zazdroszczę jej odwagi, której sama nie miałam i nad którą sama pracuję. Mnie ludzkie spojrzenia i docinki ubrały w spodnie na długie lata. I chciałabym być mądrzejsza, gdy byłam nastolatką i nic sobie z tego nie robić. Ale wiadomo jak reagują nastolatki na jakikolwiek komentarz skierowany pod kątem ich wyglądu… I tak to potem kiełkuje i raz założone spodnie czy długa spódnica nie zostaną zdjęte przez długie lata.

Na Krecie w szóstym miesiącu ciąży z Biszkopcikiem (październik 2019)

Czy na pewno nastała “moda na brzydotę”?

Tytułowa “moda na brzydotę” to cytat z instagramowego posta tancerki i aktorki Agnieszki Kaczorowskiej, która skrytykowała ostatnio kobiety za zwyczajny wygląd i promowanie ruchu “body positive”. Określiła je właśnie mianem “mody na brzydotę”. Totalnie nie zgadzam się z takim podejściem i wypisywaniem takich farmazonów. To nie jest kwestia tego, że “komuś się nie chce wyglądać lepiej” lub tego, że “nad sobą nie pracuje”.

Nie jest łatwo polubić siebie, jeśli ludzie dookoła wciąż podstawiają nogę i zwracają uwagę na największy kompleks.

Naprawdę chciałabym, by w naszym kraju w końcu zapanowała moda na to, by każdy żył jak chciał i nikt nikomu nie mówił co ma robić, jak się ubierać czy jak wyglądać. Czy się tego doczekam? Wątpię, ale cieszę się, że temat jest coraz szerzej podejmowany. Może zrobimy choć dwa kroki w kierunku normalności i przyswojenia faktu, że ludzie są różni, różnie wyglądają, mają różne kolory skóry, włosów, jedni noszą tatuaże, a inni nie.

Nigdy nie dajcie sobie wmówić, że jesteście mniej warci, bo w jakimś aspekcie nie przystajecie do tzw. “kanonów piękna”. Każdy z nas jest inny i każdy powinien móc czuć się pięknie każdego dnia bez względu na to, co mówią i myślą o nas ludzie. Raz zachwianą pewność siebie bardzo trudno niestety odbudować, więc warto zastanowić się pięć razy zanim skomentuje się czyjś wygląd.

Do przeczytania,

E.

Podobne wpisy

Komentarze

46 odpowiedzi na ““Moda na brzydotę” a może “moda na bycie sobą”?”

  1. May pisze:

    Muszę przyznać, że przez cały wpis potakiwałam głową, zgadzając się tym samym z Pani słowami. Za dużo w tym kraju w ludziach wścibstwa i chęci ustawiania wszystkiego pod jeden ten “właściwy” wzór. A za mało za to empatii i zainteresowania się ludzką krzywdą czyli w sytuacjach kiedy zdanie/pomoc drugiej osoby są mile widziane. Mam trochę ponad 20 lat i bardzo drobnymi kroczkami dopiero zaczynam zyskiwać pewność siebie. Ale trzeba przyznać, że łatwo nie jest. Ludzie szczególnie upodobali sobie zwracanie mi uwagi na temat mej karnacji (zupełnie jakbym nie miała w domu lustra ;D). A to że blada jak ściana, a to że jak żywy trup. Niezbyt miłe. Zwłaszcza ze strony rodziny. Zawsze tak wyglądałam. Mniemam że u nas po prostu bladość bierze się za objaw choroby etc.
    Ale naprawdę nie wiem w czym miałyby mi pomóc chamskie komentarze obcych mi osób na ten temat. Zwłaszcza że do chorowitych nie należę a jedyne co czasem złapię to przeziębienie raz na rok czy dwa ;).
    Bardzo dziękuję za wpis i mam nadzieję, że kiedyś będzie Pani w stanie przejść się polskimi ulicami bez obaw i udziału przykrych komentarzy ze strony przechodniów.
    Czego zresztą życzę wszystkim osobom w tym kraju, więcej pewności siebie, a mniej troski co sobie “somsiedzi pomyślom” ;D.

    • Madame Edith pisze:

      May,
      bardzo dziękuję! Mi się ogromnie podoba alabastrowa cera. Podczas pobytu w Japonii nie mogłam uwierzyć jak Japonki dbają o to, by się przypadkiem nie opalić, by mieć jak najjaśniejszą skórę: parasol, rękawiczki, długi rękaw. Takie poświęcenie w ciepły dzień! Tam nikt by Ci nic nie powiedział, a jedynie podziwiał. Co kraj, to obyczaj, ale trzeba przyznać, że nasze obyczaje są co najmniej niewłaściwe, by wyrażać na głos swoje “widzimisię”. Nie daj się przykrym komentarzom, walcz o swoje dobre samopoczucie i nie daj go psuć innym.
      Serdeczne pozdrowienia!
      E.

  2. na_wysokich_obcasach pisze:

    Ludziom nigdy nic nie pasuje. Czytając twój wpis Edtyto wróciły do mnie wspomnienia z podstawówki i szkoły średniej. I chociaż nie mam tak ogromnych problemów, jak Ty to doskonale rozumiem uczucie kiedy nie spełniasz “wymagań” rówieśników i społeczeństwa. Moim “problemem” był/jest biust. W młodości, bo za szybko urósł i był za duży. Był i jako wyśmiewana nastolatka na długie lata uznałam tą część ciała za największe zło jakie mnie spotkało- dokładnie ukryte pod koszulkmi. W moim domu nie było nawyku oceniania innych, ale wśród rówieśniczek byłam wyizolowana. Długi czas czułam się gorsza- ukryta pod ubraniami, zgarbiona. 18 lat poczucia, że coś jest nie tak. Nawet pierwszy mąż i jego rodzina podkopywali moją samoocenę. Dziś na myśl o tym uśmiecham się pod nosem. Wiele zmieniłam w swoim życiu i sposobie myślenia. Nie oceniam i nie porównuje, bo każdy z nas ma inne zasoby piękna w sobie. I życzę każdemu, żeby otaczał się ludźmi, którzy nas szanują i kochają za to, że jesteśmy.

  3. Ania pisze:

    Mam podobny problem, żylaki, pajączki i po prostu grube łydki 🙁 od paru dni kombinuję jak tu się ubierać w letnie dni. Dziękuję za tekst, zmobilizował mnie do poszukania leczenia – kilka lat temu byłam u chirurga naczyniowego, zrobił usg, stwierdził że nie trzeba nic robić a od paru lat mam wrażenie że problem się powiększa.
    Czy możecie (Edith lub czytelniczki) polecić dobrego flebologa w Warszawie?
    I jeszcze się zastanawiam – czy przy tego typu problemach i szczepieniu na covid warto na coś zwrócić uwagę? czy to bez związku?

  4. Ela pisze:

    Ja również mam problemy z żylakami, choć u mnie zaczęło się po 17 roku życia. Początkowo nic sobie z tego nie robiłam do momentu kiedy moi bliscy, najbliźsi znajomi (w 80% mężczyźni- choć wtedy Jeszce chłopcy) zaczeli komentować moje nogi. Teraz mam 34 lata za kilka dni idę na laserowy zabieg moje marzenie i ciężko uzbierane pieniądze. Chciałabym pójść na basen z dzieckiem i mężem bez skrępowania.
    Moim największym dopingiem jest mój mąż, który od lat się dziwi czego się wstydzę. Tłumaczy mi że ludzie mają gorsze problemy i choroby.
    Jak mamy czuć się dobrze w swoim ciele skoro jesteśmy oceniane głównie pod względem wyglądu. Jak nauczyć nasze córki żeby akceptowały swoje ciało skoro my same tego nie potrafimy?

  5. Iza pisze:

    Edith, kilka dni temu, przeglądając Twoją cudną książkę 🙂, pomyślałam że jesteś osobą, która osiągnęła bardzo wiele, która działa odważnie, konsekwentnie. Podjęłaś takie działania, o których ja latami myślę, ale brakło mi odwagi do realizacji (chociażby makijaż permanentny czy korekcja wady wzroku). Jesteś kobieca, ciepła, ale też pracowita i uczciwa wobec czytelnika (tu myślę o ogromnej pracy, którą wykonałaś przy pisaniu książki). To tak wiele. Jestem przekonana, że to właśnie w sobie znajdziesz siłę, żeby nie dać zatruć się malostkowością innych.

  6. Milena pisze:

    Bardzo dobrze Cię rozumiem. Mam kompleks nóg który ciągnie się za mną praktycznie od podstawówki, a przyczyniły się do niego niewybredne komentarze “kolegów”. Jak wrócę pamięcią do podstawówki i gimnazjum to napawa mnie przerażeniem to, jak dużo muszą znosić musiały i muszą młode dziewczyny w kwestii komentarzy dotyczących ich wyglądu. To po prostu niedorzeczne. W Polsce presja jeśli chodzi o wygląd kobiet jest ogromna. Świetnie odzwierciedlają to komentarze naszych polskich mężczyzn za granicą: “ale brzydka, gruba, widać że Niemka”. Nasi Panowie szczycą się urodą polskich kobiet, które są wg nich bardziej “zadbane” niż Niemki, ale nie rozumieją tego, że Niemka po prostu nie czuje presji aby zawsze wyglądać idealnie i nie wstydzi się pokazywać swojego nie wpisującego się w ich wymagające gusta ciała.

  7. Umiłowana córka Boga pisze:

    Dzień dobry,
    dziękuję, za ten ważny tekst.

    Zacznę od tego, że jesteś piękna! Bądź sobą. Bądź najlepszą wersją siebie.

    Borykamy się z różnymi “niepełnosprawnościami” wrodzonymi lub nabytymi. Tylko my sami wiemy, co czujemy, co nas ogranicza, co zawstydza, co boli, co nie pozwala cieszyć się w pełni życiem. Z czego musimy w życiu zrezygnować. Ty ubierałaś grube rajstopy, ja zakładałam okulary, żeby schować się za grubszą ramą ich plastiku.

    Jeśli masz ochotę, rozsiądź się. Zrób sobie dobrą herbatę. Podzielę się swoim doświadczeniem.

    W wieku 33 lat, po częściowej resekcji wycięcia guza z oczodołu, (był tak duży, że razem z guzem został wycięty 3 cm fragment kości skroniowej) Mam bliznę, lekkie wgłębienie, opadającą powiekę, lekki wytrzeszcz oka i podwójne widzenie i stopień niepełnosprawności. Oko mi nie łzawi, bo gruczoł łzawiący też został usunięty podczas operacji.
    Bogu dziękuję za cud, że widzę tym okiem. Podczas badania kontrolnego RMI pytają mnie: “A pani widzi tym okiem? Bo tu na rezonansie nie widać nerwu wzrokowego”

    Po operacji okazało się, że to nie jest nowotwór złośliwy. Ufff jaka ulga. Włączono leczenie. Spoko. Wcześniejsze bóle spowodowane uciskiem na nerw trójdzielny, bóle nie do wytrzymania wyciszyły się, na tyle, że mogłam wrócić do pracy i pożegnać się z Poradnią Leczenia Bólu.

    Z radości i w dziękczynieniu Bogu i dobrym ludziom, którzy w ten czas modlili się w mojej intencji. Panu profesorowi, całemu zespołowi, który mnie operował. Świętemu Charbelowi, za wstawiennictwo, za ten cud, że nadal widzę tym okiem, założyłam firmę i przez kilka lat zrobiłam własnoręcznie kilka set kartek okolicznościowych. Sporą część przekazałam na aukcje charytatywne. Kartki zostały rozesłane w różne części świata. Mam nadzieje, ża przyniosły radość innym.

    Po co to piszę?
    Ano, po operacji, usłyszałam takie słowa, od znajomej: żeby to oko, sobie jakoś poprawić, podwyższyć, unieść tę powiekę, skorygować, podregulować, brwi są asymetryczne, to je jakoś wyrównać itp. W tym celu mam udać się koniecznie na zabieg do medycyny estetycznej. Żeby poprawić swój wygląd. “Bo to jednak jest twarz, to widać!” Zostawmy znajomą w spokoju. Sama korzysta z zabiegów estetycznych, upiększających. Wierzę, że miała dobre intencje…
    Choć przyznam, że wtedy mocno mnie to zaskoczyło i równocześnie zdziwiło, że miała odwagę powiedzieć, że zwyczajnie nie podoba jej się moja zniekształcona twarz.

    Więc odpowiedziałam spokojnie, grzecznie, dziękując za zainteresowanie moją osobą, że nie skorzystam z tych porad, bo przez to moje “krzywe oko” czuję się wyjątkowa, inna niż wszyscy. Łatwiej teraz rozpoznawalna. Wystarczy, że ktoś powie, no wiesz, która? Ta, co miała coś z tym okiem, nie tak. Jakoś tak krzywo patrzyła. I wszyscy wiedzą, że to o mnie chodzi 🙂

    Od tamtego zdarzenia częściej przypominam siebie w myślach zdanie:
    “NIE OBCHODZI MNIE, CO SOBIE MYŚLĄ O MNIE INNI”

    Dziękuję za wytrwałość, że przeczytałaś/łeś do końca mój komentarz. Pozdrawiam Cię serdecznie. Miej dobry dzień 🙂 I nie przejmuj się tym, co mówią inni! Rób swoje. Bądź sobą. Jesteś umiłowaną córką, umiłowanym synem Boga. On Cię stworzył na swoje podobieństwo.
    Jesteś piękna. Jesteś piękny. Jego pięknem.

  8. Katarzyna pisze:

    Łączę się w bólu, ja akurat miałam zawsze problem z nadmiernym owłosieniem ciała. Jako nastolatka miałam “wąsy” (serio nie jakiś meszek, tylko naprawdę solidne owłosienie) do tego gęste włosy na rękach i nogach. W sumie nic groźnego, nie ma porównania z Twoimi problemami, naprawdę poważnymi, ale w czasach nastoletnich to była dla mnie tragedia. Ile ja nocy przepłakałam, po durnych komentarzach, to nie zliczę. Pochodzę z niezamożnej rodziny, na żadne zabiegi kosmetyczne nikogo nie było stać, a na komentarze pozwalało sobie wielu.
    Nosiłam wyłącznie długie spodnie, po okresie dojrzewania (a i pewnej terapii) problem się zmniejszył. Jednak nadal aby odpowiadać standardom wg. których kobieta owłosienie posiada wyłącznie na głowie musiałabym chyba wydawać majątek albo spędzać godziny na pozbawianiu się owłosienia, a i to nie do końca by działało, bo po większości zabiegów depilacyjnych mam podrażnioną skórę, zapalenie mieszków włosowych itp. Nie wiem, czy to takie mocno bardziej estetyczne niż gąszcz włosów… jak wspomniałam, aż głupio o tym mówić w obliczu osób mających dużo poważniejsze problemy zdrowotne, jak Ty… Mój mąż np. miał zniekształconą stopę (skutek poważnego urazu przy porodzie i późniejszych operacji) i wolał nosić skarpety do sandałów niż wystawiać ją na widok publiczny. Jakoś zawsze o tym pamiętam, jak czytam wybrzydzania na nieestetyczny ubiór panów – rokrocznie takie się pojawiają.
    Życzę dużo zdrowia, a poza tym to uważam, że nie powinnaś się przejmować, Twoje zdjęcia są bardzo pozytywne, z przyjemnością się ogląda, a poza tym masz bardzo twarzowe kiecki 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Katarzyno,
      bardzo dziękuję! Myślę, że każdy problem może bardzo wpływać na samoocenę i nie ma znaczenia co to jest: żyły, owłosienie, zniekształcona stopa czy duży pieprzyk na twarzy. Każda taka rzecz może bardzo uprzykrzyć życie, jeśli ludzie wokół będą się na niej skupiać oraz ją wytykać.

      Miałam koleżankę w podstawówce, która miała bardzo bujne, czarne i do tego kręcone włosy. Podobnie jak u Ciebie bujne były nie tylko na głowie. Też miała z tego powodu duży kompleks, bo dużo osób ją przezywało “kędzior” i było jej bardzo przykro. Niestety taka jest polska natura. Bo dzieci nie są niczemu winne, one naśladują rodziców i same tego by nie wymyśliły.

      Serdecznie Cię pozdrawiam!
      E.

  9. Ali pisze:

    Najsmutniejsze jest to, że nikt nie dowali kobiecie tak jak inna kobieta…..Bardzo mnie cieszy, że w końcu nadchodzą czasy gdy przestajemy oglądać się na opinie obcych ludzi, bo dla nich zawsze jesteś “zbyt”-ładna,brzydka, za dobrze ubrana,za słabo ubrana,mało miła, itp.itd.

  10. Ja pisze:

    Ja w wieku 3 lat popatrzyłam się (stałam za blisko ogniska i podmuch wiatru sprawił, że ogień poleciał na moje nofi
    nogi a miałam ubrale legginsy) materiał dosłownie smażył się na mojej skórze. Całe uda mam w bliznach co dla mnie od dziecka jest kompleksem. Nie chodzę w szortach, wstydzę się założyć strój kąpielowy. Od dziecka na w-fie byłam wysmiewana jakie ja mam nogi, skończyło się na tym, że podrabiałam podpis rodziców żeby tylko napisać sobie zwolnienie z ćwiczeń. Ostatecznie załatwiałam zwolnienie całoroczne od lekarza, żeby nikt mnie palcami nie wytykał jak się przebieram i widział moje nogi 🙁 nigdy też nie nauczyłam się pływać bo też już od dziecka jak ze szkoły jeździliśmy na basen to gdy założyłam strój kąpielowy to nie tylko koledzy z klasy ale i Pan/Pani który prowadził zajęcia dopytywali o moje nogi i ciągle
    zwracali na nie uwagę i komentowali tak też zaczęłam unikać wyjazdów na basen a to że mnie brzuch boli a to że nie dobrze ciągle wymowki a gdy już wszyscy potrafili pływać ją stałam w koncie w basenie bo nikt na mnie nie zwracałam uwagi bo byłam po tyle to po co marnować czas na naukę mnie jak ja jestem “inna”… I tak zostało do dziś, mam 34 lata i kompleksy, chodzę w lecie albo w długich sukienkach albo rybaczkach, plaż unikam bo boję się rozebrać do stroju bo wiem że zaraz wszyscy się będą gapić na moje nogi a znajdą się i tacy którzy je skomentują 🙁 wiem, że są różne zabiegi z medycyny estetycznej no ale to niestety są koszty i zostaje mi życie “w cieniu”

    • Madame Edith pisze:

      Bardzo Ci współczuję. Nie wyobrażam sobie co musiałaś przeżywać żyjąc z takim obciążeniem od małego. Coś potwornego!
      Trzymam mocno kciuki, by jak najszybciej nadszedł taki dzień, w którym bez skrępowania mogłabyś chodzić w krótkich spodenkach i stroju kąpielowym.
      Przesyłam uściski!
      E.

  11. Paulina pisze:

    Jako 6 letnie dziecko zostałam dotkliwie pogryziona przez psa na nodze. W podstawówce ćwiczyłam na wfie w długich spodniach, nie zakładałam nic innego niż spodnie. Spódnice były tylko wtedy, gdy szłam z rodzicami ale wtedy też były tylko długie… Wieczne pytania co Ci się stało, dlaczego masz taką nogę… Aż pewnego dnia, idąc do liceum, do zupełnie nowej klasy, stwierdziłam, że spróbuję i pójdę w spódnicy i to krótkiej… Owszem były pytania co Ci się stało ale następnego dnia było już normalnie. Do tej pory wmawiam sobie, że ubieram się dla siebie i to ja mam się czuć dobrze tak, jak wyglądam. Wierzę, że i u Pani będzie lepiej 😘 pozdrawiam serdecznie

    • Madame Edith pisze:

      Bardzo dziękuję! Twoja historia napawa optymizmem. Ogromnie cieszę się, że był w niej happy end 🙂

  12. Asia pisze:

    Doskonale wiem o czym mówisz, te komentarze są okropne, ludzie nie zastanawiają się co mówią i jakie to może mieć konsekwencje dla osób do których te słowa są kierowane. Gdy wchodziłam w wiek nastoletni (to była chyba 4 klasa) ciotka skomentowała, że mam krzywe kolana i powinnam inaczej stawiać nogi żeby tego nie było widać. Jako dziecko uwierzyłam jej, nikomu nic nie powiedziałam i przez następne kilkanaście lat nie zakładałam spódniczek/krótkich spodenek odsłaniających te moje brzydkie kolana… aż wyprowadziłam się do Londynu i moje oczy otworzyły się szeroko, poznałam inny świat, gdzie różnorodność i wolność wyrażania siebie nie przeszkadza nikomu! W mig zapomniałam o moim “problemie”, jak i o wielu innych. Wiem, że moja historia ni jak ma się do problemów zdrowotnych i z perspektywy dorosłej kobiety wydaje się być blachostką, ale jest doskonałym przykładem na to jak słowa potrafią wpłynąć na innego człowieka, a tym bardziej dziecko. Dlatego proszę zanim skomentujecie coś, kogoś zastanówcie się dwa razy czy warto i czy ma sens zwracanie uwagi na coś co nas nie dotyczy, a inny może sprawić przykrość

  13. Paulina pisze:

    Ja mam 38 lat i górę kompleksów, które z wiekiem się pogłębiały a realnie patrząc wcale nie ma tragedii. I tak sobie myślę. że moje ciało wcale nie jest jakieś fatalne, ale dałam się wpędzić w obsesję piękna- głównie dzięki mediom społecznościowym ale też wszystkim niewybrednym komentarzom które usłyszałam w swoim życiu. Ale jestem teraz na etapie w którym w końcu to dostrzegam i próbuję zmienić swoje myślenie na swój własny temat, nie przykładać tak ogromnej wagi do tego, że mam cellulit, parę kilo za dużo i cieszyć się tym, że jestem zdrowa. Bo to zdrowie jest najważniejsze i tak jak Pani napisała czasem nie mamy na to żadnego wypływu.
    Mam córkę – już pełnoletnią- i widzę, jak jej pokolenie pomału uwalnia się z tego wiecznego oceniania innych. Ubierają się jak chcą, mówią wprost, ze nikt nie ma prawa oceniać ich wyglądu, są też bardziej tolerancyjni niż my. Zmiana pewnie zajmie jeszcze wiele lat (dekad?) ale mam nadzieje, ze jednak już całkiem niedługo skończy się komentowanie wyglądu innych. I tak ogromna reakcja na post Pani Kaczorowskiej pokazuje, że zmiana się właśnie dokonuje 🙂
    Pani Edyto- życzę zdrowia i cieszę się, że porusza Pani też tematy nie związane z kulinariami. Pozdrawiam bardzo ciepło

  14. Ania pisze:

    Dziękuję Ci za ten wpis.
    Sama często komentuje czyjś wygląd – to chyba wyniosłam z domu. Pracuję nad sobą żeby tego nie robić i zwracam uwagę mojej córce.
    A jeśli chodzi o żylaki to mi akurat się bardzo dobrze kojarzą, bo z kochającą osobą.
    Pozdrawiam i ściskam mocno!

  15. Pola pisze:

    Ps. Ja latem muszę się zakrywać i tak, bo mam za to mocne uczulenie na słońce. Szybko dostaję plam, wysypki i poparzeń. Też mi przyszło z wiekiem.

  16. Pola pisze:

    Przykro mi, że musisz przez to przechodzić. I że musisz się ciągle martwic o swoje zdrowie, a nawet życie… Tyle rzeczy nie wiemy o sobie nawzajem, a oceniamy.
    Ja od dwudziestego którgos życia walczę z nadwagą. Po części to moja wina- mojej diety i stylu życia. Ale ostatnimi czasy widzę, że nawet jak ćwiczę i codziennie chodzę oraz zdrowo jem, to bardzo ciężko mi się zrzuca wagę. Kilka razy przez ostatnie lata byłam szczupła po dietach, ale teraz wróciło z nawiązką 😕.
    W stroju kąpielowym raczej przemykam- też lubię kąpiele- bo czuję się jak tzw. michelinek.
    Raczej nikt, przynajmniej na głos, nie komentuje na głos mojego wyglądu. Oprócz jednego starego szowinisty w pracy, który dwa razy mi powiedział „ że urosłam” i ze „ po co mi mąż, skoro nie mam dzieci” pff. Mogłam mu inaczej wtedy odpowiedziec…
    Mam ok 20 kg nadwagi. Nie taka tragedia, ale jednak dużo.

  17. Magda pisze:

    Kibicuję Ci Kochana byś odważyła się ubierać tak jak Ci się podoba i nic sobie nie robić z komentarzy czy spojrzeń. Nie do pomyślenia jest dla mnie powiedzieć komuś “ale masz przydkie XYZ”. Po co? Co to ma na celu? Chyba żeby samemu wypaść “lepiej” gdy się ma niskie poczucie własnej wartości. Pozdrawiam!

  18. Aga S. pisze:

    Pomijając, że to co opisujesz o naszym kraju, jest przykre i prawdziwe – to jeszcze bardziej przykre jest, że tak o sobie myślisz…więcej positive vibes Madame Edith!
    Bo Ty piękna kobita jesteś i na prawdę nie daj się ludziom.
    Życzę Ci z całego serducha powodzenia w dalszej walce i ściskam mocno :*

  19. Agata pisze:

    Edyta, dzięki za ten tekst. Mam trochę inny problem, bo od 14 roku życia mam bielactwo. Moje nogi nie dość, że niezbyt zgrabne, są całe w białych plamach, zresztą plamy mam na całym ciele. Nie lubię lata, nie znoszę tego, że nie mogę się wtedy ubrać jak chcę. Ale już wolę to od gapiących się ludzi. Ja też się w życiu nasłuchałam dziwnych komentarzy, żałosnego pocieszania, także od rodziny niestety. Mnie osobiście pomaga, gdy czytam, że inni też mają podobne problemy, nie czuję się wtedy z moją chorobą taka samotna. Nie znoszę idealizowania rzeczywistości i pogoni za “instagramowymi kanonami piękna”. Dzięki za szczerość.

  20. K. pisze:

    Dziękuję za ten ważny wpis na blogu. Kiedyś wielką niedowaga,teraz nadwagą wynikająca z chorób autoimmunologicznych. Mimo że jestem dojrzałą kobietą, ciężko jest mi zaakceptować siebie. Nie kupuję sobie nowych ubrań, bo wciąż się łudzę że kiedyś może schudnę. Znam temat Twojego problemu,ponieważ moja mama borykała się przez większość życia z żylakami. Moja siostra kupiła jej spirulinę,którą piła przez dłuższy czas. Wierząc lub nie,ale żylaki znacznie się zmniejszyły dzięki algom. Życzę Tobie Madame Edith (jeśli mogę tak się zwrócić) i sobie dużo zdrowia i życzliwych nam osób wokół siebie.

  21. Marta pisze:

    Mądrze napisane, dziękuję. Chorując na łuszczycę, powoli próbuję odsłaniać ciało, jest to jednak wciąż trudne, chociaż mam prawie 50 lat. Pozdrawiam serdecznie.

  22. M pisze:

    Bardzo ważny temat. Świetnie to ujęłaś. I gratuluję odwagi i otwartości. Ja mam w głowie też nie bardzo i dużo mnie kosztowało założenie sukienki do pracy po 17 latach… Dalej rzadko mi się zdarza, ale odbijam sobie w wakacje.
    Pozdrawiam,
    M

  23. Renata pisze:

    Absolutnie jest Pani piękną kobietą zarówno jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny jak i piękną duszę, która uzewnętrznia się poprzez to co i jak Pani tworzy, mówi, uśmiecha się i jakie pozytywne emocje wywołuje u innych ludzi ☺️ Kanony piękna co to takiego? Kto je wymyśla? Czym się kieruje i po co to robi? Jeśli by na świecie istniały tylko piękne, czerwone, wszystkie jednakowe i nieskazitelne róże czy nie byłoby monotonnie i smutno?… bez delikatnej, cudnie pachnącej konwalii, puszystej, kolorowej hortensji albo skromnego acz ślicznego fiołka?!
    Przykre że niektórzy nie widzą piękna, krzywdzą i ranią na długo. Po co tak robią?, czemu to ma służyć ? Kto dał im prawo oceniania innych? Jedna odpowiedź przychodzi mi do głowy – są daleko od miłości i szacunku ? 🤔🌼🥀🌺🌹☘️☺️

  24. Małgorzata pisze:

    Wspaniały, mądry tekst. Pani Edyto, głowa do góry, jest Pani inspiracją i wsparciem dla wielu osób. Pozdrawiam serdecznie ❤️❤️

  25. Ania pisze:

    Bardzo dobrze Cię rozumiem i dziękuje ze podzielilas się swoją historia. Ja mam problemy z plecami, mam dużo blizn po trądziku i ciagle nowe się pojawiają. Ktoś powie ze to tylko plecy ale latem ja nosze zakryte bluzki, unikam kostiumów, opalania się czy letnich sukienek, które mogą to odsłonić. Wiem ze wyglada to kiepsko i takie komentarze słyszałam tez od rodziny „taka ładna by z niej była dziewczyna a takie brzydkie ma te plecy”. To samo z rękami – mam wieczne zapalenie i rogowacenie mieszków włosowych, ręce pokryte są malutkimi krostkami, kiedy tylko jest odrobine chłodniej blizny i krostki sinieja i wygląda jakbym miała wysyp krost na całych rękach. Niesamowicie mnie to krępuje i ogranicza. Tez kocham pływać ale pływam w kostiumie całkowicie zakrytym z długimi rękawami. Mieszkam za granica, tutaj rzeczywiście nikogo to nie interesuje a mimo to w mojej głowie jak tak zakorzenione ze trzeba to ukrywać, ze…nadal to robię 🙁 dlatego tez trochę śmieszy mnie kiedy różne influencerki piszą ze są odważne i wyzwolone bo są w stanie zrobić sobie zdjęcie bez makijażu. Sciskam Cię mocno bo dla mnie Ty jesteś ostoja normalności w tym internetowym świecie.

  26. Gosia z Jeleniej Góry pisze:

    Jestem całym sercem z Tobą, jest to przykre jak w młodym człowieku kiełkuje obawa o brak akceptacji bo ma jakaś „wadę”?🤔 Każdy ma wady, mniejsze, większe czasem piękne kobiety operują Twarz mino iż dla niejednego są chodzącym ideałem.. Kanony ideałów są coraz bardziej naciągane! Dosłownie naciągane!🙈 Jeśli chodzi o coś co razi mnie w naszym kraju To odwieczne pytanie dlaczego nie mam jeszcze dzieci… A może nie mam bo nie mogę? Są ludzie którzy zapytają dyskretnie nie chcąc robić tym krzywdy, są też ludzie którym chyba sprawia przyjemność wbijanie szpilek.. Nie przejmuj się olej to wyjdź na ulice taka jaka jesteś!!! Mamy jedno życie!! Niech inni nie odbierają nam swobody i bycia sobą❤️ Pozdrawiam serdecznie ❤️ Gosia z cellulitem, i nadprogramowym kilogramami w pasie!!

  27. Asia pisze:

    To naprawdę mocny tekst. Dziękuję!

  28. Iwona pisze:

    Odważnie i mądrze, dziękuję! Ja też nie zliczę ile razy słyszałam uwagi na temat mojego ciała (dla odmiany jestem dla niektórych “za chuda”) i “dobrych” rad na temat (nie)jedzenia czy odżywania się. Mam to szczęście uwolnić się już od tego bagażu, dzięki emocjonalnej i mentalnej pracy nad sobą. Teraz, tego typu uwagi, słucham ze spokojem, a nawet pewną obojętnością, bez przejmowania się 🙂 Najwidoczniej to ten ktoś ma z tym problem, nie ja. Bądźmy autentyczni, tacy jesteśmy piękni 🙂 Pozdrawiam Cię 🙂

  29. Natka pisze:

    Trafione w punkt jak bym czytała o swoich nogach, mam takie same podejście żadnych krótkich spódnic, sukienek, spodenek, I brak obecnie wykonania zabiegu/ operacji. Lepiej się męczyć w długich całe lato niż znosić dziwne spojrzenia I komentarze naszego dziwnego społeczeństwa. Pozdrawiam gorąco. Natka

  30. Natka pisze:

    Trafione w punkt jak bym czytała o swoich nogach, mam takie same podejście żadnych krótkich spódnic, sukienek, spodenek, I brak obecnie wykonania zabiegu/ operacji. Lepiej się męczyć w długich całe lato niż znosić dzuliwnet spojrzenia I komentarze naszego społeczeństwa. Pozdrawiam gorąco. Natka

  31. MONIKA pisze:

    Brawo Edith! Własnie tak! Nikt nie ma prawa mówić nam co mamy robić, jak myśleć i jak wyglądać, jak się ubierać. Żyjmy jak chcemy i dajmy żyć innym.😍

  32. Basia pisze:

    Wspaniały tekst. Niestety jesteśmy narodem bardzo nietolerancyjnym. Pozdrawiam cieplutko/B.

    • Madame Edith pisze:

      Basiu,
      niestety i nawet nie wiem skąd to się bierze. Zawsze się zastanawiam dlaczego inni mogą, a my nie? I z tą tolerancją ciągle jesteśmy na bakier.
      Serdeczności!
      E.

  33. Ania pisze:

    W Warszawie do jednego z najbardziej polecanych flebologów czeka się prawie rok na pierwszą konsultację w jego prywatnym gabinecie. Myślę, że to pokazuje skalę problemu. Nie jesteś w tym sama. Moje nogi po 2 ciążach wyglądają jakbym wytatuowała sobie mapę Nowego Jorku. Sieć fioletowych naczyń zaczynająca się od kostek. Tak jak u Ciebie – probl m był od kiedy pamiętam, a z wiekiem (30+) jest gorzej. Mówię sobię, że po zakończonym karmieniu piersią biorę się za to, ale mam świadomość, że nie da się tego całkowicie wyeliminować. Dziś byłam z dziećmi na spacerze w krótkich szortach, ale w biurze, podobnie jak Ty, nie pokazuję nóg. Gdyby nie mój wspaniały mąż, który namawia mnie, żebym chodziła w sukienkach, spódnicach i szortach, pewnie cały rok chodziłabym w spodniach (jak przed poznaniem jego 😉
    To, co piszesz jest bardzo ważne. Żadna kobieta nie chciałaby mieć takiego nieestetycznego problemu, żadna z nas się dobrowolnie po to nie zgłosiła. Dostała w genach i tego nie zmieni. W takich sytuacjach wystarczy wejść na znany portal siepomaga, żeby zobaczyć (i wesprzeć koniecznie) jak wiele jest osób bardziej cierpiących niż my.

    • Madame Edith pisze:

      Aniu,
      jest dokładnie jak piszesz! I na domiar złego ten problem jest jakby niewidoczny, bo kobiety go chowają pod ubraniami. Nawet latem. A flebologów jest jak na lekarstwo i bardzo trudno się do nich dostać. Dopiero jak się w kolejce porozmawia z pacjentami (lub na szpitalnej sali, gdy wszyscy leżą po operacji), to widać skalę problemu.

  34. Paulina pisze:

    Wzruszyłam się czytając. Problem żylaków i brzydkich nóg jest mi bardzo dobrze znany. Do dziś mam w głowie słowa koleżanki mojej Babci, która kiedy ją mijałam na ulicy w krótkiej sukieneczce, zapytała moją Babcię: “a co ona ma takie brzydkie nogi?”. To było jakoś na początku gimnazjum, więc wiadomo jak to podziałało na psychikę. Dziś też mam wielki stres, kiedy zakładam spódnicę… Źle się z tym czuję, kiedy ktoś zagaduje mnie o żylaki, nie jest to coś o czym chciałabym rozmawiać z obcymi ludźmi. Bardzo rzadko wychodzę między ludzi w czymś przed kolano, raczej są to spódnice i sukienki do samej ziemi. A nie ukrywam, że zawsze wolałam krótkie sukienki, niż takie babcinej długości, ale cóż…chodzę w krótkich, ale tylko w sezonie jesienno zimowym, tak jak Pani. Jestem taka, jaka jestem, nieidealna. Mam męża, dzieci i to jest moje szczęście. Pozdrawiam serdecznie, ze łzami w oczach…

    • Madame Edith pisze:

      Paulino,
      nigdy nie zapomnę, gdy po drugiej czy trzeciej operacji wróciłam do pracy po 2-3 tygodniach zwolnienia i wszyscy za plecami szeptali. Aż w końcu zaczęli się głośno pytać jak to się stało, że trafiłam na operację w tak młodym wieku. Wystarczyło, że powiedziałam jednej osobie, a kolejnego dnia wiedziała już cała firma i nie czułam się z tym dobrze. Nawet po pierwszych zabiegach, gdy nogi wyglądały znośnie, czułam wielki stres zakładając spódnicę nawet na rajstopy. Okropne uczucie.
      Doskonale wiem, o czym piszesz.
      Mam tylko nadzieję, że moi synowie nie odziedziczą po mnie tych skłonności, bo niestety jest to możliwe. Choć jest na to mniejsza szansa, niż gdyby byli dziewczynkami 😉

      Pozdrawiam Cię gorąco!
      E.

  35. Ania pisze:

    Edith, opisałaś właściwie mój problem – nie pamiętam, kiedy ostatni raz latem “po mieście” nosiłam spódnicę, w której widać łydki, o szortach nie wspominając. mam po prostu tak brzydkie nogi, że wystawianie ich na widok jest dla mnie przytłaczające psychicznie. żylaki, pajączki, duże umięśnione łydki i cellulit na udach. zawsze latem patrzę na dziewczyny/ kobiety, które odsłaniają nogi i… po prostu zazdroszczę im tej, hmmm, odwagi? a raczej poczucia wolności. ten kompleks jest tak ograniczający.

    • Madame Edith pisze:

      Aniu,
      to okropnie ogranicza. Jak mam krótką sukienkę, to czuję z miejsca, że za plecami mnie ludzie obgadują i od razu się stresuję. A przecież nie powinnam, bo to nie jest mój problem…
      Niestety pewne schematy tkwią w nas od małego, bo tak zostaliśmy wychowani, a kompleksy zostały mocno zakorzenione. Trudno jest się ich pozbyć.
      Serdecznie Cię pozdrawiam!
      E.

  36. Magda pisze:

    Cudowny tekst ❤❤
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

“Moda na brzydotę” a może “moda na bycie sobą”?


W kontekście obecnej dyskusji o „modzie na brzydotę” chcę się do czegoś przyznać. W Polsce nigdy w życiu nie założyłabym tej spódnicy ze zdjęcia, [...]
@MadameEdith on Instagram