Co wiemy o Singapurze i dlaczego chcielibyśmy tam pojechać?

13 marca 2019
singapur

W ubiegłym roku na wiosnę mieliśmy plan wyjazdu do Nowej Zelandii, Singapuru oraz Hong Kongu. Znaleźliśmy już bilety, zrobiliśmy plan zwiedzania dzień po dniu. Wszystko było gotowe. Coś mnie jednak podkusiło, by chwilę poczekać z zakupem biletu i…kilka dni później okazało się, że jestem w drugiej ciąży!

Chcieliśmy lecieć na 3,5 tygodnia w październiku. Najpierw lotem bezpośrednim do Singapuru, a potem już na Wyspę Północną do Auckland. Plan był taki, że przejedziemy ją całą i wylądujemy na Wyspie Południowej, skąd z Christchurch polecimy do Hong-Kongu na 4-5 dni. Chcieliśmy jeszcze wykorzystać czas, gdy Mały Monsieur ma poniżej 2 lat i nie musi mieć własnego miejsca w samolocie. Wiadomo taka podróż nie jest łatwa, ale przy lotach bezpośrednich i podzieleniu wyprawy na etapy nie byłoby to takie trudne.

Singapur był na początku naszej trasy ze względu na lot bezpośredni z Warszawy. Mój Tata odwiedził go w kwietniu, a nasz przyjaciel w marcu. Przywieźli ze sobą bardzo ciekawe spostrzeżenia. Myślę, że to jedno z najbardziej interesujących miejsc na naszej planecie. Co wiemy o tym niewielkim mieście-państwie, jednym z zaledwie kilku tego typu tworów administracyjnych?

Niegdyś było ważną, strategiczną brytyjską bazą wojskową, a po powołaniu Niepodległej Republiki Singapuru w 1965 roku wyspa stała się jednym z największych portów i centrów finansowych świata. Ale nie tylko.

Dla wprawionych w boju podróżników, Singapur nie skrywa zapewne większych zagadek, a dla mniej wtajemniczonych wyprawa do Azji kojarzy się raczej z takimi krajami jak Japonia, Chiny, Wietnam, Korea Południowa czy Tajlandia. Niemniej jednak już jadąc w tę stronę uznaliśmy, że koniecznie trzeba odwiedzić to państwo-miasto. Zwłaszcza że 12-godzinną różnicę czasową można przy okazji podzielić na dwie, prawie równe części i łatwiej przystosować się do nowych warunków (Singapur to +7h, a Auckland kolejne +5h).

Z tradycją w nowoczesność

W Singapurze dominuje luksus i nowoczesność. Chociaż naturalnych perełek tu nie brakuje, przestrzeń wypełniają raczej designerskie drapacze chmur i futurystyczne budowle.

Taki obraz doskonale podkreśla tutejsza Marina Bay Sands, czyli olbrzymi kurort położony nad Zatoką Marina. Budowla o wartości 8 miliardów singapurskich dolarów (niecałych sześciu miliardów w przeliczeniu na amerykańską walutę) należy do korporacji Las Vegas Sands, co słusznie kojarzy nam się z kasynową rozrywką.

Tej nie mogło zabraknąć również na azjatyckiej ziemi. W tutejszym obiekcie można zagrać na jednym z sześciuset stołów albo skorzystać z którejś z dwóch i pół tysiąca maszyn wrzutowych i innych interaktywnych urządzeń do gry. Wprawdzie blackjack, automaty do gier, ruletka i wiele innych gier dostępnych jest online, ale pewnie mając taką możliwość, każdy chciałby doświadczyć wrażeń w tym supernowoczesnym, naładowanym technologią przybytku pewnie bijącym na głowę Las Vegas.

Oprócz tego, w Marina Bay Sands, znajduje się ogromny, 55-piętrowy hotel, sztuczne lodowisko, najdłuższy na świecie poziomowy basen, muzeum, imponujący punkt obserwacyjny z 360 stopniowym widokiem na panoramę miasta, a także wiele restauracji, nocnych klubów i luksusowych sklepów. Mimo nagromadzenia wieżowców, singapurska panorama nie zadziwia najwyższymi budynkami, których wysokość jest tu regulowana przepisami prawnymi i nie może przekraczać 280 metrów.

Mieszanka kulturowa

Singapur, z racji swojego uwarunkowania geograficznego i dzięki swojemu statusowi ekonomicznemu, jest prawdziwym kulturowym tyglem. Wystarczy wspomnieć, że obowiązują tutaj aż cztery języki urzędowe.

Oprócz angielskiego jest to chiński (mandaryński), malajski i tamilski, a dodatkowo mieszkańcy porozumiewają się także tak zwanym singlish, który jest kreolskim językiem na bazie angielskiego.

Pod względem etnicznym jest równie ciekawie, a trzeba pamiętać, że gęstością zaludnienia państwo ustępuje jedynie Monako. Singapurczycy mają najczęściej korzenie chińskie i malajskie, albo wywodzą się z Azji Południowej i Eurazji. Jeśli zaś chodzi o obcokrajowców, największą diasporę ma Australia, a następne w kolejności są: Malezja, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Chiny i Indonezja.

Podano do stołu

W Singapurze jest pod dostatkiem doskonałego jedzenia. Myślę, że to miejsce jest mekką dla foodies z całego świata. Lokalna kuchnia, właśnie dzięki kulturowej różnorodności i mieszaniu się różnych wpływów, jest niezwykle bogata i kolorowa.

Inspiracje płyną oczywiście z wielu azjatyckich państw takich jak Indie czy Chiny, ale dostępnych jest też sporo tak zwanych potraw hybrydowych: fish head curry (curry z rybich głów), Mee Goreng (smażony makaron z dodatkami) czy Ayam Buah Keluak (duszony kurczak).

Tradycja jedzenia tak zwanego ‘streetfood’ też ma się tutaj dobrze. Nie sposób wymienić wszystkich smakowitości, jakimi możemy się w Singapurze zajadać, ale warto wspomnieć chociażby o nieoficjalnej potrawie narodowej, czyli Haianese Chicken Rice (chińskim ryżu z kurczakiem). Danie może proste, ale jego magia tkwi w aromatycznych, lokalnych przyprawach.

Podobnie jak wiele innych miejsc na świecie, Singapur ma pewnie do zaoferowania o wiele więcej niż można przeczytać w internecie. Bardzo chcielibyśmy się tam wybrać i mamy nadzieję, że może nasza podróż dojdzie do skutku nie w trójkę, a już w czwórkę – z Mini Monsieur, który niebawem będzie świętował swój drugi miesiąc.

Do przeczytania!

E.

Podobne wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Co wiemy o Singapurze i dlaczego chcielibyśmy tam pojechać?


W ubiegłym roku na wiosnę mieliśmy plan wyjazdu do Nowej Zelandii, Singapuru oraz Hong Kongu. Znaleźliśmy już bilety, zrobiliśmy plan zwiedzania [...]
@MadameEdith on Instagram