Moonsfera

20 listopada 2014

Podobno Moonsfera jest ulubioną restauracją Prezydenta Komorowskiego. Gościła także Bruce’a Willis’a, a nawet … rolnika szukającego żony. W ostatni weekend wraz z Monsieur mogliśmy przekonać się czym ujęła tak różnorodnych gości.

Może trudno w to uwierzyć, ale dzięki temu po raz pierwszy w historii odwiedziliśmy restaurację na Żoliborzu, który, odnoszę wrażenie, staje się ostatnio gastronomiczną mekką warszawskich głodomorów. Postanowiliśmy zatem nadrobić stracony czas i odkryć tę dzielnicę zaczynając od restauracji, która może pochwalić się bardzo ciekawą lokalizacją.

Do Monsfery, na Wybrzeże Gdyńskie, można dotrzeć samochodem lub przejść się spacerem z Placu Wilsona (ok. 1 km). Restauracja mieści się na szóstym piętrze Centrum Olimpijskiego – nowoczesnego budynku nad Wisłą, z którego dachu rozpościera się widok na centrum Warszawy.

Napis na

W listopadowy, pochmurny dzień niestety nie można było go w pełni docenić i wyjść na zewnętrzny taras, ale mogę sobie wyobrazić, że latem widoki są cudne i jest tu bardzo przyjemnie.

Już od wejścia bardzo pozytywnie zaskoczyła nas obsługa. Kelnerzy byli bardzo mili i absolutnie nie zachowywali się sztywno, co się często zdarza w eleganckich restauracjach. Dzięki temu od pierwszej chwili poczuliśmy się prawie jak u siebie w domu i z uśmiechem zasiedliśmy przy jednym ze stolików otoczonych kremową zasłoną.

Nie przypominam sobie, bym spotkała się z podobnym, jakże ciekawym rozwiązaniem w innym miejscu. Materiał, choć dość cienki i delikatnie prześwitujący okazał się być doskonałym parawanem. Pozostali goście byli ledwie słyszalni i nikt się na mnie nie patrzył jak robiłam co chwilę zdjęcia kolejnych dań 😉

 

Sympatyczny kelner od razu podał nam kartę i objaśnił jak działa voucher na posiłek dla dwojga, z którym przyszliśmy. Podczas wizyty w restauracji Moonsfera, w ramach akcji „Tydzień Restauracji” i współpracy z Groupon Polska, testowaliśmy bowiem kupon na „ucztę z trzech dań dla dwojga”.

Jak się okazało dzięki voucherowi za kwotę 129,99 zł mogliśmy wybrać po jednej przystawce oraz daniu głównym. Na deser przewidziany był deser z malinami (wszystkie dania są dostępne także w klasycznym menu, dlatego w nawiasach podam ich standardowe ceny). Jedynie napoje nie zostały wliczone do kuponu i były płatne dodatkowo.

Na samym początku podano nam tzw. „czekadełko” – świeżo wypiekane pieczywo z oliwą z chilli.

Aby sprawdzić wszystkie pozycje „grouponowego menu” uzgodniliśmy, że zamówię krem ze szpinaku z rzepą, jajkiem przepiórczym oraz dorszem (cena standardowa 15 zł) . Monsieur na w udziale przypadła mozzarella w tempurze podana z galaretką z pomidora, grillowaną cukinią, mandarynką, musem z bakłażana, pianą bazylii i rukolą (cena poza kuponem 29 zł).

Trudno stwierdzić kto wyszedł lepiej na tym wyborze, bo obie propozycje były nader zadowalające.

Z talerza M. spróbowałam galaretki z pomidora, która była genialna! Smakowała tak jakby ktoś sprasował dziesięć pomidorów i zrobił z nich malutką kostkę, która stałaby się esencją pomidorowego smaku. Pozostałe kleksy i kąski także były przyjemne dla podniebienia, zwłaszcza małe kulki mozzarelli w tempurze maczane w barwnych sosach. Danie było zarówno miłe dla oczu, jak i dla podniebienia.

Moja zupa może nie prezentowała się równie zachwycająco, ale była świetnie doprawiona. Nawet przez myśl mi nie przeszło, by sięgnąć po sól lub pieprz, które kelner postawił na samym początku na stole. Niestety na zdjęciu nie widać kawałków dorsza, ani połówek przepiórczego jajka, które zatopione były w kremie. Powiem szczerze, że wybierając się do ponownie Moonsfery miałabym problem z podjęciem decyzji którą z przystawek wybrać.

Na danie główne otrzymałam prasowany boczek sous-vide podany z puree z fasoli, borowikiem, malutką brukselką i sosem piwno-miodowym (normalna cena wynosi 48 zł).

Od pierwszego wbicia widelca w mięso wiedziałam, że to będzie przebój i nie pomyliłam się. Boczek rozpadał się na malutkie nitki (zupełnie jak długo pieczony pulled pork), był soczysty i delikatny, ale jednocześnie zachował swój głęboki smak. Po prostu bomba! Dzieła dopełniał sos oraz fantastyczne fasolowe puree, że o kolorowych warzywach nie wspomnę.

To danie ogromnie mi smakowało i zdecydowanie przyćmiło wybór Monsieur, czyli cannelloni z pieczoną wieprzowiną, śliwkowym musem, serem pleśniowym, rukolą i pomidorami (cena standardowa w karcie: 33 zł).

Potrawa prezentowała się bardzo okazale, ale niestety makaron wyciągnął całą wilgoć nadzienia, przez co mięso, choć smaczne i dobrze doprawione, rozsypywało się po talerzu. Pomimo tego jedzenie było smaczne, a połączenie sosu śliwkowego z mięsem i serem pleśniowym bardzo udane. Jak dla mnie makaronu mogłoby tu nie być i kompozycja w ogóle by na tym nie ucierpiała.

Deser „Malinowy raj” (w karcie 22 zł) był prawdziwą ucztą dla oczu i podniebienia. Oboje dostaliśmy ogromne, pochyłe szklanki wypełnione lodami, pokruszoną bezą i musem malinowym. Jak się możecie domyślić mimo, że mieliśmy problemy z dokończeniem dania głównego, to deser jakimś cudem zjedliśmy do końca z nieskrywaną przyjemnością niemalże wylizując szklanki…

To deser idealny, bo nie dość, że pyszny, to jeszcze daje jakże cudnie złudne uczucie lekkości i niskokaloryczności. Uwielbiam takie słodkie oszustwa 🙂

Naszą wizytę zakończyliśmy popijając niespiesznie cappuccino (10 zł) i latte (13 zł). Do obiadu zamówiliśmy jedynie wodę mineralną (po 5 zł).

Moonsfera – dla kogo?

Moonsfera to, ze względu na wspomniane przeze mnie wnętrze, doskonałe miejsce na randkę. Jednak podczas naszej wizyty była tu zarówno rodzina z dziećmi, jak i starsza para, więc sądzę, że to dość uniwersalne miejsce. Ceny w karcie kształtują się od 15 zł za zupę, ok. 30 zł za makaron po dania główne z mięs, czy ryb po ok. 50 zł. Z pewnością warto zawitać tu wieczorem, kiedy można podziwiać panoramę oświetlonej Warszawy.

Moonsfera – podsumowanie:

Moonsfera to elegancka restauracja, ale bez zadęcia. Panuje tu spokojna atmosfera, obsługa jest sprawna i sympatyczna. W tle leci dyskretna muzyka. To znakomite miejsce na kieliszek wina z piękną panoramą miasta w tle, a także malownicze jedzenie.

Do przeczytania!
E.

Podobne wpisy

Komentarze

4 odpowiedzi na “Moonsfera”

  1. Aurora pisze:

    Swego czasu, Bruce w tym swoim podkoszulku wyglądal jak ten rolnik 😛

  2. Anonimowy pisze:

    Jaaaacie co za cuda!

  3. Podobają mi się te zasłonki

  4. T pisze:

    Jasne i ciepłe wnętrze. Tak mi się wydaje. Lubię kiedy tak jest w lokalu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram