Euskadi – kuchnia baskijska w Krakowie

26 lutego 2018

O Euskadi czytałam tak dużo, że obiecałam sobie przy najbliższej okazji odwiedzić to miejsce. Okazja nadarzyła się dość niespodziewanie, bo przyjechałam na niecałe 24h do Krakowa na plan zdjęciowy do nowego programu kulinarno-podróżniczego. Po nagraniu miałam trochę czasu na spacer po Kazimierzu i wizytę na Podgórzu. Wystarczyło przejść przez kładkę Ojca Bernatka, by znaleźć się w zagłębiu lokali. O jednym z nich – Zakładce już Wam pisałam. Teraz odwiedziłam Euskadi, czyli dosłownie „Kraj Basków”.

Euskadi – jak trafić?

Zacznę od tego, że jeśli traficie tu zimą późnym popołudniem, to będzie ciemno i trochę straszno. Google prawdopodobnie wskaże Wam budynek po drugiej stronie ulicy, a małego nieoświetlonego szyldu z nazwą lokalu nie zobaczycie łatwo. Musiałam zadzwonić do restauracji i zapytać się jak do nich trafić.  Dla ułatwienia napiszę, że mieszczą się obok „Primo Italian” z krzykliwym neonem – to on wskaże Wam drogę.

EB8541B FINE

Lokal jest malutki i bardzo niepozorny. Od frontu to tylko jedno okno i drzwi obok niego. Łatwo przeoczyć. W środku jest kilka stolików, parę miejsc przy barze i kilka przy oknie. To wszystko. Warto więc zrobić rezerwację, nawet w dzień powszedni.

Wnętrze jest proste i w zasadzie jedyną dekoracją są wiszące nogi hiszpańskich szynek oraz butelki z winami poustawiane na podświetlanych półkach.

Karta jest krótka. Składa się z pintxos na jeden kęs, zimnych talerzyków, przekąsek na ciepło z rybą oraz tych mięsnych. Jak na tapas bar przystało porcje są małe, a karta sugeruje, by zamawiać 3-4 rzeczy na osobę. I to jest bardzo dobra sugestia. Na początek dostałam pyszne gorące pieczywo z doskonałą hiszpańską oliwą. Taką o wyrazistym smaku, niemal gorzką i lekko cierpką. Bardzo konkretną i charakterną. Poprosiłam nawet o dodatkowy chlust – tak mi smakowała.

Na pierwszy ogień, do wina (sprzedawanego na kieliszki), wybrałam porcję mięsistych oliwek z pestką (9 zł) i krokiety z szybką Jamón (10 zł).

Oliwki, jak oliwki, wiadomo, że były świetne, ale fantastyczne były też krokiety. Trzy małe kulki, dosłownie każda na dwa małe kęsy. Chrupiące z zewnątrz, wypełnione beszamelem i szynką w środku. I co ważne: nie były przesiąknięte tłuszczem. Bardzo przyjemna rzecz na start.

Zimne talerzyki i deski z wędlinami, w tym z Jamón Iberico de Bellota ze świnki iberyjskiej karmionej ziołami i żołędziami, pominęłam. Salchichón, chorizo i jamón znam od dzieciństwa i wierzę, że mają je tu od dobrych producentów.

Skusiłam się za to na tortillę z dorszem i szpinakiem (19 zł). O ile sam placek był pięknie przyrumieniony z zewnątrz i lekko ciągnący w środku, to niestety pozostawił mały niedosyt. Smaki się skutecznie kamuflowały i ani nie wyczułam w tej tortilli za bardzo dorsza, ani szpinaku. Tortilla była po prostu mdła i nieco bez smaku, choć została usmażona świetnie. Zabrakło po prostu przypraw.

Drugą przystawką na ciepło były policzki ze świni iberyjskiej karmionej ziołami i żołędziami na puree z pasternaku (24 zł). Jak pewnie wiecie jestem wielką miłośniczką policzków – czy to wołowych czy to wieprzowych. A te w Euskadi zostały zrobione w punkt. Mięso pyszne, rozpływające się po dotknięciu widelcem, przyjemne puree, esencjonalny sos. Trudno chcieć więcej.

Na koniec zamówiłam jeszcze deser – torrija (13 zł). To karmelizowana brioszka namaczana w mleku podawana z lodami miętowymi własnej produkcji. I to było tak doskonałe zwieńczenie wizyty w tym miejscy, że będę się starała zrobić ją w domu i pokazać Wam na blogu. A jeśli odwiedzicie Euskadi, to zamówcie ją koniecznie! Mięciutka, soczysta brioszka, pięknie przyrumieniona, cieplutka, a do niej zimne lody o lekko miętowej nucie. Doskonałe! Smak zdecydowanie prześciga o dwie długości wygląd tego deseru, uwierzcie mi.

Euskadi – podsumowanie:

Choć w Hiszpanii byłam ogromną liczbę razy, to w Kraju Basków jeszcze mi się nie zdarzyło. Mam w planach odwiedzić ten region, bo jestem go bardzo ciekawa. Czy wizyta w Euskadi rozbudziła apetyt na więcej? Trochę tak, choć przyznam, że wiele dań z karty spotkacie w każdym innym regionie kraju. Ale rozumiem, że to po prostu kuchnia hiszpańska i koncepcja serwowania tapas czy pintxos / pinchos. Pomysł jest ciekawy. Karta win daje przegląd hiszpańskich klasyków i fajnie, że można zamawiać wina na kieliszki, przy czym ceny są bardzo przystępne (od kilka do kilkunastu złotych). Obsługa jest przesympatyczna i ma pojęcie o karcie oraz daniach sezonowych spoza niej, chętnie doradza i odpowiada na podchwytliwe pytania. Generalnie jestem bardzo na tak i chętnie tu wrócę w większym gronie, by sprawdzić inne ich propozycje.

Do przeczytania!

E.

Rachunek

Podobne wpisy

Komentarze

2 odpowiedzi na “Euskadi – kuchnia baskijska w Krakowie”

  1. EM napisał(a):

    Edyta, jestem pod ogromym wrażeniem tego, co robisz – częste aktualizacje bloga z niemowlakiem w domu to ogromny wyczyn i jeszcze nawet do Krakowa udało Ci się wyskoczyć. Brawo Ty! Oto przykład dla wszystkich młodych mam, jak zarządzać sobą i czasem, tak by nie ugrzęznąć w pieluchach na kilka lat.

    • Madame Edith napisał(a):

      Dziękuję 🙂 Dobra organizacja czasu to podstawa. Pomoc Monsieur też jest oczywiście nieoceniona. Ale w końcu maluch ma dwójkę rodziców i warto dzielić się obowiązkami, by i dziecko wiedziało, że ma też tatę, a nie tylko mamę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Euskadi
Moja ocena [1]: 4.5
Rodzaj kuchni: baskijska
Przedział‚ cenowy: do 40 zł
Kazimierza Brodzińskiego 4, 30-506 Kraków
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram