Co byście powiedzieli, gdyby ktoś zaserwował Wam danie z solą z ludzkich łez? Zjedlibyście je, czy może grzecznie byście podziękowali?
Taka sól pojawiła się niedawno w jednym ze sklepów w Wielkiej Brytanii. Producent opisuje ją w ten oto sposób: „sól wykonana z łez łączy w sobie wielowiekową tradycję rzemiosła oraz najświeższe ludzkie łzy, które są gotowane, poddawane procesowi krystalizacji w płytkich zbiornikach, a następnie sól zbierana jest ręcznie, aż w końcu płucze się ją w solance”.
Pełną gamę smaków można doświadczyć kupując produkty z tej wyjątkowej kolekcji:
- Sól z łez gniewu
- Sól z łez wylanych podczas krojenia cebuli
- Sól z łez uronionych podczas kichania
- Sól z łez szczęścia
- Sól z łez smutku
Każda kosztuje 7 £, a za zestaw 5 trzeba zapłacić 30 £.
Kupić je można w sklepie internetowym Hoxton Street Monster Supplies. Producent obiecuje, że każda ma unikalny smak, którego może sprawić, że nasze dania będą niezapomniane.
Sole to tak naprawdę sól morska pochodząca z Halen Môn (angielski producent organicznej, morskiej soli). Przecież chyba trudno sobie wyobrazić ile trzeba by było uronić łez, by rzeczywiście uzyskać z nich choćby 1 łyżeczkę soli 🙂
Szokująca i zaskakująca nazwa jest po prostu chwytem marketingowym, który może jednak sprawić, że niektórzy klienci nie podejmą wyzwania i nie skuszą się na ten oryginalny (tylko z nazwy) produkt.
Co sądzicie o takich trikach reklamowych?
Kupilibyście taką sól gdyby była dostępna w Polsce (7 £ to około 37 zł)? Bo trzeba przyznać, że opakowania są bardzo ładne, a sól, kto wie, pewnie też inna niż nasza z Wieliczki, bo w końcu morska, a nie warzona.
Z pozdrowieniami,
Edith
Zdjęcia pochodzą ze strony producenta: http://www.monstersupplies.org/
Podobne wpisy
Komentarze
23 odpowiedzi do “Sól z łez?”
Dodaj komentarz
Autor: Madame Edith
Co byście powiedzieli, gdyby ktoś zaserwował Wam danie z solą z ludzkich łez? Zjedlibyście je, czy może grzecznie byście podziękowali? Taka sól [...]












oczywiście, wiadomo, że nikt takiej ilości lez nie jest w stanie zabrac. Ale proszę zrozumieć ałowo " łza " kojarzy się, łączy się z bólem i cierpieniem a na pewno nie z radością i szczęściem. Już wypowiadanie slowa łza na pewno nikogo normalnego nie cieszy, wiec po co przywoływać stany smutku ??? – to chore!
Pomysł ciekawy, design prosty i sympatyczny dla oka,zbliżony nomen omen do soli do kąpieli ;). Moje pierwsze skojarzenie? że to raczej nie gratka dla tych co wierzą w karmę,cyrkulacje energii itp ;). Ciekawe jak tym opakowaniom i marketingowi udało się umknąć prawnikom i etykiecie produktu,reklamy wprowadzającej w błąd :)). Na prezent myślę,że świetna opcja: dla nowożeńców łzy szczęścia z życzeniami,aby tylko takie były ronione na nowej drodze, dla alergika te od kichania a dla amatora cebuli czy złośnicy -wiadomo które 🙂 rzecz w tym by trafić w humor potencjalnie obdarowanego, łzy szczęścia chętnie bym przygarnęła 😉
Ja z chęcią bym zakupiła taką sól, jednak na pewno tylko ta opatrzoną nazwą – łzy szczęścia. Myślę, że była by ciekawa na prezent dla kogoś z kulinarną pasją. Sól z łez uronionych podczas kichania, faktycznie trochę mnie obrzydza 😉
Dla mnie nazwa jest po prostu mało apetyczna. Opakowanie dosyć fajne, ale nie powalające. Pod ta nazwą bym nie kupiła.
p.s. A "sneezing" to już zupełnie odpada. Chyba "chopping onions" najbardziej by mi odpowiadała 😉
bardzo oryginalna nazwa. Zwraca uwage 🙂
Lubię angielski humor, kocham Monty Pythona, ale to jednak lekka przesada.
Większa niż skecz o zakładzie pogrzebowym gdzie proponowano zjedzenie zmarłej matki? Wykrajanie na żywca bez znieczulenia wątroby hipisowi? Sprzedawanie własnych dzieci na badania naukowe przez katolików? I piosenka o spermie śpiewana przez kilkulatki? Bo o rzyganiu na głowę kelnera już nie wspomnę bo to pestka.
Bo Polacy to naród cierpiący który wszystko bierze do siebie, wszystko sprowadza do ogólnonarodowych tragedii i wielkich smut. Potraktowanie czegoś z przymrożeniem oka jest nie do przyjęcia. Angielski humor jest dla większości z nich za ciężki. W Latającym Cyrku jest wiele o wiele bardziej "brutalnych" skeczy, w Polsce by pewnie mieli mnóstwo procesów o obrazę, zgorszenie – a nie międzynarodową sławę.
Ja bym chciała "łzy Twoich wrogów" 😀
Aniko,
jesteś genialna! 😀
Bardzo Ci dziękuję za fajowy komentarz,
Edith
Coś w tym jest, Aniko. Ale pomijając martyrologię, osobiście nie chciałabym spożywać niczego, co zostało wyptrodukowane z ludzkich wydzielin 😉
Ale to nie było wyprodukowane z ludzkich łez. To zwykła sól w dodatku morska czyli zdrowsza 😉 Chodzi tutaj tylko o typowy, czarny angielski humor.
Jasne że z ludzkich łez mogłaby być nie do końca zdrowa bo w końcu łzy są jednym ze sposobów oczyszczania organizmu z toksyn (dlatego jak gdzieś czytam mroczne wierszydła o "gorzkich łzach" z trudem próbuje się powstrzymać przed napisaniem komentarza z informacją że w takim wypadku należałoby się przejść do lekarza i zbadać czy z organizmem poety jest wszystko w porządku bo mnie osobiście by gorzki posmak niepokoił – keep trolling trolling…)
A ja w zupełności zgadzam się z Aniką. Polacy wszystko za bardzo biorą do siebie. A tak naprawdę w wypadku tej soli to bardzo inteligentny, nieco mroczny, ale świetny marketing! I faktycznie przywodzi na myśl genialnego Monty Pythona
O jejku!
Nie przypuszczałam, że ten post wywoła tyle emocji (mam nadzieję, że jednak pozytywnych i że się choć uśmiechnęliście przeczytawszy, że to tylko sól morska)!
Powiem Wam szczerze, że temat umieściłam raczej ze względu na zaskakujący marketingowy sposób sprzedawania smakowej soli morskiej.
Czytając o tej soli w internecie po raz pierwszy absolutnie nie miałam takich skojarzeń jak Wy.
Wręcz od samego początku temat wydał mi bardzo interesujący (skończyłam jakże banalny kierunek studiów "marketing i zarządzanie" i reklamą interesuję się od dawna). Byłam ciekawa i drążyłam go, by odkryć ten "haczyk", bo chyba dla każdego oczywistym jest, że nazwa musiała być zmyślona i nie ma powiązania z rzeczywistością.
Pozdrawiam Was serdecznie i wybaczcie mi – nie chciałam Was wcale przestraszyć,
Edith
No właśnie mnie się wydaje, że marketingowcy trafili kulą w płot z tymi ludzkimi łzami. To raczej odstrasza. Już sam fakt, że łzy kojarzą się głównie z czymś deprymującym (pomijając łzy szczęścia). Poza tym nie lubię aż takiego przerostu formy (jezykowej) nad treścią.
Dokładnie mam podobne spostrzeżenia!
Choć tak szokujący marketing nadaje produktowi niesamowity rozgłos. Jestem ciekawa, czy produkt się przyjmie, czy jednak przepadnie z kretesem.
Ja też się z tym zgodzę. Mnie to odstrasza i raczej nie kupiłabym. Używam tylko soli morskiej ale wolę taką "normalną" bez efektów specjalnych ;P
O rany, co za groteska. Zbierało mi się na wymioty, gdy to wszystko czytałam. Mam takie same skojarzenia, co od-kuchni…
Pomysł ciekawy, ale nie wiem czy bym kupiła;)
Jak dla mnie nazwa tej soli jest nieco przerażająca… Nie wiem czemu ale od razu po przeczytaniu tytułu Twojego wpisu skojarzyło mi się to wszystko z obozami koncentracyjnymi i innymi rzeczami robionymi z człowieka… Chyba jednak preferuje inne, ciekawe opakowania soli morskiej…
Faktycznie najpierw się zaczęłam zastanawiać jak to w ogóle możliwe 😉 bardzo fajny pomysł!
Chętnie kupiłabym taką sól, chociażby dla samego opakowania, które jest świetne. Kupiłabym laughter, sorrow i anger 🙂 Genialny pomysł na ciekawy dodatek do kuchni (mnie szkoda byłoby jej używać!)
Od kilku lat używam różowej soli himalajskiej i jestem z niej zadowolona, więc na powyższą się nie skuszę 🙂