Rest. Baczewskich – o kilka deko soli za daleko

4 marca 2019
rest baczewskich

Odrestaurowany Pałacyk Szucha przy jednej z najbardziej reprezentacyjnych ulic Warszawy – Alei Szucha, zasługiwał od dawna na miejsce z wyższej półki. W końcu się doczekał restauracji, która swoje korzenie ma we Lwowie. I to właśnie po tym mieście, właśnie w Warszawie otworzyła swoją pierwszą filię. Czy to miejsce z jedzeniem na miarę tego adresu?

rest baczewskich

Rest. Baczewskich – wnętrze i wystrój:

Rest. Baczewskich zachwyca wystrojem i wyglądem. Na chwilę obecną otwarta jest sala główna, sala barowa oraz sala w podziemiu, która może pomieścić do 100 osób. Docelowo ma tu być także piekarnia zlokalizowana w budynku przy samej Al. Szucha, wiosną planowany jest ogródek, a także za jakiś czas ma zostać otwarta sala na piętrze. Dzięki temu restauracja ta stanie się wręcz ogromna.

rest baczewskich

To nasza druga wizyta w tym, otwartym w styczniu, miejscu. Druga i na jakiś czas zdecydowanie ostatnia.

O ile podczas naszej pierwszych odwiedzin, które były jednocześnie imprezą otwarcia dla dziennikarzy i blogerów wszystko było przygotowane na tip top, o tyle już podczas indywidualnej wizyty praktycznie wszystko szło jak po grudzie.

A wielka szkoda, bo przez moment rozważaliśmy to miejsce jako lokal, w którym zorganizujemy imprezę z okazji naszej 10-tej rocznicy ślubu. No więc jednak zaprosimy naszą rodzinę i przyjaciół gdzie indziej.

rest baczewskich

Rest. Baczewskich – czas oczekiwania:

Jednak poważne zastrzeżenia mam co do czasu oczekiwania na jedzenie. Średnio jest to jakieś 40-50 minut na każde danie. Z zupą włącznie. A przecież wiadomo, że rosołu nikt nie gotuje ad hoc. Czas oczekiwania przy prawie pełnej sali pozostawia wiele do życzenia i najgorsze jest to, że nikt nie informuje, że na kuchni jest „tabaka” i że kucharze z niczym się nie wyrabiają.

Jako, że przyszliśmy tu bez rezerwacji, dostaliśmy miejsca przy wspólnym stole w sekcji barowej i jednocześnie niedaleko wejścia do kuchni. Z takiej perspektywy doskonale widzieliśmy co się dzieje na zapleczu, bo tutejsza kuchnia jest otwarta na gości i przez ażurowe ściany wszystko widać. W pewnym momencie do kuchni wpadło 4 wyraźnie zdenerwowanych kelnerów z pytaniami o ich dania. Niektórzy krzyczeli na kucharzy, że goście czekają już po 40 i 50 minut.

rest baczewskich

W takich sytuacjach zamknięta kuchnia to złoto. Goście nie powinni oglądać takich scen.

Ale wracając do wystroju, to powiem Wam, że zainwestowano tu potężne pieniądze i jest po prostu pięknie. Lokal urządzony jest niezwykle gustownie. Na ścianach wiszą plakaty z wódką J.A. Baczewski, a nad kominkiem, na honorowym miejscu, zawisł portret założyciela wytwórni wódek. Dzięki temu miejsce szybko zrobiło się popularne wśród „znanych i lubianych”. Zdjęcia z sali głównej możecie zobaczyć na Fb. Nie robiłam tam zdjęć ze względu na duże obłożenie.

Rest. Baczewskich – menu:

Ale wystrój wystrojem, skupmy się na karcie.

Karta nawiązuje do kuchni Warszawy i Lwowa. Kilka dań jest tożsamych z menu, jakie obowiązuje w lwowskim oddziale. Część zaś wykorzystuje warszawskie smaki. I to jest super pomysł, któremu bardzo kibicuję. Jestem też ogromną fanką tutejszych nalewek, których docelowo ma być dostępnych ponad 80. I to zaangażowanie za barem rzeczywiście widać, a smaki, jakich tu doświadczycie szczerze Was zaskoczą.

rest baczewskich
Gęsi pipek

Do wyboru mamy, prócz masy wspomnianych nalewek i win sprzedawanych na kieliszki i butelki, zakąski, zupy, dania główne i desery. Bardzo podoba mi się też karta z daniami dziecięcymi, która oprócz rosołu z kaczki z makaronem i nieśmiertelnego makaronu z sosem pomidorowym czy kremu pomidorowego, zawiera także polędwiczki z indyka oraz pulpety cielęce.

Rest. Baczewskich – jedzenie:

Z zakąsek zamówiliśmy „nalot cepelinów”, czyli 5 cepelinów z różnymi nadzieniami: z rakami, kapustą i grzybami, płuckami, soczewicą i bryndzą (5 sztuk za 29 zł, ale można też zamawiać na sztuki po 7 zł). Bardzo przyjemne było w nich ciasto, fajnym dodatkiem były także sosy: mocno wyrazisty, aromatyczny i gęsty, ale zbyt hojnie posolony – grzybowy oraz delikatny i lżejszy – koperkowy. Nadzienia były przepyszne: rakowe – bardzo subtelne i wręcz wytworne, soczewica – idealnie kremowa, bryndza – z pazurem. Jedynie kapusta z grzybami była dla mnie trochę zbyt słona, podobnie jak i sos grzybowy.

rest baczewskich

„Parada placków ziemniaczanych” (25 zł) to tak naprawdę deska z sześcioma plackami: dwoma ziemniaczanymi, dwoma dyniowymi i dwoma z cukinią. Placki były malutkie, ale bardzo fajne na przystawkę. Pięknie się prezentowały z ciekawą zieleniną i marynowanymi warzywami. Duży zgrzyt pojawił się przy ziemniaczanych, bo o ile dyniowe były idealne, cukiniowe nieco przesolone, tak ziemniaczane trudno było zjeść. Były ponownie przesolone. I na nic zdał się sos koperkowy i tłusta śmietana. Ktoś na kuchni po prostu zbyt obicie posolił ciasto i nie spróbował testowo przed podaniem jednego placka.

rest baczewskich

Z zup Monsieur, jako miłośnik bulionów, wybrał rosół Świętego Jacka z pierogami (19 zł). Był to rosół z kaczki z trzema pierożkami z kaczego mięsa z dodatkiem lubczyku i warzywami pokrojonymi w stylu brunoise, czyli drobniutką kostkę (choć w menu jest mowa o julianne, czyli drobnych słupkach). O ile pierożki były jak poezja – z cieniutkiego ciasta, lekko przysmażone, pełne rozpływającego się w ustach nadzienia, o tyle bulion, choć głęboki w smaku i aromatyczny, był znów przesolony. Jeśli ten sam rosół jest podawany jako rosół z makaronem dla dzieci, to wycieczkę do Wieliczki młodzież ma zaliczoną bez wyjazdu z Warszawy 🙂

rest baczewskich

Jeśli miałabym wybierać, to zdecydowanie ponownie skusiłabym się na flaki „z Brzechwą” (25 zł), które jadłam za pierwszym razem. Flaki, choć pikantne (akurat takie bardzo lubię) były aż gęste od przeróżnych dodatków: mięsa z ogonów wołowych, pulpetów cielęcych oraz oczywiście doskonałych kawałów cielęcych flaczków oraz dużej ilości warzyw. Myślę, że ta zupa posmakuje każdemu mięsożercy, z zwłaszcza fanom flaków.

rest baczewskich

Z dań głównych zamówiliśmy banosz (33 zł), który ponoć jest best sellerem we Lwowie. Są to trzy miseczki z kaszą kukurydzianą na śmietanie podane ze skwarkami, grzybami i bryndzą. Każda jedna jest ciekawa i bardzo zaskakująca. Bryndza nadaje kaszy charakteru i przyjemniej słoności, skwarki z tłuszczykiem są po prostu jak miód na skołatane serce, a grzyby pasują zadziwiająco dobrze do tak podanej lekko słodkawej kaszki. Grzyby i skwarki są co prawda ponownie słone, ale jest ich na tyle mało, że słodka kaszka dobrze je bilansuje. To danie było dużym zaskoczeniem i w sumie zjedliśmy je z przyjemnością.

rest baczewskich
rest baczewskich

„Kaszka króla Staszka”, czyli pęczotto z borowikami, tymiankiem, czosnkiem i serem bursztyn (29 zł) było zaś totalną klapą. Okazało się tak słone, że po jednym kęsie oboje powiedzieliśmy „pas” i danie wróciło do kuchni. Podanie było przepiękne, warzywne chipsy super chrupiące, ale kaszy nie dało się zjeść. Choć kuchnia ponoć „komisyjnie” stwierdziła, że „takie właśnie miało być, ale łaskawie zdejmiemy je z rachunku”… Klient się oczywiście nie zna. No cóż. Takie podejście załogi pozostawię bez komentarza.

Odnoszę nieodparte wrażenie, że ktoś na owej kuchni ma problem z solą. I jest to niestety duży problem. A co najgorsze: nie umie przyjąć krytyki i idzie w zaparte, że „danie jest ostre i taki był zamysł”. Powtórzę raz jeszcze: nie, ono nie było ostre, ono było po prostu DALECE ZBYT SŁONE!

rest baczewskich

I choć przyznaję, w domu solimy mało, to sytuacja, w której danie wraca do kuchni zdarzyło nam się równo trzy razy w ciągu ostatnich pięciu lat. A do restauracji chodzimy jak wiecie często – nawet i trzy razy w tygodniu, nie licząc lunchy w ramach pracy. Tak więc tu było naprawdę źle. A szkoda.

W ramach rekompensaty otrzymaliśmy deser bezowy, który miał nam osłodzić nieco nieudany obiad. Trzy małe beziki były kapitalne, bo nie były słone 😉 Każda miała inne nadzienie: z lemon curd, porzeczką oraz kajmakiem. Zdecydowanie godne polecenia.

rest baczewskich

Podczas pierwszej wizyty próbowaliśmy też doskonałe pijane lody (normalnie w karcie kosztują 7 zł za kulkę) oraz tartoleki. Desery, muszę przyznać, że są tu bardzo udane, bo czuwa nad nimi osobna sekcja w kuchni.

rest baczewskich

Wspomnę jeszcze, że jedliśmy tu też jesiotra z puree ziemniaczanym, bisque z raków z marynowanym selerem (49 zł), który był znakomitym daniem głównym, choć podany został na talerzach, których szczerze nienawidzę. To unowocześniona wersja łupków, które wyszły z mody już kilka dobrych lat temu i teraz niestety wróciły pod postacią tych nieszczęsnych nakryć. Tak chropowatym powierzchniom mówimy zdecydowane NIE!

rest baczewskich

Rest. Baczewskich – podsumowanie:

Ilość soli, jaką nam zaserwowano spokojnie przebija tę, jaką znajdziecie w Big Mac Menu, które pokazuje się za przykład niezdrowego jedzenia z olbrzymią wręcz ilością soli. Serio. Już w restauracji wypiliśmy dzbanek herbaty i ponad litr wody mineralnej. Po powrocie do domu ciągle nas suszyło. Był to klasyczny „syndrom przesolenia”.

I naprawdę nie wiem o co chodzi i dlaczego kuchnia niemal dwa miesiące od otwarcia tak bardzo się nie wyrabia z zamówieniami, ma tak duże opóźnienia, a dodatkowo niemal każde danie wychodzi z niej przesolone.

Podczas otwarcia wszystko było doskonałe, ale wtedy, pomimo także pełnego obłożenia, z kuchni wychodziły identyczne dania. Widać, w normalnych warunkach coś tu nie gra. A na pewno nie gra tu zużycie soli per klient. Dziwi mnie to zwłaszcza, że od kilku dobrych lat tyle się mówi o używaniu soli z umiarem. Jak widać, niektórzy kucharze jeszcze sobie nie wzięli do serca tej wiedzy i solą ile wlezie.

Dodam jednak, że obsługa bardzo się stara, choć jak kuchnia nie domaga, to i najlepszy kelner świata niewiele może zdziałać. Taka prawda.
Dlatego póki co, jeśli będziecie mieli ochotę tu przyjść, to rekomenduję Wam skupienie się na nalewkach, winach lub deserach i wizytę dla tych oszałamiających wnętrz. Z daniami to niestety ruletka i szczerze powiem, że nie mam pewności czy warto ryzykować.

Do przeczytania!

E.

Rachunek

rest baczewskich
Herbata zimowa
rest baczewskich
Wybór pieczywa i domowe masło: zwykłe, ziołowe i wędzone
rest baczewskich
Nalewki
rest baczewskich
rest baczewskich

Podobne wpisy

Komentarze

4 odpowiedzi na “Rest. Baczewskich – o kilka deko soli za daleko”

  1. bardzo lubię miejsca z historią ,bardzo! zawsze chętnie odwiedzam takie obiekty które ktoś postanowił odnowić i dać im ponownie szansę… pisałam u siebie odnośnie miejsc które kiedyś były żywe, podziwiane i piękne dziś chylą się ku ziemi… ale to tak na marginesie 😉

    • Madame Edith pisze:

      Asiu, też bardzo się cieszę, że ktoś zadbał o to miejsce i nie żałował pieniędzy na renowację. Skoro to jednak restauracja, to warto byłoby też popracować nad kuchnią, bo wnętrze się w takim przypadku nie obroni na dłuższą metę.

  2. ma się rozumieć- restauracja musi stać na wysokim poziomie zwłaszcza gdy znajduje sie w historycznym miejscach . Zdobywa już dużo punktów za miejsce w jakim się mieści ale … no właśnie ale. 😉

  3. Justyna pisze:

    Sól niestety może zgubić nawet i najlepszy smak… Mimo to potrawy wyglądają fenomenalnie 🙂 Miło, że dostaliście deser na przeprosiny 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Rest. Baczewskich
Moja ocena [1]: 3.0
Rodzaj kuchni: warszawsko-lwowska
Przedział‚ cenowy: do 60 zł
aleja Jana Chrystiana Szucha 17/19, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram