Lugano – miasto, w którym mogłabym mieszkać

2 marca 2019

Lugano jest nie tylko cudnie położone, ma piękną architekturę, wspaniałe parki i zielone przestrzenie. To miasto tętni życiem! A do tego nie uraczycie raczej w nim śniegu, bo przez zdecydowanie większą część roku pogoda jest słoneczna. Palmy na każdym kroku, dookoła góry, potężne Jezioro Lugano i przemili ludzie, w których żyłach płynie limoncello, a serce zrobione jest z risotto. Czego chcieć więcej?

Lugano ciągnie się kilka dobrych kilometrów nad brzegiem jeziora. Niemalże z roku na rok się rozrasta i wchłania kolejne wioski. Zachwyca na każdym kroku i z każdej perspektywy. To według mnie najpiękniejsze szwajcarskie miasto, jakie widziałam do tej pory. Nawet Montreux nie może się z nim równać. Lugano jest gościnne, pełne włoskiego szyku, ale też nonszalancji, przepełnione pysznym jedzeniem: ciasteczkami z migdałami, aromatyczną czekoladą i polentą sprzedawaną jako street food. Coś niesamowitego! A do tego palmy … chyba się powtarzam, ale palmy kocham miłością ogromną, bo kojarzą mi się z dzieciństwem w Maladze i nic na to nie poradzę.

Lugano to też luksus. Ale subtelny. Bo w Szwajcarii nikt z luksusem się nie obnosi jak w innych miejscach. Markowe butiki nie są ostentacyjne. Są trochę jak sklepy z bułkami. Jakbyście idąc ulicą w Warszawie przechodzili koło Cieślikowskiego, Putki i Grzybków tak tam przechodzicie obok Prady, Cartiera, Rolexa i Louis Viuttona, a razaz potem wpadacie na delikatesy, w których głównym produktem jest kawior. Na nikim to jednak nie robi wrażenia. Nikt przy wystawie nie robi sobie zdjęć na Instagrama, jak u nas na Brackiej 😉

Ale Lugano to przede wszystkim zieleń i błękit. Trzy wielkie góry, które wznoszą się nad miastem i jeziorem: Monte Brè (925 m n.p.m.) na wschodzie, Monte San Salvatore (912 m n.p.m.) na południu oraz Monte Sighignola (1.314 m n.p.m.) – już po włoskiej stronie jeziora. I każde jedna wygląda na ogromną. A to za sprawą dużych przewyższeń nad taflą jeziora.

Dzięki licznym wzniesieniom miasto wydaje się wręcz ogromne, a liczy niecałe 70 tys. mieszkańców. Moim zdaniem taka liczba jest idealna: nie za mała – tak by „nie każdy wiedział wszystko o każdym” i jednocześnie nie za duża – tak, by ludzie się jednak znali choćby z widzenia. Między centrum, a dworcem kolejowym poprowadzono kolejkę, dzięki której mieszkańcy nie muszą pokonywać wielu schodów, by dostać się do górnej części miasta. Takich ułatwień jest tam całkiem sporo, bo kolejną są kolejki na góry oraz tramwaj wodny kursujący po jeziorze i zatrzymujący się w wielu punktach miasta.

Wspaniałe jest tu wszystko: zielone przestrzenie w centrum, piaszczysta plaża i to, że rzeźba Igora Mitoraja stoi (choć w zasadzie leży) jakby nigdy nic na publicznym skwerze.

Lugano – co zobaczyć?

W Lugano można odwiedzić ultranowoczesną filharmonię, przejść przez stare urokliwe centrum z mnóstwem wąskich uliczek. Można wjechać na jedną z gór, a także popłynąć tramwajem na drugą stronę jeziora. Myślę, że nie sposób się tu nudzić. Po mieście najlepiej pochodzić i eksplorować je na własną rękę.

Lugano – gdzie jeść?

Jest kilka adresów, które warto odwiedzić. Numerem jeden są delikatesy Gabbani. Tak naprawdę to kilka sklepów pod jednym szyldem, a także hotel. Jeden sklep specjalizuje się w wędlinach i mięsie, kolejny w serach, jest także kawiarnia i piekarnia. W każdym kupicie coś do zjedzenia na wynos. W Kawiarni, która znajduje się przy sklepie z serami można zjeść także na miejscu. W ofercie są doskonałe kanapki ze świeżego pieczywa wypiekanego na miejscu ze szwajcarskimi serami i włoskimi wędlinami.

Jest też cukiernia i kawiarnia Grand Cafe, w której można zjeść doskonałe lody, ciastka. Patrząc na wystawę oczy wychodzą z orbit, a serce zaczyna szybciej bić. Tutejsze amaretti z gorzkich migdałów było obłędne! Koniecznie wejdźcie na piętro i zobaczcie jak cudny i klimatyczny wystrój z epoki jest w tym lokalu.

Jest też Vanini – najstarsza czekoladziarnia w regionie. Sklep jest klimatyzowany, więc nawet w upalny dzień nie ma problemu, że towar popłynie. Kupiłam tu czekoladę w proszku, bo wydawała mi się najlepszą rzeczą, jaką mogłabym zabrać do Polski. Próbowałam także czekolad na wagę oraz czekoladek. Moim faworytem był imbir w czekoladzie – odlotowa rzecz!

We wtorki i czwartki od 7:30 do 14:30 na ulicach Lugano (na Via Carducci, Piazza San Rocco oraz Via Canova) odbywa się targ, na którym okoliczni rolnicy sprzedają wytwory swojej pracy. Warta tu zajrzeć i spróbować pysznej polenty prosto z wielkiego gara.

Lugano – podsumowanie:

Kanton Ticino jest bajkowy. Nie spodziewałam się, że na Ziemi istnieje takie miejsce: połączenie ułożonej Szwajcarii z włoskim duchem i kuchnią. To po prostu bajkowe miejsce i jeśli jeszcze tam nie byliście, to zapiszcie je na swojej liście „do odwiedzenia” . Zajrzyjcie do artykułu o 12 rzeczach, jakie warto zrobić w Ticino., gdzie pokazywałam takie atrakcje jak plantacja herbaty, pole golfowe czy maleńka Ascona. O Jeziorze Lugano przeczytacie we wpisie mu poświęconym – tam też polecam miejsca na jedzenie, a o malowniczo położonym hotelu Kurhaus Cademario pisałam tu. 

Zostawiam Was z kolekcją zdjęć, jakie udało mi się przywieźć z dwudniowego pobytu w tym pięknym mieście.

Do przeczytania!

E.











Podobne wpisy

Komentarze

8 odpowiedzi na “Lugano – miasto, w którym mogłabym mieszkać”

  1. dziękuję za ten wirtualny spacer po ciekawych miejscach, bardzo tam przyjemnie – tak czuję… są tam miejsca na zwiedzanie na odpoczynek i na ucztę czyli jest bardzo dużo 🙂 pozdrawiam asia

    • Madame Edith pisze:

      Asiu,
      Lugano to super wyjątkowe miejsce! Można się zakochać od pierwszego spaceru i od pierwszej godziny, a potem tylko człowiek utwierdza się w przekonaniu, że jest tam wspaniale.
      Moc pozdrowień!
      E.

  2. jola0078 pisze:

    Już wiem gdzie pojedziemy na następny urlop!!! Droga Madame mam tylko jedno pytanie: jak najlepiej dostać się do Lugano? Pobieżnie sprawdziłam, że albo lecimy do Mediolanu i stamtąd dojeżdżamy do Lugano, bądź lecimy do Zurychu i przesiadka do Lugano. Troszkę logistyki jest, ale jest to do zrealizowania, jednak nie pogardzę Twoją radą. Pozdrawiam cieplutko!

    • Madame Edith pisze:

      Jolu,
      masz rację: są dwie drogi. Z Mediolanu można dojechać pociągiem w mniej niż godzina z kwadransem. Osobiście jechałam z Zurychu pociągiem z dwiema przesiadkami (najpierw na dworcu głównym, a potem jeszcze w malutkiej miejscowości). Fajne jest to, że na tej trasie przejeżdża się przez Tunel Gotarda, który jest dużą atrakcją. Więcej o dojeździe do Ticino pisałam tu: 12 rzeczy, jakie trzeba zrobić w Ticino.
      Serdecznie pozdrawiam
      E.

  3. Maria pisze:

    Chociaż jak już pisałam wcześniej moim ukochanym miejscem pozostaje jezioro Garda, szczególnie jego północny brzeg i miejscowości Riva del Garda I Malcesine. To przeprowadzką do Lugano też bym nie pogardziła. Zwłaszcza że mogłabym tam mówić po włosku, a na dodatek za sąsiadkę miałabym Madame Edith 🤣

    • Madame Edith pisze:

      Haha! Mario, w takim razie jesteśmy umówione 😁 Zostaje tylko znaleźć odpowiednie nieruchomości.

  4. Ze zdjęc można by wywnioskować, że miasto jest bardzo kameralne i raczej pozbawione natłoku turystów – czy jest tak faktycznie :)?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Lugano – miasto, w którym mogłabym mieszkać


Lugano jest nie tylko cudnie położone, ma piękną architekturę, wspaniałe parki i zielone przestrzenie. To miasto tętni życiem! A do tego nie [...]
@MadameEdith on Instagram