Wizyta w Fabryce Wedla

17 maja 2014

Po blisko dwuletniej nieobecności wczoraj późnym wieczorem po raz kolejny przekroczyłam progi Fabryki Wedla na warszawskiej Pradze. Jak zawsze wizyta była ekscytująca, bo kto nie chciałby odwiedzić takiego miejsca?! Tym razem pretekstem do spotkania była Noc Muzeów, w której udział bierze to miejsce.


Mimo, że to wydarzenie ma miejsce dziś (17 maja), to Wedel postanowił zaprosić przedpremierowo kilka blogerek do swojej siedziby już poprzedniego dnia. Mogłyśmy na spokojnie podpatrywać przygotowania do otwarcia fabryki dla zwiedzających, a także zrobić kilka własnych słodkości.

Przed udaniem się do Pracowni Rarytasów, w której odbywała się część warsztatowa, podziwiałyśmy galerię czekoladowych rzeźb.

W tym momencie przypomniała mi się moja winogronowa rzeźba, którą otrzymałam podczas poprzedniej wizyty (patrz wpis „Wizyta w Fabryce Czekolady„). Nie była co prawda tak wielka jak te zgromadzone tutaj, ale wykonana była podobnie jak te z niewiarygodną dbałością o detale.

Aż trudno mi jest sobie wyobrazić ile godzin i wysiłku kosztuje przygotowanie takiego jadalnego eksponatu. Każdy jeden jest niezwykły, a niektóre nawiązywały do Japonii (E. Wedel należy do japońskiej grupy Lotte).

Jedna z rzeźb była wykonana wg projektu znanej projektantki biżuterii – Anny Orskiej.

Po obejrzeniu wysatwy w Pracowni Rarytasów czekały na nas stanowiska pracy…

…a także maszyny mieszające czekoladę i utrzymujące ją w odpowiedniej temperaturze (dla własnych potrzeb nazywam je, jakże nieprofesjonalnie, „czekoladziarkami” 😉 ).

Moją uwagę zwrócił także kącik z rzeźbami, które są jeszcze „w produkcji”.

Obie swoimi elementami nawiązują do projektów Agnieszki Maciejak i jej słynnych legginsów – okazuje się, że z czekolady, przy odpowiednich umiejętnościach, można zrobić wszystko, nawet imitację materiału!

Warsztaty prowadził oczywiście sam Maestro Czekolady – Pan Janusz Profus ze swoją żoną – Panią Joanną Klimas-Profus, która odpowiada za wszystkie niesamowite rzeźby opuszczające mury Pracowni.

Zaczęliśmy, jak i poprzednim razem, od przygotowania własnych tabliczek czekolady. Nie były to jednak tabliczki zwykłe, a takie ważące ponad 1,2 kg 🙂

Korzystając z trzech rodzajów czekolady mogliśmy eksperymentować zarówno ze smakami, jak i dodatkami.

Postanowiłam, że moja czekolada będzie trójkolorowa z przewagą czekolady gorzkiej, ale jako, że czekoladę robi się zaczynając od góry, to górną część postanowiłam pokolorować na biało.

Na nią została wylana właściwa warstwa czekolady gorzkiej, w którą powtykałam kawałki marcepanu.

Całość zasypałam orzechami laskowymi oraz drobno siekanymi pistacjami.

Kiedy nadzienie było gotowe mogłam udać się do Maestro, by dopełnił moją formę cienką warstwą czekolady mlecznej.

Po napełnieniu moja tabliczka musiała się nieco wytrząść na specjalnym trzęsącym się stoliku. Dzięki temu czekolada została równomiernie rozprowadzona po formie.

Wierzch udekorowałam ponownie pistacjami oraz napisem 🙂

Gotowe czekolady trafiły do zastygnięcia do lodówki, a my zabrałyśmy się za przygotowywanie czekoladowych figurek – słoni oraz żabek 🙂

Nasze zadanie było z pozoru proste: pokolorować formy tak, by uzyskać ładne figurki. Wystarczyło więc wziąć worek cukierniczy z białą oraz ciemną czekoladą i nałożyć je w odpowiednie miejsca, co jednak nie było łatwe, bo czekolada spływała z wypukłej formy, albo rozlewała się na sąsiednie elementy.
Uwierzcie mi na słowo, trzeba nabrać dużej wprawy, by zrobić taką figurkę, jaką można kupić w sklepach.

Po etapie „kolorowania” jedna z połówek formy była wypełniana czekoladą mleczną.

Następnie była łączona z drugą częścią i wsadzana do specjalnej maszyny „Galileo”, dzięki której czekolada pokrywała dokładnie całą foremkę, a środek figurki pozostawał pusty.

Trzecim elementem warsztatów była dekoracja Torcika Wedlowskiego. Swój postanowiłam udekorować na wspomnienie podróży do Japonii – umieściłam na nim górę Fudżi oraz gałązkę kwitnącej wiśni.

W między czasie Maestro opowiedział nam także jakie atrakcje czekają na zwiedzających podczas Nocy Muzeów. Okazuje się, że każdy może przyjść do fabryki ze zdjęciem i zamówić torcik z własną fotografią, która zostanie wydrukowana na wafelku i umieszczona na gotowym torciku. To jedyna taka okazja, bo póki co nie ma tej usługi w stałej ofercie.

Kiedy skończyliśmy dekorować nasze smakołyki przyszedł czas na wyjęcie czekolad z lodówki.

Wystarczyło lekko stuknąć formą, by czekolada z niej wypadła na zimny stalowy blat. Było to nieco zaskakujące, bo przecież niczym nie smarowaliśmy foremek przez ich napełnieniem, ale jak się okazało wyjęcie naszych gigantycznych tabliczek było tak proste, gdyż tłuszcz się odrobinę kurczy w niskiej temperaturze i dzięki temu czekolada zaczyna minimalnie odstawać od ścianek formy.

Podobnie sprawa się miała z figurkami. Jeden ruch ręką i były uwolnione!

Potem przyszedł jeszcze tylko czas na eleganckie zapakowanie naszych wyrobów.

Moja żaba mi nieco nie wyszła, bo dałam za mało białej czekolady na jej brzuch w kształcie serca, a w dodatku się nieco rozlała i wymieszała z mleczną, ale przecież i tak najważniejszy jest smak, a to „pierwsze koty za płoty” w produkcji czekoladowych zwierzaków 🙂

Z Fabryki wyszłam w świetnym humorze, bo zabawa z czekoladą jest niezwykle przyjemna i odprężająca. I, co ciekawe, podczas warsztatów nie zjadłam ani kawałka czekolady, a jedynie dwie kostki zmrożonego Ptasiego Mleczka. Można powiedzieć, że „najadłam” się samym zapachem 🙂

Blogerską Noc Muzeów będę długo wspominać, bo to bardzo ciekawe i pouczające doświadczenie. Dzięki temu od tej pory inaczej będę spoglądała na ręcznie dekorowane torciki, bo przekonałam się na własnej skórze, że niełatwo jest napisać, czy narysować coś na tak małej powierzchni.

Do następnego przeczytania!
E.

Podobne wpisy

Komentarze

7 odpowiedzi na “Wizyta w Fabryce Wedla”

  1. Fajnie… 🙂 pozazdrościć twoich kulinarnych przygód 🙂

  2. Dusia pisze:

    Przyjemnie się czytało i oglądało 🙂 jestem pełna podziwu dla Twojego torcika, masz talent 🙂

  3. Anonimowy pisze:

    Pyszny wpis!! Ale zazdroszczę Ci takiej wyprawy:):) Piękne wyroby:) Alina

  4. taro-bun pisze:

    o nie! ile słodkościiiiiiiiiiiiiii

  5. Ela Weronika pisze:

    Tyle pyszności! Dostałam zawrotów głowy! Zazdroszczę niezmiernie 🙂

  6. Anonimowy pisze:

    Czy mogła by mi Pani wyjasnić co to takiego Cobbler -?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Wizyta w Fabryce Wedla


Po blisko dwuletniej nieobecności wczoraj późnym wieczorem po raz kolejny przekroczyłam progi Fabryki Wedla na warszawskiej Pradze. Jak zawsze [...]
@MadameEdith on Instagram