fbpx

PAUL piekarnio-restauracja c.d.

7 sierpnia 2015

Dziś chciałabym się z Wami podzielić ciekawą historią. Raczej niezwykłą w dzisiejszych czasach. Chodzi o PAUL’A,  który pomimo całego mojego uwielbienia z innych krajów, w Warszawie początkowo lekko złamał mi serce (pisałam o tym we wpisie zatytułowanym “PAUL“). Otóż stała się rzecz, której się zupełnie nie spodziewałam…

Skontaktowała się ze mną Pani Monika – brand managerka tej sieci na rynku polskim i zaproponowała spotkanie. Bez wahania przyjęłam to zaproszenie i umówiłyśmy się w restauracjo-piekarni przy Emilii Plater. Przez ponad godzinę rozmawiałyśmy i zapytałam praktycznie o wszystko, o co chciałam i o czym Wy wspominaliście w komentarzach pod wpisem na blogu oraz na Facebooku.

Chciałam Wam napisać o kilku rzeczach, jakich udało mi się dowiedzieć.

1. Dzięki mojemu wpisowi i kilku uwagom, które w nim zawarłam, w lokalu od razu wprowadzono zmiany w stylu obsługi tak, by uniknąć podobnych niefortunnych sytuacji.

2. Pieczywo nabijane na kasie ma ceny zgodne z tymi podanymi w witrynie. Sprawdziłam to osobiście podczas wizyty kilka dni temu (próbowałam wspaniałej i wypiekanej na miejscu broszki, smacznego croissanta i dobrej, choć odrobinę za bardzo wyschniętej, bagietki – to pewnie dlatego, gdyż kupowałam ją niemal wieczorem, a generalnie pieczywo wypiekane jest do 12 w południe i dopiero kiedy go zabraknie, organizowany jest kolejny wypiek).

3. Na spotkaniu dowiedziałam się także tego, że:

  • croissanty oraz ciastka na bazie ciasta francuskiego robione są na miejscu z gotowego ciasta, które przyjeżdża z Francji. W chłodniach transportuje się także do Polski specjalną mąkę, która we wszystkich placówkach sieci jest taka sama – od Paryża, przez Singapur aż po Tokio. Wszędzie pieczywo jest wypiekane na tej samej bazie, by zachować jak najbardziej zbliżony smak.
  • pieczywo jak brioszki, chleby czy bułki wypiekane są na miejscu, a więc pracownia piekarnicza, którą widać z ulicy nie jest atrapą. Zapytałam też dlaczego popołudniu w piekarni nic się nie dzieje (pracuję bardzo blisko PAULa i przechodzę koło niego każdego dnia). Okazało się, że dopóki w Polsce działa jedna filia, to wypiek zaczyna się wczesnym rankiem, a kończy w południe. Gdy otworzą się kolejne lokalizacje, wówczas piekarnia będzie działała dłużej i zaopatrywała oddziały PAULA zlokalizowane w sąsiedztwie.
  • makaroniki są produktem głęboko mrożonym i są rozmrażane przed sprzedażą, ale docelowo mają być pieczone w Polsce, przez polskich cukierników. Generalnie jednak zasada jest taka, że takie produkty mają krótszą przydatność do spożycia w Polsce, czy innych “niefrancuskich” krajach, niż w samej Francji. Ot, taka ciekawostka, bo przecież wszystkie pochodzą i tak z tego samego źródła i są przechowywane w identyczny sposób. Zanim jednak produkt krajowy wyprze ten rodem z Francji musi uzyskać akceptację francuskiej centrali.
  • polska sieć PAULa (działająca na zasadzie franczyzy) różni się od francuskiej m.in. autorskimi obiadami, których nie ma w ogóle w karcie nad Loarą (niedługo ma ruszyć menu z daniami obiadowymi oraz zestawami w niższych cenach typu “kawa/herbata/napój + kanapka”). Dodatkowo polski PAUL stara się wykorzystywać jak najwięcej lokalnych produktów np. warzywa, owoce, a nawet sery są kupowane w Polsce!
  • PAUL zatrudnia wielu bardzo dobrych piekarzy (np. Pan Artur pracował wcześniej w piekarni Vincent) oraz kucharzy, którzy swoje umiejętności szlifowali m.in. w Amber Room, restauracji Mamma Marietta czy gotując dla Elżbiety II.
  • lokal przy Emilii Plater ma 370 metrów powierzchni, z czego dla gości przeznaczonych jest tylko 80 – resztę stanowi cukiernia, piekarnia oraz zaplecze sanitarne dla pracowników.
  • kolejny punk zostanie otwarty w hali głównej Dworca Centralnego jeszcze w IV kwartale roku, ale będzie to mniejsza filia, z kilkoma stolikami oraz małą cukiernią, w której zza szyby będzie można obserwować pracę cukiernika (docelowo powstanie kilkanaście placówek w największych miastach Polski).
Ciekawostki, ciekawostkami, ale dla mnie najważniejsze jest fakt, że po raz pierwszy ktoś po dość chłodnej opinii, jaka pojawiła się na blogu, skontaktował się ze mną, przeprosił za zaistniałą sytuację i wyjaśnił moje wątpliwości. To bardzo miły gest i go doceniam.
Nie pisałam o tym nigdy, ale być może nie wiecie, że w świecie restauratorów często codziennością jest czarny PR lub ostre zagrania. Sama doświadczyłam wielokrotnie, zwłaszcza po pozytywnych opiniach, wysypu negatywnych pochodzących od konkurencji zlokalizowanej po sąsiedzku…
Raz zdarzył mi się dość nieprzyjemny mail w stylu “co pani wie o jedzeniu, pani się nie zna!”. A od Moniki z Zomato (portal z ocenami restauracji) wiem, że bardzo często restauratorzy lub menedżerowie lokali żądają od nich usunięcia niewygodnych opinii. Ba! Grożą nawet pozwami!
Jak widzicie rynek ten jest wymagający i trzeba mieć grubą skórę, by na nim egzystować oraz rywalizować na zasadzie fair play z nie zawsze uczciwą konkurencją. Dlatego cieszę się tym bardziej, że to właśnie PAUL, jako pierwszy w historii mojego bloga, skontaktował się ze mną i zrobił to w sposób niezwykle profesjonalny. Bardzo doceniam fakt, że moja opinia przyczyniła się do poprawy jakości obsługi w pierwszej polskiej filii.
Chwali się też to, że sieć przyznaje się do stosowania gotowego ciasta francuskiego po to, by w każdej restauracji smakowało tak samo. Jak dla mnie takie podejście jest lepsze, niż wmawianie niczego nieświadomym klientom, że “ciasto robimy sami” podczas gdy mija się to z rzeczywistością (robi tak wiele francuskich piekarni w Warszawie, choć zdarzają się też chlubne wyjątki).
Do przeczytania!
E.
Follow Madame Edith on Instagram

Podobne wpisy

Komentarze

19 odpowiedzi na “PAUL piekarnio-restauracja c.d.”

  1. Aurélien pisze:

    Ja powiem Madame dziękuje za ten artykuł i zapraszam na wizyta jak będzie Madame w Gdynia czy Gdańsk w piekarni LE bonjour! Tam jest Mr Alain piekarz z Francji które codzienne o 4 rano wstaje i robi ciasto dla chleb i croissanty które sa naprawdę pyszne i prawdziwe zapraszamy

    • Madame Edith pisze:

      Dziękuję za informację. Będę pamiętać i jak tylko odwiedzę Trójmiasto zajrzę do Was na dobrego croissanta 🙂

  2. Ethariel pisze:

    Wychodzi na to, że pozostaje mi tylko jechać i porównać wypieki Paula z Champs-Élysées do tych z Warszawy ;D

  3. Jeanne pisze:

    Piekne zagranie marketingowe ze strony Paula, na ktore latwo nabrac naiwna blogerke. Sorry, czy u nas w Polsce nie ma dobrego masla, dobrej maki, dobrych piekarzy, zeby to slynne francuskie, przereklamowane i niezdrowe ciasto robic tu na miejscu ??? Czy naprawde trzeba je wozic z tak daleka? Przeciez to kompletnie nieekologiczne! Ze jak niby francuskie, to juz najlepsze na swiecie?
    Ile musi byc w tym ciescie konserwantow, zeby przetrwalo podroz ?
    Sorry, prosilabym o odrobine zdrowego rozsadku. Pozdrawiam Edith

    • Madame Edith pisze:

      Jeanne,
      dziękuję za Twój komentarz i zapewniam, że nie jestem naiwna.To, że zostałam zaproszona i dostałam garść wyjaśnień nie wpłynęło na zmianę mojego zdania o początkowych wizytach w PAULu. Tamtego wpisu nie usunęłam, dopisałam do niego jedynie kilka spostrzeżeń z kolejnych wizyt.

      A fakt, że zareagowali na moją opinię uważam za słuszne posunięcie – sama mając kawiarnię, po tak chłodnej ocenie, chciałabym się skontaktować z jej autorem/autorką. Niestety w Polsce dojrzałość restauratorów pod tym kątem jest często zerowa i wielu w ogóle nie reaguje na negatywne opinie udając, że one nie mają żadnego znaczenia. Niestety nie zdają sobie sprawy, że taki wpis na blogu trafia w krótkim czasie do kilku, a nawet kilkunastu tysięcy osób z samej tylko Warszawy. I są to osoby z tzw. "grupy docelowej", czyli jak najbardziej potencjalni klienci tej czy innej restauracji/kawiarni.

      Z pozdrowieniami,
      E.

    • Madame Edith pisze:

      P.S. A w kwestii ciasta francuskiego, to dla jednego lokalu pewnie nie opłaca się go robić na miejscu. Sama wiem ile czasu i wysiłku trzeba włożyć w dobre ciasto francuskie. Być może w momencie gdy to będzie większa sieć zaczną robić je na miejscu dla wszystkich polskich oddziałów (o ile centrala we Francji je zaakceptuje).

  4. Anonimowy pisze:

    Ja byłam z mężem dwukrotnie w warszawskim Paulu – niestety mogę potwierdzić Pani złą opinię o tym miejscu i z przykrością stwierdzić, że jest to lokal w którym po prostu oszukują. Pierwszym razem, podobnie jak Pani policzono nam za 2 herbaty, choć zamówiliśmy tylko 1, zaś drugim razem 8 sierpnia przy okazji robienia zakupów na wynos policzono nam drożej za: chleb, bagietkę i ciastko. W sumie zostaliśmy oszukani 2 razy – za każdym razie po kilkanaście zł! O ile za pierwszym razem można to było uznać za pomyłkę mało doświadczonej obsługi, o tyle drugi raz świadczy po prostu o nagannej praktyce obsługi, tym bardzie że potwierdzają to inne osoby, w tym również i Pani (dodam że nasza 2. wizyta miała miejsce po Pani spotkaniu z menadżerka tej restauracji, która miała jakoby obiecać, że takie niecne praktyki się nie powtórzą… A więc proponuję trzymać się z dala od warszawskiego Paula

  5. Nigdy nie byłam w Paulu 🙂

  6. Madame Edith pisze:

    Leszku,
    przepraszam. Blogger nie opublikował Twojego komentarza mimo mojej akceptacji. Po prostu był chyba za długi. Pozwolisz, że dodam go ręcznie w dwóch częściach.
    E.

  7. Lech pisze:

    Reasumując: Paul bez względu na Twoją opinię musi sam się starać a nie podpierać legendą francuskiej kuchni , która nad Wisłą nie jest ani powszechnie znana ani przez tych , którzy coś wiedzą o kuchni przyjmowana.
    Twoja taka czy inna opinia raczej im pomogła bo ja nawet z ciekawości bym tam zajrzał po Twojej recenzji a nie dlatego, że francuska…

    • Madame Edith pisze:

      Cieszę się, że Cię zachęciłam do odwiedzenia tego miejsca. Mam nadzieję, że wraz z rozwojem menu będzie im szło coraz lepiej i że w karcie obiadowej pojawią się dania niekoniecznie rodem z Francji.

  8. Lech pisze:

    Edytko, jak już wiesz jestem smakoszem i kultura kulinarna jest dla mnie istotną częścią moich zainteresowań.
    Nie odbieram Francji jej oryginalności i osiągnięć w tej dziedzinie a nawet sądzę, że w produkcji serów jest to absolutny mistrz świata.
    Długo nie doceniałem win francuskich ale to się zmieniło i odkrywam je coraz bardziej chociaż i tak raczej należę do kultury piwa…. 🙂
    No i już.
    Wędlin francuskich NIE cierpię. Są dla mnie wręcz ohydne i nie dorównują dobrym polskim wędlinom do pięt ( chociaż tego nie da się tak dosłownie porównać ).
    Reasumując: z tą kuchnią francuską jest trochę przesady. Są dobrzy, to oczywiste, mają znakomitych kucharzy ale w tym wszystkim panuje swoisty snobizm.
    Mnie powala Azja , Niemcy mają lepsze pieczywo, Nowy Świat ma wiele porównywalnych win a jako codzienną kuchnię wybiorę włoską bo jest po prostu łatwiejsza…
    Jak powiedział klasyk "pycha kroczy przed upadkiem" i to własnie doprowadziło francuskich winiarzy do utraty polskiego rynku i z takim trudem dopiero przedzierają się tutaj.

    • Madame Edith pisze:

      Leszku,
      także nie jestem fanką francuskich wędlin, za to sery kocham nad życie. Zwłaszcza wszelkie pleśniowe, nawet te bardzo śmierdzące 🙂
      Bardzo lubię francuskie pieczywo (od czasu do czasu, bo wiadomo, że do lekkich nie należy), ale chleby to masz rację – zdecydowanie lepsze są w Niemczech czy Austrii.

      Francuzi lubią się odrobinę zadzierać nos i uważają, że ich kuchnia jest najlepsza. Ja ją lubię, choć nie jest moją ulubioną. Doceniam jej wkład w gastronomię, ale w domu bardzo mało mam z nią do czynienia, bo podobnie jak Ciebie bardziej ciągnie mnie czy to na południe Europy czy właśnie do Azji.

      Serdecznie Cię pozdrawiam i przepraszam za zamieszanie z komentarzem.
      E.

  9. petite foodie pisze:

    Bardzo dobra reakcja ze strony restauracji – szkoda, że nie każdy potrafi odpowiednio zareagować na konstruktywną krytykę.

  10. Marzena pisze:

    Czyli konstruktywna krytyka jest po to, żeby się rozwijać i poprawiać niedociągnięcia, aby dążyć do doskonałości. I brawo dla tych, którzy umieją z tego korzystać:-) Faktycznie to było miłe:-)

    • Madame Edith pisze:

      Marzenko,
      dokładnie! Zawsze pisząc coś krytycznego mam nadzieję, że lokal weźmie to sobie do serca i gdy wrócę do niego kolejny raz, to będzie tylko lepiej. W PAULu poprawa jest widoczna gołym okiem. Obsługa nie jest tak przestraszana jak na początku i chyba przyzwyczaiła się do białych kitli. Nie odczuwa się spięcia jak w pierwszych dniach po otwarciu. Jest zdecydowanie na plus, co mnie bardzo raduje, bo od kiedy się dowiedziałam, że otwierają się koło mojej pracy bardzo się ucieszyłam, a po drugiej wizycie zmartwiłam tyloma wpadkami. Mam nadzieję, że teraz będzie już coraz lepiej 🙂

      Serdecznie Cię pozdrawiam,
      E.

  11. Vela pisze:

    Croissanty, bagietki i magdalenki uwielbiam i mogłabym jeść je każdego poranka na śniadanie. Akurat za makaronikami przepadam średnio. Próbowałam raz – o smaku malinowym i kakaowym w piekarni ,,Francuska", która wszelkie wypieki robi właśnie w oparciu o prawdziwie francuskie przepisy i składniki. Jestem zakochana w tej piekarni i jestem tam stałą bywalczynią. Za każdym razem wychodząc z niej jeszcze bardziej marze o podróży do Francji. 🙂 Ta piekarnia, którą tu i w poprzednim wpisie opisałaś sprawia wrażenie idealnej dla mnie jako, że uwielbiam takie pieczywo i ciastka i to naprawdę fajnie, że odezwali się do Ciebie i odpowiedzieli na parę niejasności.

    • Madame Edith pisze:

      Vela,
      właśnie to się liczy – kontakt i rozmowa. Przyznam, że dowiedziałam się dużo interesujących rzeczy i aż zapragnęłam porównać sobie polskiego PAULa (z wyśrubowanymi normami) z tym oryginalnym – francuskim. Kto wie, może skłoni mnie to nawet do wyjazdu do Paryża…?

      Pozdrawiam gorąco,
      E.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram