fbpx

Wojciech Amaro x Cana Concept – obiad w Forgotten Fields Farm

15 września 2023
forgotten fields farm

Kilka miesięcy temu Wojciech Modest Amaro wrócił do gotowania dla gości. Formuła spotkań jest jednak odmienna od tej znanej z jego dotychczasowych restauracji. Zainteresowani przyjeżdżają na jego farmę, w której zlokalizowana jest wielka kuchnia i stół dla 12 osób. Kolacje organizowane są cztery razy w miesiącu. To w zasadzie jedyna, poza jeszcze warsztatami „masterclass” możliwość odwiedzenia farmy. Jednak dzięki współpracy Wojciecha Modesta Amaro z marką Cana Concept, która produkuje luksusowe kuchnie ogrodowe, miałam okazję odwiedzić farmę i spędzić na niej kilka godzin, a także zjeść niecodzienny obiad.

Forgotten Fields Farm

Pogoda dopisała, więc wydarzenie odbyło się na świeżym powietrzu. Mogliśmy obejrzeć całą farmę, która zajmuje ogromny teren w Dębówce pod Konstancinem-Jeziorną. Cały koncept „farm dine” puszcza oko do „fine dine”. I faktycznie jest bardzo na luzie, bez charakterystycznego nadęcia, które towarzyszy wielu restauracjom fine dining’owym. Można powiedzieć, że Chef Amaro zaprasza nas do swojego domu i swojego stołu.

Przystawki, jak i desery zostały przygotowane w tradycyjnej kuchni, za to dwa dania główne na kuchniach ogrodowych Cana Conept. Na wstępie podano soki i lekkie wino owocowe. Dopiero po nich wkroczyły przystawki.

Przystawki

Andrut ryżowy z emulsją kwiatową z czarnego bzu smakował mi najbardziej. Sam smak andruta przywodzi na myśl beztroskie czasy dzieciństwa, a czarny bez uwielbiam, więc dla mnie było to połączenie idealne. Lekkie, przyjemne, zabawne. Idealne do jedzenia dłońmi, co w restauracjach bardzo lubię.

Sardynka w cieście filo z polskim wasabi była reinterpretacją „sardines on toast”. Była to ciekawa propozycja, choć ciasto filo nie było tak chrupkie, jak powinno i niestety trochę cię ciągnęło, co utrudniało konsumpcję tej ślicznej przekąski.

Serowe ravioli z yuzu były za to świetne! Cieniutkie plasterki sera owczego zostały pokrojone i ułożone na kształt ravioli. Ser idealnie uzupełniał się z kwaskowatym nadzieniem. Pyszny pomysł!

Tatar z poziomek był bardzo nieoczywisty, bo okazał się być daniem wytrawnym. Poziomki widziałam, ale ich nie czułam. Byłam bardzo zaskoczona tą przystawką, bo oczy widziały jedno, ale język czuł co innego. Intrygujące doświadczenie. Lubię takie wyzwania.

Piątą i zarazem ostatnią przystawką byłą burrata z mini ogórkiem arbuzowym i pieprzem syczuańskim. W mojej porcji mocno wyczuwalne były gorzkie nuty w mini ogórkach. Kremowa burrata nie dała rady przykryć tych cierpkich nut smakowych. Ale ponoć w innych porcjach nie było czuć tej goryczy aż tak bardzo.

Dania główne gotowane na kuchni Cana Concept

Sok pomarańcza-ananas z przyprawami korzennymi podany przed daniami głównymi był super gęsty, jak porządny shot witaminowy. Od razu wiadomo było, że to samo zdrowie!

Do obiadu podano wino białe z woskiem pszczelim. I tu kolejny raz nieznany smak. Wino faktycznie pachniało jak wosk pszczeli, ale w smaku było bardzo wyrafinowane, gęste, ciężkie i dość mętne. Interesująco było je spróbować, ale do zachwytów było mi daleko.

Za to dania główne przygotowane na grillu to było coś pysznego!

Troć fiordowa marynowana w marchwi i miso rozpływała się w ustach, doskonały sos z trawą żubrową, jak i kurki smażone z morelami były kapitalnym dodatkiem. Baby seler naciowy był dość twardy i nie każdy mu podołał, ale stanowił ciekawy kontrapunkt do ryby, zwłaszcza pod kątem konsystencji.

Hitem okazał się sezonowany stek ze świni złotnickiej podany z bakłażanem z fetą i gotowanymi orzeszkami piniowymi i grillowaną kukurydzą. Danie ozdabiały przeróżne listki (m.in pelargonii). To był majstersztyk. Niby prosta rzecz, a tak znakomita i pełna smaku.

Lody borowikowe z sake kasu (produkt uboczny produkcji sake) były świetne! Delikatne, ale z głębokim posmakiem umami. Nie wiem jakiej marki czekolady użyto do ich przygotowania, ale dopełniała dzieła znakomicie. Nie był to znowu oczywisty deser. Ja takie na szczęście bardzo lubię i ogromnie przypadł mi do gustu.

Gin and tonic z mini kiwi, które wymyślili naukowcy z SGGW, to była po prostu pianka, w której ukryte były plasterki mini kiwi. Fajny, orzeźwiający deser/drink o ciekawej formie.

Najlepszym deserem było jednak kukurydziane tiramisu. Coś pysznego! Ciastko w kształcie kawałka kukurydzy, które smakowało odrobinę jak kukurydza, ale w środku skrywało czekoladowy trzon z herbatnikami. Bardzo przyjemna rzecz na koniec takiego niecodziennego obiadu. Przyznam, że kolacji po tej uczcie już nie jadłam.

Obiad w Forgotten Fields Farm z Cana Concept

Cana Concept dostarczyła na farmę najbardziej luksusowe kuchnie ogrodowe, jakie widziałam. Zrobione ze spieków lub drewna, wyposażone w lodówki, zlewozmywaki, grille czy płyty indukcyjne (jest wiele możliwości dopoasowania). To produkt eksportowy, z jakiego możemy być dumni, bo jest perfekcyjnie opracowany w każdym calu. I do tego: jak wygląda!

Gdybym miała ogród, to z pewnością marzyłabym o takiej kuchni, przy której można byłoby spędzać całe dnie na zewnątrz. Moja babcia i prababcia miały kuchnie letnie i korzystały z nich przez całe lato. Możliwość gotowania na dworze to wielka przyjemność. Dziś Cana Concept wychodzi z nowoczesną alternatywą, która ma przetrwać lata. Wspaniale, że tak silne marki jak Amaro i Cana Concept połączyły siły i się wspierają. Z takiej współpracy z pewnością powstaną niezwykłe rzeczy.

Do przeczytania!

E.

P.S. Bardzo dziękuję Wojciechowi Modestowi Amaro i marce Cana Concept za zaproszenie na Forgotten Fields Farm. To była niezwykła uczta dla zmysłów.

Jak oceniasz ten wpis?

Kliknij gwiazdkę, aby ocenić!

Średnia ocena 3.5 / 5. Liczba głosów: 26

Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszą osobą, która oceni ten post.

Podobne wpisy

Komentarze

4 odpowiedzi na “Wojciech Amaro x Cana Concept – obiad w Forgotten Fields Farm”

  1. Dziękuję za informacje. Cena dość wysoka ale w sumie tanio już było. Bardzo fajne rozwiązanie z tym dowozem/odwozem uczestnika obiadu. W Polsce spotkałam się tylko z taką usługa w tych drogich hotelach.

    • Madame Edith pisze:

      Jakoś w grudniu/styczniu, zaraz po otwarciu farmy, cena wynosiła 1150 zł. Niestety jak wszystko poszła do góry.

  2. Chętnie wybrałabym sie na taką kolację w przyszlym roku. W Heart bylo świetnie. Rozumiem, że zostałaś zaproszona ale orientujesz się może jak wygląda cennik takiej kolacji?

    • Madame Edith pisze:

      Oczywiście, orzy czym u nas to był obiad. Jednak cena kolacji to 1450 zł + serwis od osoby. Goście są dowożeni na miejsce i odwożeni po kolacji do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Tutaj możesz dodać zdjęcie do komentarza

Forgotten Fields Farm
Moja ocena [1]:
Rodzaj kuchni: polska z akcentami międzynarodowymi
Przedział‚ cenowy:
Dębówka, Dębówka
Zobacz na Mapach Google
@MadameEdith on Instagram