Tatarska Jurta

2 kwietnia 2014
tatarska jurta
Dziś po raz ostatni zabieram Was na Podlasie. Tym razem odwiedzimy Kruszyniany – jedną z wiosek, które Jan III Sobieski podarował Tatarom w podziękowaniu za ich zasługi i udział po stronie polskiej w wojnie z Turkami w XVII w. To tu właśnie można spróbować prawdziwej tatarskiej kuchni, która jest niezwykle bogata i różnorodna. Łączy w sobie smaki tureckie, rosyjskie, ukraińskie, białoruskie, greckie i kaukaskie.

Kuchnia tatarska odzwierciedla burzliwą historię tułaczki Tatarów, która rozpoczęła się w V-VI wieku na terytorium północnych Chin. Tatarzy podczas swojej wędrówki adaptowali kulinarne tradycje regionów, na których się osiedlali. Stąd podstawowymi składnikami w ich kuchni jest mięso (baranie i wołowe), mąka, nabiał, warzywa i rozmaite przyprawy.

 

tatarska jurta

Do Tatarskiej Jurty nigdy pewnie bym nie przyjechała, gdyby nie Asia i jej Tata, który był tak miły i przywiózł nas tu samochodem z Supraśla. Do pokonania mieliśmy około 42 km w jedną stronę. Kruszyniany to miejsce tuż przy białoruskiej granicy. Polski zasięg łapią tu tylko dwie ogólnopolskie sieci komórkowe, a my na parę kilometrów przed dotarciem na miejsce otrzymaliśmy SMS’y informujące, że wykonanie połączenia kosztuje 4,94 zł/min, a wysłanie SMS aż 1,50 zł. Dzięki temu poczuliśmy się co najmniej jak na zagranicznych wczasach w jakimś bardzo egzotycznym kraju poza Unią Europejską 🙂

tatarska jurta

Budynek restauracji widać z ulicy bez problemu – to duży drewniany dom, do którego prowadzi szeroka ścieżka. Podczas naszego pobytu lekko padał deszcz – stąd szare niebo, kałuże i błoto.

tatarska jurta

 

tatarska jurta

 

tatarska jurta

 

tatarska jurta

 

tatarska jurta

Już od wejścia do restauracji czuć piękny zapach i można chwycić w dłoń jedną z wielkich drożdżówek z serem lub cynamonem, które prężą się na sole po prawej stronie.

tatarska jurta

 

tatarska jurta

Jednym z przysmaków, który można zabrać ze sobą do domu są czak-czaki. Kruche ciasteczka oblane miodem i posypane orzechami i makiem. Smakują trochę jak grubsze faworki bez cukru pudru, za to w miodzie.

tatarska jurta

Wnętrze urządzono w drewnie i zdominowane jest przez wielkie ławy oraz mnóstwo stylowych ozdób jak szable, nakrycia głowy, elementy tatarskiego ubioru, czy stare fotografie.

tatarska jurta

 

tatarska jurta

 

tatarska jurta

Zasiadłszy przy stole mogliśmy na spokojnie przeczytać menu. Plan był taki, że każdy wybierze inne danie i będziemy się dzielić, byśmy mogli popróbować tutejszych specjałów. Jednak jak tylko właścicielka – Dżenneta Bogdanowicz, zobaczyła swoich znajomych – Asię i jej tatę, to stwierdziła, że musimy mieć prawdziwą degustację i popróbować wszystkiego.

Nie myślałam, że to napiszę, ale po raz pierwszy na blogu stwierdzam, że tutejsze „menu degustacyjne” nie było dobrym rozwiązaniem, bo po posiłku z przejedzenia nie mogliśmy wstać od stołu 🙂

tatarska jurta

Na pierwszy ogień spróbowaliśmy kapuśniak na jagnięcinie – bardzo gęsty i pożywny (10 zł). Solidna porcja tradycyjnej kapuścianej zupy.

 

tatarska jurta

Zaraz po nim, jako druga w kolejce, ustawiła się pyza z mięsem w rosole. Ciasto było bardzo smaczne, ale dość grube (11 zł) – mi osobiście taki stosunek ciasta do nadzienia nie przeszkadza.

tatarska jurta

Kolejna swe wdzięki prezentowała nam pyza z białym serem, czosnkiem i pietruszką na ostro (11 zł). Podana była w roztopionym masłem, ale uwaga to bardzo czosnkowe danie. W zasadzie tylko je skubnęłam, bo ilość czosnku w nadzieniu nabranym na koniec widelca mnie dosłownie powaliła.

tatarska jurta

Na szczęście inaczej sytuacja wyglądała z tatarską babką ziemniaczaną z mięsem (24 zł). Baba podana była w towarzystwie prawdziwego tatarskiego sosu (pyszny!) oraz surówki z kapusty i marchewki. Może nie wyglądała nad wyraz atrakcyjnie, ale naprawdę smakowała znakomicie. Była to zupełnie inna wersja słynnego podlaskiego przysmaku i znacznie różniła się od tej, jaką miałam okazję przygotowywać w Supraślu (patrz wpis „Babka ziemniaczana„).

tatarska jurta

Po babce na stół wkroczyła jagnięcina z kością podana wraz z pilawem, czyli ryżem gotowanym z warzywami i przyprawami (nie znam ceny – danie spoza karty). Mięso było bardzo mocno doprawione, ale przez to niezwykle aromatyczne. To kolejna potrawa, która swoim wyglądem może nie wywoływała ślinotoku, ale już jej smak pobudzał wyobraźnię. Była to jedna z najlepiej podanych jagnięcin, jaką kiedykolwiek jadłam. Bardzo polecam!

tatarska jurta

W tym momencie nasze możliwości konsumpcji były na wykończeniu, ale z kuchni kelnerki niestrudzenie wynosiły dla nas kolejne pełne talerze…

Kryszonka (25 zł) to potrawa z jednego garnka (pamiętacie moje czenaki?) z ziemniakami, mięsem i warzywami. Była smaczna, ale w zasadzie prawie całą wróciła do kuchni, bo już po prostu nie mogliśmy prawie nic w siebie wdusić.

tatarska jurta

Kołduny tatarskie z mięsem z rosołem (25 zł) – zrobione z niezwykłą precyzją, dość mocno doprawione – konkretne w smaku, podobnie jak bulion. Jak się dowiedziałam Tatarzy serwują je zawsze obok zupy, nigdy nie wkładają ich do środka. Danie jak najbardziej godne uwagi i spróbowania.

tatarska jurta

Manty (25 zł) to pięć otwartych pierogów gotowanych na parze. W środku mają ser, a polane są bałkańskim jogurtem i owocowym musem. Mój przepis na to danie znajdziecie we wpisie „Manty„. Wg mnie było to najlepsze danie spośród tych, jakie próbowaliśmy w Tatarskiej Jurcie.

tatarska jurta

Do picia dostaliśmy wspaniały kompot z rokitnika (5 zł) – próbowałam go tu po raz pierwszy i uważam za rewelacyjny. Ma niesamowity, orzeźwiający smak i zapach, nie jest zbyt słodki, a jednocześnie doskonale gasi pragnienie po ostrym mięsie i masie przypraw, jakie pochłonęliśmy tego dnia na obiad.

tatarska jurta

Jako, że w tym momencie ledwo mogliśmy złapać dech, postanowiliśmy się przespacerować do meczetu po drugiej stronie ulicy. Miesiliśmy szczęście, bo akurat był otwarty dla większej grupy przyjezdnych.

Powiem Wam, że w meczecie byłam po raz pierwszy i była to bardzo ciekawa wizyta, a jednocześnie dobry pretekst, by odejść od stołu i się nieco poruszać 😉

 

Po powrocie do restauracji podano nam tutejszy hit – pierekarczewnik. To tatarski pieróg wyrabiany ręcznie. Jednak nie jest to zwykły pieróg, a raczej pierogowy olbrzym, bo jego średnica wynosi około 26-27 cm, a po upieczeniu waży 3 kg. Nie jest to tania potrawa, bo kosztuje 27 zł za kawałek, ale zdecydowanie warto jej spróbować, bo nie przypomina niczego, co miałam okazję wcześniej jeść.

Pierekaczewnik to chluba Kruszynian i Tatarskiej Jurty, do której zjeżdżają żądni jego smaku turyści z całej Polski. Nie zawsze jednak można go dostać, ponieważ jest potrawą niezwykle pracochłonną  – powstaje w ciągu 3 godzin przez nałożenie na siebie 6 cieniutkich jak bibuła warstw ciasta, które przekłada się farszem i zwija w rulon. Ciasto wyrabia się i formuje ręcznie. Jego nazwa pochodzi od czasownika „pierekatywat”, który w języku białoruskim i rosyjskim oznacza wałkowanie.

tatarska jurta

Nadzieniem może być mięso z indyka (akurat tego próbowaliśmy), baranina, wołowina, gęsina lub, w wersji na słodko, biały ser, rodzynki, jabłka lub suszone śliwki. Pierekarczewnik wypiekany jest w prodiżu, który nadaje mu okrągły kształt. Po upieczeniu przypomina zwiniętą muszlę ślimaka, którą kroi się na kilka kawałków jak tort.
W 2009 roku pierekaczewnik został zarejestrowany jako Gwarantowana Tradycyjna Specjalność.

tatarska jurta

Na zakończenie niezwykle sutej wizyty w Kruszynianach napiliśmy się kawy po tatarsku (5 zł) oraz herbaty z miętą (4 zł).

tatarska jurta

Tatarska Jurta – dla kogo?

Dla każdego! To znakomite miejsce na obiad w luźnej atmosferze. Oczywiście spotkamy tu dużo turystów, szczególnie w sezonie wakacyjnym, dlatego też lepiej robić wcześniej rezerwację.

Tatarska Jurta – podsumowanie:

Tatarska kuchnia jest bardzo ciekawa i szczerze powiem, że nie wiedziałam, że spotkam ją na Podlasiu. Było to dla mnie duże, pozytywne zaskoczenie, bo dania były bardzo smaczne, konkretnie doprawione, choć musiałam uważać na te z dużą ilością czosnku.

Za tak obfity obiad zapłaciliśmy 220 zł (z napojami za 4 osoby). Ceny, szczególnie jeśli porównamy do warszawskich, są tu bardzo przystępne, ale w zasadzie 2 lub 3 prawie całe porcje wróciły z powrotem do kuchni, bo po prostu nie byliśmy w stanie już nic więcej w siebie wcisnąć. Dlatego też radzę Wam nie skuście się na „menu degustacyjne”, bo wszystkiego nie zjecie i sporo jedzenia się zmarnuje. Lepiej zamawiać po jednym daniu i się między sobą wymieniać, a potem ewentualnie prosić o kolejne.

Będąc na Podlasiu samochodem zdecydowanie warto tu przyjechać.

Dobrego dnia!
E.

tatarska jurta
Podobne wpisy

Komentarze

7 odpowiedzi na “Tatarska Jurta”

  1. Becia pisze:

    piękne zdjęcia, miejsce niezwykle klimatyczne! 🙂

  2. Kasia Bolek pisze:

    świetnie opisane miejsce, do Kruszynian wybieram się już od jakiegoś czasu i dzięki tobie czuję się coraz bardziej zmotywowana do tej wyprawy 🙂

  3. widzę same smakołyki tutaj u Ciebie 🙂

  4. Ania Hołubiczko pisze:

    Już kiedyś zabierałam się do napisania komentarza dotyczącego Podlasia. Tak się składa, że we wrześniu zorganizowaliśmy sobie taką małą objazdówkę wzdłuż wschodniej granicy. Zaczęliśmy od Włodawy aż do Augustowa. Oczywiście odwiedziliśmy Kruszyniany. Nie pamiętam wszystkiego co próbowałam, ale na pewno pierekarczewnik, który według mnie był zbyt suchy i krusznokę, która przypominała cielęcinę z warzywami mojej Mamy 😀 Żałuję, że nie jadłam mant, skoro piszesz, że takie dobre 😀 Ale do rzeczy. Z Kruszynian pojechaliśmy do drugiej tatarskiej miejscowości w Polsce, w której również znajduje się meczet, mianowicie do Bohonik. Tam będąc już najedzonymi, musieliśmy zjeść następny pieriekarczewnik, który mimo bycia podgrzanym w mikrofalówce był lepszy bo bardziej wilgotny. Na deser musieliśmy wmusić w siebie pieriekarczewnik na słodko. Na Podlasiu jest tyle cudnych miejsc do zobaczenia. W Białowieży jadłam super faszerowanego sandaczem…. sandacza 😀 Wiem jak to brzmi, ale tak to właśnie było. I jadło się to w formie plastrów na chleb np. Tam też jadłam przepyszny gulasz z jelenia i babkę ziemniaczaną. Jedno z lepszych dań jakie jadłam w życiu! A cena była niska jak na dziczyznę! Pragnę jeszcze dodać, że bardzo lubię Twojego bloga i czytam niemal każdy post. Podoba mi się wysoki poziom postów. Piszesz o rzeczach ciekawych zahaczając o różne dziedziny życia. Trochę historii,sztuk, geografii itp itd. Wydaję mi się, że musisz być miła i kulturalną osobą. Ktoś kiedyś pisał, że twój styl jest sztuczny a życzliwość wymuszona, to chyba pisał jakiś gbur 😀 A tak przy okazji bardzo mi było miło jak odpisałaś na mój komentarz na facebooku a propos hulajnogi. Tak jakoś się tym cieszyłam, że ktoś znany z blogosferze do mnie napisał 😀 Chyba warto pamiętać, że blogi piszą normalne osoby 🙂 Dziękuję za miłą lekturę!

    • Madame Edith pisze:

      Aniu,
      serdecznie dziękuję za Twój komentarz, jest mi bardzo miło 🙂
      Na Podlasiu bardzo mi się podobało. Kuchnia świetna, a ludzie bardzo serdeczni. Też słyszałam, że pierekaczewnik na słodko jest smaczniejszy, niestety tego dnia, w którym odwiedzaliśmy Jurtę nie był dostępny. Nasz z indykiem posmarowany sosem tatarskim był smaczny – może dlatego, że prosto wyjęty z prodiża? Ale skoro piszesz, że w Bohonikach też jadłaś i był nawet lepszy z mikrofalówki, to może faktycznie jego świeżość ma zupełnie drugorzędne znaczenie 😉

      Pozdrawiam Cię bardzo ciepło,
      E.

  5. Tomek pisze:

    Dzień dobry 🙂
    Pisząc o Tatarskiej Jurcie pisze Pani o „Krysznoka (25 zł) to potrawa z jednego garnka (pamiętacie moje czenaki?) z ziemniakami, mięsem i warzywami”. Nie jestem pewien, ale czy nie wkradł się tu błąd, przekręcenie nazwy potrawy. Jeśli dobrze pamiętam, ta jednogarnkowa potrawa tam serwowana nazywana jest kryszonką. Przepraszam, jeśli się jednak mylę 😉
    Pozdr, Tomek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Kruszyniany
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram