Velo Baltica R10: rowerem od Świnoujścia po Elbląg

5 stycznia 2026
Velo Baltica

Dzień dobry! Dziś to ja, Monsieur, przejmuję stery (a właściwie kierownicę) na blogu, aby opowiedzieć Wam o przygodzie, która marzyła mi się od dawna. Edith zajęta jest zazwyczaj wyszukiwaniem dla Was najlepszych restauracji, kawiarni i tworzeniem przepysznych przepisów, ale tym razem to ja zabieram Was w podróż. Liczba spalonych kalorii liczy zdecydowanie więcej niż tych zjedzonych, choć i na kulinarne akcenty znalazło się miejsce!

Zabieram Was na trasę Velo Baltica (część międzynarodowego szlaku R10). Przejechałem latem całe polskie wybrzeże – od zachodnich klifów w Międzyzdrojach, aż po historyczny Elbląg. Jeśli zastanawiacie się, czy warto porzucić leżak na rzecz siodełka, ten wpis jest dla Was.

Przedstawianą trasę zrealizowałem podczas dwóch wyjazdów nad Bałtyk. Najpierw pojechałem do Elbląga, skąd rowerem dojechałem do Tolkmicka. Tam wsiadłem na prom, który zabrał mnie do Krynicy Morskiej. Przejechałem całą Mierzeję po stronie polskiej i dotarłem do Gdyni. Stamtąd przepłynąłem promem na Hel i wróciłem do Gdańska. Drugi wyjazd obejmował odcinek od Świnoujścia (zatrzymałem się Międzyzdrojach ze względu na dostępne noclegi) do Trójmiasta. Dla ułatwienia trasę opiszę jednak od zachodu w stronę Elbląga.

Początek przygody: zachodni wiatr i klify

Start w Międzyzdrojach to moment pełen ekscytacji. Wyobraźcie sobie: słońce dopiero wstaje, powietrze pachnie jodem i sosnowym lasem, a przed Wami kilkaset kilometrów drogi. Zachodniopomorskie zrobiło na mnie ogromne wrażenie jakością infrastruktury. To najlepiej utrzymany odcinek R10.

Musicie wiedzieć, że Velo Baltica to w dużej mierze trasa marzeń. Odcinki w okolicach Świnoujścia czy Kołobrzegu to rowerowe „autostrady” – gładki asfalt, widok na morze i szum fal towarzyszący Wam przez kilometry. To tutaj jedzie się najszybciej i najprzyjemniej. Przejazd przez Woliński Park Narodowy to czysta magia (warto zatrzymać się w Zagrodzie Pokazowej Żubrów). Choć uprzedzam: bywały momenty, gdzie trzeba było mocniej depnąć na pedały ze względu na wzniesienia.

Środkowe Wybrzeże: piasek, korzenie i „kraina w kratkę”

Im dalej na wschód, tym trasa staje się bardziej… „charakterna”. Jeśli planujecie tę wyprawę, weźcie pod uwagę, że Velo Baltica nie jest jeszcze w 100% ukończona. O ile okolice Ustki czy Darłowa są przepiękne, to zdarzają się odcinki (szczególnie w lasach), gdzie króluje piach i wystające korzenie.

Najtrudniejszy dla mnie odcinek wiódł wokół Jeziora Gardno. Jest bowiem wyłożony betonowymi płytami z otworami. Jadąc tamtędy, w wyniku drgań, odkręciły mi się śruby trzymające błotniki.

Prawdziwym wyzwaniem, ale i nagrodą, może być Słowiński Park Narodowy. Warto wgrać na telefon najbardziej aktualny ślad GPX, ponieważ trasa jest modyfikowana na podstawie wskazówek rowerzystów. Osobiście ominąłem piaszczyste, jak i bagienne odcinki, gdyż jechałem na rowerze z dość wąskimi oponami. Jeśli chcecie pokonać ten odcinek zgodnie z mapą gravel to absolutne minimum, by czerpać radość z jazdy, a nie walczyć o przetrwanie.

Warto też wspomnieć o Krainie w Kratkę w okolicach Swołowa – architektura szachulcowa wygląda obłędnie i stanowi wspaniałą odskocznię od typowo nadmorskich krajobrazów.

Kulinarny pit-stop: nie samą jazdą człowiek żyje

Jako mąż Edith, nie mógłbym pominąć aspektu jedzenia. Na trasie R10 króluje oczywiście ryba. Najlepszą wędzoną rybę zjadłem w małej wędzarni w Trzęsaczu (Wędzarnia ryb Kasper Grobelny) – świeżutka bułka ze śledziem – coś pysznego! To są te momenty, dla których warto się zmęczyć.

Oczywiście, nie zabrakło też lodów. Po 80 km w nogach, taki deser smakuje jak najlepszy przysmak w gwiazdkowej restauracji.

Inne atrakcje po drodze

W Trzęsaczu jest też syrenka, ale co najciekawsze: przy plaży, na wydmach znajdują się ruiny kościoła z XII w. Niegdyś znajdował się 2 km od brzegu. Potem morze go zabrało. Ostatnie osunięcie nastąpiło w 1994 roku.

Po drodze natknąłem się jeszcze na kilka latarni morskich, jak i kolejkę wąskotorową w Niechorzu.

Bardzo przyjemnym przystaniem był Kołobrzeg. Można tam poznać portowe ciekawostki. Odcinek w Kołobrzegu jest też jednym z najładniejszych, gdyż trasa prowadzi przy samej plaży i widać morze, co nie jest oczywistością na R10. Warto zatrzymać się też w Darłowie i Ustce.

Hel: tam i z powrotem

Odcinek przez Hel można zrobić tam i z powrotem lub skrócić trasę i wybrać prom (np. z Helu do Gdyni). Część osób decyduje się, by dojechać na Hel pociągiem, ale w sezonie wakacyjnym bywa bardzo ciasno. Helski odcinek jest zróżnicowany. Najbardziej podobał mi się odcinek przy samym mieście Hel, ponieważ szutrowa droga jest kręta, są na niej lekkie wzniesienia, przez co nie ma nudy.

Finał: Trójmiasto, Mierzeja i Elbląg

Wjazd do Trójmiasta to powrót do cywilizacji. Ścieżka rowerowa wzdłuż zatoki, od Gdyni przez Sopot aż do Gdańska, to klasyk, który pewnie wielu z Was zna. Ale prawdziwą wisienką na torcie była dla mnie końcówka trasy, czyli Mierzeja Wiślana (dla przypomnienia: dla mnie ten fragment był początkiem, bo robiłem go od strony Elbląga podczas drugiego etapu). Nowa trasa rowerowa wzdłuż Mierzei to absolutne mistrzostwo świata! Jedziecie przez las, po gładkim szutrze lub asfalcie, mając po obu stronach wodę.

Dotarcie do Elbląga będzie dla Was momentem triumfu. Stare Miasto w Elblągu, z jego odbudowanymi kamienicami, stanowi idealne tło do zakończenia tej epickiej podróży. Licznik wskazywał ponad 500 kilometrów (z małymi „skokami w bok” do ciekawych miejsc).

Podsumowanie: Czy było warto?

Absolutnie tak! Przejazd trasy Velo Baltica to nie tylko wyczyn sportowy, ale przede wszystkim niezwykły sposób na poznanie polskiego wybrzeża z zupełnie innej perspektywy. Nie stoicie w korkach, nie szukacie miejsca parkingowego przy plaży. Jesteście wolni.

Co musicie wiedzieć przed startem?

  • Wiatr: zazwyczaj wieje z zachodu na wschód, więc kierunek z Międzyzdrojów do Elbląga jest tym „właściwym” (choć miałem też dzień, gdy wiało w twarz – bywa i tak!).
  • Noclegi: w szczycie sezonu (lipiec-sierpień) rezerwujcie noclegi z wyprzedzeniem. Korzystałem z hoteli, by zjeść dobre śniadanie.
  • Sprzęt: zadbajcie o wygodne siodełko, zabierzcie termos z herbatą, oświetlenie oraz ubrania przeciwdeszczowe.

Mam nadzieję, że ten wpis zainspiruje Was do choćby małego fragmentu tej trasy. Nie musicie od razu pokonywać całego wybrzeża. Weekendowy wypad z Kołobrzegu do Mielna, czy z Gdyni na Hel, to też fantastyczna przygoda.

Do zobaczenia na trasie!

Monsieur

Jak oceniasz ten wpis?

Kliknij gwiazdkę, aby ocenić!

Średnia ocena 5 / 5. Liczba głosów: 4

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszą osobą, która oceni ten post.

Podobne wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Velo Baltica R10: rowerem od Świnoujścia po Elbląg


Dzień dobry! Dziś to ja, Monsieur, przejmuję stery (a właściwie kierownicę) na blogu, aby opowiedzieć Wam o przygodzie, która marzyła mi się od [...]
@MadameEdith on Instagram