Pekin – największe zaskoczenia

9 maja 2015

Niedawno pisałam o pogodzie, internecie, metrze i pekińskim smogu. W dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami kolejnymi rzeczami, które mnie zaskoczyły. Będzie o suchym powietrzu i wodzie, która ma dziwny wpływ na skórę, a także o tym jak zachować się w kantorze … czy toalecie.

Bardzo suche powietrze 

Wiosną powietrze w Pekinie jest bardzo suche, oczywiście poza momentami kiedy pada deszcz, co nie zdarza się zbyt często (poza porą monsunową, która zaczyna się w czerwcu). Suche powietrze wpływa na suchość skóry. I jest to suchość, jakiej nigdy w życiu nie doświadczyłam. W Polsce odczuwamy dyskomfort głównie zimą. Wtedy każdy narzeka, że pierzchną mu usta, a skóra na dłoniach robi się nieprzyjemnie szorstka. Lekarstwo jest na to proste: nosimy ze sobą krem do rąk i ochronną pomadkę. Tyle, że w Pekinie takie rzeczy przynoszą ulgę co najwyżej na kilka minut. Podczas nieco ponad 7 dni pobytu zużyłam całą tubką kremu do rąk (75 ml) oraz 1 pomadkę ochronną. Zimą w Polsce taka porcja starcza mi na co najmniej 1 miesiąc.

Suche powietrze wpływa też na to, że każdy bez wyjątku „strzela prądem”. Zwłaszcza w hotelu naciskając przyciski w windzie lub włączając/wyłączając światło w pokoju. W takich okolicznościach przyrody, przy suchym powietrzu i suchej skórze, kumuluje się nadmiar ładunków dodatnich i przy zerknięciu z metalem następuje przepływ owych ładunków i powstaje bardzo malutki piorun – wyładowanie. Jak wszyscy wiemy, nie jest to specjalnie przyjemne.

W toalecie…

W każdej toalecie znajduje się duży kosz na…zużyty papier. Przypomniało mi to sytuację z Zakynthos, gdzie obowiązywał kategoryczny zakaz wyrzucania papieru do muszli. W Chinach jest o tyle gorzej, że napisy informujące o tym zdarzają się sporadycznie. Trzeba to wiedzieć i już lub się domyślić jak w takim koszu leży sterta zużytego papieru…

Dodatkowo, zwłaszcza w miejscach publicznych jak świątynie i inne zabytki, trafia się na toalety kucane. Takie zwykłe spotkać można w trochę lepszych restauracjach i oczywiście hotelach. Na mieście są rzadkością, więc trzeba się do nich przyzwyczaić i … opanować technikę 😉

Woda

W hotelu każdego dnia otrzymuje się 2 butelki wody mineralnej do zagotowania herbaty i/lub płukania zębów po umyciu. Woda w kranie jest silnie zanieczyszczona i bardziej świadomi Pekińczycy jej nie piją. Do gotowania używa się wody butelkowej. Jakość wody w stolicy Chin drastycznie się pogarsza i jeszcze kilka lat temu nie była zła. Czytałam, że dziś ma 3 klasę w 4-stopniowej skali i w zasadzie jest wodą przemysłową. Nie dość, że skóra wysycha od okropnie suchego powietrza, to jeszcze zostaje podrażniona przez tamtejszą wodę. Po każdej kąpieli należy się smarować kremami. Jeśli ma się bardziej wrażliwą skórę, to może dojść do podrażnień i uczuleń – dlatego jadąc do Chin trzeba koniecznie na wszelki wypadek zabrać duże zapasy wapna! Moja skóra wróciła do stanu sprzed wyjazdu po około 3 tygodniach od powrotu.

Gdzie się podziało 4-te piętro?

W hotelach na próżno szukać czwartego piętra. Czwórka bowiem w wielu kulturach azjatyckich uważana jest za liczbę pechową i jest kojarzona ze śmiercią. To dlatego w hotelach piętro z numerem „4” nie występuje i może się nawet zdarzyć, że wieżowce nie mają żadnego piętra, w których zawarta jest cyfra „4” – nie będzie więc w nich 14, 24, 34 i itp. pięter.

Reklamy

Na ulicach panuje ład i porządek. Praktycznie nie ma jakichkolwiek billboardów i reklam. Sprawia to przedziwne wrażenie, szczególnie jak się mieszka w mieście, w którym reklamy są wszędzie. Tego niewątpliwie zazdroszczę mieszkańcom Pekinu.

Apteki

Jadąc do Chin oprócz wspomnianego wyżej wapna należy zabrać ze sobą szeroki wachlarz leków, najlepiej na czele z dość uniwersalnym antybiotykiem. Aptek tu w zasadzie nie ma. Ponoć w całym Pekinie jest ich raptem kilka. To znaczy aptek w naszym rozumieniu tego słowa, bo apteka to tu przeważnie oznacza tyle, co sklep z ziołami. Chińczycy bazują właśnie na dobrach natury, a apteki w stylu zachodnim są wydzielonymi częściami w takich przybytkach.

Hałas

W Pekinie jest głośno. Bardzo głośno. A może nawet jeszcze głośniej.
Samochody i skutery trąbią, ludzie coś krzyczą. Trzeba mieć oczy dookoła głowy zwłaszcza, że kierowcy nie baczą na światła. Przechodnie nie są w tym wcale lepsi… Na ulicach nie dość, że jest głośno, to jeszcze niebezpiecznie. Trzeba się nauczyć na nowo przechodzenia przez pasy.

W święto zmarłych Qingmingjie, kiedy Chińczycy mieli 3 dni wolnego wiele osób jak na komendę pobiegło do najważniejszych zabytków Pekinu. Dlatego w Zakazanym Mieście były prawdziwe tłumy i nawet nasz chiński przewodnik powiedział, że jeszcze czegoś takiego nie widział.

Chińczycy lubią się ze sobą spotykać. Mieszkańcy Pekinu, który niegdyś był praktycznie miastem parterowym, zostali w połowie lat ’50-tych przesiedleni z hutongów (zespół parterowych domów ze wspólnym patio, na którym mieszkańcy spędzali wspólnie czas) do wielkich bloków. Nikogo tam nie znali, dlatego wymyślali jak można wspólnie spędzać czas na świeżym powietrzu. I tak do dziś w parkach ćwiczą taniec lub tai chi, grają w karty.

Zobaczcie krótki film z Parku Ritan:

Sól

Sól nie jest używana w dużych ilościach, przynajmniej w Pekinie (wiem, że w Syczuanie jest inaczej), a zamiast niej wykorzystuje się ostrą paprykę, sos ryby, sojowy oraz przyprawy jak czosnek, sezam i imbir.

Pieniądze

Chińskiej waluty raczej nie kupicie w Polsce, ani w żadnym kantorze zagranicą. Po prostu juanów, zgodnie z chińskim prawem, nie wolno wwozić, ani wywozić z ChRL. Najlepiej mieć ze sobą dolary, a w drugiej kolejności euro. Ale uwaga: banknoty muszą wyglądać jakby były prosto z drukarni. Żadnych zagięć, maźnięć długopisem. Nie daj Boże, by było naddarte! Wtedy pojawi się problem, bo nie będą chcieli wymienić Wam takich, wg nich „zniszczonych”, banknotów. Zasady te uległy zaostrzeniu w marcu 2015 r. Jeszcze na początku tego roku obowiązywała jedna reguła, by mieć banknoty z dużym i wizerunkami prezydentów USA. Teraz doszło do tego dodatkowe obostrzenie. I uwierzcie mi, z Chińczykami w tej kwestii nie ma dyskusji. Nie wymienią i już.

W całym kraju panuje zresztą jeden, centralnie ustalany kurs wymiany. Różne mogą być za to prowizje. Podczas naszej wizyty za 100 dolarów płacono ok. 620 juanów, a jednocześnie 100 juanów to było ok. 61-62 zł. Przed wyjazdem należy wymienić z powrotem juany na dolary, dlatego warto trzymać pokwitowanie z kantoru, bo bez niego nikt nam nie przyjmie z powrotem pieniędzy. Wymiana zresztą trwa bardzo długo, bo na formularzu spisywane są numery seryjne każdego banknotu i trzeba na nim podać imię i nazwisko, kraj oraz nr paszportu. Nie wygląda to tak jak w naszym kantorze 😉

Ceny

Jadąc do Chin sądziłam, że będzie tanio. Okazało się być to myślenie błędne.

Tanio nie jest, a rzeczy ze średniej półki są nawet znacznie droższe niż w Polsce. Nie mówiąc o rzeczach luksusowych – te są zdecydowanie droższe niż w Europie. Wynika to z faktu, że przedstawiciel klasy średniej w Chinach jest po prostu w stanie za nie zapłacić znacznie więcej.

Ceny, z którymi podczas wyjazdu spotkacie się każdego dnia są następujące:

  • wejścia do świątyń to wydatek od 15-25 RMB, czyli 10-15 PLN
  • bilet jednorazowy na metro kosztuje, w zależności od dystansu, od 2-4 RMB, czyli 1,2-2,4 zł
  • pyszny jogurt naturalny (w szklanej, bezzwrotnej butelce, kupowany w supermarkecie) to wydatek 8 rmb
  • jedzenie w restauracji: 10 RMB za porcję dim-sum, 20-30 RMB za typowe chińskie danie, czyli np. kurczak w sosie słodko-kwaśnym z ryżem.
  • kawa w Starbucksie (których tu jest pełno podobnie jak w Japonii) lub lokalnej sieci kawiarni to koszt 20-30 RMB
  • bułeczka z nadzieniem w piekarni w stylu zachodnim to koszt 8-11 RMB
  • ciasto w kawiarni ok. 15-25 RMB
  • kokos z mlekiem kupowany na ulicy ok. 10-15 RMB
Do kolejnego przeczytania!
E.
Follow Madame Edith on Instagram

Podobne wpisy

Komentarze

13 odpowiedzi na “Pekin – największe zaskoczenia”

  1. Anonimowy pisze:

    Z tymi juanami to nie prawda. Przedwczoraj miałam je normalnie w rękach, można je w Warszawie kupić.

    • Madame Edith pisze:

      Może i można, ale wg chińskiego prawa jest to nielegalne, a na lotnisku wiszą stosowne informacje, żeby nie wwozić i nie wywozić tamtejszej waluty. Poza tym nie sądzę, by był to łatwy do kupienia pieniądz. W ub. roku nie zdołałam kupić w kilku dużych warszawskich kantorach nawet wystarczającej ilości jenów na całą podróż do Japonii. Po prostu ta waluta jest mało popularna w Polsce i rzadko kiedy pojawia się w kantorach. Do Chin polecane są glównie dolary.

    • Donna pisze:

      W Warszawie nie ma problemu, żeby znaleźć kantory handlujące juanami zarówno w jedną jak i drugą stronę. tak samo jak nigdy nie miałam problemu z wjazdem czy wyjazdem z Chin, a zawsze byłam z gotówką (oczywiście nie jakoś przesadnie dużo tylko tak na początek, bo potem i tak wyciągam pięniądze z bankomatów już na miejscu).

    • Madame Edith pisze:

      Donna,
      Przed wtjazdem pytałam w moim ulubionym kantorze w centrum, który teoretycznie ma je w swojej ofercie, ale ich nie było, bo i ponoć rzadko są. Na miejscu też wypłacałam z bankomatu, ale wyszło to odrobinę mniej korzysnie niż wymiana USD (i to przy założeniu, że mam darmowe wypłaty w bankomatach na całym świecie). Zbajomym ich bank pobrał 6-8% prowizji, więc strasznie dużo!
      Jak widać to kwestia indywidualna 😉

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

  2. Nika pisze:

    Toaletowe zwyczaje mnie przeraziły!

    Bardzo lubię takie posty, pozdrawiam:)

    • Madame Edith pisze:

      Nika,

      a zapomniałam dodać, że często (zwłaszcza w miejscach publicznych) trafia się na toalety kucane. Takie zwykłe spotkać można w trochę lepszych restauracjach i oczywiście hotelach. Na mieście są rzadkością 😉

      Serdeczności,
      E.

    • Anonimowy pisze:

      Przekonałam się podczas moich podróży, że podobnie jest na Ukrainie. Zarówno we Lwowie jak i w Kijowie korzystaliśmy głównie z "kucanych" toalet :P. Nawet w nowoczesnym centrum handlowym pod Majdanem w Kijowie takowe właśnie były 🙂

  3. T pisze:

    Ciekawie, bo przekazałaś wiele cennych, praktycznych informacji. Pozdrawiam 🙂

  4. Za kilka tygodni jedziemy na wycieczkę objazdową do Chin i fajnie poczytać czego możemy się spodziewać. Dziękuję za ten wpis:-)

  5. Paula P pisze:

    Lubię takie ciekawostki krajoznawcze i zazdroszczę wyprawy, oczywiście 🙂
    pozdrawiam
    Paula

  6. ola pisze:

    Edith,jak zawsze jesteś kopalnią wiedzy. Super post,na pewno wrócę do niego,gdy przyjdzie pora na Chiny 🙂 Ściskam mocno!

  7. super podróż, koleżanka z sinologii właśnie wyjechała na rok na studia do Pekinu, także prowadzi bloga i muszę przyznać, można się dowiedzieć takich rzeczy kulturoznawczych, jakie się nie śniły! 🙂

    PS w elektrostatyce kumulują się ładunki ujemne, elektrony, i to one przepływają- protony są zczepione z neutronami w jądrze atomowym, które nie ulega rozszczepieniu ot tak, a jądra atomów nie przepływają 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Pekin – największe zaskoczenia


Niedawno pisałam o pogodzie, internecie, metrze i pekińskim smogu. W dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami kolejnymi rzeczami, które mnie [...]
@MadameEdith on Instagram