fbpx

Himeji

15 września 2014

Czasami wydaje mi się, że mam zdecydowanie więcej szczęścia niż rozumu. Tak było w Himeji – mieście słynącym z wielkiego, białego zamku wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO, w którym pomimo niesprzyjających okoliczności przeżyliśmy jedną z najfajniejszych przygód podczas podróży po Japonii.

Himeji, ze względu na zamek o tej samej nazwie, to jedno z najczęściej odwiedzanych miast w Japonii. Niestety od 5 lat budowla ukryta jest za fasadą rusztowań. I choć remont zakończył się na początku 2014 r., to zabezpieczenia okalające budynek będą odinstalowywane przez cały rok. Dopiero w marcu 2015 r. zamek będzie można podziwiać w pełnej krasie. Pomimo tego, że nie mogliśmy go zobaczyć zbyt dobrze, ani wejść do jego wnętrz, to wycieczka po terenie twierdzy była niezwykle udana…

W naszym przewodniku przeczytaliśmy, że zamek będzie w przebudowie do początku 2014 roku, ale nie sądziliśmy, że na wiosnę w dalszym ciągu będzie otulony rusztowaniami. Przy kasie biletowej mieliśmy dość nietęgie miny, bo choć bilety były tańsze niż zwykle, to i tak nie było szansy na zobaczenie głównej atrakcji tego dnia, czyli wnętrza zamku. Przy okienku miła Japonka mówiąca po angielsku powiedziała, że jako obcokrajowcy możemy liczyć na bezpłatne oprowadzanie. Niespodziewanie z domku, w którym mieściła się kasa wyszła miła Pani Chiyuki i powiedziała, że jeśli mamy ochotę, to ona z przyjemnością nas oprowadzi. Jak się możecie domyślać nie protestowaliśmy i bez namysłu przystaliśmy na tę propozycję 🙂

Wycieczka po budynkach okalających zamek trwała blisko dwie godziny. Przez ten czas przeszliśmy przez wszystkie miejsca, do jakich wpuszczani są turyści. Nasza przewodniczka pokazała nam też kilka ukrytych miejsc na terenie twierdzy.

W tym czasie mogliśmy też porozmawiać o Japonii i zwyczajach np. parasolach przeciwsłonecznych i rękawiczkach. Dowiedzieliśmy się, że niektóre Japonki bardzo boją się promieniowania UV i to dlatego chronią dłonie przed światłem, a wychodząc nawet na moment na słonce rozkładają parasole. Posłuchaliśmy też opowieści o zanieczyszczeniu powietrza, jakie nad Japonię wędruje z terytorium Chin, o kwaśnych deszczach i o smogu latem. To z kolei rzuciło nieco światła na fakt, że wielu mieszkańców dużych miast chodzi w maseczkach – po prostu obawiają się skażonego powietrza.

Wycieczka była ogromnie interesująca, a nasza przewodniczka doskonale wiedziała gdzie leży Polska, uwielbiała Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina i znała naszego Papieża oraz słyszała o Wałęsie.
Była też nieco zdziwiona, że tak młodzi ludzie jak my udali się w podróż na drugi koniec świata. W Japonii bowiem ludzie podróżują dopiero wtedy, gdy są dużo starsi i zwykle wyjazd do Europy jest ich “podróżą życia”.

Zwiedzanie zamku Himeji wraz z Panią Chiyuki było, jak myślę, niezwykle pouczającą przygodą dla obu stron. Oprócz historii zamku rozmawialiśmy bowiem głównie o współczesnym świecie, polskiej gospodarce i Unii Europejskiej. To był jeden z bardziej udanych dni, jakie spędziliśmy w Japonii. Dowiedzieliśmy się bowiem mnóstwo ciekawostek o jej mieszkańcach.

Marzy nam się odwiedzenie zamku Himeji raz jeszcze, ale najwcześniej w 2015 r. kiedy już pokaże się światu w pełnej krasie. Jeśli będziecie planować podróż do Japonii wygospodarujcie cały dzień, albo przynajmniej pół i tu przyjeździe. Podróż z Osaki trwa ok. 1h. Dworzec w Himeji znajduje się w centrum miasta, skąd do zamku w linii prostej jest tylko 1,5 km.

Bardzo polecam to miejsce. W kwietniu, w okresie kwitnienia wiśni, wszyscy mieszkańcy Himeji przychodzą w ciągu dnia pod zamek, zbierają się w grupy, grają w gry i konsumują zawartość swoich pojemników bento. Aż miło było na nich popatrzeć. To tu właśnie zobaczyliśmy na własne oczy jak wiele radości przynosi Japończykom kilkudniowy okres kwitnienia wiśni.

Wiele osób twierdzi, że to właśnie pod zamkiem Himeji sakura przybiera swą najpiękniejszą formę. Chyba trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem, zobaczcie tylko na zdjęcia, aż buzia mi się śmieje jak na nie patrzę i przypominają mi się chwile spędzone na miejscu. Było cudnie!

Do przeczytania jutro,
E.

Follow Madame Edith on Instagram

Pinkik

Po fosie otaczającej zamek pływają łódki z turystami.

Letnie okna wykonane były z papieru. Na zimę wsuwano bardziej trwałe 😉

Charakterystyczne ryby były instalowane na dachach budynków – ich wygląd zmieniał się w różnych epokach

Dawne stroje samurajów

Lody z automatu

Klasowe zdjęcie
Podobne wpisy

Komentarze

7 odpowiedzi na “Himeji”

  1. Edyta pisze:

    Ależ się Wam wspaniale trafiło z tym zwiedzaniem! 🙂 Piekne zdjęcia 🙂

  2. T pisze:

    Bardzo przyjemne widoki. Też jestem ciekaw jak wygląda on w środku. Ale skoro nieczynne to nieczynne 🙂

  3. Angie pisze:

    Te drzewa wiśniowe wyglądają wspaniale: )

  4. ILoveBake.pl pisze:

    drzewa i architektura to coś pięknego i tak innego 🙂

  5. A jak jest urządzony zamek wewnątrz? Są odtworzone dawne komnaty? Nie można w środku robić zdjęć?

    Pozdrawiam

    Ania

    • Madame Edith pisze:

      Aniu,
      Samego zamku nie odwiedziliśmy – do marca 2015 będzie nieczynny. We wnętrzach murów obronnych nie było prawie żadnych mebli, tylko trochę ubrań samurajów (są na zdjęciu) i opisane elementy dachu (także na fotografii). W zamku faktycznie będzie do obejrzenia dużo więcej eksponatów, w tym komnaty, ale to dopiero za kilka miesięcy.

      Serdecznie pozdrawiam,
      E.

      P.S. W Japonii w wielu miejscach jest zakaz fotografowania, nawet te zbroje sfotografowałam nielegalnie 😉

    • Spryciula;) Dobrze, że Ci się udało, to możemy sobie teraz pooglądać. U nas powoli też wprowadzają zakazy. W sierpniu byłam bardzo rozczarowana ponieważ nie mogłam robić zdjęć wewnątrz Zamku na Wawelu. Strasznie się zdenerwowałam, bo liczyłam na fajne fotki na bloga;).

      Pozdrawiam

      Ania

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Himeji


Czasami wydaje mi się, że mam zdecydowanie więcej szczęścia niż rozumu. Tak było w Himeji – mieście słynącym z wielkiego, białego zamku [...]
@MadameEdith on Instagram