Wizyta w onsenie

25 czerwca 2014

Dzisiejszy wpis będzie dość nietypowy, bo prawie bez zdjęć. Nie mogę Wam bowiem pokazać miejsca, do którego weszłam bez aparatu. Po prostu tam nie wypadało robić jakichkolwiek fotografii, bo wszyscy chodzili…nago!

Muszę więc wykorzystać kilka fotografii, jakie zrobiłam swoim telefonem w recepcji, a także małych zdjęć poglądowych z booking.com.


Tym postem wracam do pisania o naszych japońskich przygodach. Robię też mały przeskok i przerywam chronologiczny układ wpisów. Na moment pomijam niedokończone Kioto, a także miejsca, o których napiszę już niedługo: Hiroshimę, Wyspę Królików oraz Takayamę.

Zabieram Was do Matsumoto, a konkretnie do jego górzystych przedmieść o nazwie Asama – Utsukushi Ga Hara. Rejon ten słynie z jednych z najlepszych w całym kraju onsenów. Ale po kolei. Zacznę od tego czym są właściwie dziwnie brzmiące „onseny”…

Widok z hotelu na potężne Alpy Japońskie w pobliżu Matsumoto

Onseny to japońskie gorące źródła, przy których buduje się łaźnie i baseny. Wiele źródeł ma właściwości lecznicze – zawierają prozdrowotne pierwiastki i minerały podobnie jak gorące źródła na Węgrzech, które bardzo lubię. Te japońskie jednak zdecydowanie różnią się od węgierskich.

Korzystając z onsenów musimy przestrzegać szeregu zasad.

  • Do onsenu wchodzi się nago (jest podział wg płci, ale są też onseny koedukacyjne). Wszystkie ubrania zostawia się w przebieralni i zabiera ze sobą dwa ręczniki – jeden mały i wąski (ma ok. 30 cm) i służy do przewiązania w pasie (o ile macie do 50 cm w talii), a drugim, dużym, możemy wycierać całe ciało lub się w niego okręcić – ręczniki przy wyjściu wrzucamy do koszy; jeśli ręcznik zużyje się w trakcie, to bez problemu możemy wymienić go na nowy.
  • Do basenów koedukacyjnych wchodzi się owiniętym w ręcznik. Do onsenów dzielonych ze względu na płeć wszyscy wchodzą nago lub ewentualnie z przewiązanym małym ręcznikiem w pasie. Stroje kąpielowe nie są używane.
  • Po onsenach chodzi się boso, nie używa się klapek.
  • Przed wejściem do basenu należy dokładnie wyszorować całe ciało mydłem i się porządnie opłukać. 
  • Największym faux pas jest wejście do basenu z mydłem i podobno śród obcokrajowców takie sytuacje miały miejsce.
  • Należy zachować spokój i pozwolić innym na relaks oraz wypoczynek.

Prawdę mówiąc nie znaliśmy wszystkich powyższych zasad zanim trafiliśmy do onsenu. A znaleźliśmy się tam trochę przez przypadek, bo wracając ze zwiedzania Matsumoto nagle mi się przypomniało, że w rezerwacji widniała informacja, że nasz hotel w pakiecie gwarantuje nam wejściówki na kąpielisko. Zapytaliśmy się więc na recepcji i okazało się, że za pół godziny możemy jechać, bo punktualnie o szóstej popołudniu podjeżdża autobus, który zabierze nas do kąpieliska.

Po dotarciu na miejsce (około 20 minut jazdy od naszego hotelu) kierowca, w białych rękawiczkach i uniformie, wystawił z niego dwa drewniane stopnie, byśmy mogli się łatwiej z niego wydostać. Wtedy też zorientowaliśmy się, że dostaliśmy bilety do jeden z najbardziej ekskluzywnych onsenów w okolicy, bo usytuowany przy luksusowym Hotelu Shoho.

Po prawej hotel, a po lewej w dole Matsumoto

Przy drzwiach czekały na nas osoby z obsługi, które ubrane w tradycyjne japońskie stroje ukłoniwszy nam się w pas podały zestaw składający się z dwóch ręczników i wskazały szatnię. Wyglądało to jeszcze lepiej niż na poniższym zdjęciu – był już wieczór i było ciemno, a hotel był elegancko podświetlony.

Wejście do hotelowej recepcji

W recepcji mogliśmy zostawić kurtki i torby, do których zapakowaliśmy niepotrzebnie stroje kąpielowe i klapki basenowe.

Recepcja

Gdybyście tylko widzieli miny Japończyków jak z uporem maniaka trzykrotnie pytaliśmy się ich wskazując na slipki i bikini „czy aby na pewno ich nie potrzebujemy w onsenie?” 🙂 Potem tak samo zaciekle broniliśmy swoich klapek basenowych. Teraz jak sobie o tym myślę, to mam ochotę spalić się ze wstydu…
Dla Japończyków to musiało być bardzo zabawne, ale byli na tyle uprzejmi, że nie roześmiali się nam w twarz, ani też nie wyrzucili nas za drzwi za takie niedorzeczne pomysły.

No dobrze, udało nam się wejść i nawet co nieco dowiedzieliśmy się o panujących w tym miejscu zasadach. Panie z recepcji na migi pokazały nam kierunek. Skierowaliśmy się do windy, którą wjechaliśmy na wskazane piętro i następnie długim łącznikiem wyłożonym miękką wykładziną dotarliśmy do właściwego wejścia.

Zielone drzwi to windy

Łącznik między hotelem, a onsenem

Okazało się, że w tym miejscy nasze drogi muszą się rozejść. Wspólnie jeszcze tylko zdjęliśmy buty i zostawiliśmy je w osobnych przegródkach w dużej szafce. Potem na bosaka, idąc ciągle po matach tatami, poszłam w lewo, a Monsieur w prawą stronę. Onseny dla kobiet i mężczyzn były od siebie zupełnie oddzielone, ale miały identyczne atrakcje.

Tuż przy wejściu minęłam, jak ją nazwałam, „salę piękności”. Była to duża przestrzeń, w której wydzielono jakby cztery kwadratowe pokoiki z niewysokimi, może dwumetrowymi, drewnianymi ścianami. W każdym z nich na rogach usytuowana była piękna toaletka z suszarką i wielkim lustrem, jednorazowymi szczotkami i grzebieniami do włosów, a nawet…kremami, podkładami, tuszami do rzęs, kremami z filtrem, kwasem hialuronowym i innymi upiększającymi mazidłami, które nawet nie wiedziałam do czego dokładnie służyły. Każda miała indywidualne krzesełko, dostęp do chusteczek do demakijażu, chusteczek higienicznych, patyczków do uszu etc. Nie mogłam w to uwierzyć, ale to wszystko było po to, by nie trzeba było targać ze sobą całej kosmetyczki – genialne rozwiązanie!

Sala piękności

Dalej za „salą piękności” znajdowała się duża sala z przebieralnią. Ściana z prawej strony była zupełnie przeszklona i widać już przez nią było zewnętrzne baseny na wewnętrznym patio wkomponowanym w górski krajobraz. Ściana po lewej zastawiona była drewnianymi półkami, na których poustawiano wiklinowe kosze, w których można było zostawić swoje ubrania.

Po rozebraniu się kolejnym krokiem była obowiązkowa kąpiel. W Shoho było kilkadziesiąt stanowisk do mycia ciała umieszczonych wzdłuż najdłuższej ściany w kolejnym pomieszczeniu – wielkim pokoju kąpielowym. To w nim właśnie znajdowały się dwa duże baseny z wodą o temperaturze 39 i 41 stopni C.

Prysznice usytuowane były nisko przy ziemi, trzeba więc było przysiąść na drewnianym stołeczku i wybrać jedno z markowych mydeł i płynów do mycia ciała. Łącznie przy każdym stanowisku stało aż 5 do 7 wielkich butelek z płynami, szamponami i odżywkami do włosów i skóry. I co ciekawe, przy różnych stanowiskach stały kosmetyki innych marek – tak na wszelki wypadek gdyby ktoś miał jakąś ulubioną, to mógł wybrać konkretne stanowisko. Prawdziwy luksus.

To nie jest kąpielisko w Hotelu Shoho, a jedynie poglądowe zdjęcie na stanowiska do mycia w japońskim onsenie

Potem zaczęłam testować baseny. Najpierw zakryte, które miały widok na odkryte kąpieliska i do których przez wielkie przesuwane okna wpadało rześkie powietrze. Baseny te nie były głębokie – nie można było w nich raczej pływać, bo można było zahaczyć kolanami o dno. Były raczej przeznaczone do siedzenia i relaksu na jednym z dwóch stopni, jakie ciągnęły się wzdłuż ścian. Długo nie wytrzymałam w wodzie nagrzanej do 39 stopni. W drugim, cieplejszym basenie, tylko zamoczyłam duży palec od stopy i stwierdziłam, że „parzy” 🙂

Opłukałam się wodą, wytarłam i zawinięta w ręcznik udałam się do suchej sauny, w której przez okno podziwiałam górskie widoki i odliczałam kolejne minuty z kwadransa. Po orzeźwiającym prysznicu przyszedł czas na eksplorację basenów zewnętrznych. Co zabawne, przez cały czas mojego pobytu w onsenie wszystkie baseny miałam praktycznie dla siebie, bo o tej porze nie było tam najmniejszego ruchu. W między czasie przyszły raptem dwie inne panie, które schowały się w wodzie 41 stopni…

A na zewnątrz to dopiero była bajka! Jeden zadaszony basen przypominał wykute w skale naturalne jacuzzi. Drugi był znacznie większy, także skalisty. Dookoła rosła niesamowita roślinność, a nad głową świeciło rozgwieżdżone niebo wszak już dawno było ciemno. Baseny wydawały się dymić, bo gorąca woda parowała tworząc jakby mgłę, która spowijała całe patio. Kiedy siedziałam w wodzie nie mogłam uwierzyć, że tak magiczne miejsca istnieją i że mam szansę je odkryć. Czas spędzony w onsenie był jednym z najlepszych i najbardziej niesamowitych chwil, jakie dane mi było przeżyć w Japonii. Wieczorem to wprost wymarzone miejsce do odpoczynku i kontemplacji.

Po wyjściu z wody na spragnionych w przebieralni czekały dystrybutory z zimną, jak i ciepłą wodą. Zrelaksowani i „wypięknieni” wróciliśmy do Matsumoto na bardzo późną kolację.

Mam nadzieję, że choć w jednym procencie udało mi się oddać Wam atmosferę panującą w tym niezwykłym miejscu bez użycia zbyt wielu zdjęć.

Onsen jest miejscem, jakie koniecznie trzeba odwiedzić będąc w Japonii. Jeśli będziecie w Matsumoto, to gorąco polecam właśnie ten przy Hotelu Shoho.

Do przeczytania!
E.

P.S.
Nasz hotel w Matsumoto kosztował 160 zł za noc w pokoju 2-osobowym (cena za 2 osoby), w tym miał wliczone bardzo dobre japońsko-europejskie śniadanie, wypożyczenie rowerów i bilety do onsenu. Był to najlepszy hotel, w jakim spaliśmy w Japonii nie pod względem standardu, ale z wskaźnika cena/jakość.

Widok z tarasu hotelu na światła Matsumoto
Recepcja
Podobne wpisy

Komentarze

10 odpowiedzi na “Wizyta w onsenie”

  1. Agnieszka F. pisze:

    Posiedziałabym w takich gorących basenach, bo jestem ciepłolubna 🙂
    Piękna podróż – Japonia, hmmm… 🙂
    Pozdrawiam, Aga F. 🙂

  2. Marzena pisze:

    I ja bym posiedziała;-)

  3. Asia W pisze:

    Takiej podróży pozazdrościć 🙂 Pozdrawiam

  4. Ooo, przeskoczyłam z curry tutaj. Jesteś teraz w Japonii? Ach!
    Mieszkałam w prefekturze Ibaraki przez pół roku i żałuję właśnie, że nie odwiedziłam onsenu.
    (Aaa i z takich zasad: raczej nie powinno mieć się tatuaży, gdy się idzie do onsenu, głównie przez skojarzenie z yakuzą, która ma zakaz wstępu do łaźni. Co do hotelu – naprawdę tani na takie atrakcje).
    Najbardziej spodobał mi się opis tego gorącego źródła na zewnątrz, widziałam trochę zdjęć tego typu i wygląda to bajkowo.

    • Madame Edith pisze:

      Rymiko,
      W Japonii byłam w kwietniu, teraz już jestem w Warszawie.
      Hotel był bardzo tani, ale też najwyższych lotów. Takie przyzwoite europejskie dwie gwiazdki – Ace Matsumoto. Polecam jakby co 😉

      Serdecznie pozdrawiam,
      E.

  5. Bon Voyage pisze:

    Gratuluję bloga! Świetna sprawa no i oczywiście skarbnica wiedzy 🙂 wybieram się tam niebawem. Czy mogę prosić nazwę hotelu w którym się zatrzymaliście w Matsumoto? Pozdrawiam

  6. Dagmara pisze:

    Witam serdecznie, pod koniec września wylatujemy do Japonii. Część wycieczki opieram na Twoim blogu. Mam problem z hotelem w Matsumoto. Ten sam w którym byliście z mężem jest dostępny w moim terminie na booking ale nic tam nie jest napisane o onsenie. Na jakiej stronie trzeba go zarezerwować żeby pobyt uwzględniał wycieczkę do onsenu? Czy osobno się kupuje bilety na miejscu?

  7. Dagmara pisze:

    Witam serdecznie.
    Chcę zarezerwować ten sam hotel w Matsumoto ale na booking nie jest nic napisane o onsenie. Czy to trzeba jakoś osobno zapłacić za wycieczkę? Czy przez inna stronę rezerwować? Pozdrawiam.

    • Madame Edith pisze:

      Dagmaro,
      O bilet do obsen pytaliśmy już na miejscu – w recepcji i tam nam wszystko wytłumaczono. Być może teraz już nie ma takiej możliwości, by z niego skorzystać? W każdym razie o darmowym wejściu dowiedzieliśmy się z bieżących informacji w komentarzach na booking.com

      Udanej wyjazdu, bawcie się dobrze!
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Wizyta w onsenie


Dzisiejszy wpis będzie dość nietypowy, bo prawie bez zdjęć. Nie mogę Wam bowiem pokazać miejsca, do którego weszłam bez aparatu. Po prostu tam [...]
@MadameEdith on Instagram