Uwaga, złodziej! – Klamkowcy atakują

19 czerwca 2015

Wczoraj na jednym z portali pojawił się artykuł o złodziejach „klamkowcach”, czyli takich, którzy „próbują szczęścia” i chodzą od mieszkania do mieszkania i naciskają na klamki. Jeśli im się uda, a nikt z domowników się nie zorientuje, to wchodzą tylko do przedpokoju i zabierają torebkę, saszetkę z pieniędzmi, jeszcze niewyjętego z torby laptopa lub kluczyki do samochodu, którym odjeżdżają w najlepsze. Pewnie nie pisałabym o tym na blogu, bądź co bądź kulinarno-podróżniczym tylko z elementami tzw. „stylu życia”, jednak opisywana sytuacja dotyczy także mnie, a pewnego dnia, może niestety dotyczyć także każdego z Was.

Od kilku miesięcy regularnie ktoś naciska klamkę moich drzwi, po czym szybko chowa się do windy, która jest metr od wejścia do mojego mieszkania i … odjeżdża. Zdarzyło się to np. wczoraj po 17, a identyczna sytuacja miała także miejsce w ubiegłym tygodniu przed 23 wieczorem.Tak się złożyło, że oboje z Monsieur jeszcze wtedy pracowaliśmy przy swoich komputerach. Każdy w innym pokoju. Oboje usłyszeliśmy charakterystyczny dźwięk i rzuciliśmy do siebie tylko „słyszałeś/aś to?”. Monsieur czym prędzej pobiegł do drzwi i niewiele myśląc wybiegł na klatkę. Drzwi do windy się zamykały. Zabrakło 2-3 sekund, by zobaczył delikwenta.

Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że ta osoba (osoby?) wybierają takie momenty, gdy w domu jest cicho, czyli myślą, że nas nie ma lub jesteśmy daleko od wejścia np. w łazience lub na balkonie. Tak się składa, że do drzwi wejściowych mamy z każdego miejsca dość daleko, gdyż korytarz jest długi na kilka metrów. Nie jest więc możliwe, by dopaść do wejścia w ciągu sekundy.
Rozmawialiśmy z ochroną (mieszkamy na osiedlu, które jest otwarte, ale ma całodobowy monitoring). Niestety ona niewiele może. Co najwyżej ochroniarz przejdzie po piętrach lub przejrzą monitoring, który zamontowany jest przecież tylko poza budynkiem i w garażu. Jednak przy kilku klatkach w bloku oraz uwzględniając fakt, że przez garaż można przejść do sąsiedniego budynku, w którym także jest kilka wejść i tym samym potencjalnych furtek dla złodzieja, zadanie jest nieco karkołomne. Zwłaszcza jeśli sytuacja ma miejsce w godzinach szczytu, a koło bloku kręci się mnóstwo wracających z pracy sąsiadów.
Rozmawialiśmy także z mieszkańcami budynku. Część nic nie odnotowała, ale niektórzy owszem. Zatem to nie jest nasze widzimisię, nie jest to przeciąg czy jakaś zwykła pomyłka czy odgłos czegoś tam. To po prostu złodziej, który w biały dzień (czasami także późnym wieczorem, a może nawet w środku dnia – tego nie wiemy, bo przeważnie wówczas jesteśmy w pracy) chodzi od drzwi do drzwi i zapewne od osiedla do osiedla w celu obrabowania mieszkańców.
Recz się dzieje w Warszawie i w, wydawałoby się, spokojnej dzielnicy – na Ursynowie.
Piszę to po to, byście byli uważni i ZAWSZE zamykali drzwi po wejściu do domu. Wyróbcie w sobie ten odruch jeśli jeszcze zdarza Wam się zapomnieć. Zwracajcie też uwagę na podejrzanych ludzi kręcących się po klatkach i wchodzących z Wami do bloku niby „przy okazji”.
Na swoim osiedlu, oprócz wielokrotnego informowania ochrony o tych zdarzeniach, rozwiesiłam kartki, by wzmocnić czujność sąsiadów. Napisałam także wpis na zamkniętym forum całego osiedla.I po tym wszystkim i tak chce mi się płakać jak o tym myślę. Tak po prostu. Tak z bezsilności, bo nic nie mogę zrobić.
Nawet jak byśmy czatowali pod drzwiami cichaczem i zlapali tego gościa na gorącym uczynku, to i tak nic nam nie wolno.
A on nawet gdyby coś ukradł,  to dostanie maksymalnie 5 lat. Bo 10 to by mu groziło gdyby było włamanie. A w takim przypadku włamania nie ma…bo po prostu wszedł przez otwarte drzwi.

Prawo broni złodzieja. Bo zawsze może powiedzieć,  że się pomylił,  że wchodził do znajomych i pomieszał piętra,  mieszkania czy klatki lub blok…

A w sądzie będzie tylko jego słowo przeciw naszemu i dostanie rok lub dwa w zawieszaniu, bo „niska szkodliwość czynu”.

W takich sytuacjach ogarnia mnie przerażenie, że jakość prawa kuleje i że nawet nie można się bronić we własnym domu. Bo z pokrzywdzonego stanę się przestępcą. Czy to nie jest straszne?

Bądźcie czujni, bo nie ma nic gorszego niż czuć się niebezpiecznie we własnym domu.
Do przeczytania,
E.

Podobne wpisy

Komentarze

30 odpowiedzi na “Uwaga, złodziej! – Klamkowcy atakują”

  1. Wiewióra pisze:

    ponieważ mam spore mieszkanie a przedpokój od drzwi oddzielają drzwi zawsze zamykam je na klucz, no i na szczęście nie ma u nas windy a sąsiedzi sa czujni 🙂

  2. Anonimowy pisze:

    JA się upewniam ze są zamykane szczególnie w nocy…raz mnie koleżanka wystraszyła przez przypadek jak przychodziła do mnie wieczorem … wiedziałam ze zaraz będzie wiec drzwi były otwarte… zazwyczaj używa domofonu by wejść do klatki… akurat w tedy były na dole drzwi otwarte , ni nie słyszałam, dlatego się zastanawiałam gdzie ona jest… poszłam do korytarza… ja otwierałam pierwsze drzwi wewnętrzne a ona zewnętrzne od strony klatki schodowej … najlepsze ze na klatce nie było włączonego światła… więc jak równocześnie otwierałyśmy drzwi o mało co na zawał nie padłam… od tamtego momentu już będzie z jakiś rok… zawsze się upewniam ze drzwi są zamknięte… jak wychodzę z pokoju po picie czy muszę iść do drugiego pokoju przechodząc sprawdzam czy drzwi są zamknięte i znów sprawdzam je jak wracam do pokoju …
    Kitsune-chan

    • Anonimowy pisze:

      ja równiez sprawdzam dzwi i obowiązkowo gaz czy jest zakręcony na noc.(mieszkam we Wrocławiu miałam przypadek łapania za klamke w ciągu dnia 3 lata temu ).narazie spokój.

  3. MadziaGda3 pisze:

    Mnie mama nakladla tyle razy do glowy by drzwi zaraz po wejsciu zamykac ze zamykam. Wyprowadzilam sie,mieszkam z TZ,i on tego nie rozumial-ciaglego jak twierdzil zamykania drzwi,do momentu az po 1 corka nasza na paluszkach u stop otwiera drzwi i moze wyjsc,a 2 gdy wspollokator sasiadow z gory wiecznie mylil jak to twierdzil pietra z mieszkaniami… Nastraszyla mnie tez kolezanka ktora stancje wynajmowala,posiadala nawyk cale szczescie zamykania drzwi,bo parokrotnie probowano je otworzyc,a mieszkala w klatce samych babc i dziadkow takze tego

    • Anonimowy pisze:

      Język polski -1, trudno zrozumieć co poetka ma na myśli

    • Madame Edith pisze:

      @Anonimowy
      Bardzo proszę, nie obrażajmy się wzajemnie. Zrozumiałam co MadziaGda3 chciała przekazać.

    • Anonimowy pisze:

      Ja tu nie widzę obrażania, też z trudem przeczytałam wypowiedź "Madzi". Można by trochę szanować język polski i czytelników. (żeby nie było – inny Anonimowy)

    • Madame Edith pisze:

      @Anonimowy 2
      Jak najbardziej jestem za szanowaniem języka polskiego. Po prostu wiem, że czasami pisze się szybko, w biegu, z telefonu i bez polskich znaków czy przecinków. Komentarz Madzi nikogo nie obrażał, a ja zrozumiałam co chciała w nim przekazać, więc nie do końca rozumiem wytykanie sobie błędów. Problem leży gdzie indziej.

      P.S.
      Przepraszam, że piszę "Anonimowy 2", ale na dole zamieściłam do Was prośbę, byście komentując jako "Anonimowy" podpisywali się imieniem, ksywą itd., bym wiedziała jak się do Was zwracać.

    • MadziaGda3 pisze:

      Aż chce się w przyszłości komentować cokolwiek…. W telefonie były polskie znaki, widać nie przeszło to na bloga, tak jak z smsami… Ciesze się że Madame dała radę 🙂

  4. Anonimowy pisze:

    Mieszkam na Ursynowie i ostatnio miałam taką samą sytuację ok 23 30/24 00, z racji tego, że mój mąż miał wracać późno z pracy myślałam, że to on chwycił za klamkę, więc szybko wstałam, ale przed drzwiami już nikogo nie było, zadzwoniłam do niego, bo pomyślałam, że może wrócił się do samochodu po klucze, ponieważ nie chciał mnie budzić, niestety okazało się, że on wciąż był w pracy… Moje przerażenie było ogromne, ale później pomyślałam, że może coś mi się wydawało… Po przeczytaniu tego tekstu na Twoim blogu jestem przerażona jeszcze bardziej, bo jednak mogło mi się wcale nie "wydawać" …
    Sara

  5. Anonimowy pisze:

    Taka sytuacja zdarzyla sie mojemu wujkowi, dobrych kilka lat temu.. Po prostu ktos wszedl i ukradl walizke stojaca w przedpokoju..Gdy on tymczasem siedzial w duzym pokoju. Mieszkanie tuz przy windzie, dobrze dla zlodzieja by szybko uciec… Czlowiek jest bezsilny w takich sytuacjach.. Gdzie sie z tym zglosic? Nie ma kamer… Ja mieszkam za granica Polski i nie mam klamek w drzwiach, drzwi sie zatrzaskuja zawsze przy zamknieciu i jest niemozliwe by je otworzyc z zewnatrz. Chyba to najlepsze wyjscie..
    /Ola

  6. Vela pisze:

    To okropne co się wyprawia, człowiek może zostać okradziony nawet kiedy przebywa w domu! Aż strach zwłaszcza dla młodych osób, które mieszkają same tak jak ja, że ktoś mógłby mi tak wejść do mieszkania… Dlatego ja zawsze zamykam się jak tylko wchodzę do przedpokoju. 😀

  7. asiawKuchni pisze:

    Przykre,doskonałym rozwiązaniem są klamki jednostronne! od strony klatki schodowej nikt nie naciśnie na klamkę, bo nie ma takiej możliwości a drzwi można otworzyć jedynie od strony mieszkania i nie trzeba za sobą ich zakluczac.Polecam! gdy wyprowadziłam się z Polski do Niemiec tez długo nie mogłam pozbyć się nawyku kontrolowania i zamykania drzwi za sobą na klucz:( a zamykanie było nie potrzebne przy takich klamkach:)

  8. Trzy dni temu miałam podobną sytuację. Narzeczony wracał ze sklepu z zakupami, miał pełne ręce rzeczy i zapomniał zamknąć za sobą drzwi. Było ok 24:00. Wyszłam spod prysznica i usłyszałam zamykanie drzwi windy. Pomyślałam "jak to możliwe że przez zamknięte drzwi słyszę windę". Podeszłam do drzwi a one okazały się być otwarte! Narzeczony był akurat na balkonie. Jestem pewna że ktoś wszedł do mieszkania. Na szczęście nie trzymam w przedpokoju ani torebek ani innych cennych rzeczy. Więc złodziej nie miał nic w zasięgu i pewnie zrezygnował. Wcześniej zawsze pilnowałam żeby drzwi były zamknięte ale teraz pilnuje jeszcze bardziej 😉

  9. Znam to doskonale, ale z Białołęki. Też nie raz zdarzyło mi się podskoczyć na dźwięk klamki! Te klamki jednostronne są fantastyczne, w Niemczech to standard, ale weź i zamknij sobie chatę przez przypadek?

    • Anonimowy pisze:

      Moja ciocia tak została na klatce w kapciach po tym jak córka wybiegła za nią z mieszkania. Obie musiały iść tak jak stały do wujka do pracy (to było jeszcze przed erą telefonów komórkowych)

    • Anonimowy pisze:

      Klamki jednostronne – no, cóż – nie zawsze dobry pomysł. Mieszkam w Londynie i tu właśnie takie są. Nie tak dawno, po powrocie z pracy wzięłam prysznic, przebrałam się w BARDZO domowe ciuchy, po czym wyszłam dwa kroki przed dom żeby wyrzucić śmieci do kosza. Zrobił się przeciąg, drzwi się zatrzasnęły a ja… no cóz – zostałam na trzy godziny na ulicy przed domem, z mokrymi włosami, w kapciach i w BARDZO domowych ciuchach. Chyba jednak nie polecam : ). Vicky

  10. Anonimowy pisze:

    Moze tak stac przy drzwiach i czekac az drzwi sie otworza. A pozniej morde obic i tez odpowiedziec ze pomylka.

  11. Anonimowy pisze:

    Kilka miesięcy temu moja kuzynka mieszkająca w Piasecznie, miala wlasnie taka sytuacje.
    Tak się zdarzyloze drzwi były otwarte i delikwent wszedl do srodka, ale ona go wystraszyla i uciekl,
    Wniosek taki, ze nie jest istotne czy jest domofon, monitoring itp.trzeba zamykac drzwi koniecznie.
    Dorota.

  12. Adrijah pisze:

    Kilkanaście lat temu, kiedy moi Rodzice wykańczali dom, zatrudnili stolarza, który po wzięciu zaliczki zniknął na kilka dni, po czym nagle wrócił i oznajmił, że mu ją ukradli właśnie z przedpokoju, kiedy on oglądał telewizję z rodziną. W środku dnia. Średnio mu wtedy wierzyliśmy, więc na dowód przywiózł ze sobą lokalną gazetę, w której opisano zdarzenie. Ale tak na serio zaczęłam w to wierzyć, kiedy sama się przeprowadziłam do bloku i poznałam swoją ulubioną sąsiadkę. Opowiedziała mi, że poprzedni właściciele mojego mieszkania raz zostawili przypadkiem otwarte drzwi na noc i ktoś buchnął torebkę. Ówczesny właściciel dogonił złodzieja! Ale policja nic z tym nie zrobiła, jak usłyszała, że drzwi były otwarte. Sąsiadka co jakiś czas mi o tym przypomina i dokłada historię o tym, jak to kiedyś w nocy wstając do toalety usłyszała jadącą na nasze piętro windę (słychać charakterystyczne zgrzytnięcie, jak rusza i ma zamiar jechać na ostatnie piętro). Środek nocy, więc się zatrzymała w korytarzu i nasłuchiwała. Winda dojechała, ktoś wysiadł, a potem złapał za jej klamkę. U niej się nie udało, to następne. Wszystkie zamknięte, więc wrócił do windy i zjechał na parter i wyszedł. Tak że ja dzięki sąsiadce nawyk zamykania drzwi szybko sobie wyrobiłam, G. na szczęście też 🙂
    Gorzej z moimi Rodzicami. Jak przyjeżdżają w odwiedziny, to nawet jak poproszę, żeby zamknęli drzwi, zdarza im się zostawić je otwarte. W efekcie kiedyś nam wparowała do mieszkania Romka. Niby coś tam chciała sprzedawać, ale zanim się zorientowaliśmy, już była na środku mieszkania i wszędzie zaglądała.

  13. Anonimowy pisze:

    Ja nie mieszkam w bloku, ale w domu. Nie mam tego nawyku zamykania drzwi od przodu, chociaż mój tata często na to uczula. Jednak po dzisiejszej sytuacji, kiedy wracając ze sklepu w ulewie zobaczyłam obcego mężczyznę pod domem. W tym samym czasie na zewnątrz wyszedł mój tata i zaczął wypytywać się kim jest i co tu robi. Stwierdził, że chroni się przed deszczem i jest znajomym mojego dziadka. Tata faktycznie znał go z widzenia, ale sam fakt, że ktoś sobie dobrowolnie wszedł na naszą działkę i mógł po prostu wejść do domu skłonił mnie do refleksji. do tego jeszcze Twój post Edith. Zdecydowanie utwierdziłaś mnie w tym, że powinnam sobie wyrobić nawyk zamykania domu.
    ~Anna

  14. Agnieszka pisze:

    Moim znajomym kilka lat temu (również na Ursynowie) ktoś w ten sposób wyciągnął klucze z zamka. Znajomi myśleli, że gdzieś je zawieruszyli. Byli niedawno po przeprowadzce, więc założyli, że są w którymś z kartonów i zbytnio się tym faktem nie przejęli. Po kilku dniach około południa nagle ktoś otworzył drzwi kluczem i wszedł do środka. Koleżanka wyjątkowo tego dnia była w domu, więc delikwent się wystraszył i uciekł.

    Ostatnio na Ursynowie uaktywnili się Jehowi. Dzwonią domofonem i pytają czy chciałabym porozmawiać. Zaczęło mnie teraz zastanawiać czy to rzeczywiście oni czy ktoś sprawdza czy jest się w mieszkaniu, bo dzieje się to w środku dnia kiedy większość ludzi jest poza domem.

    Co do poruszania klamką to też miało to miejsce u mnie (Ursynów, zamknięte osiedle), szybko podeszłam do drzwi, ale już nikogo nie było. Wtedy pomyślałam, że to może jakieś dziecko, bo sporo z nich mieszka w mojej klatce.

  15. Anonimowy pisze:

    Jeżeli takie sytuacje się powtarzają to może warto zainstalować wizjer elektroniczny aktywowany ruchem i umożliwiający nagranie osób przed drzwiami. Co prawda nie wiem jak to wygląda od strony prawnej i czy takie nagranie jest dowodem. Z.

    • Madame Edith pisze:

      Z.,
      Dziękuję! To jest dobry pomysł. Choć ze strony prawnej i tak nie można byłoby wykorzystać takiego dowodu, bo nagranie byłoby nielegalne… Ale przynajmniej wiedziałabym jak wygląda złodziej i ochrona mogłaby mieć go na oku jeśli ponownie zawitałby na osiedle.
      Serdecznie pozdrawiam,
      E.

  16. Anonimowy pisze:

    Dlaczego nagranie byłoby nielegalne? Czy nagrywasz kąpiącą się , nagą osobę ?
    W niektórych osiedlach nawet w windach są kamery.Co za problem?
    Ostatecznie możesz nad drzwiami zamontować kamerę – atrapę.Też odstrasza a koszt chyba ok. 30 zł.
    Karbinadel.

    • Madame Edith pisze:

      Zgodnie z nowym prawem, które obowiązuje od 1 lipca, takie nagranie nie może być dowodem w sprawie karnej, bo zostało zdobyte nielegalnie. Musiałabym uzyskać zgodę sąsiadów i spółdzielni na istalację kamery oraz umieścić informację o monitoringu.

  17. Magda pisze:

    Ja miałam 3 (!) razy sytuację, gdy ktoś próbował wejść mi do mieszkania. Na szczęście za każdym razem były to zwykłe pomyłki :). Za pierwszym razem ktoś rano zaczął gwałtownie szarpać za klamkę. Pamiętam, że to był wigilijny poranek, ja w ciąży, przerażona biegnę do śpiącego jeszcze męża. Ten wybiega na klatkę, okazuje się, że starszy pan przyjechał do córki klatkę obok, wyszedł ze śmieciami i się zgubił! Drugi raz sąsiadka z góry, szybko wbiegła do windy, później się przyznała. I najbardziej zaskakująca sytuacja, siedzę w salonie ze swoją małą córeczką, mąż wyszedł chwilę wcześniej i nie zamknął drzwi. Słyszę, że ktoś wszedł, wychylam się przekonana, że to mąż czegoś zapomniał. Młoda dziewczyna, córka sąsiadki z góry wchodzi mi do mieszkania z nosem w telefonie:). Konsternacja, tłumaczenie, w końcu śmiech. Ale gdyby wszedł jakiś mężczyzna, chyba umarłabym ze strachu:(. Dodam, że mieszkam na nowym osiedlu i nie znam wszystkich sąsiadów.

  18. Anonimowy pisze:

    Już rozumiem dlaczego moje psy czasami gdy wracam do domu są takie nerwowe. Zazwyczaj w ciągu dnia dzwi są otwarte ze względu na rózne godziny powrotu domowników jednak próba wejścia obcej osoby skończyłaby się atakiem 3 psów. /na noc zawsze jednak drzwi są zamykane i ardzo tego pilnuje/

  19. Nietopiel pisze:

    Zamykanie drzwi na klucz to niestety obecnie minimum bezpieczeństwa. Ursynów nie jest jedynym miejscem, gdzie pojawiają się ‚klamkowi’ złodzieje – tego typu kradzieże zdarzają się coraz częściej także w innych miastach. Być może warto pomówić z administracją bloku na temat kamer zamontowanych także na klatkach sckodowych lub samemu zainwestować w monitoring w mieszkaniu skierowany na drzwi wejściowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Uwaga, złodziej! – Klamkowcy atakują


Wczoraj na jednym z portali pojawił się artykuł o złodziejach „klamkowcach”, czyli takich, którzy „próbują szczęścia” i [...]
@MadameEdith on Instagram