Lublin

18 sierpnia 2014

Były czasy, że na Podzamczu i Krakowskim Przedmieściu w Lublinie bywałam dwa razy w tygodniu. W czasach liceum chodziłam tam na kurs francuskiego do Alliance Française przy Placu Litewskim. Od tamtej pory minęło już kilkanaście lat i obecnie na lubelską starówkę zaglądam niestety niezwykle rzadko.

Z perspektywy kilkuletniej nieobecności zauważyłam jak bardzo wyładniała. Zostało już naprawdę tylko kilka kamienic do wyremontowania. Pozostałe są już odnowione i cieszą oczy przechodniów. Pamiętam, że wcale nie tak dawno temu trochę strach było po zmroku zapuszczać się w te okolice. Piwnice nie były zagospodarowane przez rozliczne puby i restauracje, tak jak ma to miejsce obecnie. Kamienice zaś miały więcej więcej otworów zabitych deskami, niż całych okien. Na szczęście to już przeszłość.

Widać, że starówka się rozwija w dobrym kierunku, jednak odnoszę wrażenie, że podupadło Krakowskie Przedmieście. Wiele sklepów zostało zamkniętych i widać puste witryny. Przyznam, że jest to smutne, bo kiedyś, zanim jeszcze powstały wszystkie galerie handlowe, to właśnie tu przyjeżdżało się na zakupy.

To tu kręciło się życie Lublina i wszystkie popularne marki miały w tym miejscu swoje sklepy. Obecnie nie ma już butiku, w którym rodzice wiele lat temu kupili mi pierwsze levi’sy na Gwiazdkę. Nie ma też PeDeTu, który potem przekształcił się w elegancką Galerię Centrum, do której chodziłam oglądać wspaniałe, jak na tamte czasy, wystawy.

Z miejsc, jakie pamiętam pozostało tylko ABC z artykułami papierniczymi. Trochę szkoda, że Krakowskie Przedmieście nie przetrwało próby czasu jako ulica handlowa, a zakupowe życie przeniosło się do wielkich galerii.

Odwiedzając zagraniczne miasta z handlowymi pasażami zawsze zazdroszczę im, że takie miejsca cieszą się niebywałą popularnością. Weźmy choćby dla przykładu Wiedeń, który ma przecież podobny klimat i temperaturę w ciągu roku. Mimo deszczu, czy śniegu wiedeńczycy robią zakupy na Graben, Kohlmarkt, czy Karntner Strasse. Pamiętacie jak w ubiegłym roku pisałam o świątecznych jarmarkach? Są one porozstawiane nierzadko na środku rozległych deptaków i w przerwie między zakupami można wstąpić np. na grzańca i iść dalej. Ulice te tętnią życiem i aż miło się po nich przejść.

Na lubelskim Krakowskim Przedmieściu mam wrażenie, że zostało kilka średnich lotów knajp głównie z kebabem oraz same banki. Szkoda, że w Polsce nie docenia się potencjału takich miejsc i atmosfery, jaka mogłaby tu panować. Żałuję, że nastała moda na wielkie galerie handlowe, a władze miast często prowadzą taką politykę czynszową, która skutecznie odstrasza wszelkich najemców przez co puste lokale straszą, zamiast przyciągać ludzi.

Na szczęście światełkiem w tunelu w Lublinie są imprezy organizowane na Starym Mieście czy Podzamczu. One sprawiają, że ta część miasta żyje, na dowód czego mam dla Was garść zdjęć z Jarmarku Jagiellońskiego – imprezy niezwykłej, bo skupiającej prawdziwych rzemieślników i artystów z Polski, jak i państw ościennych. Na żadnym stoisku nie znajdziecie tu „chińszczyzny”, a jedynie autentyczne, ręcznie wyrabiane przedmioty. Można zaopatrzyć się w prawdziwe perełki do kuchni i mieszkania, a także paletę regionalnych przysmaków. Jest gwarno, pysznie, kolorowo i wesoło. I tak właśnie powinna wyglądać najbardziej zabytkowa część miasta.

Zostawiam Was ze zdjęciami Lublina i życzę udanego tygodnia!
E.

Follow Madame Edith on Instagram

Wycinanki

Lalki motanki
Cebularze lubelskie, cydr lubelski, szarlotka i racuchy z jabłkami

Wywoływanie zdjęcia na szkle

Pieczywo z Litwy i Białowieży

Występy muzyków…

…i pieśniarek

Sery korycińskie

Podobne wpisy

Komentarze

17 odpowiedzi na “Lublin”

  1. ekocentryczka pisze:

    Pięknie:) Dawno nie byłam w Lublinie.

  2. Witaj Madame, ja bywam w Lublinie bardzo często i zgodzę się z Tobą, że Lublin to nie Wiedeń. To nie Paryż, to nawet nie Kraków. Lublin to Lublin Madame. Nie zgodzę się też, że można tu zjeść same kebaby. Otwórz oczy Madame, wytęż inne zmysły, a one zaprowadzą Cię do maleńkich, czasem większych restauracyjek poukrywanych w zakamarkach niezwykłego i pełnego kontrastów (jak to pięknie nam na zdjęciach pokazałaś) starego miasta. Zapewniam Cię i zapraszam na dobrą żydowską, staropolską i europejską kuchnię, a słyszałam też, że i japońska jest znakomita – a wszystko w obrębie starego niedoskonałego miasta. Polska B, Lublin jak i inne miasta po tej stronie Wisły przez długie lata stały "w kolejce" do odzyskania swojej świetności. Kiedy przyjechałam 14 lat temu do Lublina po raz pierwszy starówka wyglądała jeszcze inaczej i wtedy na prawdę nie było co i gdzie zjeść poza kebabem na krakowskim (który do dziś cieszy się powodzeniem i pizzą w każdym lokalu) niż na twoich zdjęciach Madame i dlatego doceniam to co wydarzyło się przez tych kilkanaście lat pod względem gastronomicznym i architektonicznym. Być może do ideału Lublinowi jeszcze daleko, ale w Wiedniu równie dobrze można przyczepić się do budek z kebabami czy hinduskim jedzeniem, a kawiarnie czy restauracje są różne …. (myślę, że jak wszędzie). Wszystko zależy od szczęścia, znajomości lokali, dobrego szefa kuchni, naszego nastroju, no i oczywiście zasobności portfela.
    Pozdrawiam i zapraszam na cebularza – tę wykwintność można zjeść nawet w parku przy śpiewie ptaków i szumie fontanny lub strumienia (to najlepsza restauracja w letnie upalne dni) 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Szkatułko,

      Wybacz, ale odnoszę wrażenie, że nie przeczytałaś dokładnie mojego wpisu.

      To, że nie bywam zbyt często w Lublinje nie znaczy, że nie znam tego miasta. Zapewniam, że znam, bo tam się wychowałam.

      Nie porównuję Lublina do Wiednia, bo uważam, że takie zestawienie nie miałoby najmniejszego sensu. Piszę po prostu, że żałuję, że z handlowej ulicy zrobił się deptak z mało atrakcyjnymi lokalami gastronomicznymi. Dopiero na starówce jest mnóstwo fajnych miejsc, o czym też wspominam we wpisie.

      Bardzo proszę przeczytaj tekst raz jeszcze i nie atakuj bezpodstawnie.

      Pozdrawiam,
      E.

    • Madame ja nie oskarżam, w ogóle nie wiem skąd przyszło Ci to do głowy. Wydaje mi się, że wpis jest po prostu mało obiektywny z powodu tego, że wychowałaś, czy mieszkałaś w Lublinie i inaczej patrzysz na to miasto, tak jak ja patrzę na swoje i bardzo przeżywam każdą zmianę (czego nie rozumieją moi znajomi mieszkający na stałe w nim. Oni te zmiany przyjmują naturalnie, czasami wręcz z radością). Pewnie, że w Lublinie mogłoby być lepiej i również życzyłabym sobie takiej czy innej zmiany ale … no właśnie to ale …
      Wybacz jeśli poczułaś się zaatakowana, nie to było moim zamysłem, ale jako "przyjezdna" Lublinianka uznałam, że mogę zabrać głos w tej materii.
      Pozdrawiam

      Szkat

  3. Edith,

    Przepiękne zdjęcia! Nie sadziłam, że Lublin, to takie ładne miasto. Momentami niektóre uliczki stylem przypominają mi Kraków. A co to za budynek na pierwszym zdjęciu? Jakiś zamek? Jestem tez bardzo ciekawa, czy spróbowałaś, któregoś z tych regionalnych przysmaków, które pokazujesz na zdjęciach?

    Kiedy czytałam artykuł, naszła mnie ta sama refleksja, co Ciebie. W Polsce powstają liczne galerie handlowe i w związku z tym uliczne sklepy zamykają się, a zagranicą chociażby w Berlinie, czy innych niemieckich miastach jakoś jedno drugiemu nie przeszkadza. Może sytuacja zależy od zamożności społeczeństwa albo od tego, że w Polsce galerie handlowe, to w sumie nowość, na zachodzie mają je od lat i pewnie już się "przejadły".

    Zazdroszczę słonecznej pogody, którą miałaś w Lublinie!:). Ja wybrałam się wczoraj do Międzyzdrojów i poczułam oddech jesieni:), ale i tak udało się zaliczyć całkiem przyjemny spacer (kocham morze, a zwłaszcza Międzyzdroje o każdej porze roku), zrobić trochę zdjęć do mojej relacji i wpaść w taki trochę nostalgiczny, jesienny nastrój:).

    Życzę Ci udanego i pełnego słońca tygodnia

    Ania

    • Madame Edith pisze:

      Aniu,

      Na pierwszym zdjęciu to faktycznie lubelski zamek. I oczywiście, jak na łakomczucha przystało, solidnie się obkupiłam w łakocie na jarmarku – głównie chleb oraz sery. Cebularzy już się najadłam poprzedniego dnia, więc tym razem je sobie odpuściłam 🙂

      Serdecznie Cię pozdrawiam,
      E.

    • O, to muszę o nim poczytać w Internecie. Jestem wręcz fanatyczką zwiedzania zamków i pałaców :).

      Pozdrawiam

      A.

  4. Ragazza pisze:

    W tym tygodniu jadę na konferencję do Lublina, do której początkowo podchodziłam niechętnie ze względu na 7-godzinną podróż pociągiem, ale mimo wszystko zarezerwowałam sobie jeden dzień na zwiedzanie, bo nigdy tu nie byłam. Przekonałaś mnie, że to była dobra decyzja i zdecydowanie nie będę się nudzić 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Ragazzo,
      Jestem pewna, że Ci się spodoba. Myślę, że nawet mając tydzień na zwiedzanie można znaleźć w Lublinie tyle ciekawych miejsc, że się nikomu nie będzie nudzić 🙂 To bardzo ciekawe miasto z długą historią.

      Przesyłam pozdrowienia,
      E.

  5. jeke pisze:

    Mam ochotę w najbliższym czasie wybrać się do Lublina. Ładne zdjęcia, miło się oglądało:)

  6. Agnieszka F. pisze:

    Nigdy nie byłam w Lublinie, a widzę, że warto byłoby się wybrać 🙂 Choćby ze względu na zamki czy pałace, które uwielbiam 🙂
    Bardzo ładne zdjęcia 🙂
    Pozdrawiam, i również udanego tygodnia! 🙂
    Aga F.

  7. Anonimowy pisze:

    Witaj, ja też byłam w Lublinie na Jarmarku Jagielloński. Przywiozłam piękne ceramiczne kubki, ser kozi, miód wrzosowy i chlebek (juz zjedzony, jak ser). Teraz byłam w Lublinie 2 dni, wcześniej dawno 1 dzień przejazdem. Bardzo mi się podoba stare miasto, jest urocze. To co poza starym miastem to już mniej. Ale skoro stolica poza centrum wygląda jak wygląda, to co się mamy czepiać Lublina…Jedynie szkoda mi tego Krakowskiego Przedmieścia, na odcinku od starego miasta do placu litewskiego. Niestety, same kebaby i pizze i kicz. A na starym mieście ciekawe jedzenie (np. Trybunalska, Szeroka, restauracja żydowska czy inne) i urokliwie 🙂 Poza starym miastem byłam w Ogrodzie Saskim 🙂 pozdrawiam 🙂 Karolina

    • Madame Edith pisze:

      Karolino,
      mamy podobne spostrzeżenia. Niestety moje ostatnia wizyta na Krakowskim Przedmieście była dla mnie dużym i raczej mało pozytywnym zaskoczeniem. Bardzo żałuję, bo pamiętam czasy, kiedy to miejsce wyglądało zgoła inaczej. Na szczęście starówka wygląda znakomicie. Jeszcze tylko kilka kamienic i będzie na "tip-top". Cieszę się, że wyjechałaś z lubelskiego Starego Miasta z dobrymi wrażeniami 🙂

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

  8. Anonimowy pisze:

    Studiuję w Lublinie, na wydziale politologii UMCS (swoją drogą wspaniałą miejscówkę ma mój wydział ;)) od 3 lat i niestety muszę się zgodzić, że deptak mocno podupadł przez ten czas. Lubię to miasto, nieśpieszne spacery, wagary… 😉

  9. Anonimowy pisze:

    Urodziłam się i mieszkałam przez 19 lat na Lubelszczyznie i potwierdzam, że są to przepiękne okolice. Jednak zawsze bardziej urokliwy od Lublina wydawał mi się Zamość i zwiedzenie tego miasta i jego okolic serdecznie polecam. Co do Krakowskiego Przedmieścia- również przyjeżdżałam własnie tutaj po zakupy. Obecnie mieszkam w Łodzi i mogę powiedzieć, że podobny los spotkał ulicę Piotrkowską- niegdyś było przy niej pełno sklepów i butików, a obecnie bardzo podupadła, w szczególności po otwarciu Manufaktury (która- swoją drogą- też ma pewien urok) i kilku innych centrów handlowych. Myślę, że powodowane jest to również faktem, że wygodniej robi się zakupy w centrach handlowych, w szczególności zimą- wszystko mamy pod jednym dachem, a nie wchodzimy do ciepłego sklepu i za chwilę znajdujemy się na zimnym powietrzu. Myślę, że jest to wybór większości społeczeństwa, który skutkuje zamykaniem sklepów przy deptakach takich jak Piotrkowska czy Krakowskie Przedmieście.

    • Madame Edith pisze:

      Droga Czytelniczko,

      bardzo dziękuję za Twój komentarz. Zamość także bardzo lubię i dlatego będzie mu poświęcony jeden z kolejnych wpisów na blogu 🙂

      A w Łodzi byłam bodaj 4 lata temu i na Piotrkowskiej pomyślałam sobie: "ależ to musiało być kiedyś super miejsce!". Łódzka Manufaktura to faktycznie wyjątkowe centrum handlowe – bardzo mi się podobało i chyba faktycznie coś w tym jest, że jesteśmy wygodni i nie lubimy marznąć zimą. Jednak dla mnie ideałem jest Wiedeń – tam mimo mrozów na ulicach handlowych i w kawiarniach wprost tętni życie. Coś niebywałego.

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

  10. Lech pisze:

    Jako mieszkaniec Lublina muszę i ja wtrącić swoje trzy grosze. Twoje spostrzeżenie Edytko o umierającym centrum Lublina jest jak najbardziej trafne. Przyczyn zapewne jest wiele a wśród nich: drogie płatne parkingi odstręczające klientów od tych miejsc, drogie czynsze – wynosi się mały biznes i usługi, rozbudowa centrów handlowych z pełną infrastrukturą – tam przenoszą się klienci. Szkoda tego ale jak ktoś zauważył, to miejsce może umrzeć a może czeka na swój czas.

    Lublin nie będzie Wiedniem czy Krakowem ale też daleko do Lublina takiemu na przykład Rzeszowowi bo choć obecnie Rzeszów ( bratnie miasto) jest lepiej rozwinięty i nowocześniejszy to nie zbuduje sobie takich uniwersytetów czy historii.
    Ja też mieszkałem i mieszkam w różnych miastach Polski ( Olsztyn, Gdańsk, Warszawa) ale Lublinem jestem najzwyczajniej "zatruty". To miasto ma swój klimat, urok, magnetyzm… Ma swoje wady ( kunktatorstwo) ale znacznie więcej zalet.

    Ciekawym teraz polecam miasteczko kresowe w lubelskim Skansenie. Odbudowane miasteczko sprzed 100 lat 🙂
    Już za kilka dni otwarcie obwodnicy i wyjazdu szybkiego ruchu do Warszawy to będzie ok. 2 godzin samochodem od Warszawy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Lublin


Były czasy, że na Podzamczu i Krakowskim Przedmieściu w Lublinie bywałam dwa razy w tygodniu. W czasach liceum chodziłam tam na kurs francuskiego [...]
@MadameEdith on Instagram