fbpx

Mimino Caucasian Bistro

17 sierpnia 2014
https://madameedith.com/?p=321

Kilka dni temu późnym popołudniem trafiłam na Mokotowską 22 do Mimino Caucasian Bistro. To niewielka restauracja zlokalizowana kilka kroków od Placu Zbawiciela. “Mimino” to gruzińskie określenie drapieżnego ptaka, ale także tytuł radzieckiej komedii z końca lat ’70-tych. Opowiada ona o losach gruzińskiego lotnika zwanego “Sokołem” i ormiańskiego kierowcy ciężarówki. Filmowa historia koresponduje także ze składem restauracyjnej kuchni, w której gotują m.in. Gruzin i Ormianin.

 

Miejsce jest jasne i przestronne, mimo że lokal nie zajmuje dużej powierzchni. Na ścianach umieszczono obrazy i grafiki przedstawiające głównych bohaterów filmu. Barwy we wnętrzu są stonowane, jest całkiem elegancko – na stołach leżą białe obrusy, jakich na próżno szukać w typowych lokalach typu “bistro”. Pomimo tego w środku, za sprawą bardzo sympatycznej obsługi, czujemy się raczej jak w gościach u znajomych, aniżeli w restauracji. Dla mnie to cecha bardzo na plus.

 

 

 

Sympatyczny kelner bardzo szybko podał nam menu i opowiedział o poszczególnych potrawach. Poprosiliśmy go także, by objaśnił nam jak dokładnie działa kupon, z którym przyszliśmy. Podczas wizyty w Mimino, w ramach akcji “Tydzień Restauracji” i współpracy z Groupon Polska, testowaliśmy bowiem kupon na gruzińską ucztę.

Jak się okazało dzięki niemu za kwotę 95 zł otrzymaliśmy talerz przystawek, a także mogliśmy wybrać po jednym daniu głównym oraz deserze z karty. Napoje były płatne dodatkowo. Kiedy wszystko było jasne zaczęliśmy uważniej przeglądać menu.

 

Do picia zamówiliśmy po butelce gruzińskiej oranżady (po 12 zł za 0,5 l) – wybrałam gruszkową, z Monsieur waniliowo-śmietankową, która była zdecydowanie mniej słodka. Moja za to przypomniała mi wakacje na Krymie w 91 r. Pamiętam jak chodziłam z mamą do oddalonego jakieś 3 km sklepu po taki napitek w szklanej butelce. Była tak dobra, że co drugi dzień przemierzałyśmy trasę wzdłuż długiej i pustej ulicy w miejscowości, w której mieszkałyśmy. Z tego też powodu lemoniada gruszkowa szczególnie przypadła mi do gustu, gdyż od tamtej pory nigdzie tak dobrej nie piłam.

Oczywiście nie obyło się także bez skosztowania pysznego gruzińskiego wina Alazani Valley (12 zł za kieliszek).

Zaraz po napojach na naszym stole pojawił się duży talerz przystawek, na które składały się tutejsze najlepsze propozycje:

  • bardijani, czyli dwa bakłażany z pastą orzechową
  • soko – swie pieczarki zapiekane z przyprawami gruzińskimi
  • kaukaskie specjały – ser dojrzewający z mleka krowiego, basturma (rodzaju suszonej, słonej, wołowej wędliny) oraz zestaw ziół do podgryzania: natka pietruszki, szczypior oraz kolendra
  • harilo – pasta z czerwonej fasoli z orzechami włoskimi

Do zestawu podano także koszyczek z ciepłym, absolutnie wspaniałym, pieczywem.
Powiem Wam szczerze, że przystawka była na tyle obfita, że z trudem ją zjedliśmy do końca. Już po niej czuliśmy się najedzeni mimo, że przyszliśmy na głodniaka.

Najbardziej ze wszystkich propozycji posmakował nam ser, szynka oraz bakłażany z pastą orzechową. Ciekawym pomysłem było podanie do zestawu sporego pęczka ziół, które służyły nam jako “neutralizator smaku” pomiędzy kolejnymi kęsami rozmaitości, jakie znalazły się na talerzu. Przystawka rozbudziła nasz apetyty, a jednocześnie skutecznie nas wypełniła. Naprawdę żałowaliśmy, że kilka godzin wcześniej jedliśmy obiad w pracy, wszak za moment czekało na nas jeszcze drugie danie i deser!

Monsieur jak danie główne wybrał wspaniały “kubdari” – placek drożdżowy z mięsem wieprzowym w środku (28 zł). Po pierwszym kęsie skojarzył mi się z lubelskimi cebularzami, ale dzięki mięsu był bardziej sycący, a jego smak po chwili ewoluował i pokazał w całej swojej okazałości feerię gruzińskich przypraw i aromatów. Był po prostu świetny! Z racji tego, że w tym momencie byliśmy już solidnie najedzenie zjedliśmy tylko po ćwiartce, a obsługa sama zaproponowała, że resztę nam zapakuje na wynos.

Przede mną z kolei wylądował talerz “Iqibir”, czyli jagnięcina na szampurach z grilla z sosem pomidorowym i sałatką z pomidorów i ogórków (40 zł). Mięso było pikantne, ale mięciutkie jak na jagnięcinę przystało. Sos dla równowagi był dość łagodny i było go na tyle dużo, że maczaliśmy w nim także kawałki “kubdari”, co dało świetny efekt.

Na deser wybraliśmy po kawałku słynnego tortu “Marlenka”. Ciasto jest sprowadzane z czeskiego Cieszyna, w którym wypiekane jest przez rodowitych Ormian wg starej, rodzinnej receptury. Występuje w dwóch wersjach smakowych: miodowo-orzechowej oraz czekoladowo-mlecznej (kawałek 12 zł). Jest wytwarzane na bazie miodu z Beskidów, dzięki czemu długo zachowuje świeżość i ma bardzo charakterystyczny, głęboko miodowy smak. Jest po prostu obłędnie pyszne i warto spróbować obu wersji smakowych. Przyznam, że ciasta tylko skubnęliśmy i wróciły z nami do domu zapakowane, bo tego obżarstwa było już i tak nadto!

Jednak do deseru nie mogliśmy sobie odmówić ormiańskiej kawy, czyli kawy w tygielku (8 zł). Jeśli zajrzycie do Mimino koniecznie ją zamówcie. Tak dobrej kawy dawno nie piłam w żadnej restauracji na mieście.

 

Mimino Caucasian Bistro – dla kogo?

Restauracja jest praktycznie dla każdego. Ceny dań głównych oscylują w przedziale 20-40 zł, a porcje są pokaźnych rozmiarów. Podczas naszej wizyty duży stół zarezerwowany był na spotkanie rodzinne, a przy innym siedziały osoby, które umówiły się w tym miejscu na spotkanie w interesach.

Mimino Caucasian Bistro – podsumowanie:

Wizyta w Mimino sprawiła nam dużo radości i zgodnie z hasłem z podkładek pod talerzami faktycznie “poczuliśmy się dobrze”.

Kuchnia jest nietypowa, przez co bardzo ciekawa, a gruzińsko-ormiańskie smaki jeszcze nie zostały wyeksploatowane przez warszawskie restauracje.

Co warte podkreślenia: obsługa wkłada bardzo dużo serca, dokładnie objaśnia wszystkie niuanse potraw, ale przy tym jest bezpośrednia, sympatyczna i na luzie. Bardzo mi się to podobało, dlatego chętnie tu wrócę.

Do przeczytania!
E.

Podobne wpisy

Komentarze

7 odpowiedzi na “Mimino Caucasian Bistro”

  1. Drycha pisze:

    Z gruzińskich miejsc odwiedziliśmy parokrotnie tylko Gruzińskie Chaczapuri przy okazji wizyt w Krakowie. Chaczapuri i lawasz zaliczone, tak samo jak oranżady i Marlenka (BOSKA!). Narobiłaś mi takiego smaka, że zamówiliśmy sobie grupon i też odwiedzimy Mimino!

  2. Świetny tekst … aż ślinka cieknie 🙂 Miałam wrażenie, że siedzę z Wami przy stoliku 🙂
    Dziękuję, za polecenie MIMINO, na pewno tam wpadniemy 🙂
    Pozdrawiam, Szkat

  3. Anonimowy pisze:

    Brzmi pysznie, tak bardzo że zazdroszczę Wam tej wspaniałej uczty! Zawsze chciałam spróbowac kuchni gruzińskiej. Mam nadzieję że kiedyś będzie mi to dane:) Albo w końcu pojade do Gruzji albo do W-wy! Nie mam wyjscia! Ala

  4. Karolina Żak pisze:

    Fajnie się Ciebie czyta, sama mieszkam w Warszawie, często bywam na Mokotowskiej, mam pretekst żeby zajrzeć do tego bistro, bo całkiem niedaleko znajduje się Lilou, gdzie muszę wymienić sznureczki do moich bransoletek, na pewno skorzystam! 🙂

  5. Sylwia-eR pisze:

    Świetny post-chętnie odwiedziłabym to miejsce-pomyślę o tym będąc w Warszawie: )
    Zdjęcia rewelacyjne-wspaniała reklama( w jak najlepszym tego słowa znaczeniu) tego miejsca…
    A filmu- poszukam: ) Pozdrawiam

    • Madame Edith pisze:

      Sylwio,
      sama tego filmu nie widziałam, więc nie wiem czy przypadkiem nie ma w nim więcej odwołań do restauracji. Być może są nawet jakieś nawiązania kulinarne, kto wie…? 😉

      Pozdrawiam ciepło,
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram