Onggi – koreańska kuchnia w pięknym wnętrzu

11 stycznia 2018

onggi

Restauracja Onggi działa na ulicy Moliera przy Teatrze Wielkim od blisko dwóch i pół lat, ale nam udało się do niej dotrzeć dopiero teraz. Choć to może i dobrze, bo inne koreańskie miejsca na mapie Warszawy znamy już nieźle i możemy docenić to, czym się wyróżnia to miejsce. Mamy szczęście, że raz w tygodniu możemy zostawić Małego Monsieur u babci i sami wyskoczyć na miasto i zjeść coś dobrego. Tym uważniej wybieramy miejsca do których chodzimy, bo nie ma co się oszukiwać: wychodzimy z domu rzadziej niż kiedyś. Liczmy jednak, że MM jak tylko nieco podrośnie i polubi jazdę w foteliku samochodowym, także będzie nam towarzyszył w degustacjach.

Restauracja Onggi

Przede wszystkim wielkim pulsem Onggi jest lokalizacja w ścisłym centrum, kilkadziesiąt metrów od Traktu Królewskiego i Krakowskiego Przedmieścia, a także niesamowity wystrój. To zdecydowanie najbardziej elegancka restauracja koreańska, w jakiej byliśmy do tej pory. Sami porównajcie: Korea Town, Koreanka, Sora, Miss Kimchi.

To duży lokal. Składa się z aż trzech poziomów, w tym antresoli. Są tu sale na kameralne spotkania, jak i tradycyjny koreański stół, przy którym siedzi się w kucki.

onggi

W sali głównej znajdują się za to zwykłe stoły z wygodnymi fotelami.

Ale to co najbardziej przykuwa uwagę to dekoracje z drewna, sznurków i materiału oraz liczne kamionkowe naczynia, od których wzięła się nazwa lokalu. Ciekawe są też elementy ozdobne na ścianach i suficie w części sąsiadującej z otwartą kuchnią. Słowem: jest na czym zawiesić oko. Onggi idealnie nadaje się na spotkanie z przyjaciółmi, rodziną czy randkę – wystarczy wybrać stolik w odpowiedniej części.

Menu jest rozbudowane i znajdziecie tu wszystkie klasyki koreańskiej kuchni. Prawdziwym hitem są tu zestawy, które można samodzielnie skomponować. Ta przyjemność kosztuje 59 zł od osoby, a w cenie oprócz dania głównego jest też mała przystawka, zupa, napój oraz deser – wszystko do wyboru.

Razem z napojem (wzięliśmi koreański napój cynamonowy z orzeszkami piniowymi – pycha!) dostaliśmy małą sałatkę ziemniaczaną. Smakowała bardzo podobnie do naszej czy niemieckiej.

Następnie na stole pojawiły się wybrane przez nas dania główne w towarzystwie zupy, misek z ryżem oraz miseczek z przekąskami – banchan.

onggi

Zmieniają się one z dnia na dzień. Każde z nas otrzymało zresztą inne kąski, więc mogliśmy co nieco popróbować. Banchan to z reguły różne rodzaje kiszonek, jak kimchi (mają tu wersję ostrzejszą i łagodniejszą), marynowana rzodkiew, marynowane kiełki fasoli, kiszone ogórki z chili, smażony szpinak z sosem sojowym i sezamem, sałatka ze świeżej cukinii, tofu z sosem sojowym, cukinia w tempurze itp.

Wszystkie są bardzo smaczne, choć oczywiście jedne są bardzo wyraziste, ostre, pikantne a inne bardziej delikatne. Ważna jest tu różnorodność i to, że na naszej tacy z jedzeniem jest niezwykle kolorowo. Bardzo mi się podoba taka filozofia jedzenia.

Z zup wybrałam miso z tofu, czyli bardzo bezpieczną i smaczną pozycję. Należę do osób, które miso nigdy nie odmówią i tylko raz zdarzyło mi się trafić na miso, które mi nie smakowało (paradoksalnie było to w Japonii – w Hiroszimie). Tutejsze miso podane jest z solidną porcją wodorostów i tofu, jest bardzo esencjonalne i aż kipi w nim od dodatków.

Monsieur za to, jak na miłośnika klasycznych zup przystało, wybrał rosół wołowy z kiełkami i makaronem ryżowym. Ten wybór okazał się być również trafiony.

W kwestii dań głównych, postawiłam na yangnyeom dak, czyli ostre barbeque z grillowanych kawałków kurczaka i warzyw. Z początku wydało mi się przeciętnie pikantne, ale po kilku kęsach stwierdziłam, że jest naprawdę ostre i porządnie doprawione. Ale że w ostatnim roku moja granica ostrości przesunęła się daleko, to zjedzenie tego dania nie sprawiło mi żadnych trudności. W końcu do dyspozycji miałam także ryż i przekąski. Był to wybór w sam raz na zimę – rozgrzewający, sycący i pobudzający nieco kanaliki łzowe, bo przyznam, że dwa razy łza mi pociekła od tej ostrości.

M. zaś skusił się na dak galbi, czyli kawałki kurczaka smażone z warzywami. To propozycja bardziej uniwersalna. Jeśli lubicie smaki słodko-kwaśne, ten kurczak z pewnością przypadnie Wam do gustu.

Na deser wybraliśmy lody o smaku herbaty matcha ze świeżymi owocami. I muszę przyznać, że były to najlepsze lody o smaku zielonej herbaty, jakie kiedykolwiek jadłam. Podczas pobytu w Japonii mieliśmy okazję wielokrotnie próbować przeróżnych deserów, w tym wielu deserów lodowych z matchą w roli głównej. Niestety mało który przypadł nam do gustu. Lody przeważnie były tak intensywne, że trudno się je jadło i stawały w gardle. Równie smaczne, choć mniej subtelne podano nam kilka lat temu w maleńkiej, gwiazdkowej restauracji Kamo w Brukseli. Pamiętam ten smak do dziś, bo to było nasze pierwsze spotkanie z matchą. Te z Onggi są jednak bardziej wyważone i myślę, że bardzo uniwersalne, choć z pewnością mniej autentyczne niż klasyczne. Ale w tym przypadku to akurat plus.

onggi

Onggi – podsumowanie:

Po tej wizycie Onggi momentalnie weszło do grona restauracji, do których będziemy wracać. Jedzenie było aromatyczne, kolorowe i urozmaicone, a cena bardzo przystępna. Koreańska kuchnia nie należy w Polsce do tanich, a taki wypad na rozbudowany obiad czy też kolację daje możliwość zapoznania się z wieloma tamtejszymi smakami. Oczywiście, dla chętnych w zestawie są też najpopularniejsze bodaj koreańskie danie, czyli bulgogi. W standardowej karcie jest zaś bibimbap. Nikt stąd raczej głodny nie wyjdzie. Trzeba też przyznać, że w Onggi siedzi się wyjątkowo przyjemnie, bo wystrój jest wspaniały i bardzo autentyczny. Obsługa nieco się gubi, ale dania pojawiają się na czas, więc nawet przy pełnej sali nie można narzekać. Spróbujcie!

Do przeczytania,

E.

Podobne wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Onggi
Moja ocena [1]: 4.5
Rodzaj kuchni: koreańska
Przedział‚ cenowy: 40-60 zł
Moliera 2, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram