Osaka

29 kwietnia 2014

Na lotnisku Kansai w Osace wylądowaliśmy punktualnie o ósmej rano, dzięki temu cały dzień mieliśmy przed sobą. Trzeba jednak przyznać, że pierwszy dzień w Japonii ze względu na zmianę czasu nie należał do prostych. Po nocnej podróży, w dodatku ubożsi o 7 godzin byliśmy wykończeni, jednak po mocnej kawie z automatu zebraliśmy siły i po 2 godzinach na lotnisku (tyle trwało w naszym przypadku przejście przez punkt immigracyjny, odebranie bagaży i karty Japan Rail Pass) byliśmy gotowi do drogi w kierunku miasta.

Lotnisko Kansai jest bowiem oddalone o blisko 30 km od centrum Osaki i jednocześnie 5 km od stałego lądu – wyspy Honsiu. Wygląda tak jak na poniższym zdjęciu. Jest połączone dwupoziomowym mostem ze stałym lądem, po którym jeżdżą pociągi, jak i samochody. To najdłuższa (3,7 km) tego typu konstrukcja na świecie.

Pamiętam jak w latach ’90-tych Kansai było budowane, bo już po oddaniu do użytku z wypiekami na twarzy oglądałam na Discovery program o jego kosmicznej wręcz konstrukcji. Japończycy zdecydowali bowiem stworzyć je od zera na sztucznej wyspie z dala od miasta, by nie zakłócało spokoju mieszkańcom. O lokalizacji tego portu lotniczego przesądził też fakt, że teren wokół Osaki jest na tyle górzysty, że trudno też było znaleźć odpowiednie miejsce na ogromny nowy, międzynarodowy terminal.

Po około godzinnej przejażdżce dookoła Osaki podmiejskim pociągiem (wsiedliśmy w pierwszy lepszy pociąg, który okazał się być „Loop Line”), przypominającym przez mnogość stacji metro dotarliśmy na olbrzymi dworzec Osaka Station. Odnalezienie właściwej linii metra zajęło nam dobre pół godziny, bo w Osace wszystko jest rozbudowane i wręcz ogromne: sieć metra, podziemne przejścia, o samym dworcu nie wspominając. To był szok! Jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką liczbą sklepów i galerii handlowych ukrytych w podziemiach. To jakby miasto w mieście. Z wrażenia i zmęczenia podróżą nawet nie miałam siły wyciągnąć aparatu, by zrobić zdjęcia. Następnego dnia było już lepiej i Monsieur nagrał filmik, na którym widać jak wygląda poranek w dzień roboczy w Osace:

Kiedy dotarliśmy już do hotelu i zostawiliśmy w nim swoje rzeczy (uwaga: doba hotelowa w Japonii zaczyna się zwykle o 15:00, a kończy o 10:00 i nie ma szans, że dostaniemy swój klucz np. o 13:00 chyba, że dopłacimy dodatkowo 1/3 ceny dobowego pobytu) postanowiliśmy pójść czym prędzej na miasto. Jako, że mieszkaliśmy tylko jedną stację metra od centrum zorientowanie się w terenie nie przysporzyło nam trudności. Bardzo szybko odnaleźliśmy także odwiedzony przez Anthony Bourdain’a lokal Pizza Ball House serwujący ponoć najlepsze w mieście takoyaki (w dużym skrócie: kulki z ciasta jajecznego z ośmiornicą w środku – będzie o nich osobny wpis).

Potem chodziliśmy po mieście zaznajamiając się z nim i obserwując kwitnące drzewa wiśni. Widok był cudny i zupełnie się nie spodziewaliśmy zobaczyć tylu drzew w samym sercu tak wielkiego, bo pzecież liczącego 2,7 mln mieszkańców miasta.

W tym miejscu warto nadmienić, iż Osaka jest jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych, handlowo-usługowych i rozrywkowych w kraju. Potencjał ekonomiczny Osaki porównuje się nawet do Tokio, a przecież jest to dopiero trzecie najliczniej zamieszkałe miasto Japonii (po Tokio, jak i Jokohamie). Osaka to także ważny węzeł komunikacyjny oraz port. W centrum znajduje się dworzec Osaka Station, a na północy, Shin-Osaka – dworzec, na którym zatrzymują się Shinkanseny – bardzo szybkie, dalekobieżne pociągi.

Osaka zwana jest miastem tysiąca mostów, bo przecina ją sieć kanałów, którymi transportowano towary. Właśnie ze względu na swój kupiecki charakter po dzień dzisiejszy zauważa się różnice pomiędzy nią, a resztą kraju. To właśnie wokół osakijskiego dworca jest jedna z największych na świecie przestrzeni zakupowych. Podziemne korytarze, o których wspominałam i które w zasadzie były pierwszą rzeczą, na jaką się tu natknęliśmy. Na turyście z Europy robią kolosalne wrażenie, bo u nas to rzecz niespotykana na taką skalę.

Jedno z wejść do osakijskiego metra zupełnie zastawione rowerami

Podziemny pasaż stylizowany na muzeum „Chicago Gallery”. To przejście podziemne, w którym wiszą reprodukcje obrazów będących własnością tej instytucji – genialna sprawa!



Każdy obraz jest podpisany i jest niejako namalowany na płytkach, którymi wyłożone jest przejście. Dla ozdoby każde „płótno” posiada własną ramę.

W Japonii jest mało miejsca, więc każdą cenną przestrzeń, jak właśnie w centrach miast, wykorzystuje się potrójnie: na estakadach buduje się autostrady i tory dla pociągów, po ziemi chodzą piesi i jeżdżą samochody, a w podziemiach buduje się podziemne przejścia, które ułatwiają przemieszczanie się, jak i stają się gigantycznymi centrami handlowymi z mnóstwem miejsc, w których można coś przekąsić o każdej porze dnia i nocy.

Powiem szczerze, że ta swego rodzaju potrójne życie Osaki robi niewiarygodne wrażenie. W takim miejscu ma się wrażenie, że wszystko dookoła nas biegnie trzy razy szybciej. To coś niesamowitego! I z góry przepraszam za nadużywanie przymiotników z przedimkiem „naj”. Po prostu Japonii nie da się opisać inaczej, a przynajmniej ja tego nie potrafię.

Zamek w Osace

Pierwsze popołudnie przyniosło lekką mżawkę i pogorszenie pogody. Tak się złożyło, że tego akurat dnia postanowiliśmy zobaczyć największą atrakcję miasta, czyli osakijski zamek otoczony olbrzymią fosą.

Dzięki biletowi dziennemu n komunikację miejską (600 JPY – ok. 18 zł) bilet wstępu do zamku mogliśmy kupić za zniżką, dokładnie za 500 JPY, czyli 15 zł. W środku wystarczyło wjechać windą na 6 piętro i potem wejść kolejne dwa, by znaleźć się na tarasie widokowym, z którego można było podziwiać cztery strony świata.

Mieliśmy szczęście, bo akurat podczas naszego pobytu zaczynał się sezon kwitnienia wiśni i z tej okazji organizowanych było wiele imprez plenerowych, jak i festiwali. Teren zamku w wielu miejscach był pięknie udekorowany.

Oceanarium Kaiyukan

Kolejnego dnia również niebo ukryło się za warstwą szarych chmur. Stwierdziliśmy więc, że będzie to znakomita okazja, by odwiedzić Akwarium Kaiyukan. Tuż obok niego znajduje się wysokie na 120 metrów diabelskie koło. Na szczęście było nieczynne i nie musiałam brać udziału w diabelskiej przejażdżce, która skądinąd była wielkim marzeniem Monsieur 😉

Akwarium w Osace jest jednym z największych tego typu ośrodków na świecie i może się pochwalić największym zbiornikiem.

Przyznaję, robi ogromne wrażenie, a koszt biletu (ok. 66 zł) jest jak najbardziej uzasadniony. Spędziliśmy tam około 3 godzin oglądając przeróżne zwierzęta.

Odwiedziny rozpoczynają się od wjechania bardzo, bardzo długimi ruchomymi schodami na samą górę budynku. Potem trasa wiedzie nas dookoła wielkiego zbiornika, na którego różnych poziomach mieszkają przeróżne zwierzęta.

Spotkamy tu zarówno ryby, jak i ssaki żyjące w niemal pustynnym klimacie.

Wielka świnka morska, czyli kapibara – może mieć nawet 80 kg wagi, niestety schowała się za kamieniem, więc nie można było zobaczyć jej długich nóg

Pingwiny mają ciągły dostęp do opadów śniegu – chętnie korzystały z takiego „prysznica”

W oceanarium jest też wiele różnych gatunków delfinów

 Są tu też ogromne płaszczki…

…lwy morskie…

 …oraz sympatyczne foki, które puszczały do nas oko 😉

W innej części można poznać zwierzęta żyjące w ciepłych klimatach jak np. leniwce – tu wtulona w drzewo siedzi sobie bardzo leniwa para tych ssaków. Ponoć schodzą z niego tylko raz w tygodniu, by załatwić swoje potrzeby fizjologiczne, a cały czas spędzają na górze i nawet wielką trudność sprawia im wyciągnięcie łapy po liście do jedzenia 🙂

Po trzech godzinach spędzonych w oceanarium po wyjściu na niebie nie było ani jednej chmury, a pogoda dopisywała nam już do samego końca pobytu.

Osaka nocą

Osaka ma także nocne, bardziej rozrywkowe oblicze, przepełniona masą sztucznego oświetlenia, neonów i restauracji otwartych do późnych godzin nocnych.

Dworzec

Estakady koło dworca

Pewnego wieczora wychodząc z dworca Monsieur zauważył wielkie czerwone diabelskie koło (była to już druga, ale wcale nie ostatnia tego typu atrakcja w Osace). Widział, że się kręciło, więc postanowił mnie na nie zabrać. Jak się możecie domyślać nie zareagowałam specjalnie entuzjastycznie 🙂

Okazało się, że koło jest tylko o kilka metrów mniejsze od tego koło akwarium i ma ponad 110 metrów wysokości. Jest częścią centrum handlowego, a cena za przejażdżkę to 15 zł.

Widoki na pogrążoną w zmroku Osakę były naprawdę piękne, choć szkoda, że przez szyby (i tak czyszczone po każdym pasażerze) nie dało się zrobić bardziej ostrych zdjęć, a okien niestety nie dało się otworzyć.

Umeda Sky Building

Innego wieczora udaliśmy się na piechotę do Umeda Sky Building – najbardziej popularnego miejsca, z którego można podziwiać miasto.

Umeda Sky Building to dwie wieże połączone ze sobą na górnych piętrach kładką, na której znajduje się punkt widokowy.

Trzeba przyznać, że widoki na osakijskie „city” robią wrażenie. Dopiero z takiego punktu widać, że co trzeci wieżowiec na dachu lądowisko dla helikoptera, a niektóre niższe np. basen lub kort tenisowy.

Zachód słońca z tego miejsca (173 metry) wyglądał naprawdę bajkowo.

Dodatkową atrakcją Floating Gardens były tytułowe ogrody, które jednak znaleźliśmy pod budynkiem, a nie na jego szczycie. Dodatkowo na kondygnacji -1 stworzono centrum restauracyjne zaprojektowane na podobieństwo Osaki z XX wieku.

Wracając z dzielnicy Umeda przechodziliśmy koło dworca, który z tej strony wygląda chyba najpiękniej.

Zakupy i jedzenie

W Osace sklepy czynne są do 21-22, można wybrać się więc na wieczorne zakupy np. do słynnej sieci z elektroniką Yodobashi.

Można też odwiedzić dzielnicę rozrywek i restauracji Dotonbori.

Znajdziemy w niej mnóstwo salonów z karaoke, czy pachinko, a także niezliczoną liczbę restauracji, w tym te serwujące rybę fugu, która może okazać się dla nas ostatnim posiłkiem, o ile będzie niewłaściwie przygotowana (ryba ta w wątrobie ma silną truciznę, dlatego mogą ją przygotowywać tylko wykwalifikowani kucharze; dane statystyczne mówią, że co roku kilka osób kończy swój żywot po jej spożyciu).

Do Dotonbori prowadzi bardzo długi pasaż w dzielnicy Shinsaibashi. Można tu znaleźć wszystko, od sklepów z tanimi rzeczami (coś na kształt chińskiego bazaru), po marki z wyższych półek. Myślę, że można pokusić się o stwierdzenie, że im bardziej zbliżamy się do Dotonbori tym sklepy stają się bardziej eleganckie i drogie.

Pasaż ma grubo ponad kilometr długości w i w końcu doprowadza nas do centrum Dotonmori, czyli mostu nad kanałem dookoła którego jest mnóstwo neonów. To miejsce jest jednym z symboli Osaki. Możemy je łatwo rozpoznać po sylwetce postaci Glicoman’a – „maskotki” firmy Glico, która produkuje m.in. bardzo popularne lody.

Znajdziemy tu także wielkie kraby, które z fasad budynków machają do nas łapkami…

… a także gigantyczne reklamy ulubionych japońskich produktów jak piwo Asahi…

…czy marek globalnych jak H&M lub Starbucks.

Jest tu też bardzo silnie rozwinięty street food, ale o tym napiszę przy okazji wpisu o osakijskiej kuchni. Można tu dostać pierogi z różnymi farszami, nogi kraba, takoyaki i inne specjały. Wszystko w bardzo przystępnych cenach do maksymalnie 20 zł.

Dotonbori zabiera nas w inny świat. Jest kolorowo, żywiołowo i intensywnie. Dookoła mnóstwo ludzi, który wieczorami spotykają się właśnie tu, czy to na zakupy, czy na świetne jedzenie. Po wycieczce w to miejsce nie mamy wątpliwości, że Osaka żyje niemal 24h na dobę. Dzięki temu robi na nas jeszcze większe wrażenie i podoba nam się coraz bardziej.
Po takich doświadczeniach i spędzaniu tu niemal każdego wieczora aż żal było z niej wyjeżdżać po 5 dniach.

Tematu Osaki jeszcze nie wyczerpałam – za jakiś czas opiszę Wam dwie największe specjalności osakijskiej kuchni – wspomniane na początku takoyaki oraz okonomiyaki.
Do kolejnego przeczytania!
E.

P.S. Więcej o Japonii przeczytacie we wpisach:

Podobne wpisy

Komentarze

32 odpowiedzi na “Osaka”

  1. nowoczesna Japonia jakoś mnie nie zachwyca, za to stara część.. piękna! nigdy nie sądziłam że to powiem, ale.. pojechałabym jeszcze do Japonii 🙂 świetna robota!

  2. Pauline pisze:

    Podoba mi się to miasto 🙂 O zachodzie słońca wygląda pięknie.

  3. taro-bun pisze:

    Osaka wygląda bardzo ciekawie, z chęcią bym się tam wybrała. Super pomysł z filmikami 🙂

  4. Mam nadzieję, że pozostałe wpisy będą tak samo szczegółowe 🙂 Można poczuć się jakby się przynajmniej małym palcem u stopy było w Japonii 😉 Co do streetfoodu to jest on bardzo rozwinięty nie tylko w Japonii ale na całym Dalekim Wschodzie – niezależnie od tego czy będziemy w Tajlandii, Malezji, Kambodży itd. – to jest jedna z rzeczy które pociągają mnie w Azji – najpyszniejsze jedzenie można znaleźć na ulicy jedząc je na plastikowych stołeczkach bez zbędnego nadęcia restauracyjnego i porcelany 😉 A jak wyglądają ceny streetfoodu w Japonii? Też jest tak samo tani? (oczywiście uwzględniając fakt, że Japonia sama w sobie jest z pewnością droższa niż Azja Pd.-Wsch.)
    PS. ostatnio oglądaliśmy właśnie ten odcinek z Anthonym Bourdainem, w którym jadł m.in. takoyaki – w tym odcinku był też machający krab, którego uwieczniliście na zdjęciu 😀

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze relacje 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Butterfly Flits,

      Ceny żywności w Japonii są generalnie podobne do tych w Polsce. Bez problemu można kupić małe ciastko z fasolą adzuki za 2 zł, a tacka takoyaki na wynos kosztuje około 15 zł. Onigiri w sklepie spożywczym to wydatek 3-4,5 zł w zależności od nadzienia. Pieróg gotowany na parze kosztuje ok. 3,50. Pod tym względem jest taniej niż w Polsce, choć pewnie w Azji Południowo-Wschodniej ceny są jeszcze niższe 🙂

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

  5. karkrówka pisze:

    Super 🙂 Aż che się jechać…

  6. anja cieri pisze:

    Piekny opis i wspaniale zdjecia. Merci!

  7. Edyta pisze:

    Wspaniale jest oglądać Japonię Twoimi oczami 🙂 Mam nadzieję, że i mnie uda się kiedyś dotrzeć do Kraju Wschodzącego Słońca, choćbym była siwowłosą staruszką 🙂
    Czekam niecierpliwe na kolejne wpisy o Japonii!

  8. monika jall pisze:

    Weszliscie na te kladke? Brr. I na kwitnace wisnie trafiliscie! Wspaniala relacja. Pozdrawiam. Monika

  9. Angie pisze:

    Pięknie tam i…tak czysto; D

  10. Travellerka pisze:

    Wspaniała relacja! Powtórzę się…PIĘKNE ZDJĘCIA i FILMIKI!!! Czym je kręciliście, telefonem?

  11. Anonimowy pisze:

    Droga Madame,
    bardzo się cieszę, że miała Pani okazję zwiedzać tak magiczny kraj i że teraz wrażeniami dzieli się Pani z nami – czytelnikami!

    Bardzo dziękujemy!
    P.S …I zazdrościmy 🙂

    Pozdrawiam,
    Paula

  12. Anonimowy pisze:

    Posty zapowiadają sie fantastycznie, aż zazdrość mnie zżera!! Ciesze sie, ze pojechalas an taka wspaniała wycieczkę. Zastanawia mnie jedno- czy smog jest rzeczywiście taki odczuwalny że chodzi się w maseczkach? Jak Wam się oddychało?
    pozdrawiam Alina

    • Madame Edith pisze:

      Alino,
      nie zauważyliśmy żadnego smogu. Szczerze mówiąc, to miałam wrażenie, że powietrze w Japonii jest dużo bardziej czyste niż w Warszawie… Nie wiem czy tak jest naprawdę, czy to moje odczucie. Mieliśmy szczęście, bo nie byliśmy tam w wakacje – wówczas faktycznie smog może się pojawić ze względu na temperaturę powietrza i reakcje chemiczne, jakie w nim zachodzą.

      Japończycy są przeczuleni na tym punkcie i chodzą w maseczkach, które wcale szczelnie nie przylegają do buzi. Naprawdę osobiście nie widzę większego sensu ich używania, no chyba, że są chorzy – wtedy to jest miłe, że nie chcą rozsiewać zarazków.

      Jeździliśmy na rowerze po Tokio i Matsumoto. W tym często po ulicach, tuż obok samochodów i było ok, naprawdę nic podejrzanego w powietrzu nie zauważyliśmy. Tam nie ma żadnych "śmierdzieli" i starych aut, czy autobusów jakie się zdarzają u nas, więc powietrze na ulicy też było zupełnie normalne. Przynajmniej tak było wiosną przy około 20 stopniach C 🙂

      Serdeczne pozdrowienia,
      E.

  13. Anonimowy pisze:

    o dzięki Edyto, długo musiałem czekać na Twój powrót i już wiedziałem ze było warto, zapowiada sie świetnie, czyli jak wszędzie w Azji, którą ja znam… kontrasty, od mega nowoczesnych budynków, styli do bardzo tradycyjnych, ciekawe czy w Japonii są dzielnice biedy? 🙂 Arek z FB 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Arku,
      są tam mniej zamożne dzielnice, np. na obrzeżach Osaki, czy Tokio, ale są tam po prostu skromniejsze domy z mniejszymi samochodami. Jednak nawet one są zadbane i jest dookoła czysto. Generalnie podczas całej podróży widzieliśmy łącznie tylko trzech bezdomnych w Tokio. Spali sobie po prostu w korytarzach przy wejściu do metra, a jeden siedział na ulicy i policjanci mieli problem co z nim zrobić, bo nie bardzo chciał sobie gdzieś pójść. Przestępczość jest właściwie zerowa. Nigdzie do tej pory nie czułam się bezpieczniej, wliczam to nawet swoje okolice w Wawie 🙂

      Moc pozdrowień!
      E.

  14. lotnisko czadowe, zmiany czasu nie zazdroszczę, pewnie musieliście się nieźle snuć po Osace, natomiast porządek jest fantastyczny – azjatyckie miasta są niesamowite nocą
    zazdroszczę Ci tej wyprawy!
    z pozdrowieniami, Ella

    • Madame Edith pisze:

      Ella,
      Zmiana czasu była najgorsza. Nie sądziłam, że to takie trudne dla organizmu. Zanim przestawiliśmy się w nowy tryb minęło około 5 dni podczas których ciągle odczuwaliśmy mniejszy lub większy brak snu.
      Ale co by nie mówić Ty masz zdecydowanie większe doświadczenie w zmienianiu stref czasowych i dobrze wiesz jak to jest 😉

      Ściskam,
      E.

  15. Lech pisze:

    Zaskoczyły mnie stosunkowo niskie ceny ( jedzenie do 20 złotych !, bilet całodzienny za 18 zł).
    Sądziłem wcześniej, że w Japonii wszystko jest niebotycznie drogie….

    • Madame Edith pisze:

      Leszku,
      To chyba bardzo powszechne przekonanie. Myślimy "Japonia = drożyzna". Przed wyjazdem dużo czytałam o cenach w tym kraju i byłam mocno zaskoczona, że są podobne do polskich. Na miejscu okazało się, że wiele rzeczy jest nawet tańszych!
      Planuję wpis o dokładnych cenach i kosztach wyjazdu, by obalić mit, że Japonia jest droga i nas na nią nie stać.

      Serdeczności,
      E.

  16. Wspaniała relacja Edith! Na wielkie miasto liczyłam, to fakt ale zaskoczyła mnie pozytywnie sterylna wręcz czystość ulic. Czy to może tylko tak mi się wydaje? Maseczki na twarzach rozumiem że ze względu na spaliny wielkomiejskie ale jak czytam w komentarzu wyżej aż tak źle nie było. Wszystko zbiega mi się w kierunku szczególnej dbałości o zdrowie!
    Jeszcze jedno pytanie na koniec, te osobne przedziały wyłącznie dla kobiet, jest na nie jakieś wytłumaczenie?
    Czekam na przepis na kulki jajeczne z krabem, już czuję że będę lubieć 😀

    • Madame Edith pisze:

      Karolino,
      Serdecznie dziękuję 🙂
      Przedziały dla kobiet (w zasadzie to 1 wagon) działają tylko w godzinach szczytu w dni powszednie. Powstały z myślą, by panie czuły się bardziej komfortowo, po ponić w ścisku zdarzały się przypadki obmacywania…

      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło!
      E.

  17. Cenne informacje, super opis, piękne miejsca, no i te ceny, ważne, że przyzwoite. Pozdrawiam

  18. Marzena pisze:

    Zazdroszczę takiej wyprawy, świetne relacja Edytko:-) Teraz przeleciałam zdjęcia, a na dłużej się zatrzymam w wolnej chwili:-)

  19. Bardzo ciekawie opisujesz Japonię.Pamiętam w Yokohamie wybrałem się zobaczyć z bliska Yokohama Bay Bridge, przepiękny most łączący Honmoku Pier z Daikoku Pier, no i oczywiście pospacerować promenadą Sky Walk znajdującą się pod mostem w jego strukturze. Te punkty widokowe w Japoni to bardzo ciekawy pomysł.Pamiętam parę lat wcześniej w Nagoyi zwiedziłem światową wystawę samochodów prezentowaną w 4 ogromnych pawilonach. Równie ciekawie prezentowały się modelki przebrane za gejsze reklamujące te auta. W trzecim pawilonie spotkała mnie miła niespodzianka. Japońska firma telekomunikacyjna testowała telefoniczne połączenia satelitarne i zaproponowała mi w ramach reklamy, połączenie telefoniczne z Polską. Mogłem sobie przez 15 minut porozmawiać z moją żoną.Był to chyba rok 1995, połączenia teleoniczne z Polską kosztowały wtedy dużo.Teraz po kilku latach,jak czytam Twój opis Japoni,to mam ochotę jeszcze tam raz pojechać.

  20. Ogrody Ewy G. pisze:

    Ciekawią mnie ogrody Japonii. Szkoda, ęe tylko jedno zdjęcie…

  21. Anonimowy pisze:

    Świetna relacja z wycieczki do Japonii!
    Mam pytanie – z jakiego przewodnika korzystaliście? I w jaki sposób zaplanować podróże pociagami poza dużymi miastami, jak zorientować się w liczych siatkach połaczeń? Czy wcześniej wszytsko rozpisywalście sobie bazując na rozkładach w internecie?
    Pozdrawiam,
    Kasia

    • Madame Edith pisze:

      Kasiu,
      Korzystaliśmy z przewodnika Wiedzy i Życia. Pociągi sprawdzaliśmy na bieżąco poprzez aplikację na iphone'a (niestety nie pamiętam nazwy, ale zdaje się, że była to oficjalna appka japońskiej kolei).

      Serdeczności,
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Osaka


Na lotnisku Kansai w Osace wylądowaliśmy punktualnie o ósmej rano, dzięki temu cały dzień mieliśmy przed sobą. Trzeba jednak przyznać, że [...]
@MadameEdith on Instagram