Uki Uki

19 kwietnia 2015
Uki Uki
Uki Uki Fabryka Makaronu Japońskiego to nowa japońska restauracja, która otworzyła swoje podwoje w marcu przy Kruczej, vis-à-vis hotelu Mercure. Jako, że oboje z Monsieur przepadamy za japońską kuchnią, było wiadomym, że po powrocie z wyjazdu udamy się tam w pierwszej kolejności. Zwłaszcza, że zostaliśmy skuszeni obietnicami oryginalnego udonu, ramenu i sushi, czyli najbardziej popularnych klasyków. Udaliśmy się tam na sobotni obiad. Czy faktycznie jedzenie przypominało to z Japonii?

Odwiedzając Uki Uki o tej porze roku uwagę przykuwają dwie ogromne wiśnie, które rosną po lewej i prawej stronie lokalu. To chyba dobry omen, bo wiśni, w dodatku tak okazałych, nie ma znowu w Warszawie tak wiele.
Uki Uki
Uki Uki
Restauracja mieści się na parterze bloku mieszkalnego przy Kruczej 26/31

 

Uki Uki
Uki Uki, godziny otwarcia 12:30-21:00

Już od wejścia mi się podoba. Zaraz koło drzwi znajduje się stacja do gotowania makaronu. Przy niej krząta się długowłosy Japończyk z koczkiem na głowie. Co chwila chwyta za cedzak-siatkę, przypominający ten na ryby, i wyławia porcje udonu (gruby makaron pszenny).

Uki Uki

Lokal nie jest duży, ale też nie bardzo mały. Pomieści myślę do 40 osób. Urządzony jest w jasnym drewnie, w prostym stylu. Nie znajdziemy tu wygodnych krzeseł, a raczej proste stołki z małymi poduszkami. Na półkach w otwartej na salę kuchni ułożone są rozmaite miski i czarki do zielonej herbaty. Można usiąść przy stolikach, jak i przy barze skąd rozpościera się widok na krzątających się kucharzy.

Uki Uki

Na półkach za plecami gości poukładano z kolei origami.

Uki Uki

Jesteśmy tu koło 13, a lokal jest już zapełniony w połowie (koło 14 nie ma już miejsc, a przy wejściu ustawia się kilkuosobowa kolejka!). Dość szybko otrzymujemy menu i pytamy kelnera o rodzaje dań. Okazuje się jednak, że ramen i sushi pojawią się dopiero za jakiś czas i w początkowej fazie oferowany jest jedynie udon. Za to na kilka sposobów. Ceny wahają się od 20-35 zł za dużą miskę zupy z dodatkami.

Uki Uki

Składamy zamówienie i po kilku minutach na naszym stole lądują małe moździerze z sezamem oraz pastylki, które po polaniu przez kelnera wodą pęcznieją i zamieniają się w ręczniki do przetarcia dłoni przed posiłkiem. Dostajemy też po dużej szklance wody. Zarówno ręczniki, jak i woda są stałymi elementami wizyty w każdej restauracji w Japonii, nawet tej bardzo taniej.

Uki Uki

Kelner poinstruował nas byśmy oczekując na nasze dania zmielili prażony sezam. Bierzemy się więc do roboty! Monsieur kręci tak intensywnie, że jeszcze moment, a zrobiłby masło sezamowe 😉

 

Uki Uki

Jedzenie podawane jest na drewnianych tackach. To kolejny japoński element. Oprócz zupy i makaronu znajdują się na niej też dodatki w postaci startego imbiru i bardzo drobno posiekanej wiosennej cebulki – można nimi doprawić bulion.

Uki Uki

Wybrałam  kama-age udon, czyli bulion z suszonych płatków tuńczyka bonito podany wraz z miękkim makaronem i sosem sojowym. Miękki makaron oznacza, że serwowany jest on w drewnianym naczyniu, sami go wyławiamy i dodajemy do zupy.

Uki Uki

Jako, że wybrałam wersję kama-ebi gozen (36 zł), dostałam także talerzyk z dwiema krewetkami, słodkim ziemniakiem, papryką, kawałkiem bakłażana i grzybem shitake. Wszystkie dodatki były usmażone na chrupko w tempurze i można je było moczyć w delikatnym sosie sojowym. Porcja była ogromna i prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że będzie tak duża. Bulion był niezwykle aromatyczny, miał głęboki i wyraźny smak, zwłaszcza kiedy piło się wprost z miseczki już po zjedzeniu makaronu. Warzywa w tempurze oraz krewetka były bardzo, ale to bardzo sycące. Uważam, że był to absolutnie doskonały wybór!

Uki Uki

Monsieur zdecydował się za to na inny rodzaj udonu: buta shabu udon (28 zł), czyli udon z duszoną wieprzowiną, cebulą i sosem sukiyaki. W tym przypadku makaron podany był al dente i znajdował się już w zupie. Danie było przepyszne, lekko słodkie i bardzo gęste. Mięso było mięciutkie i bardzo aromatyczne. Miska, która na zdjęciach może wyglądać na małą, w rzeczywistości była tak duża, że głodny M. zjadł niewiele więcej jak połowę jej zawartości, by najeść się do pełna.

Uki Uki

Jako dodatek do naszych dań wybraliśmy kakiage (7 zł), czyli warzywa w tempurze (marchewka, cebula, słodki ziemniak i zielenina). Była to świetna, dużych rozmiarów przystawka, a warzywa fantastyczne, choć oczywiście dość tłuste. Wystarczyło odłamywać je po kawałku z kulki i maczać w sosie sojowym. Pychota!

Uki Uki

Na deser nie starczyło nam już miejsca. Wypiliśmy tylko herbatę z ryżem (7 zł za sporych rozmiarów czarkę), która jest jedną z naszych ulubionych.

Uki Uki

 

Uki Uki – dla kogo?

Dla każdego kto lubi azjatyckie klimaty i z pewnością nie dla tych, którzy nie przepadają za rybami. Mimo, że bulion z płatków bonito nie przypomina w żaden sposób zupy rybnej, to i tak subtelnie pachnie rybą. Miłośnicy Japonii wyruszą tu w podróż sentymentalną przypominając sobie wszystkie udony konsumowane w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Uki Uki – podsumowanie:

Uki Uki to fantastyczne miejsce z przepysznym jedzeniem. Cieszy mnie fakt, że właściciele przykładają uwagę do japońskich dobrych zwyczajów. Mamy więc ręczniki do przetarcia rąk przed jedzeniem, a także bezpłatną wodę. Naczynia są częściowo ceramiczne, a w części plastikowe, zupełnie jak w Japonii 🙂 Autentyczne jest też sam sposób podania: na tacce, z pałeczkami i łyżką.

Jedynym minusem, którego my akurat nie odczuliśmy, gdyż przyszliśmy jeszcze przed pełnym obłożeniem, jest obsługa, której jest zdecydowanie za mało. Dwie osoby na ponad 30 gości (w tym jedna, dla której to był dopiero pierwszy dzień w pracy) po prostu nie dają rady. Niektórzy goście czekali po 20 minut i dłużej na złożenie zamówienia. Mam jednak nadzieję, że to przejściowe problemy i z czasem będzie tylko lepiej. Byłoby szkoda, gdyby marna jakość serwisu zaważyła na opiniach o tak niezwykłym i autentycznym jedzeniu.

Do kolejnego przeczytania!
E.

Uki Uki
Podobne wpisy

Komentarze

7 odpowiedzi na “Uki Uki”

  1. Natalia Catte pisze:

    Dzięki Tobie, gdy przeprowadzę się do Warszawy (jeszcze dwa lata, eh eh) zrobię sobie trasę po wszelkich japońsko-podobnych kawiarniach c;

  2. Anonimowy pisze:

    Brzmi bardzo fajnie, ale czy weganin znajdzie tam cos dla siebie?

  3. Anonimowy pisze:

    "gdy przeprowadzę się do Warszawy" Właśnie wszyscy lgniecie do tej naszej Warszawy a później nazywacie ją "warszawką" kaleczycie oryginalną nazwę i zajmujecie miejsca pracy dla rodowitych mieszkańców.

    Klaudia

    • Madame Edith pisze:

      Klaudio,

      nie zgodzę się z Twoim komentarzem. Idąc tym tropem kogo można nazwać "rodowitym mieszkańcem"? Osobiście uważam, że w Warszawie, jak i wielu innych dużych miastach, mieszkają praktycznie same "słoiki". To nie jest tak, że Warszawa była dużym miastem od zawsze i że wszyscy się tu urodzili i wychowali i nagle któregoś dnia tłumy z całej Polski zaczęły się osiedlać. Każde miasto składa się z ludności napływowej, która przeprowadzała się ze wsi właśnie za pracą.
      W dzisiejszych zjawiskach nie ma nic nienormalnego. A to, że ludzie przyjeżdżają podnosi konkurencyjność, co wpływa na poziom świadczonej pracy i przyspieszenie rozwoju. To z kolei sprawia, że powstają nowe firmy i kolejne miejsca pracy. Koło się zamyka i wg mnie jest to pozytywne zjawisko, bo się rozwijamy, a nie stoimy w miejscu.

      Pozdrawiam,
      E.

    • Anonimowy pisze:

      Idąc Twoim tokiem rozumowania to ten Japończyk bezczelnie osiedlil się w Warszawie i nie dość, że zabiera pracę polskim kucharzem, to i cham lokal wynajmuje. A powinien przecież tam być bar mleczny ze schabowy, setą i galaretą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza


Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni:
Przedział‚ cenowy:
, Warszawa
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram