fbpx

Orlando di Castello

3 grudnia 2013
orlando di castello

Ogromną przyjemność sprawia mi odwiedzanie nowych lokali i restauracji, a także wracanie do tych, które lubię. W ubiegłym tygodniu będąc w Wiedniu wraz z Monsieur odwiedziliśmy “Orlando di Castello” – miejsce przy uroczym placu Freyung. Przybytek usytuowany jest zaledwie niecałe 100 metrów od słynnej Central Café i w dodatku mieści się w tym samym budynku, tuż obok pasażu Ferstel! I co ciekawe, Orlando należy do syna znanego wiedeńskiego restauratora…który z kolei jest właścicielem Central Café. Wszystkie kawiarniano-restauracyjne w tej okolicy pozostają więc w jednym ręku 😉

 

orlando di castello
Budynek przy pasażu Ferstel i placu Freyung i główne wejście do Orlando di Castello

Sądzę, że wielu podobnych miejsc się nie znajdzie w Wiedniu. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że wnętrze “Orlando” można pokochać lub znienawidzić. Jest bardzo wyraziste i konkretne, coś jak “Pędzący Królik” w Warszawie. To lokal z charakterem i osobowością. Bardzo takie lubię!

orlando di castello

Widać tu dbałość o detale i szczegóły. Przykładowo wieszaki na okrycia ukryte są pod ceramicznymi talerzykami…

orlando di castello

Wnętrze autorstwa wiedeńskiego architekta Denisa Kosutica to połączenie kilku stylów – to nieco ekscentryczna mieszanka Laury Ashley ze ścianami (nad barem) wyściełanymi nowoczesnymi lustrami oraz miękkimi, opływowymi poduchami w “Lounge Room’ie” (którego fragment widać po prawej stronie na poniższym zdjęciu). Lokal jest zdominowany przez biel – mój ulubiony kolor, który przełamany jest czerwienią, zielenią i szarościami.

orlando di castello
orlando di castello

Dla restauracji specjalnie zaprojektowano symbol kolorowego kwiatka (tulipana?). Ten motyw jest wodoczny na tapecie, kloszach, menu, na stołach, szybach, serwetkach … Identyfikacja wizualna restauracji stoi niemal na tak wysokim poziomie jak w restauracji “Cervo” w Zermatt.

orlando di castello

Zabawne są też tu zaokrąglone pikowane, skórzane, krzesła na złotych nóżkach – niby zimne, ale jednak tak uroczo wpasowują się w klimat tego niezwykłego miejsca i dają zarazem poczucie komfortu podczas siedzenia.

orlando di castello

To duża przyjemność móc tu być, a jeszcze większa móc popijać najlepsze latte (4,1 Eur), jakie kiedykolwiek miałam okazję pić w Wiedniu (no, może poza tym, które robiłam w domu J. 🙂 ).

orlando di castello

Po wzięciu menu do rąk okazuje się, że od poniedziałku do piątku serwują tu lunch menu po 8,50 i 9,50 Eur składającego się z zupy i drugiego dania (warto w tym miejscu napisać, że do każdego posiłku dostaje się tu wiedeńskim zwyczajem bezpłatną szklankę wody).

orlando di castello

Cena jest niezwykle wręcz atrakcyjna jak na tę część miasta nie zastanawiamy się więc długo tym bardziej, że wokół nas wszczycy z zadowoleniem przeżuwają dania w zestawie. Oboje wybraliśmy menu rybne (za 9,50 Eur), gdyż to tańsze miało na drugie danie sałatkę, a mieliśmy ochotę na coś bardziej treściwego.

Zupa-krem z fasoli okazała się przepyszna – papryka okazał się być znakomitym dodatkiem do jednak nieco płaskiej w smaku fasoli. I mimo, że do roślin strączkowych mam pewne zastzeżenia, to zupę z tychże zjadłam z ogromnym niekłamaną przyjemnością.

orlando di castello

Na drugie była sola z mizerią ze słodkiej śmietany i sałatka z roszponki – można by powiedzieć, że było to niemal klasyczne polskie drugie danie, które okazało się być również bardzo smakowite. Porcje są spore, więc zestawem bez problemu można się najeść.

orlando di castello

Na deser postanowiliśmy zamówić spacjalność zakładu, czy “Black Beauty” (4,90 Eur). I to był strzał w 10!

orlando di castello

To małe ciastko zrobione z musu czekoladowego, który spoczywa na chrupkim spodzie (4,90 Eur). Z dwóch stron przyczepione są do niego płatki białej czekolady, a wierzch wieńczą dwie czekoladowe kule wypełnione płynnym karmelem. Boskość nad boskościami! Dawno, oj dawno, nie jadłam tak doskonałego deseru. I mówię to ja – osoba, która może spokojnie żyć bez czekolady!

Miłośnicy innych wypieków też będą tu mieli używanie – drugim hitem, który wymyślił tutejszy cukiernik, Francuz z pochodzenia, jest tarta cytrynowa (na poniższym zdjęciu po lewej).

orlando di castello

Inne słodkości aż prosiły się, by je zjeść, niestety po dość konkretnym obiedzie nasze moce przerobowe były ograniczone i ze smutkiem popatrzyliśmy tylko w stronę lady chłodniczej.

orlando di castello

Pomyśleć, że takie frykasy będą musiały czekać na nasz kolejny przyjazd do Wiednia 🙂

orlando di castello

Orlando di Castello – dla kogo?

Dla każdego! I na spotkanie biznesowe i na elegancką kolację (wieczorem lokal przechodzi małą metamorfozę i zamienia się w lokal z wyższej półki raz elegancki drink bar), jak i na randkę, a nawet spacer z psem (czworonogi są tu mile widziane, jak chyba we wszystkich wiedeńskich lokalach).

orlando di castello

Orlando di Castello – podsumowanie:

Jeśli miałabym wybrać i polecić Wam jedno miejsce w Wiedniu na deser bez wahania powiedziałabym: “idźcie do Orlando na kawę i Black Beauty!” To jedno z tych miejsc, które trzeba w Wiedniu odwiedzić: kawa + ciasto to “must eat”. Bez dwóch zdań!

orlando di castello

Czytałam, że podobno mają tu też świetne śniadania. Już sobie wyobrażam siebie na wiosnę siedzącą w pierwszych promieniach słońca na placu Freyung i popijająca tę niesamowitą kawę i zajadająca jedno z najlepszych ciastek, jakiego życie pozwoliło mi spróbować…

…a teraz pójdźcie szybciutko do kuchni po filiżankę kawy, zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że jesteście w Wiedniu i siedzicie na tych pięknych fotelach 😉
I koniecznie zapamiętajcie adres: “Orlando di Castello”, Freyung 1.

Miłego dnia!
E.

orlando di castello
Podobne wpisy

Komentarze

9 odpowiedzi na “Orlando di Castello”

  1. Jakie ciastka… mniam

  2. Agnieszka pisze:

    Mam nadzieję, że kiedyś tam trafię i usiądę na jednym z tych białych krzesełek. Wpadły mi już w oko przy poprzednim wpisie.
    Ciastka wyglądają na przygotowane z wielką pieczołowitością. Podejrzewam, że stałabym tam przed tą ladą i przez pół godziny zastanawiała, które wybrać ;)))

  3. Gosia pisze:

    Jaki cudowny wystrój

  4. gin pisze:

    Bajeczne miejsce!
    Marzę o podróży do Wiednia, najlepiej zimą – tak jakoś mi się wydaje, że ośnieżony Wiedeń zdobędzie moje serce 🙂 Mieliśmy się wybrać w tym roku, ale niestety się nie udało… Mam nadzieję, że za rok zjem sobie taki deser 🙂

    • Madame Edith pisze:

      Gin,
      powiem Ci w sekrecie, że miałam cichą nadzieję, że podczas naszego pobytu w Wiedniu spadnie trochę śniegu i że zobaczę ośnieżone jarmarki, bo to moje marzenie. Niestety nic takiego nie miało miejsca. Wręcz było dużo cieplej niż w Polsce! Dzięki temu mogliśmy chodzić na długie spacery, bo w taką pogodę nie marznie się tak szybko 🙂

      Serdecznie pozdrawiam,
      E.

  5. Justyna Żak pisze:

    piękne zdjęcia i ile pyszności:)

    • Madame Edith pisze:

      Justyno,
      bardzo dziękuję!
      Niestety akurat z tych zdjęć jestem niezbyt zadowolona. W restauracji było dosyć mocne żółte światło, a na zewnątrz było ciemno (jak na środek dnia) przez nisko zawieszone, szare chmury. Przez to aparat miał problem z balansem bieli, bo oba rodzaje światła się mieszały :-/ Mam nadzieję, że kolejne zdjęcia na blogu będą tylko lepsze 🙂

      Moc pozdrowień,
      E.

  6. No nie! też tam będę nie wiem jeszcze kiedy ale będę. Obiecuję to sobie. Tyle razy przechodziłam obok i nie odważyłam się wejść bo myślałam, że ceny są kolosalne ale z tego co Pani pisze wcale tak nie jest. Nie przeliczając oczywiście na złotówki.

    • Madame Edith pisze:

      Małgorzato,
      pełna, aktualna karta z cenami znajduje się też na ich stronie i można podejrzeć ile kosztują potrawy z menu. Bardzo polecam zajrzeć tam choćby na "Dark Beauty" 🙂

      Gorąco pozdrawiam,
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Wiedeń
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram