fbpx

Blue Cactus

6 września 2015
Blue Cactus

Blue Cactus to jedna z najdłużej działających restauracji meksykańskich w Warszawie. Nie byłam tam wiele lat, ale niedawno odwiedziłam to miejsce z Monsieur przy okazji niedzielnego obiadu. Oboje lubimy kuchnię tej części świata i choć na blogu chyba ani razu nie opisywałam żadnej restauracji w niej wyspecjalizowanej, to całkiem regularnie zaglądamy do podobnych miejsc. Do tej pory naszym ulubionym lokalem było Dos Tacos. Czy ostania wizyta w Blue Cactus zachwiała pozycję numeru jeden na naszej liście ulubionych meksykańskich restauracji?

Blue Cactus to, gwoli ścisłości, restauracja amerykańsko-meksykańska specjalizująca się w kuchni tex-mex. Powstała w roku 1996 i od tego czasu działa nieprzerwanie w tym samym miejscu. Za to należy jej się szacunek, bo nie ma zbyt wielu lokali w stolicy, które mogłyby się pochwalić takim stażem. W ubiegłym roku robiąc porządki znalazłam przewodnik po warszawskich knajpkach z 2007 r. i powiem szczerze, że tylko kilka lokali z tamtej obszernej listy działa nadal. Jak łatwo wywnioskować biznes restauracyjny nie jest zbyt prosty.

Ale do rzeczy.

Blue Cactus jest ogromnym, bardzo przestronnym miejscem. Ma to swoje plusy i minusy. Można tu zorganizować wyjście duża grupą czy imprezę firmową, ale z drugiej strony trudno mówić o prywatności w tak wielkim lokalu. To niej jest miejsce na randkę z ukochanym/ukochaną. Dodatkowo restauracji nie pomaga pewnie lokalizacja z dala od centrum czy nawet śródmieścia (mieści się przy ulicy Zajączkowskiej, nieopodal hotelu Regent Warsaw)

Blue Cactus

Wystrój nawiązuje oczywiście do Meksyku. Jest całkiem ładnie, schludnie i kolorowo. Wnętrze sprawia pozytywne wrażenie. W głównej sali przez dużą szybę można przyglądać się pracy kucharza przyrządzającego dania na grillu opalanym drewnem (główne zdjęcie).

Blue Cactus

Celowo przyszliśmy tu w weekend, po godzinie 15:00. Wtedy kończy się brunch, podczas którego jest ponoć bardzo gwarno. Zupełnie inaczej robi się w okolicach 16:00 – restauracja staje się niemalże pusta. Można usiąść gdzie się chce i w spokoju coś zjeść i napić się tutejszych koktajli.

Blue Cactus

Na przystawkę zamówiliśmy talerz przekąsek dla dwojga (54 zł) – “wings of fire”, pierożki filo, Sanfa Fe rolls, pepper poppers, cactus quesadillas, potato skins podawane z sosem ranch i salsa fresca.

Lubię takie propozycje w menu, bo można popróbować różnych smaków. I faktycznie talerz oferuje całe spektrum dań. Najbardziej do gustu przypadły mi pierożki, a faszerowana papryczka jalapenos okazała się bardzo pikantna, choć także smaczna. Do zestawu podawane są dwa dipy – jeden śmietanowy (sos ranch), który gasi ogień w buzi, a drugi to salsa fresca – bardzo lekka propozycja i tylko lekko pikantna. To przyjemny zestaw na rozpoczęcie wizyty.

Blue Cactus

Najedzeni przystawkami na drugie danie wybraliśmy małą porcję chili con carne (19 zł, duża porcja 29 zł) oraz burrito w wersji z kurczakiem (39 zł). Zupa okazała się być przepyszna, pełna meksykańskich smaków i aromatów. Gęsta i doprawiona w punkt. To był świetny wybór. Porcja faktycznie mała, ale zostaliśmy o tym uprzedzeni. Gdybyśmy wzięli dużą, pewnie nie starczyłoby już miejsca na nic innego, bo talerz przekąsek był naprawdę solidny.

Blue Cactus

Burrito (podawane z pikantną sałatką) także nas nie zawiodło, choć z racji dużej wielkości porcji przerosło nasze możliwości i połowę wzięliśmy na wynos.

Blue Cactus

To, co nas zawiodło to wielkości napojów. Podawanie lemoniady za 10 zł w malutkiej szklance powinno być karane. Na szczęście lepiej wyglądało smoothie “szpinak , mango, ananas, banan” (14 zł), które zamówił M. W tym przypadku jego objętość była jak najbardziej zadowalająca.

Blue Cactus

Niestety podobną wpadkę zaliczyliśmy przy zamawianiu koktajli bezalkoholowych, które posłużyły nam za deser. Wybrałam margaritę (10 zł), a M. postawił na mojito (12 zł).

Ponownie mój kieliszek był niewiele większy od kieliszka do wódki. W menu ewidentnie powinna być adnotacja o rodzaju szkła, w jakim są serwowane napoje. Nie wpadłabym na to, że margaritę można podać w tak małym naczyniu. Była smaczna – tego jej nie odmawiam, ale porcja powinna być jednak bardziej okazała (na zdjęciu wygląda na znacznie większą niż w rzeczywistości).

Blue Cactus

Restauracja uważa, że jej serwis jest na tak wysokim poziomie, że sama pozwala sobie doliczyć 10% do każdego rachunku. Oczywiście stosowna informacja znajduje się w menu, ale uważam, że w lokalu, w którym panuje jednak luźna atmosfera i miejsce  jest raczej mało wyszukane, napiwek powinien być doliczany tylko przy większych grupach, powiedzmy od 6 lub 8 osób.

Nie chodzi mi o to, że obsługa jest na słabym poziomie, bo jest przeciętna i zupełnie niczym się nie wyróżnia na plus. W takich sytuacjach tak czy inaczej zostawiam te 10%. Na koniec dnia chodzi jednak o wybór każdego klienta. Takie praktyki są stosowane w Polsce przeważnie w lepszych restauracjach (i są standardem w restauracjach oferujących “fine dining”), w których faktycznie serwis jest fantastyczny i mamy świadomość za co płacimy dodatkowe 10-15%. Podobne standardy rzadko jednak obowiązują pojedynczych gości w lokalach ze średniej półki cenowej.

Blue Cactus – dla kogo?

Praktycznie dla każdego. Można tu zjeść zarówno śniadanie, obiad, drinka, jak i kolację. To zdecydowanie luźne miejsce, wiec jak najbardziej całe rodziny czy duże grupy będą tu mile widziane.

Blue Cactus – podsumowanie:

Według mnie nie jest to miejsce, do którego chciałoby się często wracać. Myślę, że raz na jakiś czas można zajrzeć, ale dla lepszych wspomnień polecam jednak inne warszawskie lokale rodem z Meksyku czy południa USA. Nasza wizyta mogłaby być naprawdę bardzo udana, gdyby nie mikroskopijne porcje napojów. Pewien dyskomfort powoduje również fakt, że napiwek jest wliczany automatycznie do rachunku. W naszym przypadku pan, który nas obsługiwał zniknął na kwadrans i słuch po nim zaginął, a inny nie mógł wydać nam w tym czasie rachunku. Siedzieliśmy więc i czekaliśmy aż nasz kelner się pojawi. Czy za taką obsługę należy się przepisowe 10%? To pytanie pozostawię otwarte.

Do przeczytania!
E.
Follow Madame Edith on Instagram

Blue Cactus
Podobne wpisy

Komentarze

4 odpowiedzi na “Blue Cactus”

  1. magi pisze:

    Witam, nie wiem, gdzie umieścić ten wpis, więc spróbuję tutaj, chciałabym się zapytać o dobrą restaurację w Warszawie w śródmieściu ( godną polecenia), wiem, że jest ich wiele ale taką, którą może już opisywałaś na swoim blogu, coś wartego, niekoniecznie wyszukanego. Pytam, bo nie znam dobrze Warszawy a mamy zamiar ją odwiedzić w piątek i przy okazji zjeść coś dobrego. Będę wdzięczna, pozdrawiam z Gdańska:)

    • Madame Edith pisze:

      Magi,
      wbrew pozorom zadałaś bardzo trudne pytanie 🙂 Ze średniej półki cenowej zdecydowanie polecam Ci Uki Uki – takiego jedzenia nie spotkasz nigdzie indziej (to oczywiście dobry wybór jeśli lubisz japońską kuchnię i chciałabyś spróbować coś innego niż sushi). Dla pięknego wnętrza warto (i przystępnych cen) zajrzeć do Der Elefant lub połączonego z nim Fishmarket. Jeśli szukasz czegoś bardziej zwariowanego, to zajrzyj koniecznie do Kaskrut – tam karta stale się zmienia, ale jeszcze nie trafiłam, by mi coś nie smakowało. Świetna kuchnia!
      Serdeczne pozdrowienia
      E.

  2. Absolutnie zgadzam się z Twoją recenzją tej restauracji. Bywam tam właśnie "raz na jakiś czas" z firmą i jakoś nie mam potrzeby chodzić tam częściej czy wybrać się tam z Mężem, bo nie warto. A obsługa średnia, tak jak piszesz.

  3. Vela pisze:

    Bardzo podoba mi się już sam wystrój – jest tak niezwykle optymistyczny i wprawia w dobry nastrój. 🙂 Co do jedzenia to oczywiście wygląda zachwycająco. Ja lubię oprócz dań głównych co wiadomo – talerze przekąsek, bo można dzięki temu spróbować wiele przysmaków i smaków i ten Wasz zestaw bardzo chętnie sama bym spróbowała. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram