Bistro pod Sowami – zapamiętajcie ten adres!

2 sierpnia 2018

Bistro Pod Sowami

Bistro pod Sowami działa na warszawskiej Pradze już od jesieni ubiegłego roku. Dotarliśmy tu jednak dopiero dwa tygodnie temu, w dość pochmurny i deszczowy dzień. Pomimo niesprzyjającej pogody tutejsze menu sprawiło, że ten dzień zapamiętamy na długo i mamy kolejny dobry powód, by na Pragę wracać częściej. Bo do niedawna tych powodów zbyt wiele nie było.

Restauracja mieści się w cudnej urody secesyjnej kamienicy „Pod Sowami” wybudowanej tuż przed I wojną światową. Tytułowych sów można dopatrzeć się zresztą na odnowionej elewacji – przysiadły z rozpostartymi skrzydłami przy samym dachu (na powyższym zdjęciu po prawej stronie). Po tym i innych zrewitalizowanych budynkach widać jak wielki potencjał ma ta dzielnica. Cieszy mnie bardzo fakt, że w ostatnich latach za Pragę wzięto się na poważnie i coraz mniej ulic oraz domów straszy. Kilkanaście lat temu niezbyt przyjemnie było było spacerować, a teraz jest zupełnie inaczej.

Bistro Pod Sowami

Wystrój lokalu jest prosty, utrzymany w czerni, granacie, szarościach i złocie. Z sufitu zwisają modne okrągłe lampy. Nie podoba mi się jedynie skajowe obicie krzeseł, które przypomina to, jakie dawniej było w autobusach typu „ogórek”.

Bistro Pod Sowami

Wnętrze jest przestronne, przyjemne, nowoczesne, centralnym punktem jest długi bar, za którym kryje się kuchnia.

Bistro Pod Sowami

Szefem kuchni jest tu Damian Wajda, który proponuje kartę zmieniającą się sezonowo. Prawdopodobnie więc niektórych z opisanych przeze mnie dań za moment nie będzie już w menu. Ale co ciekawe w karcie są talerzyki mniejsze (po 27 zł), średnie (37 zł), jak i większe (47 zł). Zupy są po 15 zł, a desery po 27 zł. Do wyboru znajdziemy zarówno pozycje mięsne, rybne, jak i wegetariańskie. Oprócz standardowego menu, za 80 zł od osoby lub za 160 zł wraz z doborem alkoholi, można poprosić o menu degustacyjne składające się z najlepszych kąsków. I tak właśnie robimy, bo jest tu tyle smakowicie brzmiących dań, że nie chcemy się ograniczać i mamy ochotę spróbować jak najwięcej.

Na początku na nasz stół wjechało amuse-bouche w postaci tatara z jałówki z domowymi piklami i gorczycą. Do tego podano nam świeży chleb śmiesznie ukryty w lnianym woreczku, a także solone masło.

Było to bardzo smakowite rozpoczęcie tej wizyty. Oboje z Monsieur tatara lubimy, choć nie jesteśmy jego psychofanami. Ten w Bistro pod Sowami zgodnie stwierdziliśmy, że moglibyśmy jeść naprawdę często. Doprawiony w punkt, o fajnej strukturze, super smaczna rzecz.

Bistro Pod Sowami

Filet z halibuta z naparem z suszonego jesiotra, malinami i szczawiem to bardzo świeża i lekka propozycja. Zdecydowanie godna polecenia. Gorący bulion gotuje kawałki niemal surowej ryby na talerzu, olej z kolendry dodaje smaku, a pestki maliny przyjemnie stawiają opór w buzi.

Bistro Pod Sowami

Bardzo dobre danie na lato. I tak pięknie się prezentuje!

Bistro Pod Sowami

Łosoś w ziołach z botwinką, chrzanem i kwiatem kopru – to kolejna potrawa, która wygląda fenomenalnie w prostych naczyniach z … Ikei! Dalibyście wiarę? Ale wracając do jedzenia, to chłodnik z botwiny mają tu doskonały.

Danie jest lekkie, bardzo odświeżające i ciekawe w smaku. Ryba mięciutka, lekko ziołowa. Kolejna pozycja do zarekomendowania.

Bistro Pod Sowami

Kalarepa w trzech odsłonach to jedna z tych rzeczy, jaka zaskoczyła nas najbardziej. Kalarepy nie jadłam w zasadzie od dzieciństwa. W sumie nie wiem czemu, bo to przecież smaczne, ale nieco zapomniane warzywo. Kalarepa w tym daniu występuje w trzech wersjach: w wersji konfitowanej i podpieczonej, jako sałatka z marynowaną w cytrynie kalarepą oraz jako sos. I w sumie nie wiem która odsłona była najsmaczniejsza, bo każda jedna była ciekawa i intrygująca. Delikatne i lekkie danie. Myślę, że weganie i wegetarianie docenią je jeszcze bardziej.

Bistro Pod Sowami

Młode ziemniaki z kremem z trawy polnej i miodu pitnego to kolejna pozycja zaskakująca formą podania – na sianie, w lnianym woreczku. Ziemniaczki są lekko słone, podane ze skórką.

W towarzystwie delikatnego kremu smakują nieco jak z ogniska i przywołują, podobnie jak i smak kalarepy, miłe wspomnienia z dzieciństwa.

Bistro Pod Sowami

Tataki z polędwicy wołowej to coś dla mięsożerców. Mięciutkie mięso, aromat lubczyka to się musiało udać.

Bistro Pod Sowami

Rostbef sezonowany 60 dni z czereśniami i masłem ziołowym – to zdecydowanie najsłabszy punkt programu. Z wielkim trudem można go było pokroić ostrym, jakby nie było, nożem i z jeszcze większym trudem trzeba go było jeść. To danie prezentuje się świetnie, ale jest naprawdę bardzo trudne w konsumpcji. Poprzestaliśmy na jednym kęsie, bo to nie miało sensu.

Bistro Pod Sowami

Gołąbek z policzkiem wieprzowym i musztardą jabłkową zaliczył zwrot akcji o 180 stopni. Bo nagle po daniu, na którym postawiliśmy krzyżyk, pojawił się gwóźdź naszej wizyty. Ten gołąbek wymiata! Policzek w środku jest soczysty i rozpadający się, a musztarda jabłkowa nadaje mu smaku i ostrości. Boska rzecz!

Bistro Pod Sowami

Krem brzoskwiniowy z sorbetem z werbeny cytrynowej stanowił bardzo miłe, lekkie i orzeźwiające zakończenie tej uczty. Jeden z najlepszych deserów, jaki jedliśmy tego lata. Bo jesteśmy zdania, że w deserach nie chodzi o to, by się zasłodzić, a o to, by stanowił przyjemne, lekko słodkie ukoronowanie obiadu czy kolacji. I z tego powodu ta propozycja szefa kuchni przypadła nam do gustu tak bardzo.

Bistro Pod Sowami

Bistro pod Sowami – podsumowanie:

Miejsce robi bardzo dobre wrażenie. Kamienica jest cudna, a okolica zupełnie się odmieniła w ostatnich latach. Obsługa jest miła, zna dobrze kartę i chętnie doradza. W środku z głośników sączą się stare kawałki przenoszące nas trochę do czasów dwudziestolecia międzywojennego. Jest trochę retro, ale to fajnie i ciekawe. Dania są w większości pyszne, a smaki świeże i przemyślane. Nic tylko przychodzić na obiady, kolacje czy spotkania ze znajomymi. To świetny adres, który z czystym sumieniem Wam polecamy.

My wrócimy już niebawem.

Do przeczytania!

E.

 

Rachunek

Podobne wpisy

Komentarze

2 odpowiedzi na “Bistro pod Sowami – zapamiętajcie ten adres!”

  1. Ewa napisał(a):

    Również miałam okazję kiedyś tam zajrzeć i zgadzam się z Twoimi opiniami. Wnętrze nawiązuje nawiązuje do XX-lecia międzywojennego (czas powstania kamienicy), ale w bardzo wyważony i dyskretny sposób, bo w sumie jest nowoczesne.
    Jako ciekawostkę dodam, że w tym miejscu przed wojną mieściła się restauracja „U Abrama” należąca do Abrahama Kronenberga, jednak w związku atakami antysemickimi właściciel postanowił zmienić nazwę. I zmienił (było to na początku lat 30.) na… „U Adolfa”. Cóż…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Bistro Pod Sowami
Moja ocena [1]: 5
Rodzaj kuchni: bistro
Przedział‚ cenowy: do 40 zł
, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram