fbpx

Pekin: internet, metro, smog, pogoda

17 kwietnia 2015

W dzisiejszym wpisie opiszę kilka rzeczy, które wprawiły mnie w zdumienie i pozytywnie lub negatywnie zaskoczyły. Zaczynam od kwestii, które są podstawowe dla turysty, czyli dostępu do internetu w Chinach, pogody, podróżowania metrem, znajomości angielskiego czy poruszania się w gąszczu pekińskich samochodów. Jestem przekonana, że będziecie zaskoczeni 🙂

Metro

Aktualna długość 18 linii łączących 319 stacje (wybudowane łącznie w ciągu zaledwie 40 lat!), wynosi 527 kilometrów. Z systemu korzysta około 9,3 milionów pasażerów dziennie. Jest to druga, największa sieć podziemnej kolejki na świecie. Wyprzedza ją tylko metro w Szanghaju, który swoją drogą też koniecznie chciałabym odwiedzić.

Przed wejściem do metra znajduje się stanowisko do kontroli bagażu – wszystkie torby, jak i zakupy, są prześwietlane promieniami RTG – zupełnie jak na lotnisku. W związku z tym na stacjach, już przed wejściem, tworzą się kolejki.

Obsługa metra nie mówi praktycznie wcale po angielsku. Pracownicy nie potrafią nawet przeczytać angielskich nazw, które występują na naszych mapach. To kłopotliwe jeśli nie wiemy na 100% na jakiej stacji chcemy wysiąść, zwłaszcza, że nie możemy tego raczej sprawdzić w Internecie…(patrz kolejny punkt). Na szczęście pomocne są automaty z biletami. Na każdej stacji jest ich kilka, ale przeważnie nie wszystkie działają i trzeba uważnie czytać ostrzeżenia w prawym górnym rogu ekranu (ekran można przełączyć na wersję po angielsku).

Bramki przy wyjściu z metra połykają bilet, więc trzeba go bardzo pilnować. Bilety jednorazowe są bowiem wielokrotnego użytku i zdarza się, że automat podczas zakupu daje całkiem już zużyte białe, plastikowe karty, na których zakodowana jest trasa naszego przejazdu (bilet kupuje się na konkretną trasę – odcinek).

Przy każdych drzwiach wagonika podziemnej kolejki są 3 sektory: 2 dla wchodzących, a środkowy dla wychodzących, dzięki temu panuje porządek. Może nie jest tak idealnie jak w Japonii, ale z pewnością nie ma takich sytuacji jak w metrze w Warszawie, kiedy jedni jeszcze nie opuścili wagonu, a już ludzie się do niego wpychają.

Internet i angielski

Brak internetu w czasie podróży powoduje ogromny dyskomfort. Od początku kwietnia władze blokują sieci VPN (virtual private network), więc nawet wykupując taką opcję przed wyjazdem nie można korzystać z google, facebooka, twittera, instagrama czy poczty. To jest wielki minus, bo chcąc sprawdzić cokolwiek, nawet położenie najbliższego centrum handlowego, po prostu się nie da się. Internet w hotelu chodzi baaaardzo wolno, a połączenie często się rwie. Ponoć tylko w hotelach 5* sieć działa nieco lepiej, ale i to za dodatkową, niemałą opłatą. Generalnie, przesył danych jest bardzo wolny i jadąc tu na własną rękę trzeba przygotować sobie milion wydrukowanych map z googla z zaznaczonymi obiektami i planami dojazdu. Nie można liczyć, że na miejscu się to wszystko sprawdzi.

Jest to wielki minus i mieliśmy nikłe nadzieje, że jednak nasz VPN zadziała i będziemy mogli sprawdzić lokalizacje miejsc, które chcieliśmy odwiedzić. Z tego też powodu bardzo cieszyliśmy się, że mamy przewodników, którzy nas oprowadzali po mieście pokazując poszczególne zabytki.

Sami w tych okolicznościach stracilibyśmy mnóstwo czasu na szukanie tych rzeczy na własną rękę, bo na pomoc Chińczyków nie ma co liczyć. Jeśli pisałam kiedyś, że Japończycy mówią słabo po angielsku, ale jakoś idzie się z nimi dogadać, to teraz napiszę, że życzyłabym sobie, by Chińczycy choćby w ułamku procenta komunikowali się w języku Szekspira tak jak ich sąsiedzi zza morza.

Chińczycy nie mówią po angielsku praktycznie w ogóle (poza bazarami, gdzie nauczyli się targować w tym języku). Nawet w recepcji hotelu czy Starbucksie jest problem, nie mówiąc już o próbie kupienia biletów na metro w okienku. Trzeba się nieźle namachać rękami, by coś załatwić.

Można za to liczyć na pomoc “białych twarzy”. Co tu dużo mówić, europejczycy są dość nieliczni i jak tylko spotykaliśmy kogoś na swojej drodze, ten momentalnie nas zatrzymywał i pytał skąd przyjechaliśmy, czy jesteśmy na wakacjach i co zamierzamy tu oglądać. W taki sposób spotkaliśmy nauczyciela angielskiego z Miami, który przyjechał do Pekinu pół roku temu i od tamtej pory jest nieustannie przeziębiony (“Ohhh, I really hate this climate!”), a także pracownika ambasady Chorwacji, którego szef – Ambasador, był wcześniej na placówce w Warszawie i opowiadał mu jaka nasza stolica jest piękna 🙂

Samochody

Codziennie wytypowane zostają dwie cyfry – samochody, które posiadają tablice rejestracyjne z nimi na końcu nie mogą poruszać się po mieście. Dla przykładu: 1-go kwietnia były to cyfry “3” i “8 “, a 2-go kwietnia obowiązywał zakaz dla “4” i “9”, za 3-go kwietnia po drogach nie mogły poruszać się “5” i “0”.

Jak ktoś musi jeździć codziennie, to kupuje np. 3 samochody i stara się mieć trzy różne tablice z innymi końcówkami. W ten sposób rozwija się gospodarka, bo nie widać, by korki gwałtownie malały.

Skądinąd na tablice rejestracyjne można czekać nawet rok, więc taki nowy samochód może przez ten czas stać i się kurzyć. Trzeba mieć szczęście i zostać wylosowanym.

W 2007 r., na rok przez olimpiadą, wprowadzono angielskie znaki na drogach i ograniczono ruch samochodowy. Podejrzewam, że przed tą datą obcokrajowcy nieznający chińskiego musieli mieć gigantyczne problemy ze zwiedzaniem Pekinu.

Samochody europejskie w Chinach występują w wydłużonych wersjach, czyli np. znany nam model audi “A8” w Chinach występuje jako “A8 L”.

Dodatkowo praktycznie wszystkie samochody mają bardzo, ale to bardzo przyciemnione szyby. Nie są przyciemniane jak w Europie, tylko są praktycznie czarne i to włączając szybę tylną, a także boczne: kierowcy i pasażera! Jedynie mały fragment koło lusterka jest mniej wyciemniony. To wszystko zasługa tego, że Chińczycy mają w swojej naturze odgradzanie się od świata i innych ludzi (patrz chociażby: Wielki Mur Chiński).

Obok samochodów “L” są także XXS np. takie na trzech kołach, które są bardzo zwrotne i … jeżdżą nawet po chodnikach. Trzeba na nie uważać.

Do takiego auta wchodzą aż 3 osoby

W Pekinie ze świecą szukać miejsca parkingowego, dlatego zdarza się, że na środku dwóch pasów urządzany jest parking. Wówczas na normalną jazdę pozostaje naprawdę niewiele przestrzeni (patrz zdjęcie poniżej – trzy rzędy zaparkowanych samochodów, w tym jeden na środku dwóch pasów).

Dodatkowo samochody przejeżdżają na czerwonym. Piesi przechodzą przez ulice także na czerwonym. Auta zmieniają pasy bez sygnalizowania… Zdecydowanie nie odważyłabym się jeździć po Pekinie jako kierowca.

Czas

W całych Chinach obowiązuje jedna strefa czasowa. Na zachodnich krańcach np. w Kaszgarze w dniu dzisiejszym słońce wstanie o 8:17, podczas gdy w Pekinie już o 5:35. Cały kraj funkcjonuje wg czasu pekińskiego. Różnica między czasem polskim to +6h latem i +7h zimą.

Pogoda / Klimat

Pekin położony jest w strefie klimatu kontynentalnego. Lata są gorące i wilgotne, a zimy zimne i suche. Zasadniczo wszyscy są zgodni co do tego, że kwiecień i maj oraz jesień to najlepszy czas na odwiedzenie Pekinu i okolic. Jest wtedy już przyjemnie ciepło, ale nie ma jeszcze monsunów (zaczynają się pod koniec maja) i co się z nimi wiąże wysokich temperatur oraz dużej wilgotności powietrza.

Temperatury wiosną dochodzą do 15-20 stopni w ciągu dnia, ale rano, uwaga, temperatura wynosi zaledwie ok. 5-7 stopni C! Stąd na niektórych zdjęciach mam czapkę i rękawiczki, a na innych biegam w t-shircie i cienkiej bluzie z jeansu. Na taki stan rzeczy wpływ ma ogromny kontynent znajdujący się niejako “za plecami” miasta. Trzeba więc ubierać się na cebulkę.

Początek kwietnia to czas kwitnienia owocowych drzew, których w Pekinie jest zatrzęsienie. Warto zobaczyć “chińską sakurę” o tej porze roku. Może nie wygląda tak fenomenalnie jak w Japonii, ale także robi duże wrażenie.

Smog

Zasadniczo smog utrzymuje się wtedy kiedy nie wieje wiatr, a powietrze stoi nad miastem (Pekin otoczony jest od północy i zachodu górami, które utrudniają przepływ powietrza, przy czym najwyższa ma ponad 2 200 metrów n.p.m.). My mieliśmy szczęście, bo choć kwiecień uważany jest za miesiąc, w którym smog przyjmuje już znaczne wartości, to na początku naszego wyjazdu spadł deszcz, który oczyścił powietrze. Potem było wietrznie, więc niebo było błękitne i dopiero po tygodniu, w dniu naszego wyjazdu, smog ponownie otulił miasto.

Kwiecień niesie ze sobą także niebezpieczeństwo w postaci burzy piaskowej znad pustyni Gobi. Wtedy nic nie widać, niebo jest pomarańczowe i wszyscy chodzą w maseczkach lub szczelnie pozawijani w chusty chroniące ich przed piaskiem.

Pierwszy dzień przywitał nas zupełnie szarym niebem – smogiem

c.d.n

O jedzeniu, hotelach, pekińskiej wodzie z kranu, a także zwyczajach, możliwościach wyjazdu poza Chiny oraz przesądach napiszę niebawem w kolejnym wpisie.


Do przeczytania!
E.
Follow Madame Edith on Instagram
Podobne wpisy

Komentarze

6 odpowiedzi na “Pekin: internet, metro, smog, pogoda”

  1. W kuchni Uli pisze:

    Chiny to Hong Kong, a tam wszyscy mówią po angielsku

  2. Anonimowy pisze:

    Z tymi samochodami i miejscami parkowymi to tak jak w Rzymie. jednym słowem masakra K

  3. T pisze:

    Sporo ciekawych informacji przekazałaś w tym wpisie. Przyznam, że jestem zdziwiony słabą znajomością j. angielskiego. Sądziłem, że nie jest z tym tak źle.

    • Madame Edith pisze:

      T.,
      I trzeba pamiętać, że tak jest w samej stolicy. W innych miastach jest z tym ponoć nawet gorzej. Tylko w Hong Kongu wszyscy mówią biegle po angielsku. W Makau też nie jest źle ze znajomością angielskiego, bo to była kolonia portugalska.

      Serdeczności!
      E.

    • T pisze:

      Obstawiłbym może jeszcze Szanghaj ?! – że tam też może nie jest jeszcze źle. Ale to tylko moja luźna myśl 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Pekin: internet, metro, smog, pogoda


W dzisiejszym wpisie opiszę kilka rzeczy, które wprawiły mnie w zdumienie i pozytywnie lub negatywnie zaskoczyły. Zaczynam od kwestii, które są [...]
@MadameEdith on Instagram