Prawnuczka młynarza

19 września 2014

Mój pradziadek był młynarzem. Od lat 20’tych XX w. miał duży młyn w Nałęczowie. Widać go było z dużej odległości, gdyż stał na sporym wzniesieniu i jak na tamte czasy był niezwykle wręcz nowoczesny. Projektował go specjalista od wiatraków, który wówczas przyjechał do Nałęczowa aż z Pomorza.

Budynek usytuowany został na murowanych fundamentach, jednak cały był z drewna. Nie był podobny do wiatraków holenderskich, w których obracała się tylko górna część budynku. On obracał się cały!

W jego podstawie bowiem zamontowano mechanizm, dzięki któremu można było obrócić budynek w zależności od kierunku z jakiego wiał wiatr. Cud techniki jak na tamte czasy. Ale nadmienić trzeba, że wówczas wiatraki nie produkowały energii elektrycznej (elektryczność nie była rozpowszechniona), a siła przenoszona ze śmigieł napędzała maszyny do mielenia zboża. Zapotrzebowanie na takie usługi było na tyle duże, że wiatrak pracował niemal bez przerwy, dzień i noc.

Był też wielką okoliczną atrakcją i, jak mówi babcia, co chwilę ktoś przychodził na podwórko go pooglądać i podziwiać. Niestety w połowie lat ’50-tych wiatrak się spalił. Prawdopodobnie winna temu była akcja elektryfikacji wsi. Fachowcy, najprawdopodobniej podłączyli coś nie tak jak trzeba w związku z czym doszło do spięcia i wiatrak w nocy stanął w płomieniach. Po pewnym czasie na jego murowanej podbudówce pradziadek wybudował mały młyn, ale już nie wiatrak. Zgromadził w nim nowe urządzenia już na prąd i ropę. Budynek stoi po dzień dzisiejszy na podwórku, koło domu babci. Wszystkie elementy wnętrza się w nim zachowały, ale czy maszyny są sprawne – tego nie wie nikt.

 

Gołębnik – dziś pusty, kiedyś okupowany był przez gołębie

 

 

 

Pracownia

 

 

Maszyny do wytwarzania mąki

Podczas wizyty w sierpniu oglądałam zdjęcia z dawnych czasów. Na kilku z nich został uwieczniony wiatrak pradziadka. Bardzo żałuję, że nie zachował się do dnia dzisiejszego. Przetrwał wojnę, a spalił się najprawdopodobniej od świeżo założonej instalacji elenktycznej. Co za paradoks! Dobrze, że zostały przynajmniej po nim zdjęcia w kolorach sepii, często na pożółkłym papierze i prześwietlone po bokach, ale tym samym bardzo klimatyczne i tak nierealne, że trudno uwierzyć, że są autentyczne.

Oglądają je pomyślałam sobie, że taki wiatrak dziś to dopiero byłby atrakcją Nałęczowa. Mogłabym robić za przewodnika i oprowadzać po nim grupy turystów 😉
Widok z ostatniego piętra musiał być nieziemski, wszak sami możecie zobaczyć jak dużych był rozmiarów.

Do kolejnego przeczytania!
E.

Moje jedyne zdjęcie z pradziadkiem
Podobne wpisy

Komentarze

10 odpowiedzi na “Prawnuczka młynarza”

  1. T pisze:

    Fajny powrót do historii i dzieciństwa. Niestety budynki niszczeją, ale pozostaje pamięć. I to jest najważniejsze.

  2. Alicja Dobry pisze:

    Bardzo miłe to musi być- świadomość, że kiedyś Twoi przodkowi ociągali sukcesy 🙂 W ogóle, znajomość życia swoich krewnych kiedyś jest bardzo ekscytująca, przynajmniej jak dla mnie 😀
    Szkoda, że wiatrak już nie istnieje.. Na pewno byłby atrakcją 🙂 Fanie, że zachowały się zdjęcia! ładnie wyszłaś z pradziadkiem 🙂

  3. Aurora pisze:

    Jak ja lubię wyciąganie takich historii!!! :)) Dzięki! :))

  4. setare pisze:

    cudowna historia i jest to chyba najciekawszy wpis. uwielbiam poznawać takie ciekawostki, bo młyn nie jest dla mnie teraz "tylko młynem", ale ma też swoją twarz, przez to, że opowiada mi o nim osoba, którą "znam" ;))) brzmi to 100 razy bardziej rzeczywiście ;))) i jakie wspaniałe jest to, że na podwórku babci zachowała sie jeszcze cześć tej historii!

  5. GruBBa pisze:

    Uwielbiam takie historie. Sama param się genealogią, więc ciekawią mnie szczególnie.

  6. Magda pisze:

    Dzięki za ten niesamowity post, przeczytałam i obejrzałam z ogromną przyjemnością, wręcz z zapartym tchem, bo jestem wyjątkowo łasa na sagi rodzinne 🙂 Poproszę więcej takich historii, bo w mojej rodzinie wszyscy przodkowie niestety żyli zbyt krótko i czuję niedosyt odkrywania przeszłości, zwłaszcza tej przedwojennej.

    • Madame Edith pisze:

      Magdo,
      ogromnie mi miło, że wpis przypadł Ci do gustu. Mam zamiar kontynuować ten cykl i na wiosnę odwiedzić przedwojenną leśniczówkę moich drugich dziadków 🙂
      Serdecznie pozdrawiam
      E.

  7. Magda pisze:

    Na takie perełki warto czekać choćby nawet i rok 😉 A tak poważnie, to kolejne posty przeczytam z ogromną przyjemnością 🙂
    Pozdrawiam ciepło,
    Magda

  8. Maria pisze:

    Ja jestem prawnuczką latarnika i kiedyś chciałbym pojechać i zobaczyć na własne oczy wszystkie latarnie w których pracował i żył pradziadek z rodziną. Widziałam je tylko na zdjęciach niestety.
    Ciężkie chyba byłoby dla nas teraz takie życie – jesteśmy za wygodni. Babcia mi kiedyś mówiła jak łodzią pływała z wyspy do szkoły a jak były sztormy to dzieci zostawały nawet na kilka dni w szkole.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Prawnuczka młynarza


Mój pradziadek był młynarzem. Od lat 20’tych XX w. miał duży młyn w Nałęczowie. Widać go było z dużej odległości, gdyż stał na sporym [...]
@MadameEdith on Instagram