Co jeść we Wrocławiu?

20 lipca 2012
 
Kilka dni temu obiecałam Wam subiektywny przewodnik po miejscach, gdzie „można coś zjeść” we Wrocławiu (dotychczas pisałam już o Starbucks Reserve w poście Starbucks Reserve” i o Słodkie Czary Mary we spisie Jak powstają karmelki?).
Oto i on! Zaznaczam, że w moich ocenach danych miejsc uwzględniałam tylko i wyłącznie moje odczucie oraz wrażenia Monsieur, którymi raczył się ze mną podzielić.

Pytanie brzmi więc: gdzie  co jeść we Wrocławiu?
Na marginesie powiem Wam, że uważam się za jedną z lepszych testerek restauracyjnego jadła ze względu na bardzo wrażliwy przewód pokarmowy, który wyczuje każdy miligram glutaminianu sodu, czy też innego „kucharka”, „vegety”, „ziarenek smaku” etc.

Dodam jeszcze, że wszystkie odwiedzane przez nas lokale miały co najmniej 3 polecenia od niezależnych osób. Nie były to więc miejsca przypadkowe. Selekcja była ostra, bo i lista sugerowanych lokai krótka nie była.

  • Bernard

Jedzenie bardzo dobre, ale zdecydowanie za drogie. Za 2 dania i napoje zapłaciliśmy ponad 100 zł, a jedzenie typowe jak w czeskiej karczmie – duży smażony ser z sałatką oraz gulasz z knedlikiem. Bardzo smaczne i czułam się po tym jedzeniu dobrze, co jest niemałym sukcesem.

Wystrój przyjemny, ale jako, że na zewnątrz panowały okropne upały, to nawet klimatyzacja w środku nie wyrabiała i po prostu się topiliśmy. Ale wnętrze oceniam na bardzo poprawne i miłe dla oka.

Jedyna wada: zbyt wysokie ceny jak za bardzo normalne porcje i niczym specjalnym nie wyróżniające się jedzenie.

  • Przystań 

Restauracje wygląda świetnie, w środku i na zewnątrz bardzo dopracowana. Obok „parkują” łódki jak w prawdziwej marinie… sielsko, anielsko. Ale nie dajmy się zwieść pozorom!

Ceny są tu na podobnym poziomie do tych w Bernardzie (za 2 dania obiadowe, zestaw 3 mini deserów zapłaciliśmy i napoje ok. 120 zł). Potrawy były bardzo smaczne i ślicznie się prezentowały na talerzach – jedliśmy sałatkę z kurczakiem z sosem musztardowym oraz gnocchi z szynką parmeńską i gorgonzolą.

Porcje słusznej wielkości. Do tego dostaje się na przekąską włoskie kruche paluchy (grissini). Desery więcej niż poprawne z wyjątkiem mało udanej panna cotty, która trochę popsuła wrażenie. Niestety po 30 minutach od wyjścia z lokalu zaczęliśmy mieć poważne problemy żołądkowe. Jako, że z Monsieur dzieliliśmy się jedzeniem, to nie możemy do końca stwierdzić co nam zaszkodziło.

Zwykle to ja cierpię przez restauracyjne dania, a Monsieur’a „nic nie bierze”. Tym razem dopadło nas oboje, czyli wniosek taki: to musiało być coś „ciężkiego kalibru”. Stawiam na jakieś polepszacze w sosach (glut…?) zarówno w tym sałatkowym, jak i przy kluseczkach lub zioła w których był marynowany kurczak… choć nie mam pewności, ale zakładam, że po samych warzywach lub gnocchi nic by nam nie było.

Ogólnie rzecz biorąc nie polecam. Chyba, że macie mocny żołądek lub weźmiecie bezpieczne przekąski w stylu carpaccio lub szynki parmeńskiej, lub kawę + deser.
Plusem tego miejsca jest to, że obsługa jest niezwykle uprzejma i taktowna, a widok zza okna bardzo przyjemny. Wybór pozostawiam Wam. My jednak z całą pewnością przy kolejnej wizycie we Wrocławiu raczej tam nie pójdziemy.

Jak na obiad za ponad 100 zł mogę stwierdzić, że zapłaciliśmy dużo za dużo jak za ból brzucha trwający na następnego ranka i częste wizyty w toalecie…

P.S. Nikt mi nie wmówi, że w drogich knajpach nie używa się polepszaczy. Byłam i widziałam na własne oczy cały wielki pojemnik z „kucharkiem” w jednej z droższych restauracji na Rynku Starego Miasta w Warszawie. Nawet kucharz mi powiedział, że „tego każdy czasami używa” i że „stoi w pogotowiu”…

  • Spiż
Siedzieliśmy w piwnicy, tuż obok wielkich beczek z piwem. Wystrój trochę ciężki, ale gości w części restauracyjnej nie było zbyt wielu (większość zasiadła na Rynku, na którym żar lał się z nieba), to i obsługa była bardzo sprawna.

Tu zaczęliśmy od 2 zup – rosołu z kołdunami oraz zabielany barszcz z botwinki z gotowanymi ziemniakami. Szczególnie tę drugą zupę mogę polecić, bo była bardzo smaczna, a i porcja solidna (za 14 zł). Na drugie postanowiliśmy zamówić michę pierogów (około 30 zł). Ledwo daliśmy radę ją zjeść we dwójkę, bo już sama zupa była sycącą zważywszy, że na początku na przegryzkę dostaje się chleb ze smalcem.

W Spiżu jest duży wybór piw z własnego browaru i mimo, że piwo pijam tylko w największe upały i się na nim nie znam za dobrze, to muszę przyznać, że mi smakowało. Można zamówić „próbnik” piwny za 17 zł, dzięki czemu można spróbować aż 5 różnych gatunków złotego napoju.

Cena za obiad dla 2 osób to około 75 zł. Stosunek ceny do jakości oceniam na bardzo przystępny.

  • BLT and Flatbreads

To fajne bistro, w którym ceny są bardzo niskie. Atmosfera na luzie, bez zadęcia.

Za 17 zł można zamówić bardzo smacznego domowego hamburgera, z niezłym mięsem, dużymi frytkami i colą. Ale to dla fanów fast foodów. Jest też duży wybór zwyklejszych kanapek w różnych zestawach oraz sałatek, kurczaka i pizzy. My zamówiliśmy obok klasycznego hamburgerowego menu sałatkę z łososiem i burakiem.

Byliśmy tam raz, a innym razem przechodziliśmy obok, ale wydaje mi się, że miejsce to cieszy się wzięciem, bo ludzi jest dużo, co zwykle dobrze świadczy o miejscu.

Obsługa sprawna, wystrój całkiem oryginalny, starający się być designerskim.
Puentując: tu też nic mi nie zaszkodziło 🙂 Juppi, pełen sukces!

  • Lodziarnia Tralalala
Pyszne lody. Wybór przeogromny. Grycan „może się schować” 🙂
Ładny, nowy lokal. Za to bardzo kiepskie menu. Wprost fatalne zdjęcia deserów zdecydowanie bardziej odstraszają, niż zachęcają. Ewidentnie widać inspirację formą graficzną menu firmy na G. – bardzo ciemne tło, a na nim zdjęcia oferowanych smakołyków.

To, co mi się bardzo nie podobało to fakt, że w czasie gdy byliśmy w lodziarni przyszła do niej, jak podejrzewam, właścicielka. Była bardzo niezadowolona, rozstawiała obsługę po kątach. Mina nadąsana. Spotkanie takiej osoby, która w dodatku nie jest specjalnie dyskretna i obnosi się swoją osobą, nie nastraja do częstych odwiedzin. A szkoda…

Dodatkowy minus: nie można zamówić jednej gałki lodów, trzeba minimum dwie (za 7zł). Dziwny zwyczaj… A jeszcze dziwniejsze jest to, że dwie i trzy kulki podaje się w zwykłym wafelku, a nie słodkim rożku.

Do tego bardzo długie kolejki najpierw do kasy, a potem po lody (ta na zdjęciu była wyjątkowo krótka, bo czekałam na moment, by było cokolwiek widać poza ludźmi ;-).
Mimo wszystko uważam, że warto raz pójść i spróbować.

  • Muffiniarnia na Szewskiej
Nie wiem jakim cudem to miejsce się utrzymuje. Fakt mają tam bardzo ładny wystrój – jest kolorowo i sympatycznie, ale pani z obsługi nawet nie potrafiła nam powiedzieć jakiego rodzaju mają muffiny („bo to koleżanka robiła”) i wybieraliśmy „na oko”. Byliśmy tam w weekend około 16. Do wyboru mieliśmy około 6 rodzajów muffinów, których łącznie było 23 sztuki (policzyłam). Zresztą stan rzeczy widać na poniższym zdjęciu.

Wzięliśmy dwa różne: jasne z porzeczkami oraz czekoladowe z porzeczkami. I muszę przyznać, że obie babeczki były tragiczne w smaku. Naszpikowane sodą do granic wytrzymałości. Suche, bez zapachu, z ledwie zauważalną ilością owoców. Tysiąc razy lepsze są babeczki z gotowej mieszanki do zrobienia w domu, a te serwowane w samolotach narodowego przewoźnika (patrz post: jedzenie w samolocie) to przy nich jak deser w trzygwiazdkowej restauracji.

Uważam to za skandal, żeby z coś takiego płacić 6 zł!

Podczas gdy w naprawdę przyzwoitej warszawskiej muffiniarni za 7 zł (też drogo) można kupić muffina z nadzieniem, masą na wierzchu, który będzie idealnie wilgotny i pięknie przyozdobiony.

Krótko mówiąc Muffiniarni na Szewskiej nie polecam, a bardzo żałuję, bo idąc tam byłam bardzo pozytywnie nastawiona.

  • Bistro Pergola
To bistro przy wrocławskich fontannach. Mają fajne ceny, a i kawa jest zupełnie w porządku. Może niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale jeśli mamy ochotę obejrzeć pokaz lub w ciągu dnia sobie posiedzieć, to jest to jak najbardziej właściwe miejsce. Nic tam nie jedliśmy, więc o jedzeniu nie mogę nic napisać.

Podsumowanie: mogło być lepiej

W niektórych miejscach zaskoczyła nas niepozytywnie atmosfera lokalu (patrz: Tralalala) i według nas skandaliczne zachowanie, prawdopodobnie, właścicielki. Innym razem koszmarem było dodanie chemii do jedzenia (patrz: Przystań i Muffiniarnia).

Po powrocie z Wrocławia z Monsieur doszliśmy do wniosku, że to duże nieporozumienie i wielkie zaskoczenie, że we Wrocławiu nie znaleźliśmy ani jednej knajpki ze smacznym jedzeniem w przyzwoitych cenach.

Ba! Jednogłośnie doszliśmy do wniosku, że w Warszawie jest dużo takich miejsc i non-stop zadawaliśmy dobie pytanie: „dlaczego tu jest tak drogo?”
Jak to możliwe, że w stolicy Dolnego Śląska ich nie ma? Czy my źle szukaliśmy? Przecież wszystkie odwiedzone przez nas miejsca były „z polecenia”!? Hmmm…

Na koniec: co polecam?

Tak, czy inaczej przyjmując zaistniały stan rzeczy na szybki lunch osobiście poleciłabym zdecydowanie BLT, bo mają najlepszy stosunek cena/jakość spośród odwiedzonych przez nas miejsc, ale to mimo wszystko tylko lepszy fast food. Na drugim i trzecim miejscu ex aequo postawiłabym obok siebie Bernarda i Spiż.
Na deser proponuję mimo wszystko lody w Tralala albo nawet lepiej kawę w jakiejś innej kawiarni (moją uwagę zwróciła Mleczarnia w dzielnicy żydowskiej, Cafe Monsieur, o której wspominałam tu [niestety w obu tych miejscach nie piliśmy kawy, więc o jej jakości pisać nie mogę] oraz Starbucks Reserve, któremu poświęciłam cały wpis).
Tyle udało nam się zjeść i wypić w ciągu trzydniowego wypadu do Wrocławia.

Mam nadzieję, że odwiedzającym to piękne miasto przyda się ten wpis z kilkoma, raz jeszcze podkreślę, bardzo subiektywnymi recenzjami i obserwacjami.Jeśli ktoś z poczuje się nimi urażony, to bardzo mi przykro, ale zdania nie zmienię. To są moje odczucia i wrażenia. Już pierwszego dnia prowadzenia bloga uznałam, że piszę tylko to, co jest zgodne z moimi przekonaniami. Nic więcej, nic mniej.

Oby każdy zjedzony posiłek w knajpie lekkim dla Waszego żołądka był!
E.
Podobne wpisy

Komentarze

101 odpowiedzi na “Co jeść we Wrocławiu?”

  1. Gosiaczek pisze:

    Z Wrocławia nie jestem, Spiż polecam, zauważam kilka nieścisłości w tekście ale generalnie popieram Twoje podejście do wyrażania swojej opinii 🙂 W Warszawie bywam i tak jak we Wrocławiu są fatalne, przereklamowane knajpy ale są też ciekawe i godne polecenia. Najmniej rozczarowania spotyka mnie zawsze w Krakowie (z Krakowa też nie jestem). A wrocławska Mleczarnia jest naprawdę ok 🙂 Pozdrawiam i życzę mniej rozczarowań 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Gosiaczku,

      bardzo dziękuję za Twój komentarz! Popracuję nad nieścisłościami 🙂
      A Kraków lubię nie tylko za jedzenie, ale i za unikalną atmosferę. I masz rację w W-wie też bywa różnie w knajpach, ale chodzę głównie do tych sprawdzonych, gdzie jedzenie jest zawsze ok i wiem, czego się spodziewać.

      Życzę Ci miłego dnia,
      Edith

  2. Dorota+Darek pisze:

    We Wrocławiu najfajniejsze knajpki to te, w których bierzesz talerz, nakładasz co chcesz i ile chcesz i płacisz za wagę dania. Jedna z nich to chyba "Bazylia", ale takich miejsc jest sporo. Fajne, proste, domowe jedzenie przyrządzane na Twoich oczach, wybór ogromny i różnorodny (zupy, makarony, kluski śląskie, warzywa na ciepło, mięso, podroby, naleśniki itd itp) i praktycznie codziennie trafiają się jakieś nowe dania. Nie ma surówek z wiaderek ani odgrzewanych ziemniaków ani innych "gotowych" potraw, wszystko robią na miejscu. A cena za 100g jest nawet do przyjęcia (w granicach 3 zł), przy czym pomiędzy 20 a 21 wszystko jest za pół ceny. Polecam następnym razem odwiedzić takie miejsce. Pozdrawiam!

    • Madame Edith pisze:

      Doroto i Darku,

      Bardzo Wam dziękuję za polecenie tego miejsca. Przy następnej wizycie udam się tam w pierwszej kolejności, bo lubię jak jedzenie jest domowe i przygotowywane na moich oczach 🙂

      Pozdrawiam Was serdecznie,
      E.

    • Anonimowy pisze:

      Niestety w STP wszystkie kapuściane i marchewkowe surówki są od "Grześkowiaka"… Ale jedzonko w lokalach na wagę jest smaczne 🙂
      Domina

    • Niestety ale i w Bazylii i STP i innych tego typu miejscach wszystko jest mocno doprawiane glutem. Ja go tez słabo toleruję dlatego omijam te jadłodajnie.

  3. Agata Pachla pisze:

    We Wrocławiu bywam tylko przejazdem i raczej tam nie jadam. Najbardziej zaskoczyła mnie chyba Muffiniarnia. Niedość, że babeczki wyglądają tragicznie, to jeszcze ta niezorientowana obsługa…

  4. Zielaczek pisze:

    Oj, też mam bardzo wrażliwy żołądek, knajpki, w których się nigdy nie zatrułam mogę chyba policzyć na palcach jednej ręki.
    Mamy zamiar wybrać się na weekend do Wrocławia, więc dziękuję za rady, wiem co omijać 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Zielaczku,

      cieszę się, że mogłam pomóc 🙂
      Taki był zresztą cel tego posta, bo sama przed wyjazdem nie znalazłam nigdzie dobrego przewodnika po lokalach. Na szczęście mogłam liczyć na opinie nadesłane przez wielu Czytelników (za co bardzo dziękuję!!!) oraz moich znajomych.

      E.

  5. Zielaczek pisze:

    i przy okazji się spytam, gdzie w Warszawie masz sprawdzone miejsca?

    • Madame Edith pisze:

      Zielaczku,

      najpewniejszym miejscem w W-wie na spożywanie posiłku jest mój dom – tu się jeszcze niczym nie strułam 😉

      A tak na poważnie, to małe co nieco i wino wstępuję do Charlotty (i podkreślam, że chodzę tam nie dla lansu, a dla jedzenia; zdarza mi się kupować tam także smaczne pieczywo). Ostatnio dobrym adresem dla mnie jest Socjal na Foksal – dobre makarony i pizza. Bywam też w lokalach typu Kompania Piwna i Szwejk, bo tam też mam swoje stałe, wybrane pozycje w menu, które mnie nie zawodzą.

      Z mojego doświadczenia wynika, że im bardziej "wyrafinowana" kuchnia tym gorzej kończy się to potem dla mojego żołądka, choć nie zawiodłam się raczej na Akademii Smaku i Platterze.

      Z popularnych miejsc w centrum zdecydowanie nie polecam MG Eat – możesz przeczytać moją relację, którą opublikowałam kilka miesięcy temu:
      MG Eat – jeść czy nie jeść?

      Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za Twój komentarz,
      Edith

    • Zielaczek pisze:

      Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź 🙂
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Bardzo proszę 🙂
      Za jakiś czas z pewnością post o samej W-wie również powstanie, ale muszę sobie najpierw "odświeżyć" pamięć i odwiedzić kilka miejsc, by wszystko było na bieżąco.

      Z pozdrowieniami,
      E.

  6. Grażynka pisze:

    ja Polecam pierogarnie- na rynku. Do tych restauracji, które opisywałeś nigdy nie wchodzę- poza spiżem. Są lepsze lokale we Wrocławiu. Dziwi mnie trochę twój wybór.
    pozdrawiam

    • Madame Edith pisze:

      Grażynko,

      tak jak pisałam w tekście lokale te były mi polecone przez mieszkańców Wrocławia, jak i osoby, które miasto to odwiedzały wielokrotnie. Stąd mój wybór. Nie były to miejsca przypadkowe do których weszłam prosto "z ulicy", bez zastanowienia.

      Z pozdrowieniami,
      Edith

  7. Grażynka pisze:

    Domyślam się- jako rodowita Wrocławianka- nie poleciłabym tych lokali-i patrząc po recenzji zgadasz się ze mną . Na przyszłość polecam nie stołować się na rynku. W okolicach rynku- polecam sushi szajonych 11.
    Jak będę wybierać się do Warszawy we wrześniu to pozwolę zapytać się Ciebie o porady gastronomiczne.

    pozdrawiam serdecznie raz jeszcze

    • Kasia S, pisze:

      Celna uwga. Na rynku każdego polskiego miasta, żadna resturacja nie musi sie wysilać. Profity czerpią z lokalizacji. Właściwie to tak jest wszędzie.

      Pozdrawiamy serdecznie
      Tapenda

    • Madame Edith pisze:

      Dla uściślenia: z odwiedzanych przeze mnie restauracji tylko "Bernard" i "Spiż" były na Rynku i zresztą wypały całkiem dobrze w całym zestawieniu. Pozostały były oddalone od Rynku o kilka-kilkanaście minut drogi na piechotę.

      Pozdrowienia,
      E.

  8. Anonimowy pisze:

    Pani Grażyno proszę o polecenie jakiś lokali 🙂

  9. Grażynka pisze:

    tak na szybko:
    Pepikowe Knedliki- jak ktoś lubi czeska kuchnie ( nie jest to ścisłe centrum). Tanio dożo i dobrze
    chocoffee – słodko
    Restauracja Verona- wystrój średni, stawiają na jedzenie.
    herbaciarnia na kiełbaśniszej
    suschu : Szajnochy 11 ( nie jestem specjalistką od suschi, ale mi smakowało)
    pierogarnia
    z fast foodów polecam plackarnie na armii krajowej- dania są też na wynos. Wór placków ogromy.
    Spiż- który recenzowała Edith- tam trzeba iść na piwo.

  10. Aleksandra K pisze:

    dawno nie bylam we Wrocku i podoba mi sie jak opisalas kanjpki, restauracji czy tez bary.
    co do bólów brzuszka to stawiam na panacote 😉

    Pozdrawiam

    • Madame Edith pisze:

      Olu,

      wydaje mi się, że to musiało być coś więcej niż tylko mleko, żelatyna i śmietanka w deserze panna cotta… ale nie wiem, w końcu dokładnego składu spożywanych dań nie znam.

      Serdeczności,
      E.

  11. Grażynka pisze:

    i jeszcze słodkie czary mary. Produkcja lizaków- tworzy się je samemu- z małą pomocą właścicielek. Raj dla dzieciaków

  12. Anonimowy pisze:

    A ja jeszcze polecam gruzińskie Chaczapuri na Kiełbaśniczej – w szczególności pieczonego pstrąga z ostrą adżyką i dobre domowe winko w przystępnej cenie. Pozdrawiam 🙂
    Domina

  13. MartynCia ^^ pisze:

    Witam
    mieszkam we Wrocławiu dwa lata, mogę coś o knajpkach powiedzieć.
    W muffiniarni musiałaś trafić na naprawdę słaby dzień. Chyba codzienna obsługa jest na ulopie. Muffiny są teraz faktycznie kiepskie, a nie wiem czemu nie ma dłuuugo juz cupcake'ów, które oni robią naprawdę śliczne i dobre. Mają dużo kremu, owoców i piękne przybranie. Ale ostatnio coś biednie u nich. W BLT jest naprawdę przyzwoicie. Zgadzam się. Ogólnie we Wrocławiu jest sporo dobrych restauracji. Polecam Brazylianę na rynku lub Chaczapuri. Z kawiarni Afryka Coffee na Kiełbaśniczej ;). W przyszłości życzę mniej rozczarowań 😉

    • Madame Edith pisze:

      MartynCiu,

      to nie tak, że byliśmy rozczarowani, a nieco zawiedzeni. Mimo to, znaleźliśmy przecież kilka godnych polecenia miejsc.

      Nie było w końcu aż źle, ale też nie tak dobrze jak się spodziewaliśmy 😉

      Bardzo dziękuję za Twoje sprawdzone miejsca,
      Edith

    • Anonimowy pisze:

      Brazyliana była na Więziennej i ją zamknęli. Czyżby została przeniesiona na Rynek, bo jeśli tak to dobra wiadomość :)?

    • Dziwnograj pisze:

      Oj zdecydowanie się nie zgadzam. Muffiniarnia na szewskiej to kompletna porażka. Nigdy nie udalo mi sie zjeść tam nic dobrego (miałam 3 podejścia). Ciasto zawsze jest plastikowe, a krem mdły. Słyszałam nawet, że muffinki nie są pieczone przez właścicielki tylko kupowane i ozdabiane.

    • Madame Edith pisze:

      Dziwnograju,

      w tej muffiniarni jadłam tylko raz, ale drugi raz zdecydowanie bym tam nie zaszła, więc sądzę, że mamy podobne zdanie. A żałuję, bo po zasłyszanych i przeczytanych wielu bardzo pozytywnych opiniach, naprawdę nastawiałam się na jakieś "WOW".

      Pozdrowienia,
      E.

  14. Tomek gotuje pisze:

    Nigdy nie byłem we Wrocławiu, ale warto wiedzieć co lepiej omijać 😉 Poza tym bardzo fajna relacja, miło się czyta, mimo że nie zawsze jest pozytywnie 😉

  15. Anonimowy pisze:

    Polepszacze, to bez dwoch zdan nic dobrego. Ale watpie,zeby byly przyczyna zatrucia i biegania do toalety. Piszesz, ze byly upaly, wiec i zle przechowywane warzywa moga miec bakterie i byc przyczyna zatrucia. Wszystkim sie mozna zatruc, nawet chlebem. Magdalena. Pozdrawiam

    • Madame Edith pisze:

      Magdaleno,

      Faktycznie! Przyznaję Ci rację. Wszystkim można się przytruć w upał, bo nawet warzywa mogą być nieźle zsypane już na polu lub, tak jak napisałaś, źle przechowywane. Dziękuję za Twój komentarz.

      Pozdrowienia,
      Edith

  16. S.B. pisze:

    Bardzo fajne, szczegółowe recenzje! co prawda we Wrocławiu nie bywam za często, ale w razie czego – wezmę sobie do serca. Spiż pamiętam, za spory wybór piwek właśnie. Co do pubów podobało mi się w Od Zmierzchu do Świtu, ale nie mam pojęcia czemu, nie było tam prawie nikogo 🙂
    a gdybyś się kiedyś wybierała do Krakowa, muffinki i cupcakes polecam gorąco w Cupcake Corner – nigdzie nie jadłam lepszych 🙂

  17. oliwek pisze:

    mieszkałam we Wrocławiu 12 lat. Znam wszystkie miejsca, które opisujesz. W sumie zgadzam się z opinią 🙂 Ja kiedyś lubiłam chodzić do Odnovy na Włodkowica (tam gdzie jest właśnie Mleczarnia) ale zmienił się kucharz i to se ne vrati 🙁

    Inne miejsca: Mexico Bar na Rzeźniczej, Inspiracje na Placu Solnym- mnie tam smakowało 🙂 (chociaż w tym drugim nie wolno brać absolutnie lodów smażonych!)

  18. Veggie pisze:

    Wrocławia jeszcze nie odwiedziłam, ale moje doświadczenia w restauracjach poznańskich są nieciekawe. Może mam za wysokie wymagania, ale jeżeli danie ma wątpliwy smak, a cena dorównuje tej, którą płacę za podobne danie we Frankfurcie nad Menem, to ja dziękuję. Do tego dobija mnie samoobsługa w prawie wszystkich kawiarniach. Przepraszam, za co płacimy tyle pieniędzy? Z całą pewnością można znaleźć dobre miejsca, ale nieźle trzeba się naszukać, a po drodze nabawić frustracji.

    • Gula pisze:

      Zgadzam się z Tobą. Ciężko jest znaleźć miejsce w Poznaniu, gdzie można zjeść smacznie, zdrowo i za "normalne" pieniądze. Ale za to 20km od Poznania są już ciekawe miejsca, gdzie można zjeść smaczną gęś czy w innej restauracji winniczki:) Niestety osoba, która odwiedza Poznań raczej do nich nie trafi.
      Co do Wrocławia, zawsze byłam w nim przejazdem i nigdy nie miałam okazji bliżej poznać tego miasta, ale obawiam się, że jest tam podobnie jak w Poznaniu, to co napisała Kasia S., restauracje przy rynkach, centrach miast nie muszą się za bardzo "wysilać".
      A przewodnik bardzo mi się podoba:)

    • S.B. pisze:

      nie wiem co do "zdrowo" bo kiedy mieszkałam w Poznaniu średnio się zdrowiem interesowałam 🙂 ale np Wiejskie Jadło przy Starym Rynku uważam za naprawdę dobrą restaurację… we dwójkę rzadko wydajemy tam więcej niż 100zł (z dwoma daniami na łepka, espresso, piwem i deserem), obsługa jest miła, atmosfera spoko. pizza: najlepsza w Sorelli i w nowym miejscu – BaraBoo czy jakoś tak – na Taczaka (opinia najprawdziwszego Włocha):) do tego w BaraBoo jest jeszcze trochę sałatek i pasty do wyboru. + z tańszych miejsc – Pyra Bar, miejsce z fajnym, charakterystycznym menu. chyba nie ma co aż tak narzekać na Poznań 🙂

    • Madame Edith pisze:

      S.B.,
      "Pyra Bar" – kocham to miejsce!!! 😀
      Na Poznań nie narzekam, mam tam wiele ulubionych lokali. Niestety nie było mnie w Poznaniu już 2 lata 🙁
      Jak pojadę kolejny raz, to wszystko ze szczegółami opiszę – z tego, co pamiętam tylko raz się tam poważnie nacięłam w jakiejś, wówczas znanej i polecanej, chińskiej restauracji.

      E.

    • S.B. pisze:

      Oj, to koniecznie zajrzyj do BaraBoo właśnie 🙂 nie wiem, kiedy otworzyli, ale nie dalej niż rok temu 🙂
      nie wiem, czy kojarzysz Ptasie Radio – kiedyś bardzo fajna kawiarnia z w miarę dobrymi ewentualnymi śniadaniami/obiadami, niestety bardzo obniżyła loty…
      a w chińskiej byłam tylko jednej – Azalia, św. Marcin – niestety nic specjalnego…
      jeszcze w kwestii miejsc, których nie polecam – Salad Story w CH Stary Browar: za 2 duże sałatki i coś do picia zapłaciliśmy prawie 60zł, wybór jest niewyobrażalnie szeroki i już to powinno nas było odstraszyć, ale niestety, wpadliśmy i połowa obrzydliwych sałatek wylądowała w śmietniku, żołądkowe przygody included…)

    • Madame Edith pisze:

      Już sobie przypomniałam, ta chińska knajpa to był "Pekin" – to była istny koszmar, bo zamówiliśmy mnóstwo dań i prawie nic nie nadawało się do spożycia 🙁

      W Ptasim Radiu nie byłam za to uwielbiałam chodzić do Brovarmii, a na gorącą czekoladę w okolice Wronieckiej/Marsztalarskiej. No i oczywiście ulubiony Piano Bar, choć i Czerwony Fortepian nie był zły 🙂

      E.

    • Gula pisze:

      W takim razie musiałam mieć wyjątkowego pecha;)
      W "Pekinie" też byłam. Raz i to mi starczyło:) Naprzeciwko pręgierza na starym rynku Le Palais du Jardin, rewelacyjna, ale ceny znowu…
      A do Brovarii swojego czasu często chodziłam, ale szczerze, nigdy tam nic nie jadłam 😉
      Teraz się tak zastanawiam S.B. czy kiedykolwiek jak jeszcze sami z mężem chodziliśmy do restauracji, czy zapłaciliśmy poniżej 80zł za tak pełen posiłek o jakim piszesz (było to ponad 5 lat temu), no oprócz baru mlecznego;)

  19. Monika pisze:

    cenne uwagi;)
    dzięki!
    m.

  20. Lena pisze:

    Obawiam się, że podobne przygody spotkałyby Cię w każdym innym mieście. Nie wiem, czy na palcach jednej ręki potrafiłabym policzyć restauracje w całej Polsce, które mogę polecić w 100% – gdzie można zjeść smaczne i ładnie wyglądające dania, wypić dobre wino czy piwo, dogadać się z obsługą i miło spędzić czas siedząc na wygodnej kanapie czy krześle.
    Czekam na Twoją czarną listę restauracji warszawskich;)

    • Domingo pisze:

      Racja, tak wiec znalazlas nisze, mam nadzieje ze ktos nas zaskoczy i stworzy miejsce gdzie wszystkie wymienione przez Ciebie czynniki beda spoelnione. To w koncu dobry pomysl na biznes 🙂

  21. Beatrice pisze:

    Droga Edith,

    bardzo mnie wciągnęła ta recenzja, świetnie się ją czyta. Niestety z Wrocławiem mam bardzo rzadko do czynienia, ale jeśli tylko będę, raz jeszcze prześledzę Twoją recenzję. A tak swoją drogą, jestem bardzo ciekawa Twojej opinii z Krakowa. Póki nie zaczęłam gotować w domu i wyeliminowałam jedzenie "na mieście" zdarzało mi się często odwiedzać różne miłe i mniej miłe miejsca. Na pewno jednym z tych, do których wracam zawsze i bardzo chętnie jest Mamma Mia. Byłaś może? Gdzieś w komentarzach pojawiło się Chachapuri. Niestety, muszę przyznać, że jakość bardzo się popsuła i nie jest to to samo miejce, które pamiętam, gdy zaczynałam studiować, czyli ok. 6 lat temu. A szkoda. Z miejsc wartych polecenia – Ancora oraz Cherubino.

    Pozdrawiam ciepło 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Beatrice,

      w Krakowie, jak już wyżej pisałam, byłam dość dawno. Ale pamiętam Chaczapuri sprzed lat, Mleczarnię i kilka innych miejsc na Kazimierzu, których nazw nie pamiętam (dobre drinki były bodaj kiedyś w Le Scandale). Ogólnie miałam same bardzo pozytywne wrażenia 🙂

      Chyba powinnam się wybrać do Poznania i Krakowa i odświeżyć swoje ulubione miejsca, bo pamięć już nie ta 😉

      Udanego wieczoru,
      E.

  22. szarsz pisze:

    Mnie też dziwi wybór miejsc, bo choć uważam Wrocław za kulinarną pustynię, to zdarzają się tam gdzieniegdzie oazy dobrego smaku.
    W Pergoli szczęściem nie jedliście, jest drogo, kiepsko (ten przesmażony łosoś, brr), mało i z pogarszaczami. Tam to się kiedyś pochorowałam dopiero.

    Jeśli chodzi o fast food to zabrakło kultowych tostów "u Witka", z cukierni – pączków pod trumienką, serniczka od Miecia. Naleśnikarnia niestety chyba wciąż działa tylko od okazji do okazji, stałej lokalizacji nie mają.
    Jest też nowe miejsce z aspiracjami (jedzenie z błędami, ale i ogromnym potencjałem), nowoczesne, Dinette w skytower, trochę tańsze od spiża.
    Ze dwa trzy lata temu (nie wiem, jak jest teraz) bardzo dobrego kucharza miał hotel Raddison.
    Drogo, ale bardzo ambitnie gotują w Art Hotelu z serii Dawne Smaki Wrocławia. Mało jadłam, więc nie polecam w ciemno.
    Do tej pory nigdy nie zawodziła tajna broń w postaci bozbaszu i kawy w Armine. Ale szaszłyki bywają różne – niedobre też. Wchodzisz, wystrój sprzed 40 lat, ale jak podadzą zupę, szooook 🙂

    Miejsc typu Bazylia jednak nie polecam, tam jest przede wszystkim słono. Dosłownie, nie w sensie płacenia.

    • Madame Edith pisze:

      Szarsz,

      serdecznie dziękuję za listę Twoich sprawdzonych miejsc. Dzięki Twojemu komentarzowi, jak i wszystkim wcześniejszym, mam nadzieję, że osoby jadące do Wrocławia będą mogły przeczytać co warto, a czego nie warto odwiedzać w tym mieście.

      Zgromadziła się tu już potężna lista wrocławskich knajpek, z czego się bardzo cieszę 🙂

      Serdecznie pozdrawiam,
      Edith

  23. Anonimowy pisze:

    Z pewnością warto we Wrocławiu wdepną do Szajby. Pomijając naprawdę inspirujące wnętrze wypełnione designerskimi meblami i neonami z czasów PRL to z pewnością warto wpaść tam wieczorem na drinki i bardzo udaną obsługę za barem. Z pewnością trafią w gusta każdego gościa. Wybór drinków naprawdę ciekawy, a jeżeli czegoś nie ma na liście to nie ma problemu żeby znalazło się na barze. Rano tam wpadam na śniadania. 🙂 Idealnie dopasowane do drinków z wieczora 🙂

    Bardzo ciekawym lokalem – niekoniecznie coś tam jadłem ale wystrój to Literatka(?).

    To w obszarze Rynku. Na pewno skorzystam z BLT.

    Przy okazji weekendu w Poznaniu (widzę, że taki temat się pojawił proponuję następujące lokale:
    – Vine Bridge – najmniejsza chyba w Polsce restauracja. Stolik pewnie warto sobie zarezerwować ale przeżycia kulinarne gwarantowane. Mają w swojej historii różne kulinarne opowieści, kuchnia molekularna i takie tam wynalazki ale najbardziej mi utkwiło spotkanie zorganizowane przez nich w galerii obok gdzie można było spróbować najróżniejszych robaków z całego świata. Z pewnością znają się na kuchni…
    – Restauracja Toga – specyficzne miejsce ale dla mnie wizyta raz na jakiś czas w tym miejscu to obowiązek. Tatar i stek z koniny (nie jakiś tam mielony tylko ręcznie siekany), policzki wieprzowe i wołowe, grasica, pyszne zupy. Na pewno długo się czeka i trzeba wziąć na to poprawkę, ale to dlatego że wszystko naprawdę jest robione od początku. Z właścicielem można się zajechać w tematach kulinarnych, porozmawiać o jedzeniu polskim w najdrobniejszych szczegółach. Odpowiednio dobierze wino i zapewni miła luźną atmosferę. Super

    • Anonimowy pisze:

      c.d. (przepraszam ale najpierw napisałem a potem dopiero zauważyłem że są ograniczenia)

      – Tylko u nas – to dla wszystkich którzy chcą spróbować prawdziwie poznańskiej gościnnej kuchni – również pod względem wielkości porcji. Szare kluski, kotlety, zupy, pierogi. Wszystkie bary się umywają do tego miejsca. Mały lokal w którym jest wieczny ruch.
      – Ptasie Radio – gdzieś widziałem komentarz o tym, że ostatnio słabiej. Należy to uznać za niebyłe w takim razie, pomijając niezwykłe wnętrze, miłą obsługę trzeba naprawdę wpaść tam na śniadanie, kawę, jedzenie i wieczorne spotkanie ze znajomymi. Praktycznie na każdą porę dnia.
      – Corcovado – miejsce w którym jeszcze nie byłem ale słyszałem same pochlebne opowieści – na liście moich następnych lokali.
      – podobnie Papavero – ceny słuszne ale ponoć w pełni uzasadnione
      – Ktoś wspomniał o Bar – a Boo w kontekście pizzy. I słusznie bo to najlepsza pizza w mieście.
      – Credo – warto, bardzo miła sprawna obsługa, dobre jedzenie.
      – Cafe Bordo – ktoś lubi czerninę. naprawdę warto. poza tym ładnie urządzone miejsce.
      – Kontener Art – póki lato trwa należy koniecznie się tam udać i poza przebywaniem w tym inspirującym miejscu należy spożyć jednej z tortilli podawanych np. z serem haloumi.
      – najlepszy kebab w mieście to Kebabistan – sami robią tortille, również z haloumi.
      – Czeska Hospoda podobno się bardzo polepszyła i jak ktoś marzy po nocach o dobrej golonce to walić jak w dym.
      – Brovaria – kuchnia tam jest coraz lepsza. Warto wejść w mięsa i dania główne. Kucharzem jest tam jedyny polski finalista konkursu Bocouse d'Or Rafał Jelewski. to chyba jedyny lokal przy płycie Rynku w Poznaniu do którego warto wejść.

    • Anonimowy pisze:

      – Ktoś wspomniał o Sorelli i pizzy. Tak, koniecznie, bardo nietypowe ciasto do pizzy ale pyszne i np. z sałatek florencka.
      – jeśli sushi to dwa miejsca. Po pierwsze Art Sushi w Starym Browarze na dziedzińcu i Goko na Woźnej. Oba miejsca w odpowiednim szacunku odnoszą się do tej kuchni. w Goko polecam tuńczyk opiekana na rzepie.
      – w niedziele polecam wpadnięcie do Starej Rzeźni – to taki rynek staroci – nie tylko po to żeby poszperać, poszukać starych książek i innych bibelotów ale żeby sobie usiąść na kiełbasce i piwko i wlepić się w klimacik. Bezcenne
      – Jeśli chodzi o fastfood włoski to przede wszystkim vivo pomodore na Jeżycach. fast food ale ze świeżych artykułów (obok ryneczek jeżycki) i naprawdę robionych z sercem.
      – najlepsza – czy cały czas – nie wiem – kaczka w Poznaniu to Hacjenda. Nic dodać nic ująć. od dziecka pamiętam kaczkę w wykonaniu tamtych kucharzy

      – kuchnia Chrisa – jedyna chyba w Polsce knajpa zrobiona w salonie samochodowym. Właściciel salonu jest kulinarnym smakoszem i stwierdził że i on i jego pracownicy muszą dobrze jeść. Dzięki temu Chris ma super kuchnię a ulica Obornicka doskonałą restaurację.
      – pika pika – hiszpański tapas prowadzony przez hiszpana. wino tapasy i śpiew. Urocze miejsce.
      – dragon – osobiście nie lubię klimatu ale wiem że lokal właściwie cała kamienic ma swoich zwolenników. Ostatnio się bardzo uaktywnili kulinarnie i to ponoć bardzo dobrze im wychodzi
      – platinum palace – to właściwie hotel butikowy ale w kuchni walczy kolejny poznański uczestnik Bocouse d'or. Warto naprawdę. swoją drogą niedrogie pokoje a urządzone nowocześnie i ze smakiem
      – dark resaurant. jedzenie z zamkniętymi oczami ma swoje zalety. dobre jedzenie i niesamowite wrażenia.
      – restauracja dąbrowskiego 24 (albo 42) – cały czas próbują ale z tego co sam sprobowałem to idą w dobrą stronę. trzymam kciuki.

    • Anonimowy pisze:

      Miejsca do których według mnie nie warto iść:
      Z pewnością należy unikać lokali które znajdują się przy samej płycie rynku w Poznaniu. to jedzenie dla turysty. drogie i w większości przypadków absolutnie przeciętne.
      Należy sobie odpuścić takie wynalazki jak Wiśniowy Sad na Głogowskiej – to w razie jakby ktoś zgłodniał po podróżī i musiał koniecznie coś zjeść.
      Z pewnością nie najlepszym wyborem jest valpolicella na Wrocławskiej, która czasy świetności ma już za sobą. jest to jeden z przykładów że knajpy w obszarach turystycznych mogą istnieć nawet jak są słabe.
      Trocadero na Kościuszki. pomijając słabe jedzenie to tam po prostu śmierdzi.
      Pod Pretekstem – woda jest dobra pod warunkiem że przy nas otwarta.
      Cafe Muzeum – przykład jak w super miejscu (dziedziniec muzeum archeologicznego) można zrobić syfiasty lokal. Niby pięknie niby fajnie ale jedzenie. tragedia.
      Zielone słonie – nowy lokal ale naprawdę słaby. i bardzo tandetnie urządzony. ilość słoni wręcz przytłacza. (zastanawiam się czy słonie w zbyt dużej ilości mogą przynosić pecha?)
      Pekin czyli ponoć najlepsza kuchnia chińska w Poznaniu. hmmm. ryż z warzywami i jajkiem może ale już reszta to dowiedzenia.

      Trochę to długię. Rozpisałem się bo kocham jedzenie.
      Z pewnością trzeba brać pod uwagę fakt że to mój subiektywny wybór. Ale co cieszy że w Poznaniu jest naprawdę sporo miejsc w których można dobrze zjeść. Madame Edith – jako lokalny patriota zapraszam do Poznania

      kukuryku

    • Madame Edith pisze:

      Kukuryku,

      WIELKIE dzięki za tak wyczerpujące podejście do tematu!

      W Poznaniu byłam wiele razy (ostatnio całe 2 lata temu) i bardzo lubię to miasto. Powiem więcej: mogłabym tam spokojnie mieszkać, bo tak bardzo mi się podoba.
      Przy najbliższej okazji z ogromną przyjemnością odwiedzę choćby niektóre z poleconych przez Ciebie lokali.

      Raz jeszcze bardzo dziękuję za tak ciekawy komentarz 🙂

      Serdecznie pozdrawiam,
      Edith

  24. Marzena pisze:

    Nad Spiżem jest knajpa "Pod papugami".Ciężko ją dostrzec, chyba tylko dla wtajemniczonych:-) Z tego co pamiętam kiedyś, dobre żarełko było podawane, a najfajniejsza tam jest atmosfera, ups była, bo juz kilka lat tam nie byłam:-)

  25. Jako rodowici Wrocławianie nie możemy nie zareagować, jeśli pisze się o naszym ukochanym mieście. Na pewno Wrocław to nie Warszawa, również jeśli chodzi o krajobraz kulinarny. Ale pustynią nie jest. Przedstawiona selekcja niestety najlepsza nie jest, mieszkaniec Wrocławia interesujący się kulinariami raczej by takiego wyboru nie dokonał. O zatruciach po wizycie w Przystani słychać zewsząd, lepiej trzymać się od tego lokalu z daleka. Spiż czasy świetności ma dawno za sobą, nawet piwo potrafią podać kwaśne, mimo że robione na miejscu. Pergola – drogo i nienajlepiej. Bernard – może od biedy być, szczególnie że podają wyśmienite czeskie piwo. Jedyną knajpą, którą można polecić z tej listy jest BLT, ale to kategoria szybki lancz w biegu, a nie restauracja. Krajobraz kulinarny Wrocławia ma to do siebie że wiele knajp szybko pada i na ich miejscu powstają inne. Wspomniane w którymś z komentarzy OdNova najpierw poszybowało w dół z jakością, a potem padło. Za to obecnie na jego miejscu znajduje się La Maddalena, która jest jednym z miejsc bardzo godnych polecenia. Tanio nie jest, ale jedzenie bez żadnych oszustw. Kuchnia – włoskawo-śródziemnomorska z elementami fusion. Czyli modnie. Bardzo dobrze karmią we włoskiej La Cantinie na ulicy Nożowniczej. Włoskie klasyki, przygotowane zgodnie ze wszystkimi regułami sztuki, co w Polsce rzadko się zdarza. Poziom trzyma Pepe na Zwycięskiej (daleko od centrum). Nieźle i trochę taniej jest w Papa Giuseppe na Włodkowica. Sushi Szajnochy 11 i jego filia Koi na Zwycięskiej – klasa i wysoki poziom. Możnaby wymieniać jeszcze długo, ale to tylko komentarz a nie książka. p.s. Pergola znajduje się przy najważniejszym zabytku Wrocławia – kompleksie Hali Stulecia, wpisanym na listę Unesco, fontanna to jedynie błyskotka dla gawiedzi wybudowana parę lat temu 😉

    • Madame Edith pisze:

      Jedzeniadorzeczy.pl,

      bardzo dziękuję za kolejny ciekawy komentarz. Widzę, że co wypowiedź, to inne lokale 🙂 Jak się okazuje wybór dobrych miejsc jest duży, bo i mnóstwo knajp widziałam i nie tylko w bezpośrednich okolicach Rynku.

      A o Hali Stulecia pisałam przy innej okazji:
      Wrocław w weekend

      Raz jeszcze dziękuję za obszerny komentarz.

      Z pozdrowieniami,
      Edith

  26. Anonimowy pisze:

    Edith, jako kolejna Wrocławianka musze dodac swoje 3 grosze 🙂 i 3 miejsca.
    1. "Kuchania" pod nasypem na bogusławskiego (przed Galeria Arkady) – fajny klimat, Bardzo smaczne dania (sałatka z wątróbką, kurczak, sernik), choc czasem trzeba długo czekać.
    2. "Olimpico" na Energetycznej, koło Ronda. Pyyyyyyyszne sałatki! Ogromne porcje i chyba zilion róznych kombinacji.
    3. "Bistro Parisienne" na Nozowniczej (chyba) – kuchnia francuska, dośc drogo, ale smacznie, choc ostatnio cos mi świta ze sie zmienił właściciel
    aa….
    i czwarta lokalizacja:
    Nalesnikarnia French Connection w D.H. Renoma na Podwalu na samej górze – potrafią upichcic dobrego nalesnika 🙂

    Pozdrawiam,
    maelin

    • Madame Edith pisze:

      Maelin,

      bardzo dziękuję za Twoje podpowiedzi.
      Dzięki temu mamy tu cały przekrój miejsc, do których warto pójść będąc w cudnym Wrocławiu. Przy kolejnej wizycie będę miała z czego korzystać i wybierać, a i mam nadzieję, ta lista przyda się także innym 🙂

      Pozdrawiam serdecznie,
      E.

  27. blogs pisze:

    I ja dodam swoje 3 grosze. Nie będę rozpisywać się nt restauracji w centrum, już wyżej zostały wymienione. Polecę miejsce niedawno przeze mnie odkryte, na Nowym Dworze, mianowicie Planeta Pierogów (www.planeta-pierogow.pl). Dalej od centrum, ale mają dowóz. I niech nazwa nie zmyli – nie tylko pierogi tam zachwycają smakiem! Lokal jest niewielki, przyjemny. Rodzinna atmosfera. Serwują tam domowe pierogi, pierogi z pieca (rewelacja!) , włoską pizzę, pyszne sałatki i inne dania. Przyznam, że pierogi smakuja mi bardziej niż moje własne! A ceny? Spokojnie, pysznie można się najeść za 10 – 15 zł. Godne polecenia też sa naleśniki na słodko z kawą 🙂 Mamy we Wrocławiu takie perełki . Aż nie chce się gotować w domu.

  28. na.oko pisze:

    mieszkalam przez jakis czas we Wroclawiu i jak dla mnie Bernard wypada bardzo przecietnie. zdecydowanie polecam restauracje Kuchnia Polska w samym rynku, z cudowna obsluga i wysmienitym jedzeniem za calkiem dobra cene. na pewno tam wrocimy. Do Przystani zawsze lubilam chodzic i nigdy nie konczylo sie to bolem brzucha 🙂 moze to deser? bo ja akurat deseru nigdy nie zamawialam. Muffiniarnia bardzo przecietna i muffiny niewarte ceny. Mam nadzieje, ze mimo wszystko nie zrazilas sie do Wroclawia:) Pozdrawiam
    Karolina!

    • Madame Edith pisze:

      Na.Oko,

      Oczywiście, że się nie zraziłam do Wrocławia. To takie piękne miasto, po prostu w kilku przypadkach źle trafiłam na jedzenie 🙂
      Z ogromną przyjemnością jednak wrócę, by sprawdzić nowe miejsca.

      Serdeczności,
      E.

  29. Melka pisze:

    Ja polecam we Wrocławiu kafejkę Monsieur i Madame na Więziennej a dla wegetarian i nie tylko, Green Way na Kuźniczej. Pozdrawiam serdecznie!

  30. Jestem Wrocławianką, ale dopiero wczoraj dzięki koleżance pierwszy raz trafiłam do Tralalala Cafe. Wszystko czego skosztowałam (mus malinowy, pannacotta i tarteletka z kremem nugatowym)smakowało po prostu BOSKO:)

    Co do Bernarda to zgadzam się, że jest smacznie ale drogo:/

    Piwo pszeniczne w Spiżu to jedno z moich ulubionych, a co do piwa jestem dość wybredna:)

    Następnym razem polecam Masalę w okolicach Rynku (http://masala-grill.com/). Pyszne hinduskie jedzenie, niespotykane menu (pierwszy raz w życiu jadłam kozinę), wierz mi że warto. Jeśli chodzi o deser to polecam podaną na ciepło chałwę marchewkową z lodami:)

    pozdrawiam

    • Madame Edith pisze:

      Chocolatespoon,
      dziękuję! Następnym razem z pewnością zajrzę do Masali.
      Tak sobie teraz myślę, że z chęcią zjadłabym ponownie lody z Tralala 😉

      Z pozdrowieniami,
      E.

  31. Isadora Kot pisze:

    A ja polecam goraco indyjska knajpke blisko rynku, chyba nazywa sie Masala Grill&Bar, bylam tam jedynie 3 razy ale za kazdym razem serwowane byly bardzo dobre dania kuchni indyjskiej….( moja ulubiona to chicken tika masala z chlebkiem NAn czosnkowym)

    co do Poznania to oczywiscie jest tam doskonala knajpa Piano Bar …ktorego szefem kuchni jest Hindus, maja wspaniale steki oraz ryby.( nie polecam zupy cebulowej 😉 byla ochydna.Kiedys wspaniale gotowano w Valpolicelli , teraz niestety cos sie popsulo i jedzenie nie jest juz takie dobre.

  32. Świetny artykuł. Pozdrawiam ; )

  33. Sofismatos pisze:

    Jestem z Wrocławia, nie mam szczególnego zaufania do restauracji w rynku 😉
    Polecam natomiast gorąco na następną wizytę restaurację w Hotelu Europeum na Kazimierza Wielkiego – Brasserie, karta jest co jakiś czas zmieniana, ich główną filozofią jest gotowanie z sezonowych warzyw i owoców. Polecam gorąca zupę rustykalną, zupę cebulową, pstrąga na makaronie i znakomietgo burgera wolowego z karmelizowana czerwoną cebulką, a na deser niebiański suflet czekoladowy 🙂

    w rynku warto zaglądanąc także do Quchni Polskiej 🙂 pierwszy raz smakował mi schabowy 🙂 a nie lubię, był odpowiednio cienki, z dobra panierką i koscią 🙂 żurek w chelebe także smaczny.

    Jesli jednka jestescie samochodem polecam przejchać sie pod Wrocław do wsi Wilkszyn i odiwedzić restaurację Kredens i zagladniecie do przylegajacej kawiarni-cukierni, gdzie ciasta piecze włascicelka i są obłedne 🙂

    Pozdrawiam i zaglądać bede zesto, blog wspaniały ! 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Sofismatos,

      serdecznie dziękuję!
      Trzy tygodnie temu byłam we Wrocławiu i jadłam w restauracji w Art Hotelu. Jedzenie było znakomite, bardzo smaczne i ładnie podane. Zamówiłam turbota, a na deser lody cynamonowe i migdałowe ciasto. Dania moich współbiesiadników również prezentowały się bardzo zachęcająco i wszyscy byli zadowoleni z kolacji 🙂

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

    • DD pisze:

      Zapraszam na mój blog o restauracjach we Wrocławiu.

    • Anonimowy pisze:

      Kredens? tam kucharze palą w kuchni,o czystości trzeba zapomnieć

  34. Sofismatos pisze:

    jeszcze zapomniałam, że tuż obok Muffiniarni znajduje się dobra śniadaniarnia w francuskim stylu 🙂

  35. Zaraz obok lodziarni Tralalala jest fajna knajpka "Garncarnia" – można tam całkiem przyzwoicie zjeść w przystępnej cenie mają ogromny wybór sałatek i dobre burgery. Niestety minusem jest to, że często jest tam tłoczno. Na kuźniczej(boczna rynku) jest też bardzo fajna naleśnikarnia Francuskie Naleśniki bodajże, w każdym bądź razie porcję są bardzo duże, można zamówić naleśniki zarówno "na słodko" jak i "na słono",ceny również przystępne. Dużo fajnych knajpek jest również przy Włodkowica jak wspomniana przez Ciebie Mleczarnia(jednak osobiście znam ją bardziej jako pub), czy Bułka z Masłem z genialnym wystrojem i ogrodem w stylu Vintage oraz wyśmienitymi śniadaniami.

  36. Zaraz obok lodziarni Tralalala jest fajna knajpka "Garncarnia" – można tam całkiem przyzwoicie zjeść w przystępnej cenie mają ogromny wybór sałatek i dobre burgery. Niestety minusem jest to, że często jest tam tłoczno. Na kuźniczej(boczna rynku) jest też bardzo fajna naleśnikarnia Francuskie Naleśniki bodajże, w każdym bądź razie porcję są bardzo duże, można zamówić naleśniki zarówno "na słodko" jak i "na słono",ceny również przystępne. Dużo fajnych knajpek jest również przy Włodkowica jak wspomniana przez Ciebie Mleczarnia(jednak osobiście znam ją bardziej jako pub), czy Bułka z Masłem z genialnym wystrojem i ogrodem w stylu Vintage oraz wyśmienitymi śniadaniami.

  37. Anonimowy pisze:

    Oh, rany strasznie nieciekawe te Twoje wybory, w kwestii Twojego niezadowolenia:) Musisz koniecznie skontaktować się ze mną przed kolejną wizytą we Wrocławiu, a z pewnością polecę Ci kilkanaście świetnych restauracji, barów, kawiarni, burgerowni :))
    Magda L.

  38. Anonimowy pisze:

    Witam,
    Bardzo polecam Kurną Chatę na ul. Odrzańskiej – jedzenie bardzo dobre, ogromne porcje i ceny w granicach 80 zl za pełny dwudaniowy obiad wraz z napojami dla 2 osób. Minus nie honorują kart płatniczych 🙁
    Polecam również Grecką restauracje Wine&Olives na ul.Plac Wolności 7 (co prawda ok.100zł za dwie osoby, ale danie naprawdę pyszne. Poza tym wyśmienity wybór win do potraw. I przede wszystkim profesjonalna obsługa, jak rzadko).
    Dobre i w przystępnych cenach (ok.50zł za 2 osoby z napojem) znajdziecie w Pierogarni na Rynku.

  39. Jula G. pisze:

    jak lody we Wrocławiu to naprawdę tylko i wyłącznie Tralalala <3
    Co do Bernarda, to w ciągu roku musiało się tam pozmieniać, bo odkąd tam chodzę ich jedzenie jest warte każdej ceny i wyróżnia się doskonałym smakiem 😉

  40. Dobrze wiedzieć gdzie można wpaść na smaczne jedzenie we Wrocławiu. Ja zapraszam na domowe jedzenie do mnie na FB Sheriadoni 🙂

  41. Anonimowy pisze:

    Niestety wybrałaś złe miejsca, we Wrocławiu jest dużo dobrych knajp, coraz więcej, na szybko to "złe mięso" "najadacze" "pobite gary", "zupa", "patelnia", "goog food",jeśli lody to w "romie" albo "polish lody". Trafiłaś nie tam, gdzie powinnaś 😉

  42. Anonimowy pisze:

    Ja za każdym razem, jak jestem we Wrocławiu, zazwyczaj stołuję się w "Cegielni" na ul. Więziennej 😉 Mają pyszne sałatki i makarony, a z napojów % proszę koniecznie spróbować poncz Sangria 😉 jest świetne na upały 😉

    Pozdrawiam,
    Magda

  43. Anonimowy pisze:

    Ja proponuje uczestnictwo w zbliżającym się festiwalu Apetyt na Miasto, który będzie się odbywał od 20 do 26 kwietnia. Za 39 zł można zjeść trzy dania w jednej z restauracji biorących udział w wydarzeniu. Bilety dostępne na stronie http://www.apetytnamiasto.pl
    Oby więcej takich wydarzeń!!

  44. Super artykuł! Jeśli ktoś chce się spotkać z przyjaciółmi czy też zorganizować imprezę okolicznościową dobrym wyborem będzie restauracja z kuchnią uniwersalną na przykład restauracja amerykańska. Z bogatego menu na pewno każdy wybierze coś dla siebie i goście będą zadowoleni. W ostatnim czasie dużo osób coraz częściej urządza przyjęcia w restauracjach.

  45. Anonimowy pisze:

    Ja w kwestii lodów..
    Jestem zdecydowaną fanka lodów Balduno – dawne Baldino
    ( ja nadal ich tak nazywam, przyzwyczajenie i do smaku i do nazwy u mnie chodzi w parze) – jest ich we Wrocławiu kilka, ostatnio otwarty lokal na Ołtaszyńskiej ( byłam) choć najbliżej mam do Wyszyńskiego ( w sumie róg Nowowiejskiej i Wyszyńskiego ) – co do smaków- wybitne wg mnie , gałki duże , ale co istotne- to jedna z tych "naturalnych" lodziarni- ręcznie robione lody ze świeżych naturalnych składników, bez spulchniaczy czy konserwantów i sztucznych barwników, w składzie inulina- naturalny prebiotyk, mniej kaloryczne, z naturalnymi witaminami.
    Co istotne moja mama- diabetyczka w Balduno też może zachwycać się lodami bo mają i takie z 0% zawartością cukru – to ich ogromny plus. Wiem że są też przyjaźni veganom
    Myslę ze takie miejsca jak lodziarnie BALDUNO w naszym mieście warto chwalić
    Pozdrawiam wrocławianka Magdalena

  46. Iwona pisze:

    ja z wrocławia to niestety ale znam tylko ok wine bar – znaczy się bardzo dobrze, ze ich znam ale źle że tylko ich! cudowne miejsce, cudowne wino i świetny klimat jakiego niestety w swojej okolicy nie znajduję. pochodze z małego miasteczka ale to jest cuuudo!

  47. Marlena pisze:

    ja we wrocławiu to dosłownie odwiedzam kilka sieciówek na rynku i Ok WIne&Bar bo to jedyne miejsca w których można zjeść coś dobrego a w tym ostatnim takżenapisać się pysznego winka!

  48. ladymargaret pisze:

    Jadłaś może w QHotelu?? słyszałam, ze tamtejsza restauracja ma na prawdę rewelacyjne opinie, ja jeszcze nie zdążyłam ich odwiedzić, ale mam nadzieję w najbliższym czasie się wybrać 🙂

  49. Agata_Koppel pisze:

    Ja Ci polecam zdecydowanie Setkę z pysznym schabowym, który moczą w mleku i cebuli 🙂 Naprawdę pyszny z ziemniakami <3

  50. Joasia Skrzydlewska pisze:

    Na Ołtaszynie jest moim zdaniem fajny lokal – Różana. Kawa taka jak lubię i do tego domowe naleśniki <3

  51. Marcin M pisze:

    Jak jestem na rynku ostatnimi czasy to zdarza mi się podejść do Steak n roll na Reubena. To klasyka gatunku jeśli chodzi o sandwiche, z wołowiną i kapustą kiszoną – idealnie się te składniki ze sobą mieszają i balansują smakowo, jak ktoś jeszcze nie jadł takiej kanapki to polecam 🙂

  52. kaska pisze:

    Jeśli chodzi o kawę to oni https://www.etnocafe.pl/kawiarnie/wroclaw/ nie mają sobie równych.Kawiarnia ma swój styl . Jest niedroga,to jej kolejny plus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Wrocław
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram