fbpx

Moja pierwsza książka “Serniki” – od pomysłu do publikacji

20 sierpnia 2020

Dziś chciałabym Wam napisać trochę o pomyśle na moją pierwszą książkę. Wiem, że wydając “Serniki” świadomie zawęziłam sobie grupę odbiorców. Nie każdy przecież ma piekarnik w domu i nie każdy piecze ciasta, a serniki przez wielu są uznawane za “wyższą szkołę jazdy”. Ale nigdy nie szłam na łatwiznę i zdaję sobie sprawę, że książka “ogólna” z przystawkami, obiadami, kolacjami i deserami miałaby szerszy odbiór. Na taką jeszcze przyjdzie czas. Na początku chciałam Was zainteresować “Sernikami”, bo uważam je za wyjątkowe desery, takie moje najukochańsze. W mojej rodzinie są one darzone wielkim sentymentem, o czym zresztą piszę we wstępie do książki.

Zdaję sobie sprawę, że o wielu rzeczach, o jakich zaraz napiszę nie macie pojęcia. Ja też nie miałam jako odbiorca książek, ale już jako autor musiałam przejrzeć nieco ten rynek i odbyłam wiele rozmów z osobami, które książki wydawały zarówno w ramach współpracy z wydawnictwem, jak i też w formie self-publishingu. Po tych rozmowach zdecydowałam się sama wydawać swoje książki (tzw. self-publishing) i nie korzystać z pomocy wydawnictwa.

Czy “Serniki” ukażą się w wersji papierowej?

Dostaję od Was baaardzo dużo pytań o e-booka i o to czy “Serniki” ukażą się w wersji papierowej. Pisałam o tym już we wpisie dot. premiery mojej pierwszej książki, ale podkreślę raz jeszcze: moje książki będą wydawane tylko w wersji elektronicznej i na chwilę obecną nie planuję publikacji drukowanych.

Wcześniej wymieniłam Wam najważniejsze powody, dla których wybrałam ten format, ale jeszcze raz je tu przypomnę. E-book:

  • jest zdecydowanie bardziej ekologiczny niż tradycyjna książka i ma bardzo niski ślad węglowy
  • można mieć go zawsze przy sobie
  • gotując z niego nie pobrudzicie kartek
  • sama kupuję produkty cyfrowe i bardzo je sobie cenię
  • książka może trafić do Was krótko po napisaniu, w przypadku pracy z wydawnictwem trzeba czekać wiele miesięcy na publikację i wstrzelić się w kalendarz wydawniczy
  • książka dzięki temu może być tańsza – można zredukować koszty druku, dystrybucji i logistyki

Czy nie dałoby się wydrukować książki?

Oczywiście mogłabym sama zamówić w drukarni jakiś nakład książki i potem go wysyłać pocztą do osób, które je zamówiły. ALE:

  • Książka musiałaby wtedy więcej kosztować, bo jako początkujący wydawca za jeden egzemplarz w drukarni zapłaciłabym bardzo dużo – nawet 20-30 zł w zależności od rodzaju papieru, okładki itd. Przy nakładzie tylko 1 tys. egzemplarzy daje to koszty 20-30 tys. zł, więc te pieniądze trzeba mieć na wstępie i to oprócz opłacenia wszystkich innych wykonawców (agencja graficzna, korektor, redaktor, informatyk etc. – to też nie są małe koszty). Robi się więc z tego poważna inwestycja.
  • Książki te musiałabym gdzieś trzymać, a fizycznie nie mam gdzie – można wynajmować magazyn, ale to dodatkowe koszty.
  • Koszty wysyłki też podniosłyby cenę, a na początku musiałabym płacić standardowe stawki za każdą paczkę, dopiero po jakimś czasie mogłabym je negocjować.
  • Przy dwójce małych dzieci byłoby mi trudno każdego dnia pakować książki w pudełka, wypełniać etykiety nadawcze, chodzić na pocztę czy zamawiać kuriera do domu w czasach pandemii…to po prostu nie wchodziło w grę. Mogłabym to co prawda komuś zlecić, ale znowu: byłyby to dodatkowe koszty.

Stąd decyzja o formie elektronicznej, którą podjęłam i będę się jej trzymać.

Czym e-book różni się od książki papierowej?

Tylko formatem. E-book jest dostępny w formie cyfrowej, który możecie otworzyć w zasadzie na każdym czytniku: smartfonie, tablecie, laptopie czy komputerze stacjonarnym.

Treść i wygląd jest taki sam. Moja książka była składana i łamana przez agencję graficzną, która specjalizuje się w tego typu projektach.

Tak samo treść była redagowana przez profesjonalnego redaktora. Książka przeszła też korektę, jaką przeszłaby w wydawnictwie. Wszystkie zdjęcia zostały poddane profesjonalnej obróbce graficznej, którą zajmuję się sama od lat.

Jest to zatem profesjonalnie wydana publikacja.

Dlaczego zdecydowałam się na self-publishing?

Zdecydowałam się samodzielnie stworzyć książkę pomimo licznych propozycji ze strony wydawnictw, ponieważ zależało mi na samorozwoju i poczuciu większej kontroli nad finalnym produktem.

Chciałam napisać książkę na własnych warunkach i taką, która będzie mi się podobała. Do której sama wybiorę zdjęcia, szatę graficzną, fonty czy kolory. Nie chciałam tu iść na ustępstwa czy kompromis. Dlatego zdecydowałam się na założenie własnego małego wydawnictwa, które będzie zajmowało się moimi publikacjami.

Pandemia nauczyła wiele osób pracy zdalnej, zostania w domu, unikania chodzenia na pocztę, do sklepów czy księgarni. W takiej sytuacji wszystkie drukowane tytuły wydawane od marca do chwili obecnej w tradycyjnym modelu szybko straciły rację bytu.

Książki papierowe mają bardzo krótki okres “przydatności do spożycia”. Na rynku pojawia się tyle nowości, a księgarnie mają przecież określoną liczbę półek. Stąd książka leży na nich bardzo krótko, o ile nie stanie się w krótkim czasie bestsellerem. Potem, gdy nakład się wyprzeda, po prostu znika ze sklepowych półek.

Z książkami elektronicznymi nie ma takiego problemu, mogą być zawsze dostępne. I to zdecydowanie jest przyszłość książkowej dystrybucji, a ja chcę iść z duchem czasu.

Minimalizm

Z biegiem czasu razem z Monsieur idziemy w kierunku minimalizmu także w kwestii posiadania liczby rzeczy. Regularnie “odgruzowujemy” nasze mieszkanie i dobrze nam to idzie. Sami nie kupujemy od ponad dwóch lat książek papierowych. Mamy ich nie więcej niż 100 na kilku półkach. Resztę oddaliśmy, bo nie mieliśmy na nie miejsca. Zostawiliśmy tylko te, po które regularnie sięgamy.

Zamawiamy wyłącznie e-booki z wielu powodów: są łatwo dostępne, są zawsze pod ręką i gotowe do czytania w każdym miejscu. Poza tym e-książka jest tańsza od papierowej, bo odpadają koszty druku i dystrybucji. Jest także łatwiej dostępna, bo wystarczy mieć internet do jej pobrania. Nie generuje też prawie żadnego śladu węglowego poza tym wynikającym z energii potrzebnej do pracy komputerów, na których była przygotowywana.

Nie chciałam zatem tworzyć produktu, który będzie ładnie wyglądał tylko na półce. Chcę, by można było z niego korzystać czy do niego wrócić w każdej chwili i każdym miejscu, a to gwarantuje e-book.

Cienie współpracy z wydawnictwem

Sama mogę być odpowiedzialna za dystrybucję swojej książki poprzez sklep i wiem też ile egzemplarzy się sprzedało. W przypadku współpracy z wydawnictwem różnie z tym bywa. Autor musi zaufać wydawnictwu. Myślę, że nie jest to komfortowe.

Ponadto książka będzie mogła być dostępna w sprzedaży tak długo jak będę chciała. Nie będzie też sytuacji, w której nakład się skończy, a wydawnictwo nie będzie chciało zrobić dodruku bo np. będzie miało inne plany wydawnicze w danym momencie.

Zwróćcie uwagę ile popularnych niegdyś książek pierwszoligowych blogerów jest obecnie niedostępnych w sprzedaży. Są nieosiągalne, bo wydawnictwo ma inne cele sprzedażowe czy projekty wydawnicze. Nie chce inwestować w książkę sprzed paru lat, bo woli wydawać ciągle nowe tytuły i to mimo tego, że kolejny nakład mógłby się sprzedać w całości.

Sama coś o tym wiem, bo byłam współautorką dwóch książek drukowanych. Żadnej z nich nie znajdziecie już od kilku dobrych lat w księgarniach. I to pomimo tego, że jedna sprzedała się w ogromnym nakładzie 40 tys. egzemplarzy i to w bardzo krótkim czasie (szacuje się, że w Polsce średni nakład książki to poniżej 2,5 tys. egzemplarzy, więc ta liczba daje pozycję bestsellera). Po prostu wydawca uznał to za zamknięty i jednorazowy projekt i nie wznowił druku.

Projekt “własna książka” – podsumowanie

Podejrzewam, że wielu z tych rzeczy nie wiedzieliście. Ja też nie wiedziałam dopóki nie zaczęłam rozmawiać z ludźmi, którzy przeszli tę drogę. Wydaje mi się, że wydawanie książki z wydawnictwem ma sens tylko w przypadku projektów, które wymagają promocji, jaką może dać wydawnictwo lub dużych nakładów pieniężnych – np. gdy książka dotyczy podróży. Wtedy taki projekt łatwiej udźwignąć finansowo z pomocą wydawnictwa. W innych przypadkach według mnie nie ma to uzasadnienia.

Chyba że zależy nam na tym, by dać książkę rodzinie i pokazać komuś, że nasz tytuł leży na półce w księgarni. Ale to już kwestia naszych pobudek, ja ten etap mam za sobą. Moje obie babcie już dostały moje poprzednie książki w wersji papierowej, więc kolejna do kolekcji już niewiele zmieni 😉

Do zobaczenia w kuchni przy sernikach lub innych smacznych rzeczach! A książka jest dostępna w moim sklepie.

E.

Podobne wpisy

Komentarze

6 odpowiedzi na “Moja pierwsza książka “Serniki” – od pomysłu do publikacji”

  1. Monika pisze:

    Z tego co czytałam to self publishing jest o prostu dużo bardziej opłacalny bo mniej ludzi po drodze, z którymi trzeba się dzielić.
    Książka ładnie wygląda, chociaż serniki to niestety jedyne ciasta, których bardzo nie lubię, choć mam wrażenie że to nasze ciasto narodowe;) pozdrawiam

    • Madame Edith pisze:

      To nie jest niestety tak jednoznaczne. Czasami przy dużych nakładach może być bardziej opłacalny, ale też to jest duże ryzyko, bo za wszystko płaci się z własnej kieszeni i wszystko trzeba samemu skoordynować.

      W przypadku wydawnictwa, to ono pokrywa koszty korektora, redaktora, grafika, opłacenia fotografa czy zakupu zdjęć ze stock’a, składu (czy również druku).

      Poza tym wydawnictwo opłaca promocję książki i potencjalnie dociera do większej liczby odbiorców, przez co daje autorowi możliwość sprzedania większej liczby egzemplarzy (przykładowo książka “Dieta dla serca” była dystrybuowana w Empikach, salonikach Kolportera itd. – a więc w kilku tysiącach miejsc w Polsce, stąd wyprzedany olbrzymi nakład w miesiąc od premiery). Jednocześnie wydawnictwo bierze na siebie ryzyko, że książka się nie sprzeda i koszty się nie zwrócą. Przez to autor zarabia mniej. Coś za coś.

      Nie ma jednoznacznej odpowiedzi co jest lepsze self publishing czy współpraca z wydawnictwem. Ja przeszłam już obie ścieżki i wolę działanie na własną rękę, nawet jeśli zysk będzie mniejszy. Naprawdę tu nie ma reguły, bo można zarobić wydając książkę z wydawnictwem i można stracić wydając w self publishingu.

  2. Anna pisze:

    Uwielbiam serniki, ale nawet gdybym ich nie cierpiała – kupiłabym z uwagi na profesjonalizm i niepowtarzalność Autorki. Warto doceniać takich ludzi, szanować ich dorobek, wartościowe treści i doświadczenie, którym się dzielą z nami – czytelnikami. W internecie pełno jest głupot, dlatego też miło jest obserwować, jak ludzie z pasją się rozwijają.
    Polecam Ci ten blog serdecznie / nawet, jeśli nie lubisz serników/…

    • Madame Edith pisze:

      Aniu, bardzo dziękuję za przemiłe słowa! <3
      Doskonale rozumiem, że ktoś może nie lubić ciast, serników itd. i zdaję sobie sprawę, że moja książka nie jest dla każdego. Ale też nie tworzyłam jej z myślą, by się każdemu spodobała i każdy był nią zainteresowany. Myślę, że przy drugiej "80 śniadań dookoła świata" też ktoś napisze, że "nie jest mu potrzebna, bo nie jada śniadań i że wolałby kolacje". I to też będzie ok, bo jeszcze nie wymyślona takiej książki kulinarnej, która byłaby dla każdego 🙂

  3. Monika pisze:

    Śniadania są bardziej wszechstronne niż serniki, to co na śniadanie można zjeść na kolację:) a to że akurat tej książki ktoś nie kupi (Np ja) nie oznacza przecież że książka jest zła, uważam że książka jest jak najbardziej wartościowa, zdjęcia profesjonalne, itd. I jak napisalam wcześniej serniki to polskie ciasto narodowe wiec na pewno bedzie duzo chetnych czytelników:) pozdrawiam serdecznie Monika

    • Madame Edith pisze:

      Moniko,
      Jasne! Uważam dokładnie tak samo. Każdy produkt ma innego odbiorcę i to jest normalne. Wiadomo też, że znajdą się osoby, którym ani serniki, ani obiady, ani śniadania nie będą pasować, bo np. woleliby koktajle czy cokolwiek innego. I to też przyjmuję do wiadomości. Po prostu robię to, co mi w duszy gra 🙂
      Serdeczne pozdrowienia
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Moja pierwsza książka “Serniki” – od pomysłu do publikacji


Dziś chciałabym Wam napisać trochę o pomyśle na moją pierwszą książkę. Wiem, że wydając “Serniki” świadomie zawęziłam sobie grupę [...]
@MadameEdith on Instagram