Koreanka – moda na Koreę rozkręca się nad Wisłą

10 listopada 2017

koreanka

Yeunsu Lee – tytułową „Koreankę” poznaliśmy kilka lat temu na pierwszych warsztatach kuchni koreańskiej, jakie inaugurowały jej gościnne występy w studiu kulinarnym CookUp. Oboje z Monsieur zrobiliśmy na nim po słoiczku kimchi oraz bibimbap. Z kimchi wróciliśmy do domu jak z jakimś skarbem i choć Yeunsu poleciła zakopać słoiczki w ogródku na kilka miesięcy, z braku takowego zamknęliśmy go po prostu w lodówce, w której zresztą długo nie leżał. Koreanka działała od maja do września w formule pop-up. Otwierała się w weekendy i czasami z nienacka na tygodniu. Trzeba było trzymać rękę na pulsie, przez co nie udało nam się tam dotrzeć. Dopiero teraz, gdy działa już przez 7 dni w tygodniu wizyta tam jest znacznie łatwiejsza.

Latem za to, na Nocnym Markecie, udało mi się dorwać kanapkę z boczkiem samgyeopsal i serem hojnie okraszoną kolendrą. Była świetna! Rozbudziła tylko apetyt na więcej. Bo i takich kanapkowych wynalazków nie znajdziecie w innych koreańskich knajpkach w Warszawie. To autorska specjalność Yeunsu.


Koreanka mieści się dosłownie kilka kroków od Hali Koszyki. Ale żeby do niej trafić trzeba się chwilę natrudzić, bo nie jest to takie oczywiste. Wejście prowadzi przez bramę pod numerem Koszykowa 59. Na domofonie trzeba wcisnąć „36”. Po minięciu wspaniałej bramy lokal znajduje się tuż po lewej stronie.

koreanka

koreanka

Restauracja jest malutka i znajdziemy w niej raptem kilka stolików. W porze kolacji lub obiadu warto zrobić rezerwację, jeśli nie chcecie obejść się smakiem.

koreanka

Kuchnia jest otwarta i od gości dzieli ją jedynie przepierzenie z poustawianymi ceramicznymi talerzami.

koreanka

Karta jest krótka, wypisana kredą na tablicy. Znajdziemy tu specjalność zakładu, czyli dwa rodzaje ramenu – jeden bardziej wyrazisty z mięsem, a drugi w łagodniejszej wersji wege oraz kilka koreańskich klasyków, w tym te zapakowane w bagietki, jakie znam z Nocnego Marketu.

koreanka

Na wstępie na naszym stole lądują chrupiące kiszonki jako czekadełko.

koreanka

Od razu też pojawia się solidna porcja kimchi (11 zł), którą wszyscy ochoczo podskubujemy. Jest ostra. To chyba najostrzejsze kimchi, jakie dostaniecie w Warszawie. Zaprawiony w koreańskich bojach Monsieur uważa też, że najwierniejsze oryginałowi. Tacie bardzo smakuje, ale wszyscy szybko musimy sięgać po chusteczki, bo nasze oczy i nosy zaczynają momentalnie reagować na ten poziom ostrości.

koreanka

Do picia możecie wybrać jedną z kilku rodzajów herbat – imbirowa, z żeń szeniem, z wiśnią, z prażonym ryżem (po 7 zł). Wszystkie podawane są w sporej wielkości czarkach.

Polecam Wam też skosztowanie koreańskiego napoju w puszce (7 zł) – jest słodki, ale bardzo aromatyczny i ma przyjemne kawałeczki gruszki.

koreanka

Zamawiamy trzy różne dania. Obowiązkowo pikantny i wyrazisty ramen dan dan z mieloną wieprzowiną, marynowanym imbirem, kiełkami, wakame i pok choyem (28 zł). Zupa jest świetna, ale osobiście nie powiedziałabym, że jest bardzo pikantna. Dla mnie trafia idealnie w punkt pomiędzy rzeczami mało wyrazistymi, a tymi konkretnymi w smaku. Fajnie grają w niej dodatki jak domowej roboty pszenny makaron alkaliczny. Taką miską można się spokojnie najeść do syta.

koreanka

Bierzemy też najostrzejsze danie z menu, czyli tteobokki (25 zł za dużą porcję). Są to kluski ryżowe cięte po skosie z dodatkiem rybnego omletu. Wszystko zanurzone jest w ostrym sosie. To mój ulubiony koreański klasyk i gdziekolwiek jest w karcie, muszę go spróbować. Propozycja Koreanki bardzo przypada całej naszej trójce do gustu. Jest ostro i konkretnie, jak na kuchnię koreańską przystało. Jeśli jednak mam być szczera, to polecam wziąć to danie jako jedno z dwóch i się nim podzielić, bo po kilku kęsach naprawdę rozgrzewa do czerwoności i dobrze mieć coś dla odmiany smaku.

koreanka

Bibimbap, czyli ryż z warzywami, wołowiną i sadzonym jajkiem z płynnym żółtkiem i słodkim sosem (28 zł) to z kolei jedno z ulubionych koreańskich dań Monsieur. Nie ma to tego ognia, co w przypadku kluseczek, ale jest dużo smaku i każdy lubi sobie je przyrządzić po swojemu i nieco pogrzebać na talerzu.

koreanka

Na deser zamówiliśmy panna cottę z matchą i sosem z ciemnego cukru muscovado (17 zł), która była przyjemnym i fajnie zbalansowanym zakończeniem obiadu.

koreanka

Koreanka – podsumowanie:

To kapitalne miejsce ze świetnym stosunkiem cena/jakość. W innych koreańskich lokalach ceny są zdecydowanie wyższe (patrz: Sora, Korea Town czy Miss Kimchi). Kuchnia serwowana przez Yeunsu Lee posmakuje każdemu, bo proponuje wersje dań bardzo przystępnych, po prostu smacznych i podanych w atrakcyjny sposób. Kuchnia koreańska jest bardzo ciekawa i wciąż, mam wrażenie, niezbyt wyeksploatowana nad Wisłą. Liczę na jej rozwój w kolejnych latach, choć zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie oryginalne dania, miałyby szansę przyjąć się u nas na dobre.

Zapiszcie ten adres, bo warto!

Do przeczytania,

E.

koreanka

Podobne wpisy

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Koreanka – moda na Koreę rozkręca się nad Wisłą”

  1. Mariusz Komorowski napisał(a):

    I wcale się nie dziwię – sam uwielbiam klimat Korei i jej kuchnia jest mi bardzo blisko. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Koreanka
Moja ocena [1]: 4.5
Rodzaj kuchni: koreańska
Przedział‚ cenowy: do 30 zł
Koszykowa 59/36, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram