Bulaj

21 listopada 2013
bulaj restauracja
W ostatni weekend podczas pobytu w Gdańsku postanowiłam wybrać się na krótką wycieczkę do Sopotu. Liczyłam, że uda mi się zjeść obiad w słynnej restauracji „Bulaj” prowadzonej przez Artura Moroza, którego miałam przyjemność poznać podczas gęsich warsztatów zorganizowanych we wrześniu w Kołudzie Wielkiej (patrz wpis: „Gęś Biała Kołudzka„). Nie zawiodłam się, dzwoniąc z sopockiego mola o jedensatej okazało się, że znajdzie się dla mnie miejsce podczas pory obiadowej. Bardzo mnie to ucieszyło.



Jako, że restauracja otwierana jest o godzinie 13, poproszono mnie bym przyszła około 12:30, bo wcześniej kuchnia nie zdąży się rozkręcić. Mając trochę czasu w zanadrzu nakręciłam na molo filmik, który niedługo udostępnię na moim kanale na You Tubie, oraz postanowiłam przespacerować się plażą w kierunku restauracji. Spacer zajął mi nieco dłużej niż myślałam, bo spotkałam ekipę z Sopockiego Klubu Morsów, która postanowiła przed obiadem nieco się orzeźwić wskakując do Bałtyku 😉 Patrzyłam na nich z lekkim przerażeniem i podziwem zarazem.

bulaj restauracja

Po przejściu ok. 900 metrów od molo moim oczom ukazał się jednopiętrowy budynek kryty dachówką, a mapa w telefonie potwierdziła, że dotarłam na miejsce – na ulicę Mamuszki 22.
Budynek z zewnątrz nie wygląda zbyt imponująco, ale pewnie latem, kiedy wokół jest dużo zieleni, prezentuje się znacznie lepiej.

bulaj restauracja

Nie zrażona otoczeniem weszłam do środka. Tuż przy wejściu wisi szyld: „Pub Bulaj”. Okazało się bowiem, że lokal łączy w sobie elementy pubu i restauracji, co samo w sobie jest dosyć interesujące, ale i okazuje się być nieco kuriozalne, bo np. toaleta znajduje się…za winklem. Muszę przyznać, że z czymś takim nie spotkałam się w żadnej dotychczas odwiedzanej przez mnie knajpie.

bulaj restauracja

Na szczęście mój początkowy lekki sceptycyzm szybko zniknął jak już rozsiadłam się w środku i nieco zmarznięta otrzymałam czajniczek z gorącą herbatą (9 zł).

bulaj restauracja

Rozglądając się po wnętrzu dostrzegłam sporo morskich akcentów – do których zaliczyć trzeba przede wszystkim wymalowaną w busole i mapy ścianę. Na niemal wszystkich stolikach ustawiony był napis „rezerwcaja”, co dosyć szybko znalazło potwierdzenie w rzeczywistości, bo tuż po mnie przyszli klienci i zajęli trzy kolejne stoliki, a jeszcze nawet nie wybiła trzynasta…

bulaj restauracja

Wszystkie stoły z rezerwacjami były estetycznie nakryte na określoną liczbę osób.

bulaj restauracja

Lokal nie należy do dużych, jest tu zaledwie kilka stolików. Na górnym pietrze (wejście z zewnątrz) są również miejsca dla gości, ale tam już nie zaglądałam. Widziałam za to, że na zewnątrz ustawiony jest duży namiot, który wykorzystywany jest jako ogródek letni.
Punktem charakterystycznym Bulaja jest drewniany bar z dużym wyborem rozmaitych trunków, jak na dobry bar przystało.

bulaj restauracja

Miłym akcentem są dynie, które poukładane były zarówno przed wejściem, jak i na stołach, a także świeże kwiaty w małych wazonikach.

bulaj restauracja

Widok z mojego miejsca był wprost na morze i znowu to napiszę: latem, kiedy drzwi są szeroko otwarte, a morska bryza wpada do środka musi tu być wspaniale!

bulaj restauracja

Do restauracji trafiłam w listopadzie, czyli sezonie na gęsinę, w której szef kuchni, obok ryb, się specjalizuje. Z tego też powodu wybór ryb był ograniczony i nie było sandacza w sosie borowikowym, na którego w pierwszej chwili po otwarciu menu miałam ochotę (48 zł).

Zdecydowałam się zatem na pierś z gęsi (48 zł) oraz, na rozgrzanie, żur na domowym zakwasie (14 zł).

Zupa była niesamowita! To prawdziwy hit! Lepszego żurku nie jadłam chyba nigdzie i nigdy w życiu. W środku aż roiło się od leśnych grzybów, były też kawałki jajka. Całość podana została z białym i ciemnym pieczywem. Żur był bezbłędny, gęsty, bardzo syty i idealnie doprawiony. Absolutnie nic bym w nim nie zmieniła. Do tego porcja była słusznej wielkości i w 100% zaspokoiła mój głód.

bulaj restauracja

Niestety jak podano mi gąskę, to trochę zaniemówiłam. Porcja była bardzo duża i gdyby była ze mną Monsieur, to skonsumowalibyśmy ją na spółkę. Niestety nie było go przy mnie i musiałam sobie radzić sama. Gęsi towarzyszyło pęcztto z burakami (czyli polska wersja risotto robiona z pęczaku) oraz mus jabłkowy. Mięso było pierwszej klasy, z nutką rozmarynu, perfekcyjnie przyrządzone. Po prostu doskonałe. Dodatki świetnie do niego pasowały.

bulaj restauracja

Niestety po tak obfitym obiedzie nie znalazłam już miejsca na deser, czego ogromnie załuję, bo wychodząc łypnęłam okiem na porcję jakiegoś super ciasta u jednej klientki. Z wielkim smutkiem musiałam się obejść smakiem.

Bulaj – dla kogo?

Bulaj to świetne miejsce na obiad przed lub po nadmorskim spacerze. Znajduje się w miarę blisko centrum, ale z drugiej strony na tyle daleko, że raczej nie docierają tu już tłumy spacerowiczów z molo. Miejsce nadaje się na obiad ze znajomymi, czy rodziną. Na randkę raczej nie, bo sala jest mała i nie jest zbyt intymnie. Obsługa za to jest bardzo sympatyczna i chętnie doradza i opisuje dania w karcie. Panuje tu domowa, bardzo naturalna atmosfera.

Bulaj – podsumowanie:

Bulaj to miejsce pełne kontrastów: z jednej strony nieco obskurna, ale wysprzątana, toaleta na zewnątrz, a z drugiej jedzenie, jakiego nie powstydziłyby się najlepsze restauracje w Polsce. Wszystko bardzo apetycznie podane i niezwykle smakowite.
Jeśli będę w przyszłości w Trójmieście z całą pewnością tu wrócę spróbować specjalności zakładu, czyli ryb.
Bardzo polecam Wam tutejszą kuchnię, ale jeśli nastawiacie się na miejsce luksusowe, to otwarcie mówię: tu luksusów nie znajdziecie. Jest za to super jedzenie w dobrej, jak na tę jakość, cenie, miła atmosfera i bardzo pomocna obsługa.
Do kolejnego przeczytania na blogu lub Fanpage’u!
E.
bulaj restauracja
Podobne wpisy

Komentarze

6 odpowiedzi na “Bulaj”

  1. Justyna Bąk pisze:

    wygląda bardzo ciekawie:)

  2. Zapamiętuję to miejsce! W Sopocie jesteśmy prawie przy każdym pobycie w Polsce ale w Bulaju jeszcze nie zdarzyło nam się jeść. Przy najbliższej nadarzającej się okazji odwiedzimy:)

  3. Małgoś pisze:

    W kwestii słodkości, to hitem u Artura Moroza jest jego beza. Ja nie nie przepadam jakoś szczególnie za tego typu deserami (i nie często się skusze), ale mówię Ci Edyta – beza w Bulaju wymiata. 🙂 A o jego rybach książkę można by napisać… 🙂

  4. Agnieszka pisze:

    Patrząc na drugie zdjęcie pomyślałam, że sfotografowałaś jakiś opuszczony domek 😉

  5. Anonimowy pisze:

    Ja również byłam w ten sam weekend i tez jadłam cudowną gęś ale na szczęście z koleżanką na spółę! Na przystawkę matiasa na plackach ziemniaczanych podlewanego pszeniczną wódką (wódkę piję może raz w roku ale dałam się skusić namowom koleżanki, która tam właśnie próbowała tych "innych") wszystko razem pycha! Na deser i tak miejsca nie było… też żałuję
    Pozdrawiam
    Gosia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Sopot
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram