Odzyskać siebie – o stawianiu granic i powrocie do równowagi

26 września 2026

Cieszę się, że jesteście ze mną od tylu lat. Przez ten cały czas dzieliliśmy się nie tylko zachwytami nad nowymi smakami czy kadrami z podróży, ale gdzieś pomiedzy także życiem. I to takim, jakie ono naprawdę jest. Blog zawsze był dla mnie miejscem spotkań, przestrzenią pełną wzajemnego szacunku, ciepła i autentyczności. Nigdy nie chciałam tworzyć sztucznego świata, w którym wszystko jest idealne, bo doskonale wiemy, że w codzienności bywają też trudne momenty. Dziś przychodzę do Was z wpisem bardzo osobistym, który pisałam ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach. Czuję jednak, że jestem Wam i samej sobie to winna.

Ostatnie miesiące były dla mnie ogromnym sprawdzianem i niezwykle trudnym czasem. Było mnie tu przez to mniej. Urwane stories/relacje z wyjazdu na Rugię w lipcu, jak i z sierpniowego wyjazdu po krajach DACH to nie był przypadek. Doszłam do ściany i nie mogłam ich dokończyć, bo paraliżował mnie lęk i strach.

Od czego się zaczęło?

Czasem życie stawia na naszej drodze sytuacje zawodowe i miejsca, które powoli, dzień po dniu, odbierają nam radość, pewność siebie i poczucie własnej wartości. Gdy w codziennym środowisku pracy zamiast wsparcia i profesjonalizmu pojawia się ciągły lęk, ogromna presja, brak szacunku i poczucie, że cokolwiek się zrobi, nigdy nie będzie wystarczająco dobre, nasz organizm w końcu mówi „dość”. Przez dłuższy czas próbowałam być silna, zaciskałam zęby i powtarzałam sobie, że dam radę. Jednak cena, jaką za to zapłaciłam, okazała się zbyt wysoka. Niewidzialny ciężar, z którym mierzyłam się już kiedyś i o którym myślałam, że mam go dawno za sobą, powrócił po raz drugi. Przyszedł cicho i znów odebrał mi całą energię.

To niesamowite, jak bardzo nasza psychika wpływa na codzienne pasje. Zawsze powtarzałam, że gotowanie jest moim azylem, a podróże dają mi skrzydła. Dzisiaj muszę szczerze przyznać, że od dłuższego czasu jest mi nie po drodze ani do kuchni, ani do planowania kolejnych wyjazdów. Gdy lęk i smutek przejmują kontrolę, hobby przestaje cieszyć, a stanowiące dotąd radość kulinarne eksperymenty stają się przytłaczającym ciężarem. Zrozumiałam jednak, że pierwszym krokiem do odzyskania równowagi jest akceptacja tego stanu, zatrzymanie się i postawienie wyraźnej granicy. Żadne stanowisko ani żaden projekt nie są warte poświęcania: zdrowia psychicznego, przesypianych nocy i spokoju ducha.

​Otrzymana pomoc

W tym trudnym czasie przekonałam się jednak o czymś niezwykle pięknym i podnoszacym na duchu. Kiedy na co dzień jesteś dobry dla innych, oferujesz empatię i serce, to dobro naprawdę wraca. Na marginesie karma też wraca i głęboko w to wierzę. Prawdziwi przyjaciele i bliscy znajomi nie pozwolili mi pogrążyć się w zamartwianiu się. Ich obecność, dobre słowo, bezinteresowna pomoc, czy po prostu bycie obok, okazały się największym wsparciem. To właśnie w takich chwilach widzę, jak wielkim darem są ludzie, którymi się otaczam. Gotowi pomóc bez proszenia, podnieść na duchu i przypomnieć, kim naprawdę jestem. Szczególnie wtedy, gdy sama na chwilę o tym zapominam.

Podsumowanie

Podsumowując ten trudny dla mnie etap, chcę z całego serca zaapelować do Was: pamiętajcie o sobie i reagujcie zawsze wtedy, gdy czujecie, że ktoś w otoczeniu przekracza granice i Was niszczy. Nie bójcie się prosić o pomoc i z niej korzystać. Oprócz bliskich pomogą Wam specjaliści, do których warto sie zwrócić.

Trzeba sobie też dać sobie czas i przestrzeń na regenerację, powrót do zdrowia, do równowagi i składanie wszystkiego na nowo. Dziękuję, że tu ze mną jesteście. Wasza obecność jest dla mnie w tym momencie nieocenionym wsparciem.

Do przeczytania!

E.

P.S. W przypadku problemów korzystajcie z telefonów pomocowych:

800 70 22 22

Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym. Czynny 7 dni w tygodniu, 24 h na dobę, połączenie bezpłatne. Dla zainteresowanych czat dostępny na: https://centrumwsparcia.pl

22 594 91 00

Antydepresyjny Telefon prowadzony przez Forum Przeciw Depresji. Czynny w każdą środę i czwartek od 17:00 do 19:00. Koszt połączenia jak na numer stacjonarny wg taryfy operatora telefonicznego.
https://forumprzeciwdepresji.pl

116 123

Całodobowy telefon zaufania dla osób dorosłych (czynny 7 dni w tygodniu, 24 h na dobę, połączenie bezpłatne). Dla zainteresowanych czat dostępny na: https://116sos.pl

Jak oceniasz ten wpis?

Kliknij gwiazdkę, aby ocenić!

Średnia ocena 4.8 / 5. Liczba głosów: 50

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszą osobą, która oceni ten post.

Podobne wpisy

Komentarze

24 odpowiedzi do “Odzyskać siebie – o stawianiu granic i powrocie do równowagi”

  1. Paulina pisze:

    Nigdy nie piszę komentarzy, ale chciałabym dorzucić cegiełkę serdeczności. Odwiedzam bloga od lat, lubię Twój styl pisania. Czytałam wszystko, nawet recenzje knajp warszawskich w których nie byłam i nie będę. Życzę Ci wyjścia z obecnego stanu. Ściskam.

    • Madame Edith pisze:

      Paulino,
      ogromnie Ci dziękuję za komentarz. Bardzo doceniam, że przez te lata udało mi się zgromadzić wokół bloga tak wspaniałych ludzi.
      Pozdrawiam ciepło
      E.

  2. Iza pisze:

    Bardzo smutne, przejmujące i takie osobiste. Dziękuję że przypominasz o dbaniu o siebie, o stawianiu granic. Każdy człowiek ma w sobie godność i wartość. Każdy ma inną wrażliwość, talenty, uzdolnienia. Agresor nie szuka tego we własnym wnętrzu ale podbija swoje samopoczucie niszcząc innych. Ja kilka dni temu w pracy tez postawiłam granice takiej słownej przemocy. Właśnie granicę, poprzez nazwanie po imieniu agresywnego zachowania. Nie chcę sie odwzajemniać. Chcę unikać takich relacji.
    I dziękuję za wspaniały blog. Niezliczoną ilość razy korzystałam z przepisów i ciągle wracam.
    Przesyłam Ci serdeczne, ciepłe życzenia zdrowia. Pozdrawiam.

    • Madame Edith pisze:

      Izo,
      bardzo dziękuję! Odbyłam ostatnio wiele rozmów ze znajomymi i przyjaciółmi o stawianiu granic i tego, co jest nam w życiu potrzebne do szczęścia. Ze wszystkich wyszło, że pieniądze nie są istotne. Najważniejsze są relacje: poza pracą, ale też w biurze, w zespole, bo w końcu w pracy spędzamy blisko 1/3 czasu i warto czuć się tam komfortowo i nie iść ze ściśniętym gardłem czy żołądkiem do biura…

      A agresywne zachowania trzeba piętnować. Świetnie, że postawiłaś jasne granice w swojej pracy!

      Gorąco Cię pozdrawiam
      E.

  3. M. pisze:

    Edyto, odwiedzam Twój blog już od lat i bardzo poruszył mnie Twój wpis.

    W kwestii podniesienia na duchu, chciałabym napisać kilka słów.

    Stworzyłaś tutaj społeczność, która myśli o Tobie ciepło, mimo że Cię osobiście nie zna. Myśli o Tobie robiąc ciasta i obiady. Myśli planując podróże. Ja osobiście nie potrafię długo wytrzymać bez bułeczek klipići, więc można powiedzieć, że średnio raz na 2 tygodnie o Tobie myślę:) Bardzo lubię też czytać wpisy z podróży, są one świetnie przygotowane. Widać, że włożyłaś w każdy przepis i wpis swój czas i swoją duszę. Za to Ci dziękuję i doceniam.

    Serdecznie życzę Tobie szybkiego powrotu do siebie. Oczywiście czekam też, aż wrócisz do nas pełna spokoju ale i nowej energii twórczej:) Uściski!

    • Madame Edith pisze:

      M.
      Serdecznie dziękuję za pokrzepiające słowa. Jest mi ogromnie miło, że mam takich wspaniałych Czytelników i Czytelniczki jak Ty!
      Moc pozdrowień,
      E.

  4. Ania pisze:

    Dziekuję za szczere słowa i podzielenie się Twoim doświadczeniem. To mi przypomniało, od czego nie muszę już uciekać i co z ulgą zostawiłam za sobą. Niejednokrornie zderzałam sie w życiu ze ścianą – pozorną. Bywało, że i w życiu zawodowym. Stawianie granic i zmiana perspektywy umożliwiały mi wtedy tezeźwiejszy osąd sytuacji i obiektywne nazwanie wszystkiego, co mi nie służy. Z perspektywy czasu wdzięczna jestem za każdą trudną sytuację, którą mam za sobą. Wiem – być może niełatwe to do zrozumienia. Jednak paradoksalnie, niełatwe sytuacje i ciężar, który przytłaczał, stawały się dla mnie impulsem. Impulsem skłaniajacym do refleksji, a w konsekwencji do zmiany – tego, co już mi nie służy (impulsem do działania). Akcji towarzyszy reakcja. Dlatego staram się szukać rozwiazań. Uciekam. Uwalniam się. Rosnę. Przytulam Edytko i z całego serca życzę, żeby zmiana stała się możliwie szybko i Twoim udziałem, w opisanej przez Ciebie sytuacji. Wczoraj już nie ma. Przed nami cała reszta naszego życia. Niech te trudne doświadczenia zostaną w sferze mglistych wspomnień (choć wiem, że czasem łatwiej to powiedzieć). Na szczęście, jak mawiała moja Mama, wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija. Wierzę, że dobrych ludzi jest więcej. Niech będzie ich jak najwięcej na Twojej drodze <3 serdecznie pozdrawiam, Ania L.

    • Madame Edith pisze:

      Aniu,
      ogromnie Ci dziękuję za tak mądry komentarz. Cieszę się, że nasze zawodowe drogi się przecięły kilka lat temu🩷
      Powiedzenie Twojej Mamy zdecydowanie warto zapamiętać.
      Przesyłam uściski
      E.

  5. Monika pisze:

    Madam, bardzo cenię sobie Pani pracę. Podróżuje z Panią do Szwajcarii i Austrii. Robię śledzie wg Pani przepisu i obiecuję sobie,że kiedyś zrobię czekośliwkę. Odkryłam ogrod botaniczny w Powsinie też z Panią. Spędziłam z Pani blogiem mnóstwo godzin. Dziękuję za to i szanuję. Proszę zadbać o siebie i wracać do nas.🩷

    • Madame Edith pisze:

      Pani Moniko,
      bardzo dziękuję za tak miły komentarz! Ogród botaniczny w Powsinie uwielbiam i jestem tam kilka razy w tygodniu. Nawet dziś poszłam na spacer, ale w weekend jest dużo ludzi i trudno odpocząć, więc zaszłam tylko na chwilę. Z sierpniowego wyjazdu po Szwajcarii powstanie z pewnością kilka wpisów, bo z rodziną (i w dodatku samochodem) odkryłam ją na nowo. Mam nadzieję, nadrobię zaległości i za kilka miesięcy wrócę znowu do wyjazdów, może nawet odświeżę szwajcarskiego e-booka, bo zebrałam dużo materiałów od ostatniej aktualizacji 2 lata temu.
      Serdecznie pozdrawiam
      E.

  6. A. pisze:

    ostatnio o Tobie myślałam, bo po raz nie wiem który robiłam kurczaka tikka masala z Twojego przepisu 🙂
    uściski!

  7. Katarzyna pisze:

    Edyto, od wielu lat korzystam z Twoich polecajek wyjazdowych,przepisów. Zawsze ujmowało mnie to z jaką klasą, kulturą i wyczuciem piszesz. Miałam pewność, że robisz to z pasją i oddaniem. Zawsze pięknym językiem ( oprócz tych przejęzyczeń, które Ci parę razy wytknęłam, za co przepraszam- bo rozumiem, że samo napisanie postu było w tym trudnym czasie dla Ciebie wyzwaniem, a co dopiero sprawdzenie).Trzymam ogromnie kciuki za Twój powrót do równowagi i wygrania walki o siebie- dla siebie i chłopaków. Mimo, że się nie znamy ściskam Cię mocno!

    • Madame Edith pisze:

      Katarzyno,
      bardzo dziękuję za ten komentarz, jak i znajdowanie przejęzyczeń. Bloga prowadzimy tylko we dwójkę i nie zawsze jest okazja, byśmy czytali wzajemnie swoje wpisy. Staramy się, jak możemy. Ale dobrze mieć trzecią czujną parę oczu do pomocy – dziękuję!
      I wiem, że to nie będzie prosty proces, ale małymi krokami do przodu i oby się udało.
      Serdecznie Cię pozdrawiam
      E.

  8. Brygida pisze:

    Pani Edyto, czytam pani bloga od kilkunastu lat, do tej pory robię np. barszcz czerwony wg Pani przepisu. Często wykorzystywałam Pani przepisy w pracy w przedszkolu. Zwykle nie pisze komentarzy,ale po tym wpisie, pomyślałam, że może dzisiaj warto.
    Warto- docenić Pani pracę, Pani uśmiech, Pani polecajki. Bo czytam,korzystam i nie wyobrażam sobie,żeby Pani nie było w mojej przestrzeni.
    Życzę dużo dobrego !

  9. Martyna pisze:

    Dziękuję Edytko za taki osobisty wpis. Tulę Cię z całej siły do serca. A na otarcie łez, proszę, kawałek sernika z Twojego przepisu! Jedz tu ze mną, chociaż wirtualnie. Czujesz jaki pyszny? Dziękuję za to, co napisałaś❤️

    • Madame Edith pisze:

      Martyno,
      serniczka nigdy nie odmawiam, dziękuję Ci z całego serca za Twoja obecność od tylu lat! ❤️
      Serdeczne pozdrowienia
      E.

  10. Kasia pisze:

    Tak bardzo rozumiem…

  11. Danka pisze:

    Droga Madame Edith,
    Przytulam do serca.❤️
    Czerp radość z życia pełnymi garściami.🥰
    Dziękuję za pięknego, wartościowego bloga, do którego zaglądam bardzo często od wielu lat. Nie ma drugiego tak inspirującego miejsca w sieci. Pozdrawiam serdecznie Danka🥰

  12. Maria pisze:

    Dziękuję Edyto za tak szczery wpis, za to ze pozwalasz nam czytelnikom brać udział w Twoim życiu, zarówno w pięknych i jak trudnych momentach. Twój blog to miejsce, do którego zagladam nieprzerwanie od 12 lat i uważam go za bardzo wyjątkowe miejsce w sieci. Życzę Ci i Twoim najbliższym wszystkiego dobrego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Odzyskać siebie – o stawianiu granic i powrocie do równowagi


Cieszę się, że jesteście ze mną od tylu lat. Przez ten cały czas dzieliliśmy się nie tylko zachwytami nad nowymi smakami czy kadrami z podróży, [...]
@MadameEdith on Instagram