Taszka Wine & Petiscos – do zakochania jeden krok!

27 kwietnia 2017

Taszka Wine & Petiscos działa we Wrocławiu od jesieni zdaje się cieszyć niesłabnącą popularnością. W sumie trudno się dziwić. Lokalizacja o tyle świetna (Rynek), co i budząca pewne wątpliwości zwłaszcza dla przybysza spoza miasta. Kilka lat temu, gdy robiliśmy przegląd wartych uwagi miejsc we Wrocławiu żadne z polecanych na Rynku nas nie przekonało. Trudno się zresztą dziwić: lokale na Rynku, nie tylko zresztą we Wrocławiu, są przeważnie nastawione na mało wymagających turystów, którzy muszą gdzieś zjeść. Taszka na szczęście wyłamuje się tego stereotypu i jest zdecydowanie jasnym punktem na wrocławskiej gastro mapie.  

Zajrzeliśmy tu w sobotę, mając zrobioną kilka dni wcześniej rezerwację. I bardzo dobrze, bo inaczej musielibyśmy obejść się smakiem. Ruch tu jest ogromny i bez rezerwacji w weekend ani rusz, choć to pewnie też po części zasługa trwającego akurat restaurant week’a i sporego obłożenia związanego z tym wydarzeniem.

Wnętrze jest jasne, biało-niebieskie. Na ścianach portugalskie kafle azulejos i korkowe stołki przy barze. Do tego sporo zieleni, tropikalna, zielona tapeta i stoły zrobione ze starych desek. Generalnie bardzo przyjemny i bezpretensjonalny klimat. Ważnym elementem wystroju są też półki z winami, które przybyły, a jakże, z Portugalii. Bo Taszka to dziecko Polki i Portugalczyka, a za sterami kuchni stoi Nuno Matos, który szlify zdobywał m.in. w słynnej The Fat Duck.

Przychodzimy tu na wczesny obiad i tylko przez moment jesteśmy jedynymi gośćmi. Z menu wybieramy dania z rozdziału „petiscos”, czyli małych przekąsek w sam raz do wina. Można też zamówić menu degustacyjne, ale stwierdzamy, że nie dalibyśmy rady pokonać kilku dań w pojedynkę.

Zaczynamy więc od świeżego, opiekanego pieczywa z oliwą z ziołami (6 zł). I mimo, że pieczywo nie jest własnego wypieku, to jest doskonałe. Podobnie jak oliwa robiona specjalnie dla restauracji.

Na drugi ogień idzie klasyka, czyli krokiety z bacalhau (22 zł). Powiedzieć o nich, że to świetne, byłoby jak nie powiedzieć nic. Chrupiące z zewnątrz, a w środku cudownie ciągnące i mięciutkie. Boski smak, który jeszcze tylko podkreśla ziołowy majonez. Choćby na tę przystawkę warto się tu wybrać.

Decydujemy się też na popcorn z kurczaka ze słodkim sosem chili (16 zł). I tu też się nie zawodzimy. Kurczak jest mięciutki i wilgotny w środku, a panierka bardzo delikatna i ani trochę nie przesiąknięta tłuszczem. Znakomitym zwieńczeniem tej propozycji jest słodki sos z nutą chili. Mówiąc szczerze niemalże wylizałam miseczkę do ostatniej kropli.

Prawdziwą petardą okazują się także rollsy z makreli podane ze słodką sałatką z ogórka i czerwonej cebuli (19 zł). Sałatka ewidentnie nawiązuje do szwedzkich smaków, które ubóstwiam. Krokiety smakują z nią rewelacyjnie. Naprawdę nic dodać, nic ująć. Mała rzecz, a zachwyca.

Kolejną spróbowaną przez nas rzeczą jest „bahn mi tost” (28 zł), czyli wariacja na temat słynnej wietnamskiej kanapki. Tost pokryty jest majonezem sriracha, sporą ilością sałaty, ogórka i trzema dużymi plastrami wieprzowej polędwicy. Smaczna i bardzo poprawna propozycja, ale chyba jak do tej pory najmniej zachwycająca.

Przedostatnim punktem naszej wizyty jest zupa pho, czyli rosół z boczkiem, makaronem, piklami z szalotki i prażonymi orzechami ziemnymi (14 zł). Wywar ma głęboki smak, z początku wydaje się delikatny, ale po chwili zaczyna szczypać w gardło i okazuje się, że jest całkiem ostry. Uzupełniają go smaczne dodatki. Zwłaszcza ostre orzeszki trafiły w mój gust – bardzo trafnie uzupełniały to danie.

Na deser oczywiście pasteis de nata z własnego wypieku (8 zł) i można z pełnym i szczęśliwym brzuchem opuszczać to miejsce.

Taszka – podsumowanie:

Taszka to lokal bezpretensjonalny, o luźnej atmosferze, niezbyt rozbuchanej karcie. Wszystkiego jest z umiarem i w sam raz. Tym razem nie próbowaliśmy tu wina, bo byliśmy samochodem. Niemniej sądzę, że jest równie mocnym punktem karty, jak i wszystkie kąski, których tu spróbowaliśmy. Obsługa jest miła i w sumie nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Skoro dostaniemy tu naprawdę doskonałe jedzenie, sympatyczne wnętrze i niezłe ceny, to nie mam więcej pytań. To miejsce do pokochania od pierwszego wejrzenia. Już się nie mogę doczekać kiedy zawitamy tu po raz kolejny.

O innych miejscach we Wrocławiu, jakie udało nam się odwiedzić w trakcie weekendu, przeczytacie we wpisie: „Gdzie jeść we Wrocławiu?”

Do przeczytania!

E.

Rachunek

Podobne wpisy

Komentarze

Jedna odpowiedź do “Taszka Wine & Petiscos – do zakochania jeden krok!”

  1. WL napisał(a):

    Sceneria, oprawa, zgiełk wielu restauracji i kafejek potrafi szczególnie przyciągać. Kiedyś w Warszawskich Łazienkach spotkałem się z tym, iż w tamtejszej restauracji do stolika kelnerzy przynieśli obiad w garnkach, a dopiero tam został on przez nich wyłożony na talerze. Z kolei stosunkowo niedawno w bardzo małej górskiej miejscowości przykuła moją uwagę z domowym ciastem ukwiecona kawiarnio-cukiernia, której wystrój to między innymi winylowe płyty i stare książki (przypomniałem sobie o tej kafejce także wówczas, kiedy Radiowa Trójka w bieżącym roku zorganizowała akcję polegającą na tym, iż słuchacze przesyłali stare taśmy, a owa stacja je odtwarzała). Myślę, iż w ciepłe dni kiedy chyba większe wzięcie mają zewnętrza restauracji i kafejek ważniejsze od ich wystroju wewnętrznego jest to, jaki widok rozciąga się z ich zewnętrza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Taszka Wine & Petiscos
Moja ocena [1]: 5
Rodzaj kuchni: portugalska z wpływami azjatyckimi
Przedział‚ cenowy: do 40 zł
Rynek 53/55, 50-116 Wrocław
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram