Nie daj się okraść na wakacjach! – złodziejskie metody na turystę

7 czerwca 2018

Nie daj się okraść na wakacjach

Temat kradzieży w różnych kontekstach poruszamy na blogu już któryś raz. Bo nic nie denerwuje nas tak, jak sięganie po nieswoją własność. A że wakacyjne wyjazdy należą do momentów, gdy jesteśmy wyluzowani i zapatrzeni w piękne krajobrazy i nasza czujność jest nieco uśpiona, chcemy Wam pokazać o czym warto mimo wszystko pamiętać. Każdy z nas zna kogoś, kto został okradziony podczas zagranicznej podróży. Wielu z nas pewnie samych padło ofiarą złodziei. Metod jest mnóstwo i warto je poznać, by wiedzieć czego można się spodziewać i jak się najlepiej zabezpieczyć, by nie zostać złowionym na przysłowiowy haczyk.

Metoda 1: na tłum w środkach komunikacji

#1

Ci z Was, którzy byli w Lizbonie z pewnością doskonale wiedzą, że w słynnym żółtym tramwaju jadącym przez Alfamę grasują mali złodzieje. Sami byliśmy świadkami jak dwóch chłopaczków chciało okraść turystę. Ten był jednak czujny i w porę zareagował. Byliśmy w szoku, że dzieciaki te najpierw biegną za tramwajem, potem wskakują do niego bez biletu i szwendają się po nim próbując zakosić portfel, telefon czy jeszcze coś innego. Widzieliśmy tę szajkę na tej linii dwa lub trzy razy, a kolejnego dnia spotkaliśmy ich także w autobusie jadącym na drugą stronę Tagu. Każdy turysta jadąc do Lizbony powinien mieć świadomość niebezpieczeństwa i, gdy odwiedzaliśmy Lizbonę 6 lat temu, w wielu miejscach były naklejki z informacjami o kieszonkowcach.

#2

Nasza znajoma została okradziona w metrze jak już była na ostatniej prostej na brukselskie lotnisko. Złodziej delikatnie rozciął plecak i wyjął saszetkę z dokumentami i pieniędzmi. Niestety zgubiło ją to, że już poczuła się już prawie jak w domu i w ostatniej chwili poprzekładała wszystkie dokumenty oraz pieniądze do jednego miejsca, by podczas odprawy mieć wszystko pod ręką. Efekt był taki, że musiała się zapożyczyć i spędziła dodatkowe dni załatwiając ekspresowe wydanie dokumentów w ambasadzie, bo do wylotu do domu, nawet w ramach UE, potrzeba przynajmniej jednego dokumentu.

Metoda 2: na skuter/motocykl

Sama zostałam okradziona w ten sposób na Bali. Po prostu przechodziłam przez ulicę na zielonym. Samochody miały czerwone, ale i tak nagle zza zakrętu pojawił się skuter. Byłam może metr od krawężnika gdy pasażer zerwał mi torebkę z ramienia i odjechał na motocyklu.

Podobne akcje obecnie bardzo często zdarzają się we Włoszech, bo to mekka skuterów. Podczas mojego ostatniego pobytu w Londynie słyszałam też, że to bardzo często wykorzystywana metoda na kradzieże telefonów w stolicy Anglii: po prostu pasażer skutera wyrywa telefon podczas rozmowy np. na przejściu dla pieszych lub wjeżdża na chodnik.

Metoda 3: na jałmłużnę

Nasz kolega kilka dni temu został okradziony w Atenach. Siedział przy stoliku w restauracji, do którego podszedł chłopiec z tekturową tabliczką zawierającą napis w języku greckim.  Dziecko odłożyło ją na stolik (znacie pewnie ten scenariusz nawet z polskich ogródków) przy smartphonie kolegi i odeszło. Wróciło i prosiło o pieniądze. Trwało to kilka minut, było nieugięte i bardzo natarczywe. Ale uważajcie, tego nie przewidzieliście: po chwili proszenia zabrał tabliczkę ze stołu i … odszedł jakby nigdy nic z telefonem, który przykrył wcześniej tabliczką. Znajomy ze swoją dziewczyną ucieszyli się, że dzieciak w końcu odszedł i dopiero po chwili zorientowali się co się stało.

Metoda 4: na nieuwagę

Są takie miejsca, w których złodziei jest cała masa. Niestety zalicza się do nich m.in. Barcelona, zwłaszcza w sezonie. Turystów jest tam wtedy bez liku, tłumy są wszędzie. A jak jest tłum, to i okazja do kradzieży. Powiem Wam zupełnie szczerze, że przez wiele lat nie jechaliśmy do Barcelony ze względu na fakt, że wszyscy nasi przyjaciele i znajomi zostali tam okradzeni. Wszyscy! A każdy się oczywiście pilnował, no bo jakże inaczej. Jak wiecie udało nam się dotrzeć do Barcelony w ubiegłym roku w styczniu, czyli w zasadzie poza sezonem. Było spokojnie, mało ludzi. Nie zanotowaliśmy żadnych niebezpiecznych sytuacji, nic nas złego nie spotkało. Ale powiem Wam kilka historii:

  1. jedną naszą przyjaciółkę okradli w klubie – płaciła za drinka, liczyła pieniądze i na moment spuściła z oczu torebkę;
  2. drugą wspólną przyjaciółkę okradli na plaży, gdy wraz z koleżanką poszły posiedzieć i popatrzeć na morze. Do dziś nie wie jak to się stało, że nagle jej torebka wraz z portfelem i telefonem zniknęła, choć niby były tam zupełnie same;
  3. kolegę okradli klasycznie – w tłumie, wśród turystów, rozcinając mu plecak i wyjmując portfel;
  4. znajomego okradli w metrze i nawet nie wie jak to się stało, bo niby tłumów wokół niego nie było;
  5. sami byliśmy świadkami gdy z jednej restauracji wybiegł chłopak, a za nim dziewczyna, której ukradł torebkę.

Bo właśnie Barcelona znana jest z tego, że w nawet dobrych i drogich restauracjach czy kawiarniach na stolikach (nawet tych w środku) poustawiane są karteczki z informacją, by wszystkie swoje rzeczy trzymać przy sobie, nie wieszać torebki na oparciu, nie kłaść nawet na blacie. Po prostu złodziej chwyta zdobycz i ucieka.

Oczywiście tytułową Barceloną może być i Paryż, i Mediolan i Rzym i jakiekolwiek inne duże miasto.

Metoda 5: na samochód

Nie wiem o co chodzi, ale znamy kilka osób, które miały nieprzyjemne przejścia we Włoszech. Dużo się nasłuchałam o Mediolanie, Rzymie, Neapolu, a nawet Toskanii. I to raczej nie jest przypadek, że wracacie ze zwiedzania i macie wybite okno i pozabierane jakieś drobiazgi lub, co gorsza, opróżniony bagażnik, w którym mieliście walizki z ubraniami na długi wyjazd. Że o elektronicznych gadżetach w stylu nawigacji nie wspomnę.

Rada jest jedna: nie oszczędzać na parkingach i podczas kalkulacji wydatków na wyjazd uwzględnić okrągłą kwotę na parkingi. W dużych miastach zawsze jest problem z parkowaniem i lepiej zapłacić parę euro więcej i zostawić auto w bezpiecznym miejscu, niż potem żałować, że zostawiliście samochód byle gdzie. Oczywistą rzeczą jest pozabieranie wszystkich rzeczy z pola widzenia. My nawet w Polsce nie zostawiamy butelki z wodą, kwitu parkingowego, a w samochodzie mamy zawsze idealny porządek. Bo nie wiadomo jaki bzdet może czasami skusić złodzieja. Trzymamy się też zasady, że parkujemy w miejscach, gdzie jest duży ruch i najlepiej, by były jeszcze kamery. Dobre są parkingi przy centrach handlowych – nie dość, że często w świetnej lokalizacji, to jeszcze bezpieczne, choć często niestety drogie. Ale coś za coś.

Metoda 6: na kantor

Na Bali ludzie w kantorach i sprzedawcy są jak David Copperfield. Umieją tak sprawnie operować rekami że podczas liczenia niektóre banknoty giną bezpowrotnie. Niby wykładają Wam odliczoną, poprawną kwotę, a jak przeliczacie ją sami już po wyjściu, to okazuje się, ze jednego czy dwóch banknotów brakuje. Zdarza się to zwłaszcza w kantorach, które oferują podejrzanie wysoki kurs. Dlatego najlepiej wymieniać w bankach lub w kantorach hotelowych.

Metoda 7: na policjanta

W wielu krajach azjatyckich za posiadanie narkotyków grozi długoletnie więzienie, a nawet kara śmierci. Podczas wyjazdu na Bali byliśmy przestrzegani, aby unikać kontaktów z osobami które proponują sprzedaż nielegalnych używek. Wiele razy podczas spacerów byliśmy zagadywani przez lokalnych mężczyzn. Okazuje się, że często Ci panowie to policjanci, którzy po zainteresowaniu tematem przez turystę lub zakupie używki oczekują bardzo dużej łapówki. Alternatywą do zapłaty jest więzienie, które nie cieszy się najlepszą sławą.

Wersją przyjaźniejszą dla kieszeni turysty jest zatrzymanie przez policjanta na Bali w celu kontroli. Policjant wskaże wtedy jakąś błahostkę i oczekuje łapówki, przeważnie jest to 100 tys. IDR, czyli jakieś 25-30 PLN. Niby niewiele, ale poznaliśmy w naszym hotelu ludzi, których zatrzymało aż 5 patroli w ciągu jednego dnia i za każdym razem musieli płacić (oni akurat nie mieli międzynarodowego prawa jazdy, więc powinni dostać mandat, a skończyło się na pięciu łapówkach).

Metoda 8: na fikcyjnego parkingowego

Na Bali zdarzały nam się sytuacje, gdy podchodził do nas człowiek i żądał pieniędzy za parking. Raz daliśmy się nabrać, ale gdy po raz kolejny przyjechaliśmy w to samo miejsce i okazało się, że nikt nie oczekuje od nas zapłaty, zdaliśmy sobie sprawę, że zostaliśmy naciągnięci. Parkując w innych miejscach już za każdym razem zwracaliśmy uwagę na to czy parking jest „strzeżony” i płatny czy nie.

Metoda 9: na resztę

Co za bieg okoliczności, bo także na Bali zdarzyło nam się dwukrotnie, że pracownicy stacji benzynowej chcieli nasz oszukać przy wydawaniu reszty. Na Bali jest to o tyle powszechne, że rupii indonezyjskich ma się w portfelu miliony. Dosłownie i w przenośni: Balijczycy operują na niskich nominałach i banknotów ma się mnóstwo, ale są one niewiele warte. Wydając resztę dostajecie cały plik pieniędzy. Sprzedawcy wydając resztę mają nadzieję, że nie przeliczycie. A liczyć trzeba. Nie są co prawda duże kwoty, ale nas osobiście takie sytuacje niesamowicie wkurzają. Ktoś pod jednym z naszych wpisów o Bali napisał, że powinniśmy odpuścić i sobie darować, bo „to są biedni ludzie”. Od razu stwierdziliśmy, że nawet największa bieda nie uzasadnia oszustwa, nawet takiego na 3 PLN.

Jak się zabezpieczyć przed kradzieżą podczas wyjazdu?

Bądźcie czujni i ostrożni. I pamiętajcie: okazja czyni złodzieja. To, co możemy Wam poradzić, to kilka metod, jakie my stosujemy, by zabezpieczyć się przed kradzieżą:

  • każde z nas ma zawsze minimum 2 karty płatnicze, na zwiedzanie zabieramy tylko po 1 – pozostałe zostawiamy w sejfie w pokoju hotelowym
  • nie nosimy przy sobie całej gotówki, zwykle w portfelu mamy max. 50 EUR, a jak musimy zapłacić za coś więcej, to płacimy kartą
  • po kradzieży na Bali zaopatrzyliśmy się w niewidzialną nerkę, którą chowamy pod ubraniem – jest super cienka, zmieści się do niej karta, podstawowe dokumenty i pieniądze (nasz model już nie jest dostępny, ale bardzo podobną i nawet bardziej funkcjonalną znajdziecie TU)
  • nie nosimy przy sobie wszystkiech dokumentów, a jedynie dowód osobisty i prawo jezdy, jeśli akurat jeździmy autem
  • parkujemy na budzących zaufanie parkingach, gdzie jest spory ruch i monitoring
  • podczas wizyt w krajach poza UE, paszport trzymamy w sejfie (po kradzieży jest on niezbędny do wyjechania z kraju a podróż do stolicy aby w ambasadzie wyrobić paszport, co dodatkowo obciąża budżet już okradzionej ofiary)
  • noszenie swobodnych ubrań, pod którymi można ukryć nerkę z pieniędzmi lub saszetkę zawieszaną na szyi.

Bądźcie bezpieczni na wakacjach i nie dajcie się złodziejom!

E. i M.

Nie daj się okraść na wakacjach

Podobne wpisy

Komentarze

14 odpowiedzi na “Nie daj się okraść na wakacjach! – złodziejskie metody na turystę”

  1. Ewa napisał(a):

    Bardzo się pilnuję, ale raz w życiu zostałam okradziona i gdzież to było? W tramwaju nr 28 w Lizbonie! Sama byłam w szoku, bo telefon miałam schowany w małej wąskiej kieszonce plecaka, z której sama z trudem go wyjmowałam. Na szczęście telefon był służbowy ;-p

    • Madame Edith napisał(a):

      To tyle szczęścia! 😉 My widząc jak chłopcy chcą okraść tego pana od razu skierowaliśmy się w ich kierunku, by go ostrzec, a ich spłoszyć. Na szczęście pan miał dobry refleks, szybko się zorientował i sam zareagował. Ale w tym tramwaju to jakiś dramat! Widoki piękne, ale co z tego, jak można wyjść „gołym i wesołym” i okradzionym przez dzieci… Zastanawialiśmy się czemu władze czegoś z tym nie robią. Choćby miał tam jeździć policjant w cywilu i powyłapywać tych kieszonkowców.

  2. Zła lisica napisał(a):

    Stosuję podobne metody co Wy! Noszę jeden dokument, jedną kartę i trochę pieniędzy, drugi dokument, kartę i gotówkę trzymam w hotelu.
    Zawsze też mam dużo pokory, że mogą mnie okraść dlatego torebkę albo plecak noszę przed sobą (wiem, mało romantyczne;))

  3. Ania napisał(a):

    my kiedyś byliśmy świadkami kradzieży w metrze w Rzymie – nagle sztuczny tłok i okradziony turysta z rzeczy w plecaku (trochę sam się wystawił bo plecak w wagonie miał na plecach a w środku portfel ze wszystkimi pieniędzmi i dokumentami).

    • Madame Edith napisał(a):

      Widziałam, że są plecaki, których nie można otworzyć, ani przeciąć. Mają niewidoczną z zewnątrz wszytą w materiał metalową siateczkę. I jakieś blokady na zamkach. Sama zastanawiam się nad takim rozwiązaniem, bo w podróży niemal zawsze mam plecak, bo tak dużo można pomieścić i ręce wolne, by robić zdjęcia, sprawdzić coś na mapie… No, ale coś za coś. Niestety zwykły plecak bezpieczny nie jest i dlatego noszę w nim co najwyżej wodę, ubranie krem z filtrem i pomadkę, a pieniądze i karty trzymam przy sobie w nerce.

  4. Ania napisał(a):

    właśnie! muszę sobie kupić nerkę! 😃

  5. Ela napisał(a):

    Wszystkich wybierających się do Marakeszu przestrzegam przed tamtejszymi zwyczajami. Pewnego dnia wybraliśmy się na zwiedzanie Suk. Chcielismy też znaleźć farbiarnię materiałów. Pytaliśmy mieszkańców jak się tam dostać. Nagle jak spod ziemi pojawił się mężczyzna, który zaoferował, że nas tam zaprowadzi. Pokazał nam po drodze jeszcze dwie świątynie i w końcu trafiliśmy do farbiarni, gdzie w ekspresowym tempie (2min) zostaliśmy oprowadzeni po tymże miejscu. Następnie zaprowadził nas do sklepu z dywanami, gdzie przemiły sprzedawca zaczął nam pokazywać dywany. Przestało być miło w momencie, gdy poinformowalismy go, ze nie jestesmy w stanie kupic dywanu bo przylecielismy tu z bagażem podręcznym. Zostaliśmy wyrzuceni ze sklepu..gdzie czekał na nas przewodnik i jeszcze jeden mężczyzna i zarządali od nas pieniędzy za oprowadzanie. Nagle znaleźliśmy się w obcym miejscu, oddalonym od cywilizacji, z ludźmi po których mogliśmy spodziewac sie wszystkiego. Ja dodatkowo byłam wtedy w piątym miesiącu ciąży. Wytargowałam połowe ceny za „oprowadzanie” i ucieklismy stamtąd szukając hostelu. Nawiasem mówiac dwóch młodych chłopaków probowalo mnie okrasc następnego dnia. Miejsce cudowne ale czasem może być niebezpiecznie. Uważajcie więc.

    • Madame Edith napisał(a):

      Ela, ale historia! Zwłaszcza w ciąży- To musiało być bardzo stresujące. Niestety podobne rzeczy zdarzają się też w innych miejscach. Zwłaszcza na azjatyckich marketach. My mieliśmy podobne sytuacje w Pekinie i Denpasar na Bali. Zawsze znajdzie się tam ktoś chętny do „oprowadzenia” po bazarze i zabierze nas do swoich znajomych sprzedawców, którzy zaoferują ceny z kosmosu i będą oczekiwali opłaty za oprowadzanie.

  6. Magda napisał(a):

    Mega pomocny wpis! Kurczę, ja akurat w tym roku planuje wypad do Barcelony! Trochę mnie wiec przestraszyłaś tym wpisem 🙈 Jasne, ze rozumiem pilnowanie wszystkiego, ale naprawdę jest się czego obawiać w Barcelonie?

  7. Ewa napisał(a):

    Magda, ok. 10 razy byłam w Barcelonie i nigdy nie spotkało mnie nic złego. Bądź ostrożna i ciesz się wakacjami!

    • Madame Edith napisał(a):

      Po prostu trzeba zachować czujność. Zwłaszcza w szczycie sezonu. Nie nastawiaj się negatywnie, bo to piękne miasto, ale tam szczególnie uważać.

  8. Małgosia napisał(a):

    Na bali byłam, w Barcelonie byłam, w Mediolanie, Rzymie, Paryżu tez. Nigdzie mnie okradli, ale w Gdańsku ukradli samochód a w Warszawie znajomych okradli. Wszędzie się może to zdążyć. I też w Polsce jest pełno oszustów i złodzieju
    Pozdrawiam

  9. Hania napisał(a):

    Przykład z Rzymu -jechaliśmy bardzo zatłoczonym autobusem a mój lekkomyślny mąż uparł się żeby wziąć tablet. Był zamknięty w wieku torby na aparat fotograficzny, torbę tę trzymał kurczowo przed sobą, ale złodziejowi to nie przeszkodziło.
    Na otarcie łez następnego dnia na Placu Św. Piotra znaleźliśmy 50 euro. (taka ciekawostka).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Nie daj się okraść na wakacjach! – złodziejskie metody na turystę


Temat kradzieży w różnych kontekstach poruszamy na blogu już któryś raz. Bo nic nie denerwuje nas tak, jak sięganie po nieswoją własność. A że [...]
@MadameEdith on Instagram